Cze!
Na początku chciałbym się przywitać ze wszystkimi, więc witam! ![]()
Mam już 18 lat (ło matko), ostatnimi czasy czuje się tragicznie, wszystko mnie dołuje, nawet czasami mi się nie chce żyć (ale to tylko myślenie, w życiu bym się nie zabił, za słaby, no i grzech
).
Postaram się, żeby to było konkretne, a gdyby tak nie było to wybaczcie. Może to być żałosne, więc jak nie chce się Wam tracić czasu to olejcie to.
Zwracam się też na to forum, gdyż tutaj większość to kobiety, a to z Wami mam największy problem! Chociaż nie tylko z Wami.
Więc jak już wspomniałem mam 18 wiosen, moje życie to istna nuda. Dzieje się tak od gimnazjum, kiedy urwał mi się kontakt z najlepszymi koleżkami. Od podstawówki nie miałem praktycznie żadnego kontaktu z dziewczynami, w gimnazjum, które swoją drogą było jednym z gorszych, były same "dresiary", które by tylko piły, paliły, no nie moje rejony. Teraz jestem już w 2 klasie liceum, a "uraz" nadal pozostał. Nie potrafię rozmawiać z dziewczynami, nie mam tematów, jestem po prostu nudny, nawet powiem Wam szczerze, że z kolegami ostatnio nie mam o czym rozmawiać i tym się zadręczam. Kiedyś sądziłem, że niezręczna cisza jest tragedią, ale ona tylko zdarza się z dziewczynami, a tu bam, myliłem się. Zatem doszedłem do wniosku, że jestem po prostu nudziarzem z niską samooceną. No nie wspominając o nieśmiałości
. O czym mam rozmawiać z dziewczynami? Wszystkie tematy, które mnie kręcą np. historia jest nudą dla dziewczyn, zresztą w pewnym sensie się nie dziwię, ja historie traktuję jako w pewnym sensie mój obowiązek, ale to nie o tym. W klasie mam 3 nowe dziewczyny, na lekcji gdy się np. spojrzymy na siebie, przypadkiem, czy nie, to od razu mi wzrok ucieka - tak, jestem tchórzem, który nawet nie potrafi patrzeć na dziewczyne. Tak sobie myślę, że gdy się spojrze na nią, gdy ona patrzy na mnie to sobie pomyśli "czego ten brzydal chce, czego się gapi", albo mnie wyśmieje czy coś. Mimo wszystko uprzedzam - nie jestem taką ciapą, jak zazwyczaj się ocenia. Z facetami jak już gadam to wiecie, pełen luzik, czasami to nawet ja ciągne te rozmowy, a z dziewczynami od razu włącza się wersja sztywna i ani rusz. Naprawdę, irytuje mnie ta sztuczność, zawsze, gdy są koledzy i koleżanki to jakoś tak stoję z boku, może dlatego, że nie chce wdychać papierosów, które palą? Hehe. Wiecie, zauważyłem, że gdy nie pije i nie pali, to ma się marne życie towarzyskie tzn. w moim przypadku tak jest. Przez pewien czas miałem się za lepszego, dlatego, że nie piję, ale to już mi przeszło, wolałbym być "pijakiem"(czy imprezowiczem, jak zwał tak zwał) niż być samotnym jak teraz, co raczej dobrze o mnie nie świadczy. Ale jak już powiedziałem - nie potrafię się wyluzować. Gdy są jakieś zabawy w szkole, cokolwiek, jakieś skakanie, czy inne rzeczy w te jakieś tam święta sportu czy inne tego typu rzeczy to koledzy się wyrywają, a ja nie. Po pierwsze - z nieśmiałości, po drugie dlatego, że mnie to śmieszy. Tak, jestem poważny. Każdy mi to mówi. Większość osób to chwali, bo często jestem użyteczny, gdy o coś mnie się poprosi to to robię, poza tym ciężko mi odmawiać ludziom starszym ode mnie. Zaczynam się alienować, ale nie z wyboru, a z przymusu. Dziwna sprawa już jest ze mną, z jednej strony chce mieć kontakt z ludźmi, chciałbym gdzieś wychodzić i w ogóle, ale gdy zdarzają się ku temu szanse jakoś unikam tego, tak się dzieje ostatnio, niestety. Powodem nie jest lenistwo raczej, a to, że mam się już za takiego beznadzienego człowieka, że będę zanudzać, albo znów sztywny jak trup. W ogóle spotkania 1v1 unikam jak ognia ostatnio. Moje życie jest tak cholernie nudne, że szkoda gadać, zresztą powiem Wam, to się załamiecie.
Idę do szkoły dajmy na tą 7;30. Wracam np. 14 i odrobię lekcje, pouczę się jak coś ważnego i gdzieś do 23 cały czas komp. Nie sprawia mi to przyjemności, ale co mam innego do roboty? Zaraz powiecie, że przecież mogę wychodzić, mam ku temu propozycje, a mi sie nie chce - otóż nie do końca tak jest, te propozycje to raz na dwa miesiące? Czuje, że mi życie ucieka, wstyd mi będzie kiedyś stanąć przed Bogiem marnując tak życie, o które inni ludzie walczą. Moje życie to raczej wegetacja. Mówiąc szczerze to wina trochę mojej matki, która jest cholernie nadopiekuńcza, przez nią nie mogłem wychodzić ze znajomymi nigdzie, gdy robiło się ciemno musiałem wracać do domu, a więc często się śmiano ze mnie ;D. "Normalna" matka by mnie zrugała za to, że tyle siedzie przy tej kupie złomu, ale tak sobie myślę, że mojej mamie to na rękę, gdyż wie, że siedze w domu i nic mi nie grozi (poza chorobą umysłową ;d). Mam 18 lat, a gdy wychodze z domu np. o 20, gdy jest ciemno, to już teksty "synu, uważaj na siebie, nie moge Cie stracić", czasami to w ogóle mnie puścić nie chce. Ojca nie mam, więc nikt jej nie może nastukać do głowy, że robi mi krzywdę.
Jak pewnie wywnioskowaliście mam niską samoocene, często podkopywaną. Np. słyszę jak mnie porównuje jakaś tam do kolegi, albo była akcja kiedyś, że mówiła coś typu "przystojniaczku", a po sekundzie, a nie, nie to nie on. Na ogół się nie przejmuję takim czymś, zresztą, inteligentna osoba tego nie powiedziała, aczkolwiek trochę na mnie to zadziałało. Poza tym stałem się cholernie zazdrosny o wszystko względem "kolegi". Znamy się sporo, chodzimy do jednej klasy, jednak wkurza mnie z paru powodów. Często jednak "rywalizujemy" o coś, często przegrywam, zdarza się, irytuje mi jednak, gdy próbuje się na mnie wybić, często jak o czymś rozmawiamy na danej lekcji, to ja np. na wosie, historii, polskim lubie podyskutować z nauczycielami, często jednak moje poglądy są radykalne, no ale logiczne. On natomiast wiele do powiedzenia nie ma tylko się śmieje na głos. Mimo wszystko on ma powodzenie, często jak widzę np. wpis na facebooku jego z koleżankami z klasy o np. jakimś spotkaniu to mnie jakoś ściska coś i mu zazdroszcze, chociaż wiem, że to jest złe. Do tego dochodzi kompleks - jestem strasznie chudy przez co nie czuję się prawdziwym facetem, czuje się taki drobny, mimo, że w duszy taki nie jestem raczej. Na siłkę się nie zapiszę, gdyż mnie nie stać, tu od razu uprzedzam.
Nie wiem jak wykorzystać ten mój czas, co robić, zamiast tracić czas przy kompie, jak zmienić te wegetacje na życie, jak zapoznać się z dziewczynami, jak wyluzować. Jakieś porady? Chętnie też licze na krytykę, może tak mi łatwiej coś wleci do łba, a na razie cóż, ide kontynuować mój niezwykle ciekawy żywot.
Pozdrawiam