Witajcie,
Zakochałem się w dziewczynie, która jest ode mnie o 8 lat młodsza - ja mam 32, ona 24. Ona jest osobą bardzo wierzącą i chodzącą do kościoła, ja nie mam sakramentu bieżmowania i przez długi czas w ogóle nie chodziłem do kościoła.
Wiemy o swoim istnieniu już od około 2 lat (pierwsza rozmowa przez internet), ale tak naprawdę zaczynamy się poznawać dopiero teraz. Pasjonuje mnie w niej jej energia, żywiołowość, inteligencja, poczucie humoru, również wygląd.
Kilka tygodni temu rozstała się ze swoim chłopakiem po kilkuletnim związku. Miała już nadzieję, że się jej oświadczy, jednak zrobił coś, czego nie była w stanie mu wybaczyć. Nie istotne są tutaj szczegóły. Tak, czy inaczej nie są już razem.
Spotkaliśmy się kilka razy do tej pory, dużo ze sobą piszemy na skypie (prawie codziennie).
Nasze pierwsze spotkanie zupełnie nie wyszło - nie spodobała mi się, ani ja jej. Jednak spotkaliśmy się po raz drugi. Przegadaliśmy ze sobą jakieś 4 godziny - dla mnie to była chwilka. Kiedy podawałem jej kufel z piwem, przypadkowo dotknęła mojej dłoni - dawno nie czułem takiego dreszczu. Później sam dotknąłem jej dłoni, policzka, włosów - bardzo lubi gładzenie po włosach. Pozwalała mi na to. Później powiedziała mi, że traktuje to jako przyjacielskie gesty. A ja się wtedy zacząłem zakochiwać. Dzięki niej moje życie nabrało różnych emocji, wielu odcieni, czułem w związku z nią radość, smutek, złość, rozczarowanie, nadzieję. Bardzo dużo różnych emocji, których wcześniej przez dłuższy czas nie doświadczałem. Coraz częściej używamy zdrobnień swoich imion, kiedy rozmawiamy. Mamy dla siebie nawzajem pewne zabawne przezwiska. Kilka razy mówiła mi też, że lubi ze mną rozmawiać. Zaprosiłem ją też ostatnio na ślub swojego kolegi i byliśmy tam razem. Początkowo, kiedy mówiłem jej o swoich uczuciach do niej, odpowiadała, że nie patrzyła na mnie jak na materiał na męża, tylko na przyjaciela, że dla niej to bardzo dużo znaczy. Martwi się o mój wiek (różnicę) i wiarę, że pewnie bym się nie dogadał z jej rodzicami, bo są bardzo wierzący. Kiedy się w to zagłębiłem, powiedziała mi, że wiek nie jest dla niej tak istotny, jak wiara.
Kiedy ostatnio znów jej mówiłem o swoich uczuciach, powiedziała mi, że w tej chwili nic do mnie nie czuje. Że nie czuje w tej chwili nic do żadnego chłopaka, że ma na to zamknięte oczy i uszy. Ja to traktuję jako nadzieję, że może po prostu potrzebuje czasu. Powiedziała mi też, żebym szukał gdzie indziej. Mam wrażenie, że jest przygnieciona moimi uczuciami, że za często jej o tym mówię.
Poza tym mówi mi, że jestem w jej typie, lubi mój sposób ubierania się, mówi mi, że mam ładne oczy, zęby, że jestem przystojny. A ja chłonę to jak gąbka, bo mam wiele różnych kompleksów.
Zacząłem też chodzić do kościoła, sprawdzam, czy to może być dla mnie, liczę też, że może coś to zmieni. Chcę przystąpić do sakramentu bieżmowania.
W pewnej sytuacji poznałem też inną dziewczynę, z którą na razie spotkałem się tylko raz. Dobrze nam się rozmawia, jest sympatyczna, tylko że nie czuję do niej tego, co do tej pierwszej.
Nie wiem, jak sformułować pytanie do Was. Chyba po prostu, czy sądzicie, że z relacji z tą pierwszą dziewczyną coś może wyjść. Czy widzicie w tym jakieś szanse? Ja bym bardzo chciał, jestem też gotów poczekać, tylko nie wiem, czy coś z tego może wyjść.