Witam,
Czytając to forum zdobyłam duże zaufanie do jego użytkowników, dlatego odważyłam się napisać i opisać swoja historie.
Czeka mnie jutro rozmowa z 'jeszcze' z partnerem i nie wiem jak powinnam się zachować i co powiedzieć.
Początki:
Drugi związek w jakim byłam 8 lat skończył się po zdradzie mężczyzny, ja wyjechałam do innego miasta on przez 2 lata mnie zdradzał. Była to dla mnie sytuacja całkiem nowa i nie radziłam sobie z nią. Moj ex był czuły, cierpliwy, wyrozumiały, nie pił samo złoto można pomyśleć. Chciałam by do mnie wrócił mimo ze nie mógł(wpadka, ślub o jakim nie wiedziałam) i pewnie nie chciał, chociaż pisał ze tęskni, ze kocha że nie wie jak do tego doszło. Dwa lata dochodziłam do siebie szukając przyczyny w sobie, bo on żadnej nie podał. Doszłam do wniosków ze moja miłość była nachalna, pełna wyrzutów.
W mieście do jakiego się przeprowadziłam szukałam dla niego pracy, wymarzyłam sobie ze będziemy żyć jak w bajce.
EtapII
Po otrząśnięciu się z tego wszystkiego zaczęłam żyć własnym życiem, powoli zaczynałam mieć wielu znajomych z którymi podróżowałam, wychodziłam do kina na kawę, zapraszałam do siebie. Stałam się w końcu samodzielna w pełni i szczęśliwa, jednak w głębi duszy czułam się samotna. Znalazłam nowa miłość w mieście w którym obecnie mieszkam. Przez rok czasu podchodziłam do tego z dystansem, nawet chciałam przerwać ta znajomość, po pierwszej akcji kiedy owy mężczyzna będąc pod wpływem alkoholu wyzwał mnie, przeprosił a ja wybaczyłam. Wydawało mi się ze podchodzę zdrowo do tej znajomości miałam swoje pasje, znajomych, fajne życie.
Jednak jemu po roku czasu zaczęło to przeszkadzać, zaczął mnie szantażować ze on nie wyobraża sobie by jego kobieta wyjeżdżała ze znajomymi, chciałam by zawsze ze mną jechał i był, ale były wymówki (w mojej ocenie słuszne), wiec zrezygnowałam ze znajomych, bo myślałam ze tak trzeba ze ma racje, ze związek ponad wszystko, ale w zamian dostawałam mało.
Wydaje mi sie ze wróciłam do złych nawyków, tańczyłam jak mi zagrał, wszystko pod jego dyktando. Nawet jak mnie wyzwał drugi raz (od ku... itd.) zignorowałam to zrzucając winę na to ze był pijany i się zdarza.
Przez kolejne 4 miesiące było dobrze, później on zajął się swoimi sprawami a mną mniej, zaczęłam stawiać wymagania i wyrażać swoje potrzeby, zaczęłam mu robić wyrzuty o to ze nigdzie nie wychodzimy, ze nie dba o mnie i takie narzekanie. Na co on ze mogę przecież wychodzić sama i zając się sobą (zgłupiałam) nie wiem o co chodzi. Wcześniej nie bardzo chciał o tym słyszeć. Pokłóciliśmy się. Chłopak pojechał na noc do kolegi po czym cały tydzień się nie odzywał, tylko suche sms'y.
EtapIII
Jutro mamy rozmowę na temat pewnie co dalej a ja nie wiem co począć, co powiedzieć. Wydaje mi sie ze jestem kobieta kochająca za bardzo, chciałam się podporządkować zrobić wszystko by to uratować, jednak wiem ze nie tedy droga. Do tego wszystkiego pochodzę z rodziny dysfunkcyjnej, nie radze chyba sobie z emocjami. Jestem kolo 30 i chciałabym stworzyć związek oparty na normalnych relacjach i jestem w kropce.
Czy wypomnieć ta akcje po alkoholu? Dac mu większa swobodę i zając się sobą, nie wiem, mam mętlik.
Wydaje mi się ze on sam chyba nie wiem czego chce.
Jak odmówić jego żądaniom by się nie wkurzał, bo czasem czuje się jakby on chciał bym mu matkowała, strasznie mnie to irytuje.
Jest czuły i można na niego liczyć(jak sie nie kłócimy), ale ja czuje się przy nim zestresowana, tak jakbym nie sprostała wymaganiom.
Co mi umyka, co robię źle...?