Proszę Was o opinię. Wypowiedz jest trochę długa, ale mam nadzieję, że dotrwacie do końca. Mam 30 lat, byłam ze swoim facetem 3,5 roku, był to mój drugi poważny związek, na początku ( z perspektywy czasu ) wydawało mi się, że on był jak gwiazdka z nieba, pewny siebie, przystojny, stanowczy, dominujący. Byłam niepewną siebie i nieśmiałą osobą chyba potrzebowałam kogoś kto weźmie mnie w obroty, pokaże na czym polega życie. Jednak przez cały czas wydawało m się, że gdzieś w tym wszystkim zagubiłam siebie, czułam podświadomie też że nasze rozmowy są dosyć płytkie, ciągle wszystko skupiało się na nim. Z czasem zaczęłam czuć się ignorowana przez niego. Od samego początku komentował mój wygląd, zachowanie. Ciągle pokazywał i zaznaczał jak bardzo kobiety się nim interesują. Dodatkowo kolejnym problemem były gry, często wybierał je zamiast możliwości spędzenia czasu ze mną. Nigdy również nie rozmawialiśmy o wspólnych planach, zaznaczał że nie chce ślubu ( mi zresztą też jakoś bardzo mi na tym nie zależało ), że nie chce mieć dzieci, że chce życie przeżyć inaczej niż wszyscy. W drugim roku związku po śmierci mojej mamy, którą się opiekowałam- bardzo dojrzałam, to było jak skok na głęboką wodę bez umiejętności pływania. Po tym wydarzeniu bardzo przewartościowałam swoje życie i podejście do spraw codziennych, przestałam przejmować się tzw. pierdołami. Stałam się pewna siebie i wiedziałam, czego oczekuję od życia. Mojemu facetowi zaczęło to przeszkadzać, nie byłam już tą potulną istotką, która poznał. Kiedy mówiłam mu, że zależy mi na związku partnerskim on zawsze powtarzał, że jego kobieta powinna być mu posłuszna. Przez cały czas trwania związku, bardzo dosunęłam się od swojej rodziny, od znajomych, liczyła się tylko jego rodzina. Teraz to widzę, że zrobiłam bardzo źle.
Jakiś rok temu postanowił, że chce zostać singlem, że powinniśmy zostać przyjaciółmi i nadal się spotykać, powiem szczerze, że wybłagałam go wtedy, żeby tego nie robił, ale jednocześnie obiecałam sobie, że jeśli po raz kolejny zrobi mi coś takiego to nie będę się już przed nim płaszczyć. Twierdził , że to moja wina, bo jestem zazdrosna. Jakiś czas temu, kiedy pojechał do pracy za granicę zaczął mnie ignorować, czułam, że coś jest nie tak ( przed wyjazdem pokłóciliśmy się ), sprawdziłam jego FB ( tak wiem nie powinnam tego robić ) okazało się, że pisze z dziewczyną, może bym i to przeżyła, ale napisał jej, że nie wie czy chce ze mną być. Jednocześnie kiedy pisałam do niego ignorował mnie, aż w końcu napisał mi ( powtórka z poprzedniego roku ) że nasz związek zostanie na tym etapie na jakim jest, że z sobą nie zamieszkamy, bo byśmy się pozabijali i że pasowało mu to, że byłam, w dodatku, że mam sobie założyć konto na sympatii i kogoś poznać. Kilka dni później dowiedział się, że wiem, że pisze z tą dziewczyną. Przez jakieś dwa tygodnie pisałam do niego, prosiłam o wybaczenie, on twierdził, że to wszystko moja wina i że sama powinnam ponieść karę. Po jakimś czasie stwierdziłam, że nie mam do siebie szacunku błagając go o wybaczenie i zadecydowaliśmy razem, że powinniśmy się rozstać.
Założyłam to konto na sympatii, po jednym dniu co prawda skasowałam, ale zwrócił moją uwagę jeden mężczyzna, miał coś takiego w oczach, co sprawiło, że musiałam do niego napisać. Założyłam nowe anonimowe konto. Napisałam do niego i się zaczęło... Grom z jasnego nieba... nigdy nie wyobrażałam sobie, że mogę z kimś w taki sposób pisać... to po prostu płynęło.. przez kilka dni 6 godzinne rozmowy na gg.. poczuliśmy, że musimy się spotkać.. i najlepsze jest to, że na żywo nasze rozmowy były tak samo fascynujące jak na gg. Masę wspólnych zainteresowań, takie same poglądy na życie. To było jak porażenie piorunem. Były nadal do mnie pisał, i wyczuł, że coś jest nie tak, zapytał wprost czy z kimś piszę, potwierdziłam... Jego zachowanie w stosunku do mnie się zmieniło diametralnie ? mam wrażenie, że włączył mu się syndrom PIES OGRODNIKA. Poczuł, że wyślizguję mu się z rąk. Wiedziałam, że sprawa nie jest do końca wyjaśniona i będzie ciężko podjąć decyzję. Były wrócił, rozmawialiśmy, stwierdził, że nie pamięta, żeby mówił mi, że nie chce ze mną być, że i tak to wszystko moja wina, bo jestem węszyciela i sprawdzałam mu FB. Ten mężczyzna z sympatii, też jest po przejściach i mam wrażenie, że nasza znajomość podniosła nas na wyżyny. Takie czyste porozumienie dusz. Do tego jest bardzo mądrym facetem, z dnia na dzień wkręcam się w niego coraz bardziej... wie jaką mam sytuację i stwierdził wczoraj, że dopóki nie uporządkuję sobie życia , nie chce wchodzić między mnie a mojego byłego. Po rozłączeniu się czułam, że tracę coś niesamowitego, on nie był żadnym plastrem.. odskocznią... Cała nasza znajomość trwała 17 dni., do niczego nie doszło, ale czuję, że to był zwrotny moment w moim życiu i nie mogę ot tak o tym zapomnieć.
Były ciągle pisze, najlepsze jest to, że mnie przeprosił, a le pisząc na skypie i jakoś za bardzo się nie stara. Czytałam dużo o syndromie Piotrusia Pana i wszystko mi do byłego pasuje. Również to, że manipuluje swoją kobietą i nie pozwala jej tak łatwo odejść. Kiedy na niego patrzę - myślę, jest przystojny stanowczy, ale nic więcej... Prawda jest taka, że nie widzę wspólnej przyszłości.. a nie potrafię podjąć kategorycznej decyzji, bo za każdym razem jak jestem już pewna on się odzywa i wie jak mną zakręcić, żeby wywołać sentyment i mówi mi to co chciałabym usłyszeć. Wiem jestem słaba... Proszę napiszcie, czy mam zapomnieć o jednym i drugim ? Zająć się sobą ? A może wybrać Tego z sympatii i patrzyć tylko do przodu... bo życie jest tylko jedno....