Sens życia - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Sens życia

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 25 ]

Temat: Sens życia

Witam, chciałbym zapytać się skąd znajdujecie siłę, ochotę na codzienną walkę? Dlaczego codziennie wstajemy, dlaczego pracujemy nad sobą studiując, wypruwając sobie żyły w pracy? Wiem że niektórzy robią to bo mają rodzinę, kogoś bliskiego, kto motywuje do tych działań. Inni robią to bo wierzą że kiedyś będzie dobrze. Jeszcze inni robią to z pasji,  bo to po prostu kochają.
Co jeśli nie ma nikogo bliskiego dla kogo warto walczyć, a bliskie osoby z przeszłości wręcz sprawiają że odechciewa się tej walki? Co jeśli straciło się nadzieję w ludzi? Wizja szczęśliwej przyszłości zanika z każdym dniem, w którym sobie uświadamiamy że nie warto?
Nie mam dużego bagażu życiowego, ale zauważyłem że chęć bycia wporządku wobec ludzi, nie mówię tutaj tylko o znajomych ale nawet wobec ludzi spotkanych na ulicy nie ma sensu. Dlaczego ludzie są tacy samolubni, myślą tylko o sobie? Dlaczego aby do czegoś dojść trzeba być cwaniakiem, złodziejem, krętaczem?
Czy do tego wszystkiego zmusza nas ustrój w jakim żyjemy? Czy poprostu w taki sposób jest łatwiej do czegoś dojść?
Życie to długotrwały proces i jeżeli chce się aby było wporządku trzeba walczyć. Z tym się każdy zgodzi i ja też się zgadzam, ale coraz częściej uświadamiam sobie że marnuję czas wysiłek. Zaskoczę was i powiem że wszystko na co miałem wpływ mi się udawało, poza życiem osobistym. Powodzenie na studiach wszystkie cele jakie sobie założyłem udało się zrealizować i nie szedłem po najniższej linii oporu. Kiedyś miałem ambicje, ale życie pokazało, że bez tej ciężkiej pracy prawdopodobnie był bym w tym samym miejscu co teraz.  Często wracam do błędów popełnionych w przeszłości i zapominam o miłych chwilach i odniesionych sukcesach.

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Sens życia

Ciężko jest znaleźć motywację tylko dla siebie. Jeżeli robisz to również z myślą o kimś to masz tą świadomość że nie marnujesz czasu, wysiłku. I tak jak napisałaś ludzie się wykruszają, mają prawo bo mają też i różne powody. Czym jest szczęście, czy szczęściem jest być bogatym posiadać wielką chatę i samochód? Nie sprawia wam przyjemości, gdy pomożecie komuś w trudnej chwili? Tego nie można kupić i nie każdy może to mieć. Nie wiem może nie powinienem się urodzić w tej epoce, ale w dzisiejszych czasach jakiekolwiek wartości nie maja znaczenia. Staliśmy się tak znieczuleni na innych czy mamy tyle problemów na głowie że nie mamy czasu dla innych?

3

Odp: Sens życia

Ciekawy temat...

Najlepiej zawsze być sobą, bo nigdy nie wiadomo kiedy trafisz na osoby, które to docenią. To, że dotychczas trafiałeś tak, a nie inaczej nie znaczy, że powinieneś się dostosowywać do innych i gubić własne wartości. Po co? W imię czego? Najlepiej ma ten, kto potrafi być szczęśliwy sam ze sobą, a dopiero później z innymi. Rozumiem, że w pewnym stopniu budujemy swoje 'Ja' w oczach innych i fajnie, jeśli otaczamy się ludźmi, którzy dają nam paliwo do życia, ale co jeśli nagle takich ludzi brakuje? Ty w sobie musisz odnaleźć siłę. Albo jeszcze inaczej... przestań żyć dzięki energii otrzymywanej od innych, tylko sam tę energię zacznij dawać. Ale tak zupełnie bezinteresownie. Bez zastanawiania się czy warto, czy jest sens, zobaczysz, że to daje 2x większego kopa do życia. A życie to nie walka, o co takiego chcesz walczyć?

4 Ostatnio edytowany przez darek90 (2014-05-13 15:02:53)

Odp: Sens życia
milka25 napisał/a:

Ale w życiu trzeba dostrzegać to dla czego warto żyć. Bo inaczej jeśli nie nauczysz cieszyć się życiem to tylko wegetujesz z dnia na dzień.

A dlaczego warto żyć? Gdzie szukać tych powodów?

Antera napisał/a:

Dla kogo kończysz studia ? Dla siebie, żeby zdobyć kwalifikacje, nowe doświadczenia, znajomości.
Dla kogo pracujesz ? Dla siebie, żeby mieć za co opłacić rachunki, zrobić zakupy, sfinansować swoje zainteresowania, również zawszeć znajomości, zdobyć nowe doświadczenia, a jeżeli w dodatku robisz to co lubisz, to jest to pewną formą terapii na smutki.
Dla kogo rozwijasz pasje ? Dla siebie, bo sprawiają Ci przyjemność, jest to Twój sposób na wypełnienie wolnego czasu.
Dla kogo podróżujesz ? Dla siebie, żeby na starość móc usiąść przy kieliszku wina, pooglądać zdjęcia, powspominać.
I mogłabym tak wymieniać jeszcze przez długi czas, ale trzeba iść wpać, bo jutrzejszy wschód słońca witam na plaży. smile

Oczywiście masz rację. Tak jak pisałem w pierwszym poście robimy to wszystko aby kiedyś było lepiej. Staramy się, poświęcamy cały nasz czas żeby mieć lepszy start w życiu. Ta nadzieja daje nam siłę, jednak nie zawsze jest tak jak to sobie wyobrażamy. Są też takie sytuacje, gdy osiągamy to o co tak walczyliśmy i tak naprawdę nie odczuwamy wielkiej radości. Podobnie jest w związkach na początku wszystko jest pięknie, wspaniale, ale z czasem wszystko wygasa. Widzę po młodych małżeństwach że bycie w związku nie ma sensu, ale też widzę że bycie samemu też jest ciężkie.

witchmoth napisał/a:

Najlepiej zawsze być sobą, bo nigdy nie wiadomo kiedy trafisz na osoby, które to docenią. To, że dotychczas trafiałeś tak, a nie inaczej nie znaczy, że powinieneś się dostosowywać do innych i gubić własne wartości. Po co? W imię czego? Najlepiej ma ten, kto potrafi być szczęśliwy sam ze sobą, a dopiero później z innymi. Rozumiem, że w pewnym stopniu budujemy swoje 'Ja' w oczach innych i fajnie, jeśli otaczamy się ludźmi, którzy dają nam paliwo do życia, ale co jeśli nagle takich ludzi brakuje? Ty w sobie musisz odnaleźć siłę. Albo jeszcze inaczej... przestań żyć dzięki energii otrzymywanej od innych, tylko sam tę energię zacznij dawać. Ale tak zupełnie bezinteresownie. Bez zastanawiania się czy warto, czy jest sens, zobaczysz, że to daje 2x większego kopa do życia. A życie to nie walka, o co takiego chcesz walczyć?

Zawsze staram się być sobą, kierować się swoimi wartościami przekonaniami. Nie dostosowuję się do innych ludzi. Od nielicznych ludzi można jedynie czerpać ich wartości i wprowadzać w życie. Nigdy nie przypuszczałem że można być tak pomocnym, uczciwym, mieć dobre serducho gdy życie dawało Ci w kość przez całe życie. To zaobserwowałem u innej osoby i zaimponowało mi to, można powiedzieć że przejrzałem na oczy i dzięki tej osobie się zmieniłem. Takie zmiany akceptuję.
Ciężko jest żyć bez enegrii innych ludzi. Człowiek nie jest przystosowany do samodzielnego życia.
A czym według Ciebie jest życie jak nie walką?

5

Odp: Sens życia

Może taki powinien być tytuł : Czym dla Ciebie jest życie,  jak nie walką ? Darek bardzo dobre pytanie .

6 Ostatnio edytowany przez Blueberry79 (2014-05-13 18:29:33)

Odp: Sens życia

Dlaczego uczymy się ,kończymy studia,pracujemy? Myślę ,że głównie dla samych siebie ,a co gdy ktoś nie widzi w tym sensu? pół życia to szkoła,nauka ,a drugie pół praca.I często sobie myślę po co to wszystko i tak wszystko jest i będzie do kitu tak jak zawsze zresztą

7

Odp: Sens życia
Blueberry79 napisał/a:

pół życia to szkoła,nauka ,a drugie pół praca.I często sobie myślę po co to wszystko i tak wszystko jest i będzie do kitu tak jak zawsze zresztą

I w tym miejscu odpowiadając na pytanie Darka - takie podejście jak wyżej to walka (chociaż bardziej tupanie w podłogę) i z dobrego serca - radzę zmienić podejście smile A dla mnie życie to przygoda i chyba zawsze tak do tego podchodziłam. Nawet jak spotykały mnie jakieś złe rzeczy, już zaczynając od nieidealnej sytuacji rodzinnej za dzieciaka, śmierć bliskich, wypadek, operacje czy nawet jakieś głupie problemy na studiach, szukanie pracy, to zawsze przyjmowałam to jako nowe doświadczenie, droga po której i tak każdy przechodzi, raz po miękkim piasku, raz po kamieniach, ale najważniejsze żeby iść. Kurcze, żyjemy raz, a niektórzy zachowują się jakby umarli za życia wink

8

Odp: Sens życia

Są dwie drogi sukcesu. Pierwsza to poruszanie się na granicy prawa i moralności (albo nawet poza nią) i druga, uczciwa, która kosztuje bardzo wiele pracy. Pewnie na szczyty niestety dochodzi się tą pierwszą drogą. Kwestia priorytetów. Nie wydajesz się być osobą mającą tak płytkie cele w życiu, więc po co skupiać się na tym co złe? // Ludzie myślą tylko o sobie bo żyjemy w erze najszybciej, najdoskonalej i najszerzej narastającego egoizmu. Stajemy się samotnymi wyspami, a świat kreuje taką modę robiąc z nas konsumentów. Łapiemy to podświadomie. Aby tym nie podążać należałoby poddać się autorefleksji - ale ku temu z kolei onieczne są wartości wyższe, które aktualnie też niemal zupełnie upadają. Jednak... swim zachowaniem wpływamy na ludzi, więc po co skupiać się na egoiźmie? Czy nie lepiej po prostu zacząć zmieniać świat zmieniając siebie? Sens życia wyjaśniłaby Ci każda religia czy filozofia. Masz cały wachlarz do wyboru. Ale sens trzeba odnajdywać w sobie każdego dnia... I warto zacząć od poukładania sobie w życiu, w głowie, w sercu.

Odp: Sens życia
darek90 napisał/a:

Witam, chciałbym zapytać się skąd znajdujecie siłę, ochotę na codzienną walkę? Dlaczego codziennie wstajemy, dlaczego pracujemy nad sobą studiując, wypruwając sobie żyły w pracy? Wiem że niektórzy robią to bo mają rodzinę, kogoś bliskiego, kto motywuje do tych działań. Inni robią to bo wierzą że kiedyś będzie dobrze. Jeszcze inni robią to z pasji,  bo to po prostu kochają. Co jeśli nie ma nikogo bliskiego dla kogo warto walczyć, a bliskie osoby z przeszłości wręcz sprawiają że odechciewa się tej walki?

Ponieważ mamy jakieś ambicje. Chcemy do czegoś dążyć.

Jeśli nie mamy bliskich, to trzeba ich odnaleźć. Jesteśmy ludźmi i na tym to polega. Szukasz sobie drugiej połówki, później masz dzieci i wszystko staje się jeszcze bardziej skomplikowane. Dlaczego to wszystko robimy? Nie wiem, chcemy żyć ;] Lepiej jest BYĆ, niż NIE BYĆ

darek90 napisał/a:

Co jeśli straciło się nadzieję w ludzi? Wizja szczęśliwej przyszłości zanika z każdym dniem, w którym sobie uświadamiamy że nie warto?
Nie mam dużego bagażu życiowego, ale zauważyłem że chęć bycia wporządku wobec ludzi, nie mówię tutaj tylko o znajomych ale nawet wobec ludzi spotkanych na ulicy nie ma sensu. Dlaczego ludzie są tacy samolubni, myślą tylko o sobie? Dlaczego aby do czegoś dojść trzeba być cwaniakiem, złodziejem, krętaczem?

Jeśli miałbyś swoją zgraną grupę kumpli, to byś jej nigdy nie stracił. Człowiek jest z natury dobry. Są oczywiście wyjątki od tej reguły ;] Znam wielu ludzi, którzy doszli do czegoś, żyjąc zawsze w zgodzie z samym sobą. Zresztą co to dla Ciebie znaczy dojść do czegoś? Mieć górę pieniędzy? Mieć władzę? A może mieć szczęśliwą rodzinę?

darek90 napisał/a:

Czy do tego wszystkiego zmusza nas ustrój w jakim żyjemy? Czy poprostu w taki sposób jest łatwiej do czegoś dojść?
Życie to długotrwały proces i jeżeli chce się aby było wporządku trzeba walczyć. Z tym się każdy zgodzi i ja też się zgadzam, ale coraz częściej uświadamiam sobie że marnuję czas wysiłek. Zaskoczę was i powiem że wszystko na co miałem wpływ mi się udawało, poza życiem osobistym. Powodzenie na studiach wszystkie cele jakie sobie założyłem udało się zrealizować i nie szedłem po najniższej linii oporu. Kiedyś miałem ambicje, ale życie pokazało, że bez tej ciężkiej pracy prawdopodobnie był bym w tym samym miejscu co teraz.  Często wracam do błędów popełnionych w przeszłości i zapominam o miłych chwilach i odniesionych sukcesach.

Mi też zdarza się wspominać przeszłość, ale jakoś nie palę się do tego, aby do niej wracać, czy mówić, że wtedy było cudownie i lepiej już nie będzie. Wręcz przeciwnie. Codziennie budujesz swoje jutro i żyjesz z nadzieją, że jutro będzie lepiej. W zasadzie to wiem, że będzie lepiej, pomimo tego, że i tak jest dobrze. Mam całe życie przed sobą ;]
Wiesz, jeżeli uczyłeś się na maturę bardzo solidnie, zdałeś bardzo dobrze, poszedłeś na studia i również wszystko zaliczyłeś bardzo dobrze, a nagle okazało się, że Twój kolega, który nie zdał w podstawówce 3 razy jest budowlańcem i zarabia kwotę o której możesz pomarzyć, to rzeczywiście, można się załamać. Ale niestety o studiach i pracy trzeba myśleć wcześniej. Studia są dobre, jeśli chcesz być prawnikiem albo lekarzem. Ale zdecydowanie nie są dobre, jeśli nie wiesz co chcesz w życiu robić... Mój facet popełnił taki błąd, ale szybko go naprawił. Niestety stracił 3 lata na uczelni. Teraz pracuje i studiuje zaocznie coś, co jest mu na prawdę potrzebne.

Ambicji się nie traci ot tak. Nadal je masz, inaczej nie pisałbyś tego posta. Mi pomaga wiara, ponieważ wiem, że pomimo tego, że zostanie ze mnie tylko popiół na Ziemi, to jednak będę gdzieś tam, wyżej ;]

10

Odp: Sens życia

Powiem szczerze, że aż zmusiłeś mnie do zastanowienia nad własnym życiem.Ja np na studiowałam czy pracowalam to dla własnej satysfakcji, pochwały czy uznanie podnosiły moją samoocenę jednak nigdy nie stanowiło to sensu zycia samego.Jak sie skonczyło to skonczyło po prostu.Moim filarem zycia zawsze była rodzina najblizsza, rodzice, brat,potem mąż, córka.Jak juz mam wrazenie, ze na nic moje pasje, moje plany to sie trzymam kurczowo tych ludzi.Dla siebie też zyję, sprawiam sobie małe przyjemnosci.Staram sie nie szukac w zyciu wielkich ideologii tylko ciesztc sie malymi rzeczami, tym, że mamy wiosnę, swieci slonce, że mogę wypić kawę na tarasie, że moja córka się usmiecha, że mogę wyjść swobodnie na zakupy, że zyje w spokoju.Nie patrze na zło wokoł, nie analizuje przekrętów innych, wyłączylam sie ludzką głupotę i zło.Zamknelam sie we wlasnym swiecie, to mi pomaga przetrwać.

11 Ostatnio edytowany przez darek90 (2014-05-14 17:12:43)

Odp: Sens życia

Widzę że temat się rozwija i dobrze smile

witchmoth napisał/a:

Kurcze, żyjemy raz, a niektórzy zachowują się jakby umarli za życia wink

Trafna uwaga smile

Antera napisał/a:
darek90 napisał/a:

Widzę po młodych małżeństwach że bycie w związku nie ma sensu[...]

Spójrz na pokolenie swoich dziadków, którzy zepsute rzeczy naprawiali zamiast wyrzucać do kosza, i dzięki temu przetrwali w szacunku i przyjaźni wiele lat, mimo że nie zawsze szło jak po maśle. Nadal uważasz, że bycie w związku nie ma sensu ?
Za porażki młodych małżeństw nie odpowiada nikt inny jak oni sami. Każdy podejmuje decyzję taką jaka mu w duszy gra, a że czasem komuś się zdarzy postąpić w takt jakiegoś rzępolenia, to zupełnie inna historia, która nie powinna wpływać na Twój światopogląd.
Są wartościowi ludzie na tym świecie, i jest prawdziwa miłość.

darek90 napisał/a:

A dlaczego warto żyć? Gdzie szukać tych powodów?

Skoro już tutaj jesteś, to co Ci szkodzi wstać rano z łóżka i cieszyć się życiem ? wink

Niestety nie możemy porównywać pokolenia naszych dziadków z obecnymi czasami. Wtedy świat funkcjonował zupełnie inaczej niż teraz i to w każdym aspekcie życia. Wydaje mi się że ludzie doceniali jakiekolwiek wartości w tamtych czasach o wiele bardziej niż dzisiaj. Wierzę że są wartościowi ludzie, ale ciężko ich spotkać, a jeśli chodzi o miłość to chciało by się w to wierzyć że tak jest jak napisałaś.

freud'ova napisał/a:

Są dwie drogi sukcesu. Pierwsza to poruszanie się na granicy prawa i moralności (albo nawet poza nią) i druga, uczciwa, która kosztuje bardzo wiele pracy. Pewnie na szczyty niestety dochodzi się tą pierwszą drogą. Kwestia priorytetów. Nie wydajesz się być osobą mającą tak płytkie cele w życiu, więc po co skupiać się na tym co złe? // Ludzie myślą tylko o sobie bo żyjemy w erze najszybciej, najdoskonalej i najszerzej narastającego egoizmu. Stajemy się samotnymi wyspami, a świat kreuje taką modę robiąc z nas konsumentów. Łapiemy to podświadomie. Aby tym nie podążać należałoby poddać się autorefleksji - ale ku temu z kolei onieczne są wartości wyższe, które aktualnie też niemal zupełnie upadają. Jednak... swim zachowaniem wpływamy na ludzi, więc po co skupiać się na egoiźmie? Czy nie lepiej po prostu zacząć zmieniać świat zmieniając siebie? Sens życia wyjaśniłaby Ci każda religia czy filozofia. Masz cały wachlarz do wyboru. Ale sens trzeba odnajdywać w sobie każdego dnia... I warto zacząć od poukładania sobie w życiu, w głowie, w sercu.

Życie wymusza na nas podążanie pierwszą drogą, przez co coraz bardziej stajemy się egoistyczni i zapominamy o wartościach, zasadach. Skoro postąpiłem niemoralnie i otrzymałem nagrodę to tym bardziej postąpię tak samo następnym razem. Czy napewno ludzie myślą tylko o sobie bo żyjemy w takich czasach? Mimo że jesteśmy manipulowani każdy ma swój rozum, priorytety prawda? Według mnie jak i Ciebie jesteśmy zamknięci w codzienności, stylu życia, narzuconym przekonaniom "Zdobądź pracę, postaw dom, załóż rodzinę i będziesz szczęśliwy". A czy na pewno?

KasiaKasieńkaKatarzyna napisał/a:

Jeśli miałbyś swoją zgraną grupę kumpli, to byś jej nigdy nie stracił. Człowiek jest z natury dobry. Są oczywiście wyjątki od tej reguły ;] Znam wielu ludzi, którzy doszli do czegoś, żyjąc zawsze w zgodzie z samym sobą. Zresztą co to dla Ciebie znaczy dojść do czegoś? Mieć górę pieniędzy? Mieć władzę? A może mieć szczęśliwą rodzinę?

Osiągnąć zamierzone cele, nie zatracić się w błędnym kole konsumenckiego życia. Po prostu cieszyć się życiem. Choć mając 24 lata tak naprawdę nie wiem co sprawia i przyjemność. Dlatego powstał ten temat aby znaleźć jakieś odpowiedzi wink

KasiaKasieńkaKatarzyna napisał/a:

Mi też zdarza się wspominać przeszłość, ale jakoś nie palę się do tego, aby do niej wracać, czy mówić, że wtedy było cudownie i lepiej już nie będzie. Wręcz przeciwnie. Codziennie budujesz swoje jutro i żyjesz z nadzieją, że jutro będzie lepiej. W zasadzie to wiem, że będzie lepiej, pomimo tego, że i tak jest dobrze. Mam całe życie przed sobą ;]

Nie masz pewności że będzie dobrze, ale cieszy mnie że masz takie podejście smile

KasiaKasieńkaKatarzyna napisał/a:

Wiesz, jeżeli uczyłeś się na maturę bardzo solidnie, zdałeś bardzo dobrze, poszedłeś na studia i również wszystko zaliczyłeś bardzo dobrze, a nagle okazało się, że Twój kolega, który nie zdał w podstawówce 3 razy jest budowlańcem i zarabia kwotę o której możesz pomarzyć, to rzeczywiście, można się załamać. Ale niestety o studiach i pracy trzeba myśleć wcześniej. Studia są dobre, jeśli chcesz być prawnikiem albo lekarzem. Ale zdecydowanie nie są dobre, jeśli nie wiesz co chcesz w życiu robić... Mój facet popełnił taki błąd, ale szybko go naprawił. Niestety stracił 3 lata na uczelni. Teraz pracuje i studiuje zaocznie coś, co jest mu na prawdę potrzebne.

Ambicji się nie traci ot tak. Nadal je masz, inaczej nie pisałbyś tego posta. Mi pomaga wiara, ponieważ wiem, że pomimo tego, że zostanie ze mnie tylko popiół na Ziemi, to jednak będę gdzieś tam, wyżej ;]

Pieniądze to nie wszystko, choć nie wiem czy byłbym bardziej szczęśliwy zarabiając 2-3 razy więcej. Pieniądz rzecz nabyta wink, według mnie nie wiem jak inni uważają. Studia studiami, też przekonałem się tak jak twój facet że to trochę zmarnowany czas ale daję radę idę inną drogą niż więszkość, interesuje się tym co studiuję, staram się zdobywać umiejętności które pozwolą mi pracować w kierunku który studiuję i mnie ciekawi.
Czasem brakuje ambicji. Niestety chyba mam taką naturę że wolę męczyć się/pracować dla kogoś niż dla siebie, w sensie że mobilizuje mnie to do działania bo wiem że nie robię tego tylko dla siebie.

MamaNalijki napisał/a:

Powiem szczerze, że aż zmusiłeś mnie do zastanowienia nad własnym życiem.

Po części taki był zamiar smile

12

Odp: Sens życia

Aniołek-Optymista cmoknął mnie w czółko

13 Ostatnio edytowany przez cisplatyna (2014-05-15 16:58:11)

Odp: Sens życia

Pamiętam, gdy miałam ze 16 lat i robiłam wielkie plany na przyszłość - super ambitne studia, później dobra praca, rodzina, dzieci, mieszkanie z tarasem, podróże... Moja przyjaciółka miała podobnie, wiesz,  książę, domek, praca, itd. Tak mi się jawiła nasza idylla (i pewnie nie tylko nasza). Później przyszły 2 większe bądź mniejsze kryzysy - każdy z nich był dla mnie osobistym końcem świata (w wieku 19 i 20 lat). Płakałam godzinę po pierwszym kryzysie (choć wyrwa we mnie trwała długo, dopóki nie zrozumiałam tego, co wiem teraz), po drugim kryzysie płakałam i chodziłam jak zombie 3 dni, choć nie mogę do dziś zapomnieć i nigdy nie zapomnę. I, co najlepsze, te kryzysy nie miały absolutnie nic wspólnego z moimi planami! Nic nie godziło w nie, a jednak... I tak z pół roku, po wielu godzinach przemyśleń, doszłam do wniosku, że wszystko jest po coś (wiem, bardzo głębokie określenie). Zrozumiałam, że tak naprawdę skupiam się na abstrakcji, która nie ma związku ze mną, a jest mniej lub bardziej wykrzywionym obrazem mentalności społeczeństwa, kultury... Ja byłam wewnętrznie i jestem zupełnie daleka od tego. Nie planuję długoterminowo. Nie zakładam zbyt wiele, ot tyle, by zagwarantować sobie bezpieczeństwo w każdej sferze. Już nie jestem bardzo ambitna, ale nie jestem leniwa. Mam po prostu SWOJE pasje i cele zgodne ze mną, do których dążę. Już nie czekam na horrendalnie drogie mieszkanie z tarasem, swój dom tworzę ze swoim partnerem, gdziekolwiek jestem, choćby to był namiot. Moja praca, co prawda zupełnie od niedawna pracuję, ale jest zgodna z moim wykształceniem, nie jest to jednak praca marzeń. Ponadto jestem wolontariuszką i wiele godzin "marnuję". Co się spełniło? Spełnił się tylko książę na białym koniu, a raczej Czech z autobusu, bo w jednym z wrocławskich autobusów się poznaliśmy.
Moim sensem życia jest życie w zgodzie z samą sobą oraz kochanie siebie samej i swoich bliskich. Kocham siebie samą, więc nie daję się oszukiwać na każdym kroku i gdy widzę, że ktoś mnie wykorzystuje do realizacji własnych celów, wycofuję się (ten trening zajął mi minimum 4 lata, jak nie dłużej). Mam wsparcie w wielu bliskich osobach, którym ufam, ale mam też swoją przestrzeń. Nie lubię tendencyjnych haseł typu: myśl o rzeczach wielkich, a będziesz wielki. Wiem, że zawsze moja druga półkula znajdzie szereg przeciwnych ideologii (ok, podpis temu zaprzecza, ale... :)). Nie mam zdania na każdy temat, a jak nawet mam, to często nie chce mi się o tym mówić. Nie walczę z wiatrakami (już). Walczę jedynie o rzeczy dla mnie ważne oraz ważne dla osób, które są mi bliskie. Potrafię się też poświęcić, ale z zastrzeżeniem j/w.
Z drugiej strony wiem, że nie byłabym w stanie teraz przejść przez drzwi, zamknąć ich, zaczynając nowy etap, który mógłby się przyczynić do realizacji założeń z pierwszych zdań. Relacje są dla mnie ważne, bliscy są najważniejsi, ale nie jestem nigdy w stanie zapomnieć o sobie samej.
Być może później jeszcze coś dopiszę, muszę pomyśleć o tym. W każdym razie wiem, że nie będą to absolutnie smutne myśli :)

14 Ostatnio edytowany przez AllThatWeHave (2014-05-15 22:21:58)

Odp: Sens życia

Możemy sobie jedynie dywagować. Bo zapewnie nigdy sami do tego nie dojdziemy, ani nauce się nie uda zrozumieć sensu. Prędzej zmrozi nas lodowiec.

Zobaczcie: Monty Python - The Meaning of Life - song - to jest najlepszy komentarz (http://www.youtube.com/watch?v=7DA2MKuI6fs )

15

Odp: Sens życia

CZY marzyłeś kiedyś o lepszym życiu ? tam, gdzie mieszkasz, a może na jakiejś rajskiej wysepce w tropikach? Większość z nas oddaje się czasami takim marzeniom.

W roku 1891 francuski malarz Paul Gauguin wyruszył w poszukiwaniu takiego życia na Polinezję Francuską. Wkrótce jednak zderzył się z twardą rzeczywistością. Wskutek dawnej rozwiązłości ściągnął na siebie i innych chorobę i cierpienia. Przeczuwając zbliżającą się śmierć, namalował obraz, który określono jako ?szczytowy przejaw sił twórczych artysty?. W jego biografii powiedziano: ?Zakres ludzkich doświadczeń ukazanych na obrazie obejmuje całe życie, od narodzin po śmierć (...) Życie traktował jako wielką tajemnicę? (Paul Gauguin 1848-1903?The Primitive Sophisticate).

Gauguin zatytułował ten obraz Skąd przybywamy? Kim jesteśmy? Dokąd zdążamy?

Na te pytania trzeba sobie poszukać odpowiedzi, to pomoże określić sens życia. A sens życia to warunek zdrowia psychicznego, uczucia zadowolenia itp

16

Odp: Sens życia

Wypowiem się za siebie: ja czuję motywację patrząc za okno. Dobra pogoda, słoneczna i piękna napawa mnie optymizmem. Gdy leje (jak dzisiaj) jest zupełnie inaczej. Czasem też nie mam siły, żeby wstać, uśmiechać się i iść do przodu. Ale wierzę, że nie zawsze musi być dobrze. Choć bywa ciężko.

Kiedyś układałam sobie scenariusze w głowie: zawsze przed snem, marzyłam o tym, co się wydarzy. A gdy nie przychodziło i nie stawało się tak jak chciałam, to załamywałam się. Teraz przestałam to robić i mi lepiej. Ciągle marzę, ale nie wiążę z tym zbyt dużych nadziei. Może to sposób?

17

Odp: Sens życia

Witaj,
Chyba jesteś jak ja do odstrzału.

Jakiś czas temu byłem w tym miejscu co ty. Posłuchałem rodziców gdyż uważają że mają rację i chcą dla mnie dobrze. Od 17-22 roku życia kończyłem lo-studia (jaki wybrali rodzice), pomagałem budować dom oraz oszczędzałem rezygnując(bo dom szybciej się spłaci) z przyjemności tego wieku kobiet , alkoholu i imprez. W moim przypadku bardziej koncertów i fakt kobiet. Słyszałem zobaczysz będzie dobrze jeszcze sobie odbijesz.
Gdy wprowadziliśmy się do domu, zostałem bezrobotnym(owszem pracowałem mc-pracach), zacząłem słyszeć od rodziców jaki to ja niedorajda gówno warta praca na myjni 240 h w miesiącu za 5 zł . A ich znajomych dzieci... Gdy się zbuntowałem że nie miałem takiego życia jak brat (sam wybrał szkołę, w 17 lat dziewczyna przyszła na noc, opłacone prawo jazdy /ja zapłaciłem z własnej kiesy).Usłyszałem piękne podziękowanie Wy-j !!!!

Potem wyjechałem do Niemiec, a raczej uciekłem. W dałem się w związek toksyczny w którym się zabijałem się dla niej. Fakt praca znów sprzątani hoteli 8 dni z weekendami, <nerwy i depresja ,>w wolny dzień śniadanie do łóżka, zakupy <często  na 2 razy>, wyjście z jej psem na spacer, sprzątanie domu i gotowanie obiadu . Potem szedłem na 3-5 godzin z nią do 2 pracy. Wracałem obiad , zmywanie a następnie szkołą. Wieczorem łóżko było tylko gdy miała ochotę, gdy dawałem jej orgazm ustami na tym był koniec nawet nie zdjąłem gaci. W normalne dni wracałem z pracy to słyszałem 15 (minut do końca serialu na komputerze) , robiłem sobie kawę a obiad jadłem w budce z kebabem. Ciągle z jej strony słuchałem narzekań a potem robić coś musiałem jak ona inaczej foch. A jej mamusia to uwielbiała na mnie odbijać swoje niepowodzenia życiowe. W piątki i soboty szła sama na party i wracała  o 7 jak ja wychodziłem do pracy nawet się nie mijaliśmy. Moim samochodem się rządziła i krytykowała jazdę sama jeżdżąc na kraksę. Gdy się zbuntowałem a raczej mój organizm nerwy i ciągła praca. Wylądowałem z nerwicą żołądkową. Potrzebowałem pomocy, i powiedziałem że dość zabaw  gdy jej to powiedziałem KONIEC zerwała.

Teraz mam nowa Panią i chodź jesteśmy tacy sami ,klony i dzięki jej rodzicom którzy nie każdego akceptują widzę że w poprzednim związku to nie ja powianiem być krytykowany ale one !!! To i tak odczuwam nie do końca zadowolenie z związku. W pełni ją zaakceptowałem jej przeszłość jakich nie akceptowali inni faceci. Cały czas okazuje zainteresowanie , smsy prezenty itp. Itd. Ale najgorsze jest że po naszym seksie powiedziała mi (na początku związku )mój były(czarny) miał większego. Nawet nie oszczędziła mi nawet pikantnych szczegółów co robili. Powiedziałem jej o tym że czuje się jak SZMATA .

Rodzice do dziś nie okazują mi szacunku, mój brat robi co chce ...A ja jestem krytykowany bo mieszkam sam, mam auto i dobrze się ubieram(po latach biedy coś mi się należy ) to słyszę że mam im pomagać !!!! Gdy wspomniałem o różnicach ja ?brat to jakby to było naturalne że dla jednego wolne dla drugiego praca. Brata tu zaprosiłem, płaciłem ugościłem jak sułtana i co ? Jak potrzebowałem pomoc to nie pomógł mało tego nazwał POLACZKIEM oraz powiedział ze się nie odzywałem (on miał prawo się nie odzywać)?

Sam mam dość wszystkiego zabieram się z chęcią ale po reszcie czuje że mam dość. Niby mam znajomych niemców ale : Jak nad psem to mają zlitowanie ale nad pracownikiem który pracuje za 1/3 i nie ma wypłaty na czas każdy jest kowalem swojego losu!!

To nie jest czas dla ludzie pełnych pomocy innym .

18 Ostatnio edytowany przez Anhedonia (2014-05-18 08:20:38)

Odp: Sens życia

Gorzkie słowa TU padają a sprawa wydaje się dość prosta...
Albo jesteśmy "wewnątrzsterowalni" i żyjemy, tudzież rozwijamy się każdego dnia dla siebie, traktując ŻYCIE jako wartość samą w sobie - najwyższą, więc i dążąc do tego by przebiegało GODZIWIE, albo "zewnatrzsterowalni" i żyjemy wedle życzenia i presji innych... czując wieczny niedosyt (?)

Ktoś tu napisał, że nie można porównywać czasów naszych dziadków i obecnych, bo wszystko jest inne... to (jak dla mnie) g...ralska prawda wink
Nie dalej niż wczoraj, na tym forum, coś takiego zrobiłam (można sobie kliknąć i poczytać)
Więc WARTO zauważyć, że gdybyśmy jak onegdaj traktowali każdy kolejny dzień jako wygraną walkę o przetrwanie, to nie mielibyśmy dylematów typu :"SKĄD BRAĆ SIŁY"... Człowiek w zagrożeniu życia WALCZY, nie pyta wink
Dobry temat smile

19

Odp: Sens życia
darek90 napisał/a:

Często wracam do błędów popełnionych w przeszłości i zapominam o miłych chwilach i odniesionych sukcesach.

Skąd brać siłę na każdy nowy dzień? Właśnie nie rozpamiętywać błędów przeszłości. Wyciągnąć wnioski ale nie żyć nimi. Dla mnie przeszłość to właśnie przeszłość. Każdy trwający dzień staram się traktować wyjątkowo, lepiej. Każdy nowy dzień daje nowe szanse, nowe możliwości... tak, naprawdę w to wierzę. I wierzę, ze wszystko może sie zdarzyć. Staram sie myślec, działać pozytywnie, bo tak żyje mi się wygodniej- po prostu. Staram sie uśmiechać w każdej chwili i nie dopuszczam, aby przeszłość kladła cień na moje życie - bo przecież żyje się raz i szkoda marnować go na to co było i minęło...

20

Odp: Sens życia

Jak czytam takie posty, jak fuzzyma, to momentalnie otwiera mi się nóż w kieszeni i mam ochotę powybijać wszystkie kobiety... -.-' nie rozumiem skąd się biorą takie zołzy i jak w ogóle można tak komuś zatruwać życie. A normalne kobiety albo nigdy nie trafią na fajnego faceta, albo trafią na takiego pokaleczonego przez poprzedniczkę i później muszą długo lizać jego rany zanim dojdzie do siebie. Takie wredne baby nie powinny w ogóle się z nikim wiązać, kota kupić i już... się zbulwersowałam -.-

Posty [ 25 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Sens życia

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024