Witajcie ![]()
Piszę tu, bo zaczynam wątpić czy jestem zdrowa psychicznie a tu jak zawsze mądre i rozsądne głosy dobrze radzą.
Otóż mieszkam z mężem na poddaszu domu moich rodziców. Poddasze ładne, duże (ok. 170m, 2 piętra) i pochłaniające sporo pieniędzy. Rodzice wybudowali to dla mojego starszego o 5 lata brata, który jednak 2 miesiące przed ślubem podziękował swojej pani i wskutek tego, rodzice "podarowali" to poddasze mnie. Byłam mało asertywna, nie chciałam zawieść rodziców (skoro brat to zrobił...) i nie odmówiłam. Było to kilka lat temu, przez ten czas zainwestowałam sporo pieniędzy (właściwie mnóstwo) w zrobienie tego mieszkania i w tej chwili spłacam do tego kredyt hipoteczny, jaki rodzice wzięli na dobudowanie poddasza (mój brat złótówki nie zapłacił, nawet jak było jeszcze "dla niego", bo ciągle nie miał). Rodzicom sytuacja się pogorszyła, więc płacę ja, i jak się da, pomagam. Mąż ma mieszkanie, którego sprzedać nie możemy, bo sytuacja na rynku jest jaka jest, a mieszkanie dość spore, więc chętnych ze zdolnością brak. Mieszkanie oczywiście na kredyt, który mąż spłaca. Wygląda to więc tak, że mieszkamy w jednym miejscu, a utrzymujemy dwa mieszkania. Jego wynajmowaliśmy, ale studenciaki tak dawały czadu, że zrezygnowaliśmy po jakimś czasie, bo mieliśmy dość telefonów ze spółdzielni. Jakiś czas temu pojawił się w domu rodzinnym brat, który przeżywa podobno chwilowy kryzys w związku i zamieszkał z moimi rodzicami (piętro niżej). Jest totalnie zadłużony (debilizmy młodości), więc żyje praktycznie na garnuszku. Pracę ma i to dobrą, tylko że jakoś nie składa mu się, żeby oddawać rodzicom pieniądze, które za niego wykładali (!!!!) jak "nie miał na ratę". Ja pracuję, do tego prowadzę dg, mąż też ma dwie prace, ale przy kosztach dwóch mieszkań mnóstwo pieniędzy wydajemy właśnie na nie. Jestem w ciąży i w ramach poszukiwania stabilizacji pomyślałam sobie, że rodzice mogliby przepisać tę część domu, którą urządziłam i którą spłacam, na mnie. Szczególnie że ich sprytny plan chyba zakłada, że cały dom ma być dla mnie (nie wiem kogo będzie stać na utrzymanie tak dużego domu, no i po co...) i w przyszłości spłacę brata (hahaha, dobre sobie). Kiedy im o tym powiedziałam, spotkałam niesamowity opór i zapewnienia, że przecież "to jest moje". Guzik. Ja tu jestem po prostu zameldowana. Tak mnie to zirytowało, że zaczynam myśleć o wyprowadzce (musielibyśmy z mężem znaleźć coś nowego, bo w jego starym mieszkaniu nie chcemy mieszkać ("czystość terenu" i takie tam...). Do tego ani ja, ani tym bardziej mąż nie mamy motywacji, żeby cokolwiek tu inwestować, bo niby z jakiej racji???
Powiedzcie mi proszę, czy ja jestem nienormalna, że chcę mieć coś swojego czy to moi rodzice chcą mnie wrobić w spłatę brata?
Dodam tylko, że mój brat jest synusiem mojej mamy, która niby ma do niego pretensje o te wszystkie długi i problemy, ale i tak obiadki mu pod nos podstawia ![]()
Ufff, poradźcie proszę, chociaż wiem, że jesteśmy w czarnej dupie.
Halo moi drodzy,
Normalna jestem czy nie?
pozdrawiam tych, co nie muszą na forum pisać żeby wiedzieć, czy są zdrowi ![]()
Jego wynajmowaliśmy, ale studenciaki tak dawały czadu, że zrezygnowaliśmy po jakimś czasie, bo mieliśmy dość telefonów ze spółdzielni.
A nie można dać ogłoszenia i tym razem wynająć mieszkanie rodzinie z dzieckiem?
pomyślałam sobie, że rodzice mogliby przepisać tę część domu, którą urządziłam i którą spłacam, na mnie. Szczególnie że ich sprytny plan chyba zakłada, że cały dom ma być dla mnie (nie wiem kogo będzie stać na utrzymanie tak dużego domu, no i po co...) i w przyszłości spłacę brata (hahaha, dobre sobie). Kiedy im o tym powiedziałam, spotkałam niesamowity opór i zapewnienia, że przecież "to jest moje".
Oprócz zapewnień, jakie były sensowne argumenty dotyczące braku chęci do regulacji prawnej?
zaczynam myśleć o wyprowadzce (musielibyśmy z mężem znaleźć coś nowego, bo w jego starym mieszkaniu nie chcemy mieszkać ("czystość terenu" i takie tam...).
Nie wiem, co oznacza "czystość terenu", ale skoro jest mieszkanie, to sensownym jest rozwiązanie zamieszkania w nim. Choćby na czas wymyślenia jakiegoś planu działania. Oczywiście przy założeniu, że rodzice pójdą w zaparte, a Wy nie chcecie bez regulacji prawnej z nimi mieszkać.
Jestes jak najbardziej normalna. U mnie bylo podobnie, maz ma brata ktory przyjezdza tylko na weekendy i nie inwestuje w dom w ktorym docelowo chce kiedys mieszkac. My mielismy pol domu ale nieoficjalnie. Wyremontowalismy generalnie "nasz"doł. Poszła na to masa kasy Chcielismy brac kreydt zeby go odnowic, ocieplic, bo jest w oplakanym stanie. Jednak tesciowe powiedzili ze po smierci bracia maja sie dogadac. To tak w skrocie. Suma sumarum wyprowadzilismy sie i mamy swiety spokoj:) Wpradzie hipoteke na glowie. Jednak nie musimy sie uzerac i inwestowac w nie swoje.
Doskonale rozumiem potrzebe prawnego uregulowania kwestii bo najgorsze jak wlozysz w to mase kasy a na koncu nic nie bedziesz z tego miala. Brzmi jak brzmi, ale tak jest niestety w zyciu. Poza tym psychiczna stabilizacja i bezpieczenstwo tez ma tutaj znaczenie.
Dorota,
W zasadzie nie rozchodzi się o to, co moglibyśmy z tym mieszkaniem zrobić, bo opcje znamy i mamy świadomość ich istnienia.
Rodzina z dzieckiem - ok, tylko wszystkie meble sprzedaliśmy, żeby zapobiec całkowitemu zrujnowaniu przez lokatorów, więc stoi puściutkie i z doświadczenia wiemy, że rodziny z dzieckiem chciały coś równie dużego tylko tańszego.
Sensowne argumenty ze strony rodziców? Brak, a do tego są na mnie mega obrażeni, bo śmiałam o cokolwiek poprosić.
A czystość terenu? Hmm, niektórym nie przeszkadza, że śpią z kolejnymi partnerami w jednym łóżku, jadają w tej samej kuchni, itp itd, a my tak po prostu nie chcemy. Poza tym mieszkanie jest ciut pechowe i nie chcemy tam zaczynać naszej rodziny.
Kitka,
dotarłaś do sedna - za dużo już pieniędzy włożyłam w to mieszkanie, i poza tym ten spokój psychiczny i poczucie bezpieczeństwa - przecież to jest bezcenne!
A ja bym szczerze powiedziała rodzicom, ze tyle w to zainwestowałam, że mi się należy przepisanie części domu, teraz już natychmiast, a jak nie, to niech się cmokną, wyprowadzam się natychmiast i moja noga więcej tu nie postanie. Jak są tak mądrzy to niech się użerają z synkiem, który w 5 lat całość wyprzeda, łącznie z rodzicami, zastrzegłabym od razu, żeby wtedy do mnie po pomoc nie przychodzili.
Jeśli macie możliwość wyprowadzcie się.Ja mieszkam od dwudziestu lat w domu który remontujemy a dom dalej nie jest nasz.Na dodatek mamy tylko połowę domu a druga część jest siostry mojego ojca ,stoi pusta i niszczeje.Na dodatek ta połowa w której mieszkamy dzieli się na mnie i mojego brata ponieważ mój ojciec zmarł.Też nigdy nie chciał mi przepisać tej połowy bo zawsze było jutro.Według siostry ojca jesteśmy murzynami którzy mają dbać o podwórko ,kosić trawę itp.Dom jest nieduży i stary,w swojej części zrobiliśmy łazienkę,od podstaw bo wcale jej nie było,wymiana okien ,centralne.Też się czasem zastanawiam czy jestem zdrowa psychicznie że dałam się wrobić w takie gó...o.Za te pieniądze które tu włożyliśmy można było kupić jakiś stary dom do remontu,nawet gorszy od tego ale swój!Jak kiedyś rozmawiałam z tą siostrą ojca o spłacie to powiedziała że nie chce,musi się zastanowić.I tak się zastanawiała 20 lat a teraz się nagle ockneła i powiedziała że chce 30 tysięcy,ha ,ha.Jej połowa to jeden pokój z taką kanciapką na spiżarnie ,ruina,nieogrzewane od 20 lat .Po pierwsze nie mam takich pieniędzy.Mamy za małe dochody żeby ktoś nam dał taki kredyt.Proponowałam jej spłatę w ratach,nie chce.A mój braciszek który tak jak twój wiecznie nie miał kasy wprowadził się do mieszkania rodziców gdy ojciec jeszcze żył.Podsumowując:Brat ma ładne wyremontowane mieszkanie,trzy pokoje a ja mieszkam w jednym pokoju z kuchnią i łazienką którą sami zrobiliśmy.Niestety nie mamy tyle kasy żeby teraz się stąd wyprowadzić,zresztą co z pieniędzmi które włożyliśmy w remont?Więc jeśli rodzice nie chcą ci przepisać tej połowy to się wyprowadzcie bo to nie ma sensu! Mój brat też wiecznie rodziców naciągał na jakieś kredyty,pożyczał pieniądze ale i tak był kochanym synusiem.A stwierdzenie że to i tak jest twoje,mi mówili tak samo.
Dagny ciężka sprawa. Ja mieszkam z mężem i jego matką, mąż ma siostrę. Ale przed ślubem powiedziałam, że ja tam nie zamieszkam jeśli dom nasz nie będzie. I tu już mój mąż ze swoja matką załatwił, żeby zgodziła się na przepisanie domu (my go oczywiście teraz utrzymujemy, ale przynajmniej wiemy, że remontujemy swoje ). Ja byłam konsekwentna, bo nauczyłam się na historii rodziców, którzy męczyli się całe zycie z dziadkami, remontując dom, który nie był ich. Tez im groziło spłacanie sióstr mamy, ale niedługo przed śmiercią dziadkowie dom przepisali (po pewnej histoii, ale nie tu o tym opowiadać
)
Dagny ja nie wiązałabym przyszłości z tym domem. Rodzice kiedyś umrą, wy w tym czasie podniesiecie wartość domu o kolejne tysiące. A brat pójdzie do sądu, wezwie rzeczoznawcę, okaże się, że dom wart jest 300 tysięcy, a wy chcąc nie chcąc będziecie musieli go spłacać... Nie polecam.
Nie czytałam reszty postów, ale myślę, że ja bym zrobiła tak:
- urządziła rodzinny wieczór poważnej rozmowy i zapytała, jakie plany mają rodzice wobec mnie i owego mieszkania. Powiedziała im otwarcie, szczerze o dużych wydatkach finansowych.
- jeśli rodzice by się wahali, wyprowadziłabym się do mieszkania męża.
- jeśli rodzice podjęliby jakąś sensowną decyzję, mieszkanie męża wynajęłabym nie za 500 zł, a za 1500; wtedy masz pewność, że nie wprowadzi się ta hołota, a ludzie, których na to stać. Tak zrobiła moja koleżanka i bardzo to sobie chwali.
Dziewczyny
dzięki za głosy.
Co do wyprowadzki natychmiast: jedyna opcja to mieszkanie męża, do którego nie chcemy się wprowadzać (pisałam o tym); na jednoczesne spłacanie rat za dom, mieszkanie i wynajmowanie 3-go najzwyczajniej na świecie nie stać nas.
Poza tym gdybyśmy się wyprowadzili teraz (ja nadal czekam na rozpoczęcie rozmowy ze strony rodziców, ale chyba się nie doczekam i sama zainicjuję rozmowę), powinnam przestać płacić ratę za dom, no bo niby z jakiej racji? Problem polega na tym, że rodzice nie będą w stanie tego płacić sami, a na brata nie mają co liczyć. Przez lata słynął z tekstu "jak nie mam pieniędzy to skąd mam wziąć na ratę" (wtf? ale dokładnie tak było), a teraz pracuje, ale spłaca swoje denne zaległe kredyty na pokrycie kredytów. Nie chciałabym wpędzać rodziców w długi na stare lata... Mimo tej całej sytuacji, są generalnie w porządku - przynajmniej tata, bo mama ma SYNUSIA i pomimo tego, że w swojej obłudzie strasznie na niego czasami wyzywa (tzn. próbuje, bo ucinam takie rozmowy), to i tak wiem, że ona jest i będzie zawsze po jego stronie. Ot, taka małpia miłość.
Catwoman,
rozmowa już była i skończyło się tak, że rodzice byli obrażeni :], mieszkanie męża odpada, ale za to 3. podpowiedź jest godna
dzięki.
Ech, i jak tu spokój zachować w ciąży? ![]()