Witam wszystkich...
Moze zaczne od tego, ze mam pewien dylemat i nie wiem jak mam sie zachować , a w sumie jak postapić...
...wiadomo , chodzi jak zwykle o faceta ...
Nie bylismy parą oficjalnie, ale wszystko sie na to zapowidalo, bylismy w ciągłym kontakcie przez prawie dwa miesiace... któregoś dnia poprostu znikł , zapadł sie pod ziemie, nie pisal, usunął mnie tez ze znajomych z portalu społecznosciowego... bez słowa wyjasnienia, ja oczywiscie chcialam sie dowiedziec jaka jest przyczyna tak naglej "odmiany", napisalam , nie otrzymywałam na to pytanie odpowiedzi, ani nawet słowa wyjasnienia ... Nic!!! Cisza!! . Nie narzucałam sie ... wysłałam moze 3-4 smsmy , po jednym kazdego dnia... w koncu zamilklam na amen... To było 3 tygodnie temu, a ze ostatnio troche popiłam, to wiadomo jakto po piwku , dwóch cos mi sie załączyło... napisalam do niego ( wiem ze nie potrzebnie, ale stało sie ) napisałam głupi tekst " tesknie za toba"
;/ kurcze wiem ze nie powinnam tego robic , ale ... o dziwo odpisal... był wielce zdziwiony ... doszlo do krótkiej wymiany sms, bo zasnelam i odpisalam dopiero nastepnego dnia , ale.... on juz sie nie odezwał
W jednym ze swoich smsów użył słow cyt: " to kiedy mam cie wyleczyc ;P " ja nie rozumiem... co on mial na mysli piszac cos takiego ??? ze jestem chora na jego punkcie ??? hmmm i tu sie nasuwa wniosek, ze teoretycznie to ja chce miec go w nosie, powinnam o nim jak najszybciej zapomniec , po tym jak sie zachował predzej , ale spogladajac na to w praktyce ja ciagle o nim mysle , chociaz nie mam juz z nim takiego kontaktu jak byl... nie znam przyczyn tych zmian, ja go traktowałam naprawde powaznie, jako jednego z nielicznych facetów którzy pojawiali sie w moim zyciu i pierwszy raz mam tak, ze zasypiam z nim i budze sie z nim w głowie... Nie owinelam sie w okol niego ... mial przestrzen, przewaznie , lecz nie zawsze czekalam na jego ruch...jego smsa... propozycje, sama tez kikla razy wyszlam z inicjatywa, byłam wrecz "książkowo" nastawiona do tego "typu" zeby czegos nie spaprac, a jak nie wiedzialam co robic , to nie robilam nic ...
,mimo wszystko... ja nie wiem co ja mam dalej zrobic.. isc za sercem, zawalczyc.. ( tylko jak ) czy poprostu też dać mu do zrozumienia, ze mi juz nie zalezy i zapomniec, próbować zapomniec do skutku... i juz nigdy wiecej sie nie odezwać dla własnego dobra...
Spotkałam sie juz z opnia tej sytuacji , ze on mnie sprawdza, ze to ten typ co wymaga od kobiety "latania" i "słodzenia" ... nie wiem ...że to była dla niego zabawa od samego początku... nie wiem , bo to musiałabyć długa zabawa w takim razie... prosze was o jakies inne poglady na temat czegos takiego ...
ps. zawsze mialam pecha do niezdrowych związków.. nieswiadomie oczywiscie , mowilam sobie ze juz nigdy wiecej a tym razem mialo byc inaczej , nawet przez chwile uwierzyłam ze bedzie ... ale sie pomylilam , bo trafilam na najgorszy przypadek jaki mnie spotkał... zero jasnosci ...