Witajcie... jestem nowa, szukam pomocy, nie wiem, może rady? Jestem mężatką z nieco ponad 5-letnim stażem, mam dwoje dzieci, w tym jedno z poprzedniego małżeństwa. Mój mąż jest w sumie dobrym człowiekiem, dobrym ojcem, ciężko pracuje, ja zajmuję się dziećmi i domem. Niestety, sporo pije, głównie piwo (mówi, że piwo to nie alkohol) - ale po 6-8 piwach nie pamięta, co robił... Od jakiegoś czasu zachowuje się coraz dziwniej. Nie daje mi żadnych pieniędzy, nawet na podstawowe wydatki, na zakupy jeździmy razem, nigdy nie puści mnie samej - naprawdę nie jestem rozrzutna, nigdy nie myślę najpierw o sobie, zawsze o dzieciach i o nim, więc nie wiem dlaczego tak się dzieje. Twierdzi, że niepotrzebne mi np. buty zimowe, bo te sprzed 3 lat są jeszcze zupełnie dobre, a ja i tak przecież praktycznie nigdzie nie wychodzę z domu. Ale na jego piwo pieniądze są zawsze - potrafi kupować całymi skrzynkami, po kilka w miesiącu... Boli mnie taka niesprawiedliwość, ale kiedy coś powiem, są awantury, potem kilka cichych dni i wszystko się jakoś rozchodzi po kościach... Każe mi oszczędzać na jedzeniu, bo hipoteka, kredyt na auto, jedna pensja itd, no ale czemu nie ograniczy tego piwa - to też są niemałe pieniądze? "Bo coś mi się od życia należy", tak brzmi jego odpowiedź. Coraz częściej ma też do mnie pretensje o najmniejsze drobiazgi - że coś powiedziałam nie tak, jak on chciał, że uśmiechnęłam się do miłego pana w Plusie, że wzięłam mu z portfela 40 zł dla syna na ubezpieczenie szkolne, że poszłam do starszej sąsiadki z laptopem, bo poprosiła żeby jej coś zamówić przez internet... No słowem o wszystko się czepia! Dziś o godzinie 5.30 rano wyciągnął mnie z łóżka i zaczął się rzucać, że po wczorajszym zmywaniu niedokładnie wytarłam nowiutki zlew i na nierdzewce została spora kropla wody - "ty wiesz, jak ciężko usunąć z takiego zlewu kamień?!" - dla świętego spokoju wytarłam... Dwa miesiące temu, po festynie... aż wstyd pisać... Nie chciałam tańczyć z jego bratem - źle się czułam, córka nie była okazem zdrowia, chciałam wracać wcześniej do domu - wściekł się i zniknął. Szukałam go z pokasłującą 4-latką na rękach, w końcu znalazłam, po raz pierwszy odkąd jesteśmy razem zrobiłam mu awanturę (jego znajomi mnie wtedy poparli) wróciliśmy do domu. Zasnął w czasie jazdy, potem nie chciał wysiąść z auta... Położyłam dzieci i wróciłam po niego, chciałam wyciągnąć go z samochodu, niespodziewanie się wyprostował, położył na mojej twarzy otwartą dłoń i z całej siły odepchnął... Rano nic nie pamiętał... Parę tygodni temu zrobił kolejną awanturę. Teściowa umyśliła sobie, że brat mojej koleżanki próbował mojego męża na tym festynie upić, żeby się potem dobrać do mnie... Paranoja. Niestety, mąż jej chyba wierzy, bo dostałam w czasie kolejnej afery wierzchem dłoni w twarz... Takich sytuacji jest mnóstwo, brakłoby dnia, żeby je wszystkie opisać... Mam ograniczyć kontakty z koleżankami (a mam ich zatrzęsienie - całe DWIE), zwłaszcza z M. bo ona ma tego nieszczęsnego brata... a K. ma na mnie zły wpływ, bo jest zbyt niezależna od swojego męża... Całkowicie mnie od siebie uzależnił, fizycznie, emocjonalnie i finansowo - nie pracuję, mam tylko jego i w razie czego nie mam dokąd pójść - dom i samochód jest na niego, wszystko inne też - telefony, prąd, woda, rachunki budowlane... Czasem się odgraża,że jak się rozwiedziemy(?!), to będę sobie płacić połowę hipoteki, bo jest na nas oboje. A z drugiej strony już od roku mówi, że chce kolejne dziecko - teraz, kiedy nie mam pracy, jest nam coraz ciężej finansowo i on jeszcze się tak zachowuje? Coraz częściej słyszę, że mu przynoszę wstyd - jak, gdzie, kiedy????? Nigdzie nie wychodzimy, nie odwiedzamy znajomych, rodziny, do nas już też prawie nikt nie przyjeżdża, bo wszyscy są odprawiani z kwitkiem, każdy mu przeszkadza. Mój brat dzwoni, czy może wpaść na kawę - "powiedz mu, że nas nie ma, albo zaraz wyjeżdżamy" - mimo, iż jesteśmy w domu... Ale kiedy za darmo zreperował nam samochód, to było w porządku... Moja rodzina mu przeszkadza, matka jest hipochondryczką, babcia dewotką, dziadek pantoflarzem... Ten 87-letni dziadek kilka lat temu wchodził na rusztowanie i 6 metrów nad ziemia przybijał papę na dachu... Wtedy było ok... Obecna żona mojego byłego męża zauważyła, że coś się dzieje, mimo że na zewnątrz pozornie tworzymy idealną rodzinę - to ona powiedziała, że to już jest przemoc psychiczna - a ja mam w głowie mętlik. Boli mnie jego zachowanie, nie wiem jak z nim rozmawiać, jestem rozgoryczona i wściekła na samą siebie, bo nie potrafię nic z tym zrobić... Ale może przesadzam...?
A Ty sama na prawdę nie widzisz, że to co tworzysz z mężem to nie jest związek?
Jesteś po prostu niewolnicą. A Twój mąż jest alkoholikiem.
Twój mąż stosuje wobec Ciebie zarówno przemoc psychiczną (ograniczanie wolności, wydzielanie pieniędzy, groźby, wybudzanie nad ranem z powodu mokrego zlewu) jak i fizyczną (uderzenia, popchnięcia).
Twoje dzieci żyją w domu gdzie jest przemoc, agresja i poniżenie. Z każdym dniem tracą swoją pewność siebie, uczą systemów obronnych, które w życiu dorosłym utrudnią im funkcjonowanie.
Piszesz, że Twój mąż jest dobrym człowiekiem. Może napisz w czym ta dobroć się objawia, bo jak czytam Twój post to w ani jednym momencie nie pomyślałam, że jest dobrym człowiekiem.
DOBROĆ - to kierowanie się w postępowaniu życzliwością i chęcią niesienia pomocy;
I trochę synonimów słowa dobry: bez zarzutu, cnotliwy, cny, godziwy, lojalny, miły, moralny, porządny, prawy, przyzwoity, sprawiedliwy, uczciwy, wierny, zacny.
Czy Twój mąż na pewno jest dobry?
Napiszę tylko jedno - RATUJ SWOJE DZIECI, skoro siebie nie chcesz.
Pierwsze to powoli się usamodzielniaj, bo póki co jesteś rzeczywiście od niego bardzo zależna. Poszukaj bezpłatnych kursów i pracy, dziecko wyślij do żłobka/ przedszkola. Powoli stawaj na nogi i patrz czy z czasem jak Ty odzyskujesz pewność siebie i on zaczyna Cię szanować. To tylko moje zdanie, warto kierować się wewnętrznym ja.
Dwa miesiące temu, po festynie... aż wstyd pisać... Nie chciałam tańczyć z jego bratem - źle się czułam, córka nie była okazem zdrowia, chciałam wracać wcześniej do domu - wściekł się i zniknął. Szukałam go z pokasłującą 4-latką na rękach, w końcu znalazłam
Priorytety...
Nie pojmuję jak kobiety moga być na tyle głupie, ze wiążą się z takimi debilami, albo, że z nimi zostają jak się okazuje, ze tymi debilami są. Jak można się plątać finansowo, być odpowiedzialnym za dom, który do nas nie należy.
Za każdym razem jak będzie się awanturował wzywaj policję, nawet jak nie przyjadą, będzie zapisek, ze wzywałas. Od razu na pierwszym spotkaniu z policjantami powiedz, ze chcesz założyć niebieską kartę. Po kilku taki interwencjach czy dzwonieniach na policję, weź dzieci i wyprowadź się np do rodziców.
Jeżeli zaczniesz po mojej radzie kombinować, że
- on nie jest taki zły
- nie masz gdzie iść
- ale jak to tak policję na męża
- bo przecież on tylko mnie raz uderzył
to sorry, ale się okaże , ze w ogóle Ci nie zależy na dzieciach i na sobie
Z jego strony alkoholizm i przemoc psychiczna i fizyczna.Szukaj pomocy ,samej bedzie ciezko Ci sie z tego wydostac.Polecam i skorzystaj ,bo nie bedzie lepiej ,ale coraz gorzej
http://www.niebieskalinia.pl/
http://www.cpk.org.pl/
Twój mąż stosuje przemoc i raczej się nie zmieni.
Poszukaj jakiegoś ośrodka pomocy dla ofiar przemocy i porozmawiaj chociażby telefonicznie, ukierunkują Cię co masz robić.
A pitoleniem o hipotece się nie przejmuj, w takich ośrodkach są prawnicy, którzy doradzają w takich przypadkach. Za darmo.
Dasz radę, walcz o siebie i o dzieci.
Nie przemoc a terror. To wg mnie właściwe słowo. Chociaż... Przemoc też. Obok terroru. Małżeństwo, staż młody (co to jest 5 lat W MAŁŻEŃSTWIE?), żona - zajmująca się dziećmi i dbająca o dom, mąż - jedyny żywiciel rodziny (rodziny?), potomstwo.
Na Twoim miejscu bym się postawił mężowi - awantura o to, że:
- nie daje pieniędzy na nic (na piwo ma)
- Tobie też się coś od życia należy (no z tymi butami to już przesada... z jego strony)
- pije piwo w hurtowych ilościach (alkohol to jest - niech spojrzy gamoń na etykietkę)
- nie jest takim ojcem jak powinien być (po festynie z 4-latką go szukałaś)
- właściwie cała reszta, co tu opisałaś (dziadek, naprawa samochodu)
Dziwię się, że mimo tego wszystkiego nazywasz go "dobrym człowiekiem" - ani on dobry, ani człowiek...
Powinnaś oprócz tego co powyżej - zrobić jakieś dodatkowe (bezpłatne) kursy, szkolenia. Słowem - usamodzielnić się, znaleźć pracę. Wiem też jak może zareagować na to Twój "mąż" - że kobieta to powinna w kuchni siedzieć, domem się zająć i dziećmi etc. Tylko, że to nie kobieta a kura domowa (wybacz określenie).
Z mojej strony jeszcze: na taką żonę jak Ty to chuchać i dmuchać, okazywać szacunek, wdzięczność (takie np. pocałowanie w rękę, czy zwykły buziak). I DBAĆ!!!!! DBAĆ W KAŻDYM ASPEKCIE!!!!
Nie mogłam wcześniej się dostać do komputera... męża nie ma w domu, znalazłam modem i się włączyłam (bo schował...) - cóż Wam wszystkim mogę odpisać? Poszukać pomocy, walczyć o siebie i dzieci - jak? Sama? Bez pracy, pieniędzy, miejsca na świecie? Nie mogę liczyć na rodzinę - dziadek ma już 86 lat, nie będę go obarczać moimi problemami, to nie na jego siły. Matka? Jak jej powiedziałam, że mąż mnie uderzył, usłyszałam w odpowiedzi - szkoda, że cię nie zabił... (!!!) Ojciec mieszka daleko, ma nową rodzinę, też mi nie pomoże. A od mojej babci usłyszałam, że mój mąż to skarb i powinnam Bogu dziękować, że mnie zechciał z taką przeszłością, trafiło się ślepej kurze ziarno, k..wa mać... Niebieska karta... sąsiadka założyła i co jej z tego przyszło? Wielkie g... bo policja za każdym razem mówi, że to sprawa rodzinna i oni się nie wtrącają, a ostatnio jej mąż zamknął drzwi na klucz i nawet do domu wejść nie mogła - w nocy! - myślicie, że jak ja się postawię, to będę mieć lepiej? Mój Boże, jak to się wszystko łatwo pisze... Wszystko jest na niego - dom, działka na której stoi, konto w banku, oba samochody, prąd, telefony, internet, woda, telewizor, nawet faktury za materiały budowlane... Jedyny "dochód" jaki mam to alimenty z funduszu na syna i zasiłek z opieki - łącznie trochę ponad 500zł - kolorowo jak cholera... Dokąd pójdę z dwójką dzieci? Wybaczcie mi moje rozgoryczenie - to strasznie boli, kiedy ktoś, kogo się kocha, zmienia się w kogoś obcego...
Bo tak poza tym to on jest zupełnie normalnym człowiekiem - przychodzi niedzielne popołudnie i jedziemy na grzyby, nad jezioro, robimy grilla, puszczamy z dziećmi latawce... Jest dużo dobrych chwil, kiedy zapominam o tym, co złe... Potrafi tygodniami być dobrym ojcem i mężem, a potem nagle mu coś odbija, jakby go ktoś podmienił. Taka nieustanna sinusoida... Właśnie dlatego mam tyle wątpliwości - z jednej strony czuję strach, że mogłabym go stracić. A z drugiej mam się cały czas na baczności, bo a nuż coś znów wymyśli... Chciałabym uratować to małżeństwo, nie chcę być sama, rozbijać rodzinę, żeby dzieci nie miały ojca, poza tym już przeżyłam jeden traumatyczny rozwód - nie wiem, czy udźwignęłabym to drugi raz... Boję się, że gdy przyjdzie naprawdę trudny moment, okażę się zbyt słaba... A wtedy stracę wszystko.
12 2013-09-17 00:43:58 Ostatnio edytowany przez catallina (2013-09-17 00:45:03)
Naprawdę nie wiem co z nami będzie...
Nie rozumiesz.
Ten proces się nie zatrzyma i będzie coraz gorzej.
Chcesz zmarnowac swoje życie - ok, twoja rzecz.
Przy okazji zmarnujesz życie swoich dzieci, bo one z takiej rodziny wyjdą w świat zdefektowane.
Musisz wybrać między źle i źle, ale jedna z opcji daje jeszcze jakąś szansę Tobie, a z punktu siedzenia dzieciaków jest jedyną słuszną.
Prędzej czy później będziesz musiała coś zrobić.
Ewentualnie pozostaje Ci morderstwo - to już chyba lepsze niż trwać w niewolnictwie.
wszyscy doradzają, żebym to wreszcie w jakiś sposób zakończyła... tylko czy znajdę w sobie dość siły? widzicie, dziś znowu było wszystko świetnie, zawiózł do szkoły mojego syna i córkę tej koleżanki, która mu tak przeszkadza, potem zawiózł mnie do lekarza, wykupił receptę, zrobiliśmy razem zakupy, odebrał dzieciaki ze szkoły, bawił się z dziećmi, normalnie ze mną rozmawiał - o dopisaniu mnie do współwłasności na samochód i o sprzedaży drugiego i w ogóle o wszystkim - nawet dał mi 500zł - co prawda ma mi to wystarczyć na jedzenie dla całej naszej czwórki na 2 tygodnie, ale nieraz dawałam radę za mniej. i jak ja mam do cholery jaśnistej cokolwiek z tego wszystkiego zrozumieć?!?!?! zwariować można...
Catallina, Ty sie zastanawiasz czy to przemoc? Dziewczyno, przeciez Ty zyjesz jak w wiezieniu, z tyranem- alkoholikiem, ktoremu sie czasem z kaprysu zachce byc przyjemnym dla Ciebie!
On nie jest dobrym czlowiekiem. On jest sadysta z paranoidalnymi ideeami, w dodatku uzaleznionym od chlania (piwo to jak najbardziej alkohol, srednio 5-5,6%- czyli cztery piwa to ekwiwalent butelki wina- tez bys tak spokojnie to traktowala jakby z gwinta popijal?). Jasne, ze rzuca Ci czasem jakies ochlapy, bo w to mu tylko graj, ze bedziesz niepewna, ze nie bedzies chciala odejsc.
Nie badz glupia. Odejdz i to jak najszybciej. Nie ma nic gorszego, jak zycie w takim kieracie. Pomysl o dzieciach, ktore na codzien widza agresje i poniewieranie wlasnej matki Myslisz, ze z taka przeszloscia wyrosna na szczesliwych ludzi?
UCIEKAJ.
Przeczytaj, może ten tekst rozwieje wątpliwości:
Cykle przemocy w rodzinie
Przemoc nie jest jednorazowym aktem, lecz procesem który ma tendencję do powtarzania się. Nie zatrzymana przemoc- narasta. Badania wykazały, że osoby doznające przemocy, przechodzą przez trzy fazy powtarzającego się cyklu przemocy.1. Faza narastania napięcia
Początkiem cyklu jest zwykle wyczuwalny wzrost napięcia oraz nasilające się sytuacje konfliktowe. Osoba stosująca przemoc jest stale poirytowana, napięta, często robi awantury z byle powodu, prowokuje kłótnie. Reakcjami ofiar przemocy na taką sytuację w domu jest najczęściej uspokajanie atmosfery, spełnianie wszelkich zachcianek, przepraszanie sprawcy ?na wszelki wypadek?.2. Faza gwałtownej przemocy
W tej fazie osoba stosująca przemoc staje się gwałtowna, wpada w szał. Eksplozję wywołuje zazwyczaj jakiś drobiazg, np. lekkie opóźnienie posiłku. Skutki użytej przemocy mogą być różne - podbite oko, połamane kości, obrażenia wewnętrzne, poronienie, śmierć. Najczęściej w tej fazie ofiary decydują się wezwać policji lub szukać pomocy gdzie indziej.
Po zakończeniu wybuchu przemocy, ofiara jest w stanie szoku. Nie może uwierzyć, że to się na prawdę stało. Odczuwa wstyd i przerażenie. Jest oszołomiona. Staje się apatyczna, traci ochotę do życia, odczuwa złość i bezradność.3. Faza miodowego miesiąca
To faza skruchy i okazywania miłości. Sprawca szczerze żałuje tego, co zrobił, okazuje skruchę i obiecuje, że to się nigdy nie powtórzy. Stara się znaleźć jakieś wytłumaczenie dla tego, co zrobił i przekonuje ofiarę, że to był jednorazowy, wyjątkowy incydent, który już się nigdy nie zdarzy.
Staje się znowu podobny do tego, jaki był na początku znajomości. Przynosi kwiaty, prezenty, zachowuje się jakby przemoc nigdy nie miała miejsca. Rozmawia z ofiarą, dzieli się swoimi przeżyciami, obiecuje, że nigdy już jej nie skrzywdzi. Dba o ofiarę spędza z nią czas i utrzymuje bardzo satysfakcjonujące kontakty seksualne. Sprawca i ofiara zachowują się jak świeżo zakochana para. Ofiara zaczyna wierzyć w to, że partner się zmienił i że przemoc była jedynie incydentem.Faza miodowego miesiąca przemija. Po jakimś czasie napięcie znowu powraca i cały cykl przemocy powtarza się. Prawdziwe zagrożenie, jakie niesie ze sobą faza miodowego miesiąca jest związane z tym, że przemoc w następnym cyklu jest zazwyczaj gwałtowniejsza.
Cykliczność przemocy sprawia, że ofiarom trudno jest podjąć działania mające na celu zatrzymanie przemocy.
17 2013-09-22 12:20:35 Ostatnio edytowany przez catallina (2013-09-22 12:22:18)
Spił się wczoraj tuż po kolacji, już usypiał przed telewizorem i nie wiem co się stało, ale nagle zaczął charczeć i się dusić - a ja stałam i patrzyłam, jak sparaliżowana. Wytrzeszczał na mnie oczy, na zmianę łapał się za gardło i machał rękami, dopiero po kilku minutach podeszłam do niego i zaczęłam walić go po plecach, aż mu przeszło. Potem wyszłam do kuchni i zapaliłam papierosa. Przyszedł i zapytał, dlaczego mu nie pomogłam od razu, przecież widziałam, że się dusi (chyba niedokładnie przeżuł, albo pod wpływem piwa zaczęło mu się cofać z żołądka) a ja nic. I już widziałam, że nerwy mu puszczają i zaraz będzie awantura. Więc powiedziałam, że wyobraziłam sobie, jak spokojne byłoby moje życie BEZ NIEGO. Najpierw go zatkało, a po chwili zaczął sinieć ze złości. Więc stwierdziłam, że nie mam już nic do stracenia - zażądałam rozwodu i zablefowałam, że dzwoniłam już do ojca i obiecał mi pomoc - z mieszkaniem, finansową itd. I że jeśli tylko coś się wydarzy, to on przyjedzie i zrobi porządek. A jest byłym żołnierzem zawodowym, teraz kierowcą TIR-a, duży facet. A potem sama zaczęłam wrzeszczeć - jak nigdy. Że mam dosyć takiego życia, nie jestem jego własnością, tylko żoną, nie pozwolę sobą dłużej pomiatać, zakładam sprawę w sądzie o alimenty dla mnie i córki, syn ma z funduszu, pójdę z wyrokiem do pracodawcy i zażądam przesyłania pensji na moje własne konto (założę sobie, kto mi zabroni?) i narobię takiego szumu a jemu wstydu, że wszyscy się dowiedzą. I zagroziłam, że jeśli jeszcze raz podniesie na mnie rękę albo zrobi cokolwiek innego, żeby mnie skrzywdzić, to w nocy jak będzie spał nawalony, przyjdę i tak mu dopieprzę, że nie wstanie. I wyprowadziłam się z pościelą na dmuchany materac do pokoju dzieci, zamknęłam na klucz i położyłam się spać. Nie zrobiłam mu dziś rano kanapek do pracy, ma ręce zdatne do bicia, to chleb pokroić też będzie umiał. Wraca o 14-tej, zobaczymy co się będzie działo. Dzwoniłam do koleżanki, ona i jej mąż są pod telefonem, jak tylko coś mój małżonek wymyśli, to wystarczy, że puszczę sygnał i przyjeżdżają - będę miała świadków...
Nie jesteś bezbronną. ![]()
Możesz nagrywać jego "wystąpienia", co mówi i w jaki sposób mówi do Ciebie. Poszukaj pomocy prawnej, możesz znaleźć ją też bezpłatną. Odszukaj w Internecie stron (jest ich kilka) Niebieskiej Linii, znajdziesz tam ważne informacje na temat radzenia sobie z przemocą.
...i to była piękna postawa, a jego zdziwiona mina pewnie bezcenna...catallina dasz rade...pokazałaś mu, ze nie będziesz dłużej tolerować takiego zachowania, a to najważniejsze...dałaś mu do myślenia...trzymam za Ciebie kciuki i wierze, ze wszystko ułoży się tak jak Ty będziesz tego chciała
Jutro będę właśnie dzwonić do sądu, mają tam takie biuro obsługi interesantów czy coś w tym stylu, że udzielają bezpłatnych porad prawnych, zapytam o możliwości złożenia takich opisanych wyżej pozwów, jak to by wszystko wyglądało. Niebieska Linia to też dobry pomysł, zadzwonię na pewno. Dziękuję za pomoc ![]()
tak, Neeli, masz rację, naprawdę wyglądał jakby go ktoś obuchem walnął
to chyba dobrze. Czuję, że mogę wziąć sprawy we własne ręce, a to już coś ![]()
wystarczy wierzyć w to, ze w życiu można jeszcze cos zmienić... wszystko zależy od nas... kiedy ja się rozwodziłam pracowałam w firmie rodzinnej męża... wiedziałam, ze zostanę bez pracy... nie czekałam...złożyłam pozew i rozsyłałam CV wszędzie, gdzie było to możliwe... udało mi się zmienić prace jeszcze przed sprawa rozwodową... a miesiąc po rozwodzie poznałam na portalu randkowym obecnego męża... i wcale nie miał on łatwo na początku... wtedy jeszcze kochałam ex...ale spotykaliśmy się i dał mi czas na zagojenie ran... teraz jesteśmy ze sobą już 7 lat i mamy synka... Tobie też się uda... wystarczy iść do przodu z głowa do góry ![]()
23 2013-09-22 16:07:26 Ostatnio edytowany przez kolorowomi (2013-09-22 16:20:52)
Najpierw chcialam Cie opierniczyc, ze tak dajesz soba pomiatac ale potem doczytalam watek do konca. Jestem z Ciebie dumna. Tak trzmac. Sama bedziesz jak sie sama od siebie odwrocisz. Pamietaj to i pamietaj jeszcze jedno, ze nie wstydem jest prosic o pomoc, bo Ty nie masz sie czego wstydzic, to on ma sie czego wstydzic- babski bokser alkocholik. Wiec glowa do gory, piers do przodku i walcz a jak nie bedziesz miec sily dla siebie to mysl o dzieciach. NIe chesz prszeciez, by Twoj syn tez tak inna kobiete traktowal, bo dla niego to bedzie norma i by Twoja dziewczynka myslala, ze to norma i sama bedzie bita i ponizana. Wiec walcz, bo jestes mloda kobieta, masz dzieciaczki i masz prawo byc szczesliwa.
dla mnie popychanki, uderzenie w twarz to bicie i sie tego trzymam.
byłam wczoraj w tym sądzie i wzięłam sobie wzory pozwów, rozwodowy, o separację, o podział majątku, o alimenty w trakcie trwania małżeństwa i parę innych wzorów pism i na bezczela położyłam na kuchennym stole... wrócił z pracy, obejrzał, spojrzał na mnie z miną zbitego psa... dziś zajął się dziećmi i pozwolił mi spokojnie odespać zarwaną noc (przetwory...), chciał mnie też przytulić, ale się wywinęłam - na razie jestem twarda, śpię oddzielnie...
byłam wczoraj w tym sądzie i wzięłam sobie wzory pozwów, rozwodowy, o separację, o podział majątku, o alimenty w trakcie trwania małżeństwa i parę innych wzorów pism i na bezczela położyłam na kuchennym stole... wrócił z pracy, obejrzał, spojrzał na mnie z miną zbitego psa... dziś zajął się dziećmi i pozwolił mi spokojnie odespać zarwaną noc (przetwory...), chciał mnie też przytulić, ale się wywinęłam - na razie jestem twarda, śpię oddzielnie...
Powiem Ci, że jestem z Ciebie dumna! Niesamowicie silna z Ciebie kobieta,nawet nie wiesz jaką masz moc w sobie! Walcz o swoje, masz do tego prawo, taki masz obowiązek! Nie daj sobie wmówić, że skoro przez dłuższy czas się na to godziłaś, to znaczy, że jesteś głupia i nic nie warta. Ci, którzy tak mówią, nie wiedzą, co to znaczy, oceniają pochopnie i bez zastanowienia. Nie słuchaj ich i pamiętaj jak wielkich rzeczy dokonałaś, nie cofaj się, bo najtrudniejszy jest pierwszy krok, potem nie będzie łatwiej, ale na pewno dasz radę!
Kobiety i dziewczyny, bierzcie przykład z Catalliny.
Och, żeby tak więcej takich przykładów było, może nareszcie, rodzina i małżeństwo stałoby się, radością i sensem życia, a nie losem na loterii, ze smutnym zakończeniem. Może być jeszcze różnie, ale dbaj o swoją godność i zdrowie psychiczne dzieci.Nie daj się. Podziwiam, pozdrawiam, wspieram sercem.
minęło już 3 tygodnie, a mąż dalej jak anioł... załatwił mi staż, na pół roku, w biurze mleczarni okręgowej, teraz ma drugie zmiany, więc do południa, gdy mnie nie ma, opiekuje się córką, wozi syna do szkoły, gotuje obiady (!), zmywa, wstawia pranie... szok ze stresem, nie do wiary... nigdy takich rzeczy nie robił, zmywanie "uwłaczało jego męskości"... samochodu nie sprzedaliśmy, zostawił mi go, bez pytania daje mi pieniądze, żebym miała zawsze przy sobie jakąś kwotę "w razie czego", ograniczył piwo (max. 2 na dzień, czasem wcale), rozmawia ze mną o pracy, domu, dzieciach, wczoraj przyjechała M., zrobił jej kawę, pogadał o jej problemach sercowych, dawał rady i w ogóle - no po prostu własnym zmysłom nie wierzę... nadal śpię u dzieci, nie kwapię się zbytnio do powrotu w małżeńskie pielesze, ale on nie naciska, twierdzi, że rozumie moje obawy i poczeka, jak długo będzie trzeba... na razie sielanka...
Brawooo naprawdę godne podziwu ![]()
Pozdrawiam i życzę dużo siły i wszystkiego dobrego.
A jednak można i tyranom dać w przysłowiową "MORDĘ"
Już cię polubiłam ![]()
Jest alkoholikiem, i to w dodatku nieprzyjemnym. Spróbuj jeszcze zaciągnąć go na jakiś odwyk/do terapeuty, ale wątpię, by to coś dało. Najlepiej odejdź. Oczywiście, że masz się gdzie podziać, nie wpadaj w tę iluzoryczną pułapkę, że "nie masz dokąd pójść". Jest mnóstwo wyjsć z tej sytuacji.
catalina .............przeszłam to samo co ty tylko że z jednym dzieckiem i bez ślubu....ja odeszłam ( miałam 19 lat a córka 1,5) wniosek o alimenty zakaz zbliżania się do nas pozbawienie władzy rodzicielskiej...do kontaktów prawo ma-nie korzysta z niego........a ja i dziecko mamy się duuuuuuuuuuuuuuuuuuużo lepiej bez TOKSYCZNEGO ZWIĄZKU a wiesz jak on skończył? bezdomny bezrobotny alkoholik(lat 25) z kredytem na mieszkami 112 tys i drogie 100 tys które za moimi wziął ( ! )
nie żałuj go.....bo nie ma kogo
Witaj! Ciężko mi zacząć,ale od początku.To co opisujesz,Wasze życie,codzienność to przemoc w czystej postaci:fizyczna,psychiczna i ekonomiczna.Przeczytaj proszę książkę ,,Kobiety,które kochaja za bardzo,, ,,toksyczne slowa,,.Poszukaj najlepiej na forum ,,przemoc w rodzinie,, albo na alko.forach,to klasykaalkoholizmu,z manipulacjami wspoluzalezniona zona,cyklami przemocy.Ja kiedy do tego dotarłam,poczułam się chora fizycznie i psychicznie,to były moje historie, tak żyje każdy,kto godzi się na życie z alkoholikiem i nie stosuje twardej milosci. Zaliczylam z moim jeszcze nie mezem odwyk,gdzie jezdzilam co tydzień 150 km i wozilam misiowi wałówkę i prawie na kolanach prosilam ,żeby wytrzymał.No wytrzymał,wrócił po 14 a o 16 juz był pijany,duuuzo by opowiadać.Chodzilam pobita,posiniaczona do pracy,klamalam,krylam.Aż powiedzialam dość,pijany-wzywam policję.ma kuratora ,wyrok.to co pisałaś o niebieskiej karcie ,to prawda,mozna ja w buty wsadzić: mój pierwszy mąż był policjantem i wiem ,jakie o,i maja do tego podejście.Jedz do prokuratury,poproś o rozmowę z którym kolwiek prokuratorem,ja tak zrobilam,weszlam prosto z ulicy i poprosiłam o rozmowę z pierwsza wolną prokuratorka,mój mąż byl wtedy na dolku,bo wrocil pijany,nawet nie zdążył się dobrze rozebrać z ciuchów roboczych,jak cichaczem zadzwoniłam,a panowie juz byli i mial chlop all inclusive last minutę.prosto z dolka zostal zabrany na przesłuchanie i sprawa z dobrowolnym poddaniem się karze 1.5 roku na 5 lat,nie odpuszczam mu niczego:pojechalam na urlop do Hiszpanii po powrocie w domu nie bylo komputera,zglosilam kradzież,nie ma zmiluj ,dostal wyrok.Obecnie:sam pojechał na terapię do Woskowic 2012,po powrocie terapia na miejscu w ośrodku i w mojej przychodni,ja go nie pilnuję,dbam o siebie i synka,nie potrafię powiedzieć kiedy mi ublizyl a o rekoczynach tez zapomniałam,bo wie że zaraz opowem kuratorowi.Zdazyl się incydent z alkoholem,ale to nie mialo wplywy na całokształt.Ja wierzę,ze mozna żyć razem,szczesliwe i razem,ale nie wolno terroryzować drugiego człowieka.Idź na terapię al-anon,czy dla osób wspoluzaleznonuch a zobaczysz jak Ci się oczy otworzą.Mnie aż rozbolał żołądek z nerwów i wspomnień,kiedy czytalam twoje entuzjastyczne i takie pelne nadziei,ze to juz 2 tyg.,że to juz 3 tyg..Boże jak ja znam to uczucie wzbierajacej nadzieji,a potem ta pustka i bezbrzeżny smutek.To tylko mc miodowy,stawiam do 4 tyg.potem organizm będzie sam się domagal alkoholu,bo myślę,ze Twój mąż jest uzależniony fizycznie i psychicznie.Walcz o siebie i dzieci,postaw granicę,bądź konsekwenta,jeśli zagrozisz policja to ją wzywaj,nie ty masz się wstydzić,tylko on.poczytaj sobie jeszcze oDDA,bo jeśli nie chcesz walczyć o swoje prawo do godnosci i szczescia to pomyśl jakie wzorce rodzinne przekazujesz dzieciom.Przytulam Cię bardzo mocno i ściskam serdecznie
Wiecie co, ja już mam całkiem mętlik w głowie. Czytam te posty, w których piszecie o fazie miodowego miesiąca - ile taka faza może trwać? Bo jak na razie jest naprawdę wszystko w porządku (TFU TFU TFU, żebym w złą godzinę nie napisała). Oboje pracujemy nad tym naszym związkiem, widzę, że mąż się stara, rozmawia ze mną o tym, co jeszcze może zmienić - a ja już chyba nie chcę więcej zmieniać... jest dobrze. Ograniczył picie (NAPRAWDĘ ograniczył), pomaga w domu (teraz cały tydzień córka była dość mocno chora i bardzo mi pomagał - gdzie wcześniej nie do pomyślenia było, żeby ruszył tyłek sprzed telewizora), nie podnosi na mnie głosu. Małymi kroczkami przekonuję się, żeby dać mu drugą szansę... wiadomo, że zawsze zostaną mu jakieś wady, ale przecież nie chcę mieć w domu ideału, bo po co mi to? Poza tym najzwyczajniej w świecie jestem już zmęczona spaniem na materacu u dzieci, zmęczona gładkimi frazesami gdy żyjemy obok siebie, jak obcy ludzie, zmęczona ciągłym nerwowym oczekiwaniem, że wróci tamten Mr. Hyde... Zaryzykuję - najwyżej czeka mnie kubeł zimnej wody i batalia sądowa...
Oby jego przemiana była trwałą. ![]()
Catalina, nie, nie, nie i jeszcze raz nie. Przeczytaj swoj pierwszy wpis i powiedz sobie, ze jesli teraz dasz mu szanse to to wszystko wroci. Jesli on jest uzalezniony od alkoholu to to wszystko wroci. chesz dac szanse rodzinie, niech maz idzie na terapie
A co to znaczy "ograniczył picie"???????????bo wypija 2-3 piwa,albo jest na lekkim rauszu?ale pomaga Ci w domu,to ok??????? Jak mocne jest Twoje współuzależnienie,ze nie widzisz tego,jak mocno dziala mechanizm wyparcia i zaprzeczenia,jak mocno racjonalizujesz,no teraz jest ok.,bo mniej pije!!!!!a kiedy przekroczy tą cienką granicę i się upije?kiedy osiągnie cel i do końca Cię zmanipuluje,grzecznie wrócisz do malzenskigo lóżka (materac u dzieci niewygodny,sama juz szukasz usprawiedliwienia)wiesz co edzie??? Konflikt zażegnany,żona wróciła na swoje tory,można PIĆ.
Postaw warunki,terapia,zadośćuczynienie,odbudowa Waszych relacji,malzenskich,rodzicielskich,a dopiero na końcu wspólne lóżko.poczytaj na alkoforach o manipulacjach jakie stosują alkoholicy,o,mcu miodowym,to wtedy zrozumiesz ,ze idziesz w tej chwili jak cma do ognia.
wiem,ze jesteś spragniona normalności,spokoju,męża,ojca dla dzieci,ale to w tej chwili POZORY