Witajcie Drogie Panie,
Nie wiem czy to dobry pomysł się tu radzić
ale może któraś z Was pomoże i naświetli mi lepiej problem. Potrzebuję chyba kobiecego punktu widzenia, bo "my" Was po prostu często mamy problem Was w pełni zrozumieć. Kochamy się i nie mamy specjalnych konfliktów. Ale po dzisiejszej awanturze naprawdę się zdenerwowałem, nie mam pomysłu jak z nią rozmawiać i tak wchodzę tutaj. Zaczęło się od tego, że przez pomyłkę podwoiła mój chwilowy dług (200zł) wobec niej, po czym jak jej próbowałem wyjaśnić gdzie zrobiła błąd to rzuciła emocjonalnie "to może powinniśmy mieszkać osobno" ..ale od początku.
Mieszkamy razem z moją dziewczyną w Warszawie gdzie się oboje przenieśliśmy. Wynajmujemy mieszkanie. Problem główny jest taki, że oboje mamy nieregularne dochody: ja z małą działalnością w branży rozrywkowej, niestety tutaj z mocnymi wahaniami sezonowymi. Ona artystka pracująca na zlecenia kiedy sie trafią. Jakoś do tej pory sie to wszystko układało i nie było nigdy konfliktów na tym tle. Na mieszkanie zrzucamy sie po równo, pozostałe wydatki mniej więcej też dzielimy. Nie jestem liczygroszem czy coś w tym rodzaju i tez założenie moje jest, że jak jest potrzeba czy ogólnie dochody mi na to pozwalają to mogę i chcę więcej wykładać na nasze wspólne życie, takie też mamy chyba kulturowe realia.. Jednak dopóki nie mam takiej względnej pewności, że mnie na to stać to nic takiego nie deklarowałem no i niestety ostatnio zwłaszcza mam krucho.
Dotychczas wyglądało to głównie w formie takiej, że jak gdzieś jeździmy to ja zazwyczaj płaciłem za paliwo (auto było już moje i ja je ogólnie utrzymuję), często pokrywałem większą część wydatków w wakacje, okazyjnie wykładałem na prywatnego lekarza dla niej itp rózne takie wydatki. Nigdy na pewno ona do mojego życia się "nie dokładała" poza chwilową pożyczką: tak, jak ostatnio wykładała na rachunki więcej a jej niedługo później oddawałem. Kiedy ona miała problemy, głównie na początku naszego wspólnego mieszkania (2 lata) to ja ponosiłem więcej wydatków i wykładałem na rachunki, nie był to problem oczywiście dla mnie żaden ale uparta była wtedy żeby mnie jak najszybciej spłacać. Teraz ja mam problem i ma to chyba być tylko mój problem ![]()
Więc mocno uogólniając na początku chyba wszystko było tak jak by chciała być niezależna, teraz ja mam być tym facetem, który na wszystko zarabia i jest pewnym oparciem. Cóż, chciałbym być i dlatego też zacząłem już szukać stałej pracy w tygodniu żebyśmy mieli częściowo choć stabilne dochody i ogólnie było lepiej bo moja branża okazało się, że nie daje takich perspektyw. Z klientów w tygodniu właściwie zdecydowałem, że mogę zrezygnować...ale zanim to ogarnę to jeszcze potrwa a ona swoim coraz bardziej emocjonalnym podejściem nie będzie mi pomagać do tego czasu.
Jak Wy dzielicie się wydatkami domowymi ? Gdzie robię błąd ? Mam być bezwględnie tym robolem przynoszącym kasę i nie mogę oczekiwać zrozumienia ?