maz sie wyprowadzi... co dalej? - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » maz sie wyprowadzi... co dalej?

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 19 ]

1 Ostatnio edytowany przez zalamana30 (2009-06-12 07:33:28)

Temat: maz sie wyprowadzi... co dalej?

nie wiem nawet jak zaczac. licze na jakas pomoc z waszej strony, na obiektywne spojrzenie na sprawe. pobralismy sie 4 lata temu. mamy dwojke dzieci 3 i 2 letnie. od poczatku nie bylo tak jak mialo byc. moj maz byl juz rozwodnikiem, z pierwszego malzenstwa mial corke. z zona darl koty, nie utrzymywali i nadal nie utrzymuja praktycznie zadnych stosunkow. on jest wobec tego obojetny, ona czuje do niego zal, zlosc. nie wiem, ale to nie wazne. nie w tym rzecz. dzisiaj nie wiem czy bylam zakochana, czy go kochalam czy moze poprostu chcialam sie juz ustatkowac i troche na sile to zrobilam... mam mieszane uczucia. nie pamietam juz czy kiedys czulam sie z nim dobrze, szczesliwa, bezpieczna... zawsze cos nie gralo. jeszcze przed slubem okazal sie agresywny. nie pobil mnie w doslownym tego slowa znaczeniu ale upokorzyl, szarpal, rzucal przedmiotami. tak sie stalo raz. pozniej okazalo sie, ze bylam juz w 5 tygodniu ciazy (w czasie klotni tego nie wiedzialam). trzeba bylo juz wtedy uciekac. nie zrobilam tego, plakal, przepraszal, obiecywal, ze to sie nie powtorzy. i fakt, wiecej sie nie powtorzylo...do czasu... dlugo byl "spokoj". wzgledny spokoj, bo probowal mnie zgnebic psychicznie. wyzywal mnie od najgorszych, mieszal z blotem. nigdy wczesniej nikt tak mnie nie ponizal, nie spotkalam sie z takim brakiem szacunku. nie bardzo wiedzialam jak sie bronic. cala ciaza to byl jeden wielki koszmar. balam sie go. w miedzyczasie zaczelismy budowac dom. na kilka dni przed porodem sie wprowadzilismy. caly czas bylo zle. po porodzie (cc) kiedy wszystkie kobiety dostaja kwiaty od swoich mezow ja uslyszalam po kilku godzinach, ze jestem k...a. mialam baby blues, cholerna depresje. tylko plakalam. nie potrafilam cieszyc sie z domu, dziecka, samochodu nowego. z niczego. czulam sie zamknieta w 4-rech scianach, kontrolowana, podejrzewana o zdrady (nigdy nie zdradzilam!). do ostatniego tygodnia ciazy pracowalam. gnebil mnie nawet jak bylam w pracy, przez msn, telefony, oskarazal o romanse z szefami (w ostatnim tygodniu ciazy gdzie ledwie sie moglam juz ruszac!!!). po urodzeniu dziecka moj koszmar trwal conajmniej 3 miesiace. w tym czasie moj maz zapisywal wszystkie wydatki (ja juz nie pracowalam i nie mialam przychodu-mieszkamy za granica, nie ma tutaj maciezynskiego itp). co wydal "na mnie", np placil rate za samochod (on polowe wartosci samochodu wplacil z gory a ja mialam splacac kilejna polowe), czy moj rachunek telefoniczny, wszystko zapisywal na moja liste dlugow, ze jak wroce do pracy to mam mu splacic... lista rosla z dnia na dzien. gnebil mnie tym. pozniej z czasem przestal. po 3-ch miesiacach bylo juz lepiej. pomyslalam, ze moze sytuacja go przerosla, ze moze to moje hormony. zaszalm w kolejna ciaze. co gorsza planowana. chcielismy jeszcze jedno dziecko, z malym odstepem wieku. podjelam prace w domu, zaczelam zarabiac, dokladac sie do zycia rownoczesnie mogac zajmowac sie dzieckiem i domem. znowu pracowalam (ciezko!) do ostatnich dni ciazy. po porodzie nie mialam depresji, bylam wesola. z mezem bylo raz lepiej raz gorzej, ale nie tragicznie. ja sie postawilam, zaczelam z nim walczyc. pokazalam mu, ze nie dam sie ponizac. troche sie zmienil. byly moze dwa incydenty, moze jeden. kilka razy chcialam odejsc. troche blefowalam, bo nie mialam gdzie. zatrzymywal mnie, bal sie, ze naprawde go zostawie. pewnie gdybym wiedziala, ze moge to bym to zrobila. strach jednak byl caly czas gora. podniosl na mnie reke jeszcze raz czy dwa wlasnie. nie dalam sie. znow byl spokoj, juz sie mnie chyba bal dotknac. ostrzegalam go, ze jesli jeszcze raz mnie dotknie, zadzwonie na policje. byly "tylko" wyzwiska i klotnie werbalne. ja zapiepszalam w domu, przy dzieciach, pracowalam pomagajac mu prowadzic firme a nawet dwie. gdyby nie moja pomoc nic by nie bylo. moj maz jest leserem. nie robi nic ponad to co musi, minimum konieczne. nie ma zadnych aspiracji, ambicji. jemu sie nigdy nie spieszy nigdzie, chyba, ze na papierosa, na godzinne posiedzenie w ubikacji, do komputera (jest uzalezniony od gry komputerowej on line, a kiedys od play station, ktora pozniej schowalam). od dluzszego czasu dzieci, ja, dom, wszystko na koncu szarym. ja juz jestem silna, nauczylam sie radzic sobie z tym wszystkim, nie dac mu sie. jednak nawal pracy jaka musze wykonac za dwie osoby przy dwojce dzieci mnie przytlacza. nie moge tak dluzej ciagnac. daje mojemu mezowi numer tel do klienta, ktorego znalazlam a on w ciagu kolejnych dni "nie ma czasu" zadzwonic. siedzi w domu i zbija baki. czyta, oglada tv, chodzi na papierosa, spi, lezy, je. nie ma sie tez czasu umyc, potrafi tydzien w tym samym podkoszulku i majtkach spac i chodzic. smierdzi rzecz jasna. w duchu od dawna go nienawidze, mam zal za bol, niestety jestem pamietliwa i nie moge mu wybaczyc i zapomniec. naturalna koleja rzeczy jest brak seksu na ktory on ciagle narzeka. ja mam blokade, nie moge, boje sie kolejnej ciazy, nie sprawia mi to zadnej przyjemnosci, zmuszam sie (bardzo rzadko co jest utrapieniem meza!). ja jednak nie moge sie przelamac i isc do lozka z facetem, ktory jeszcze kilka godzin wczesniej zwyzywal mnie od najgorszych a pozniej uwaza, ze nic sie nie stalo, bo powiedzial to w nerwach. wczoraj nie wytrzymalam. zaczelam sie klocic, zeby w koncu wzial sie w garsc, ze jest nierobem, leniem itd... on mnie rzecz jasna zwyzywal przeklenstwami (ja nie!). cala akcja rozegrala sie w obecnosci dzieci. nie wytrzymal, nerwy mu puscily, rozwalil pol kuchni, sciany w domu, na koncu rzucil sie na mnie i szarpal mnie za wlosy (zeby sladu nie bylo to wlosy-staly numer). chwycilam za telefon i wykrecilam na policje. byli w ciagu 3-5 minut. zdazyl uciec. wychodzac i widzac juz, ze dzwonie powiedzial tylko "nie rob tego". zyjemy w kraju, w ktorym gdybym im powiedziala wczoraj cala prawde bylby aresztowany. znalezliby go. "wybronilam" go jednak przed tym, bo nie chcialam przeginac. nie maltretuje mnie bowiem fizycznie na codzien. caly czas myslalam jak od niego odejsc. nie mialabym jednak srodkow do utrzymania sie samodzielnie. nie stac by mnie bylo na przedszkole dla dzieci nawet jesli poszlabym do pracy. pochloneloby to olbrzymia czesc moich zarobkow, na zycie zostaloby niewiele. trzymal mnie wiec przy nim aspekt finansowy i tez to, ze dzieci sa jednak bardzo za nim i co ja mam im powiedziec?wczoraj od policjantow jednak dowiedzialam sie, ze jestem w o wiele lepszym polozeniu "finansowym" niz mi sie wydaje. ze on ma problem, nie ja. nie dosc, ze rozwodzac sie z nim on musialby pokryc wszelkie koszty postepowania, ja dostaje prawo do opieki nad dziecmi, moge dostac prawo do zakazu jego zblizania sie do mnie (jesli bede czula, ze moze sie mscic), to ja moge zostac w domu na ktory mnie nie stac a on bedzie wszystko musial urzymywac lub pojdzie do wiezienia. tak przez dwa lata mam czas stanac na nogi. w ciagu dwoch lat by mi sie to zapewne udalo. wszystko mu wiec powiedzialam. zaczal mnie straszyc, ze ucieknie do polski i nic nie wskoram. kazalam mu sie wyniesc z domu i dzisiaj to zrobil a ja siedze, rycze, patrze jak moje dzieci spia i zastanawiam sie, co ja im powiem... co bedzie dalej. jak sie ulozy teraz nasze zycie. jestem w totalnym dolku. z jednej strony wiem, ze tak trzeba, ze moj maz sie nie zmieni, ze nie zaakceptuje tego, ze ja wymagam, ze mam pretensje wieczne ze mi za malo pomaga, ze olewa dzieci, dom, obowiazki. ze wazniejsze sa gry komputerowe, wazniejsze przerwy na papieroska, filmy na dvd itd... my w tym wszystkim sie nie liczymy, praca tez nie. trzeba go niemalze zmuszac, zeby cos zrobil, a ze pracuje z domu to musze go calymi dniami ogladac, a raczej to jak sie obija a ja zapiepszam na wszystkich frontach bo i nawet za niego pracuje. co robic? glowa peka mi od myslenia a najbardziej zal mi dzieci, ktore dzisiaj jak go caly dzien nie bylo pytaly ciagle o niego, mowily, ze jak tata wroci to pojada na spacer... ja tak strasznie zaluje, ze mam z nim dzieci, to znaczy, nie ze mam dzieci, ale, ze to sa jego dzieci. to czlowiek nieudacznik, len, ktory nie nadaje sie do niczego, a ja teraz z dwojka malych dzieci raczej zbyt wiele nie zwojuje... bije sie tez z myslami czy nie wrocic do polski, ale wowczas ojca juz calkiem straca, bo on tam nawet nie pojedzie, nie predko a my tutaj tez nie wrocimy. w polsce jednak mialabym pomoc rodzicow. jak dlugo bede plakac? czy juz cale zycie bedzie takie przykre? czy to sie kiedys skonczy? czy ja powinnam udac sie po jakies leki uspokajajace (on mnie wpedzil w okropna nerwice, mam kolatania serca, krotkie oddechy, napady leku jakiegos dziwnego). chyba sobie z tym wszystkim nie poradze. on sie teraz boi, bo wie, ze moge wystapic o nakaz aresztowania go z raportem policyjnym, ze moze miec spory problem, wiec robi wszystko co mu powiem. mysle, ze bedzie nas poki co utrzymywal, ale musze myslec na zapas. nie sprawie juz chyba, zeby ten czlowiek sie zmienil? czy myslicie, ze jakas terapia malzenska by tutaj pomogla? on ma do mnie zal o to, ze go nie doceniam, nie wspieram. nie moge wspierac nierobstwa! to calkowicie niesumienny czlowiek, egoista. ja nie moge tego doceniac. bylam zupelnie inaczej wychowana. on nie uwaza, ze zle robi. uwaza, ze jesli wykapie dzieci (nie codziennie) to mi pomaga bardzo. nie wiem jak do niego dotrzec. bylo juz 100 rozmow jak nie wiecej. niektore trafialy na kilka dni, niektore w ogole nie. slyszalam tylko, ze sie czepiam, ze wymagac tylko potrafie, zebym spojrzala na siebie, bo tylko innych oceniam. oczywiscie slyszalam, ze darmozjadem jestem, on placi rachunki itd... no tak, tylko ze ja rowniez zarabiam te pieniadze i to, ze laduja one na jego koncie bankowym nie daje mu prawa do tego, aby mi mowil, ze to on je samodzielnie zarobil. jestem zmeczona mysleniem za dwoje. chcialabym jednak, zeby moje dzieci mialy prawdziwa pelna rodzine. pelna ale szczesliwa, nie patologiczna. mysle o terapii malzenskiej, ale czy ona w czyms pomoze? moj maz pewnie nie zgodzi sie na cos takiego... ciekawa tez jestem czy on sie na dobre wyprowadzil czy mnie sprawdza na ile jestem twarda... prosze napiszcie co o tym wszystkim myslicie. na koniec chcialam jeszcze napisac, ze jest wiele milych rzeczy, ktore lacza mnie z tym czlowiekiem, wiele wspolnych zainteresowan. nie ma monotoni dnia codziennego, nie liczac kwestii uzyskania od niego aktywnosci innej ponad przyjemnosci. dziekuje tym, ktorzy doczytali do konca.

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: maz sie wyprowadzi... co dalej?

Normalnie zyc  jesteś fajna mama i kobieta . Tylko natrafiłaś  na niewłaściwego chłopca.

3

Odp: maz sie wyprowadzi... co dalej?

Twoja historia wstrząsneła mnie... Wydaje mi się , że Ty zrobiłaś największy błąd w swoim życiu wychodząc za niego... sama pisałaś , że już przed ślubem upokarzał Cię i szarpał... Dlaczego wtedy nie uciekłaś??
NIestety czasu się już nie cofnie... ale mimo to dziwię, się  że macie dwójkę dzieci... przecież już nie raz CIe pobił, był agresywny, więc dlaczego zaplanowaliście drugie dziecko... Dziwne to troche....

Myślę, że terapia małżeńska nie wiele tuta pomoże.... Facet powinien się leczyć psychicznie, albo zostać aresztowany...Jeśli pozwalasz by on przy dzieciach szarpał Cię i wyzywał, jeśli w ogóle sobie na to pozwalasz to nie masz do siebie szacunku....

Gdybym Ja była na Twoim miejscu To małżeństwo by nie istatniało... zwłaszcza, że napisałaś, że nie wiesz czy go kochasz  i czy kiedykolwiek go kochałaś..

4

Odp: maz sie wyprowadzi... co dalej?

Uważam, że dla dobra dzieci powinnaś wrócić do Polski.  Brak ojca nie jest tak dużą tragedią jak posiadanie ojca, który szarpie matkę, wyzywa ją od ladacznic i rozwala sprzęty w mieszkaniu. W jaki bagaż doświadczeń i jaki model wyposaża to Twoje dzieci? Chcesz by przyjmowały to jako coś normalnego i potem same wpakowały się jako dorosłe w taki układ? Zrobisz im krzywdę jeśli pozostaniesz w tym układzie. Po pierwsze facet jest manipulantem. Kiedy czuje zagrożenie robi się potulny, a gdy tylko się zaczyna czuć pewniej robi ci z życia sajgon, a twoje dzieci patrzą na to i uczą się tego automatycznie. Jesteś  młoda i jeszcze masz szansę poznać normalnego faceta w swoim życiu. Chcesz, żeby to tak wyglądało już zawsze? Nie łudź się, że on sie zmieni, czemu miałby to zrobić? Cuda się zdarzają, ale nie w takim wypadku. Facet jest psychiczny i musisz stanąć twarzą w twarz z faktem, że taki pozostanie. Jesteś odpowiedzialna za swoje życie, a przede wszystkim za życie swoich dzieci. Im szybciej to zakończysz tym lepiej. Masz do kogo wracać, wykorzystaj to.

5

Odp: maz sie wyprowadzi... co dalej?

dzieki za odpowiedzi. wlasnie wstalismy (u nas ranek) i dzieci chcialy isc do taty. juz od jakiegos czasu maz spal na kanapie. kanapa pusta. ja nie wiedzialam co mam im powiedziec. dlawi mnie w gardle.
nie wiem dlaczego zdecydowalismy na drugie dziecko. znowu myslalam, ze sie zmieni, nie wiem czy to naiwnosc, czy moze nie chcialam zeby moje dziecko bylo jedynakiem, czy to nie bylo na sile. teraz juz nie wazne. zreszta kocham swoje dzieci i nie wyobrazam sobie, ze ktoregos mogloby nie byc.
boje sie, ze jesli wyjade do polski to on zupelnie uchyli sie od odpowiedzialnosci, nie bedzie placil alimentow na dzieci. nie chce byc ciezarem dla moich rodzicow, nie chce byc na ich garnuszku. boje sie, ze z polskim rynkiem pracy nie podolam. pisalam o tej terapii, bo wiem, ze sa rozne terapie i malzenskie i indywidualne, ze sa metody leczenia agresji? on jednak i tak nie chcialby sie poddac leczeniu, on uwaza, ze to ze mna cos nie tak. chcialam jeszce napisac, ze ja swieta nie jestem. w pewnym momencie obralam dewize, ze najlepsza obrona jest atak i rowniez potrafilam mu przygadac, zranic slowami, tak, ze w piety mu poszlo. mysle, ze to zaszlo za daleko, ze ja sama upodlilam sie w tym chamstwie. czasem mysle, ze uczen przerosl mistrza. potrafilam wpedzic go w takiego dola slowami, ze gosc robil sie malutki jak orzeszek. robilam z nim dokladnie to samo co on ze mna wczesniej. jak tylko zaczynal to nie czekalam az on mnie zdepcze tylko to ja deptalam jego. on na pewno ma do mnie o to zal. powiedzialam wiele oj wiele gorzkich slow. nigdy nie powiedzialam jednak do dzieci tego co on ostatnio do syna "twoja mama jest k...". normalnie nie moglam uwiezyc... macie racje. lepiej bez ojca niz z takim chamem. ktos tutaj pisal, ze mloda jestem u uloze sobie jeszcze zycie z kims innym. ja nie chce. nigdy wiecej zadnych facetow! sama pozbieram sie jakos w tym wszystkim, przywykne do nowej sytuacji i postaram sie stanac jakos na nogi. ile taki proces trwa to nie mam pojecia. to chyba totalnie indywidualne. a myslicie, ze sama ze soba powinnam udac sie do psychologa? a dzieci? czy z nimi ktos powinien pracowac w zaistnialej sytuacji?
wczoraj jak maz sie wyprowadzal powiedzialam mu, zeby postaral sie wygospodarowac dzisiaj jakies dwie godziny dla dzieci popoludniem i zeby zajal sie nimi w dobote, bo w sobote akurat ja pracuje poza domem i jade tez do lekarza. nie wiem co lepsze, odseperowac go calkiem od dzieci? chyba nie moge tego zrobic, one by plakaly za nim, bardzo tesknily. czy moze lepiej wlasnie pozwolic im sie widywac jak najczesciej? czy okreslic stale dni, niewiele?

6

Odp: maz sie wyprowadzi... co dalej?

nie wiem tez jak powiedziec o tej calej sytuacji rodzinie, znajomym. wiekszosc znajomych mysli, ze my jestesmy wspaniala, kochajaca sie, wrecz niemalze idealna rodzina. dla nich to bedzie szok. na pewno beda pytania. nie chce prac brudow na zewnatrz. co mowic? co w ogole robic? przepraszam jestem cholernie rozbita... czy ktoras z was rozchodzila sie z mezem?

7 Ostatnio edytowany przez harmony11 (2009-06-12 13:49:07)

Odp: maz sie wyprowadzi... co dalej?
zalamana30 napisał/a:

do polski to on zupelnie uchyli sie od odpowiedzialnosci, nie bedzie placil alimentow na dzieci.

Trudno, dasz rade. Lepiej ciężko prząść niż mieszkać w dobrobycie z popaprańcem. Na jedzenie dla dzieci ci starczy.

boje sie, ze z polskim rynkiem pracy nie podolam.

Odwagi, nie ulegaj stereotypom dotyczącym polskiego rynku pracy. Jakąś pracę na pewno znajdziesz. Lepszą, gorszą ale znajdziesz.

e sama ze soba powinnam udac sie do psychologa? a dzieci? czy z nimi ktos powinien pracować w zaistniałej sytuacji?

Przydałby Ci się i dzieciakom, jeśli masz wolę pójścia do niego to pewnie, jest to bardzo dobry pomysł. Ale to dopiero jak już skończysz z tym. Wróć do polski i znajdź tu terapeutę, poszukaj na jakichś psychologicznych forach namiarów na dobrego specjalistę.

To że teraz jesteś zdołowana nie znaczy, że się już nie poukładasz. Dasz radę, tylko przeczekaj ten straszny moment, zrób radykalne zmiany, a potem może się okazać, że za klika lat usiądziesz na kanapie i pomyślisz "jaka ja jestem szczęśliwa!" I pomyślisz sobie, że ten facet był twoja pomyłką, z której wyszłaś cało, odżyłaś i znów życie nabrało kolorów.
Jeśli zostawisz wszystko tak jak jest to może się okazać ze za te kilka lat usiądziesz na kanapie i będziesz wrakiem człowieka i zastanowisz się "jak mogłam być tak głupia i schrzanić sobie taki kawał życia, teraz jest już za późno!"
Moim zdaniem rterapia małżeńska tu nic nie da, bo on nigdy nie przyzna ze coś jest jego winą. Może będzie tak mówił, ale w głębi duszy zawsze to ciebie będzie obwiniał i manipulował by wzbudzić w tobie wyrzuty sumienia i uległość.
A jeśli chodzi o widywanie się z dzieciakami, to może się okazać, że on w ogóle straci zainteresowanie nimi, więc problem moze sam sie rozwiaże.

nie wiem tez jak powiedziec o tej calej sytuacji rodzinie, znajomym. wiekszosc znajomych mysli, ze my jestesmy wspaniala, kochajaca sie, wrecz niemalze idealna rodzina. dla nich to bedzie szok. na pewno beda pytania. nie chce prac brudow na zewnatrz. co mowic? co w ogole robic? przepraszam jestem cholernie rozbita... czy ktoras z was rozchodzila sie z mezem?

Ty sie nie martw ak co inni pomysla, bo to ty musisz siedzieć w tym syfie, a nie oni. Więc powiesz im po prostu, że nie wyszło, bo nie zawsze wychodzi i że opowiesz im wtedy kiedy już się poukładasz. Nie muszą znać szczegółów. Na prawdę nie jesteś zobowiązana do wywlekania tego.

8

Odp: maz sie wyprowadzi... co dalej?

wiem, ze mojej mamie bedzie przykro. moi rodzice nie przepadaja za moim mezem, ale nigdy sie nie wtracali w to malzenstwo. oboje wiedza, ze jest leniwy, ze ja robie wszystko za wszystkich, ze jestem taka supermenka wlasnie, ze mysle tez za dwoje. oboje wiedza, ze to ogromny ciezar dla mnie. moja mama mniej wiecej wie, ze nam sie nie uklada. nie raz mowila mi, ze jej drzwi sa otwarte i ze w kazdej chwili moge wrocic i damy rade, ze mam wyksztalcenie, ze prace znajde (tego sie cholernie boje, bo tutaj gdzie jestem moge zarobic duzo wiecej, zapewnic dzieciom lepszy byt materialny, ale bede w tym wszystkim calkiem sama, nie mam nikogo)

9

Odp: maz sie wyprowadzi... co dalej?

Wracaj do polski będziesz jadła mała łyżeczka ale będziesz szczęśliwsza

10

Odp: maz sie wyprowadzi... co dalej?

wlasnie sobie uzmyslowilam, ze skoro jest jak jest a raczej bylo jak bylo. zle! lepiej chyba jesli przerwiemy to teraz, kiedy dzieci maja 2 i 3 lata, niewiele rozumieja (3 latek moze wiecej niestety) i nie beda pamietaly ze ojciec byl na codzien. moze nie od razu, ale za jakis czas zapomna jak to jest. chyba teraz przejdzie to mniej bolesnie niz jakby mialy juz po 5 i wiecej lat. staram sie szukac plusow w tym wszystkim. do polski i tak nie moge wrocic "jutro". caly proces zajmie pewnie rok. przed wyjazdem chcialabym sie tez rozwiesc. po co mi problemy w przyszlosci, bo nie dokonczylam tego co zaczelam? no i faktycznie moze byc tak, ze moj maz wypnie sie calkiem na dzieci. zawsze kiedy obrazal sie na mnie czy byl wsiekly i sie do mnie nie odzywal to do dzieci tez sie nie odzywal, mial je kompletnie gdzies tak jak mnie. ignowowal je totalnie. nie to, ze sie nimi nie zajmowal, nie zmienil pieluchy czy nie dal jesc. nawet nie odpowiadal im na pytania, ktore mu zadawaly. ot tak, zeby mnie ukarac, pokazac mi, skrzywdzic, bo wie, ze nie moge patrzyc na krzywde dzieci. czy to jest normalny facet? NIE! tyran i psychol! a terapie zaaplikuje sobie na pewno, bo chyba mam jakas depreche, a juz na pewno kompletnego dola. caly czas bym tylko plakala. co dziwne, nie robilam tego od prawie dwoch lat. bylam juz tak uodporniona na wszystko, ze nawet po zwyzywaniu mnie przez meza potrafilo to po mnie splynac. bylo to tak naturalne, jak poranna czynnosc rozladowywania zmywarki, za czym tez nie przepadam. niezle porownanie co? ale trzeba zrobic wiec robie, trzeba bylo "wysluchac" na swoj temat to sluchalam. chce byc wolnym czlowiekiem, ale boje sie co teraz bedzie...

11

Odp: maz sie wyprowadzi... co dalej?

powiem  tak -ten  Twój mąz  jest  bardzo  podobny  do  mojego -stosował  tyle  lat  wobec Ciebie  przemoc  i  fizyczna  i  psychiczna .Wiem ze  to   łatwo sie  komus  radzi  ale  tacy  powinni  siedziec w  wiezieniu -ale  to  trzeba  udowodnic  niestety-mi  zabrakło  siły ...zostawiłam  wszystko-dom całe  swoje  zycie ...zeby  tylko  miec  spokój i spac  bezpiecznie ...zeby  moje dzieci  nie  słuchały  jak  ja   jestem k...szmata i  takie  tam.U mnie  tez  było tak  ze  to  ja  gnoja ,lesera utrzymywałam-teraz  on  nie ma  co  jeśc-nie  ma  zapłaconych  rachunków -stacza sie ....utrzymuje   go  rodzina a  on  tylko  robi  mi  ciagłe  przykrości-nadal  włazi  w  moje  zycie -czeka  mnie  jeszcze  rozwód  i  walka  o dzieci .-no  i  podział  majatku .
Też  przed  slubem  bywało  zle  ale  ja  naiwna  dawałam  sie  nabrac
Powiem  Ci   tak -tacy  gnojkowie  sie  nie  zmieniaja -to  sa  osoby  o słabej  psychice  które aby sie  poczuc  lepeij  mieszaja z  błotem  kogo  innego -dlaczego  sie  uspokajał  -jak  na niego  naskakiwałas-bo  czuł  ze  jestes na  górze -jestes  gorsza od  niego -ty krzyczałas- bał  sie -chwilowo -ale   kim  wtedy  byłaś?Jak sie  czułaś będąc  taka  wulgarna i  agresywna ?Zeszłas  do  jego  poziomu-on  zaczął  Cie  wyniszczac  psychicznie .
I zadne  terapie  nie  pomogą- u mnie  były  dwie i  okazało sie  ze  lekarze  psycholodzy  to  przekupieni  idioci ...
Dopuki  dzieci  małe -odejdz -ratuj siebie  i  te  maluchy  od  psychola -niech  na  to  nie  patrza -tak  jak  moje  patrzyły  przez  kilka  lat

12

Odp: maz sie wyprowadzi... co dalej?

dzieki niezalezna smile tacy ludzie jak ty daja mi wieksza sile. skoro tobie sie udalo to czemu mnie ma sie nie udac? no a co do dzieci to raczej nie musisz sie martwic. wiadomo, ze sad przyzna je tobie a nie zwyrodnialcowi! mnie najbardziej wkurza ta niemoc, bezsilnosc. chcialam miec pelna rodzine, stworzyc swoim dzieciom fajny dom ale sie nie udalo... sad o to mam najwiekszy zal do meza. za to tez mam zal do siebie...

i masz racje, ja znizylam sie do jego poziomu. czasem mysle, ze uczen przerosl mistrza, ze bylam jeszcze bardziej brutalna w swoich slowach, potrafilam go calkowicie zdolowac mowiac o tym jakim jest nieudacznikiem zyciowym. to cholernie zakompleksiony facet.

13

Odp: maz sie wyprowadzi... co dalej?

własnie  zakompleksieni  głupcy  którzy  wyzywaja  sie  na  słabszej  płci ....nie  żałuj to  nie  Twoja  wina -ale  wiem  doskonale  co  czujesz -tez  tak mam -zapraszam  na  dział  nasza społecznosc -załozyłam  tam  grupe  wsparcia  dla  kobiet w  naszej  sytuacji -dla  rozwiedzionych i  tych  przed rozwodem  jak  my ...trzymaj  sie  jestes  silna

14

Odp: maz sie wyprowadzi... co dalej?

nie jestem silna jednak. wlasnie sie dowiedzialam, ze maz za chwile odlatuje do polski. oszukal mnie, wystawil. jutro mial zajac sie dziecmi, zebym mogla isc do pracy. strace prace, bo nie mam z kim zostawic dzieciakow. w ogole nie wiem co robic. nie mam tutaj nikogo poza garstka znajomych. nie wiem nawet czy zostawil mi jakies pieniadze. teoretycznie nie mam dostepu do jego kont... nie wiem czy chocby jakas karta kredytowa zostala. jak o to zapytalam (bo przeciez sa dzieci,  nie moge zostac bez grosza) to zwyzywal mnie od materialistek. nie ma nawet odwagi odebrac telefonu. tylko przez smsy ze mna "rozmawia". nie wiem co robic! nie moge zrobic nic jak on wyleci, nie sprzedam domu, bo musi byc jego podpis. nie wystawie go nawet na sprzedarz bez jego podpisu. mam zwiazane rece. nie wiem co robic. poprostu zostawia nas ot tak. ze mnie to ok, ale dzieci. co ja im powiem. siedze i wyje jak nigdy. mogl dac mi chociaz troche czasu.... od czego zaczac? od sprzedawania rzeczy z domu?

15

Odp: maz sie wyprowadzi... co dalej?

skurczybyk blefowal. to musi byc psychol... przepraszam was za to wszstko, ja jestem w trakcie jakiegos koszmaru. dobrze, ze wypilam 4 drinki to mi lepiej. normalnie alkohol moglby dla mnie nie istniec, a teraz wiedze, ze mi pomaga. potrafie sie juz nawet smiac przez lzy z smsow jakie wypisuje, z tego steku bzdur...

16

Odp: maz sie wyprowadzi... co dalej?

zalamana30- bardzo Ci współczuje. Byłam kiedyś z mężczyną który w jedenj chwili twierdził że mnie kocha i chce dla mnie jak njalepiej. Pare godzin pózniej poniżał, czasami jak Ciebie szarpnął. To bardzo boli i takich ran mimo uczucia się nie zapomina. I nawet chwilowy " spokój" jest tylko cisza przed burzą. Jeśli ktoś podniesie na Ciebie rękę raz, zrobi to drugi raz. Jesteś młodą kobieta, silną która wie czego chce. Masz dzieci, które kochasz i dla nich jestes poświećic wszytsko ale nie zapomnij o sobie. Jak Ciebie zabraknie, to kto sie nimi zajmie?

Nie masz za co przepraszać, dlatego powstały takie miejsca, gdzie mozna porozmawiać i poszukać porady.

Ale nie tłum bólu w alkoholu, on daje tylko chwilowe ukojenie. Nie wiem gdzie mieszkasz, Anglia, Irlandia??? Ale  z tego co piszesz to parcujesz tam, siedzisz już jakiś czas i potrafisz język a to jest bardzo atut. W takich krajach pomoc dla kobiet maltretowanych- bo nia jesteś sa rózne programy. Organizacje do których możesz zwrócić sie o pomoc. Doskonale rozumiem że jest strach, wstyd ale musisz przełamac to wszytsko aby móc kiedys bez strachu kłaść dzieći do łóżka......

17

Odp: maz sie wyprowadzi... co dalej?

cóz  Ci  doradzic -tylko  nie  alkohol-musisz byc  trzezwa i realnie  patrzeć-nie  wiem  tez  gdzie  jestes  i  jakie  sa  tam  instytucje ale  zgłos  sie  gdziekolwiek  gdzie  mogliby  ci  pomóc -pisałas  ze  mogliby  go tam  nawet  zamknac -bo  to  przestepstwo  znęcanie sie  nad  rodziną -  zastraszając ciebie chce  wymusic  na  Tobie  posłuszeństwo  pokzac  kto  tu  rzadzi -taka  prawda -teraz  pokaze  ci  swoje  najbardziej   podłe oblicze.Zanim  sie  uwolnisz  troche  minie czasu .Masz  rdzine w  Polsce  wróc do  niej  nie  ukrywaj  jak  jest  naprawde -kogo  chronisz jego? pomysl  sobie i o  dzieciach -sprawy z wiazane z  domem i  majatkiemi sie wyjasnią     z czasem -nie  zostatrniecie z  niczym wszystko co  macie  razem  jeste wspolne   .Trzymaj sie .-a   smsy trzymaj nie kasuj -zbieraj  dowody .

18

Odp: maz sie wyprowadzi... co dalej?

mieszkam w usa. wczoraj gnebil mnie tymi smsami. chcialam sie umowic co do dzieci, zeby przyszedl dzisiaj kiedy mialam wyjsc do pracy. caly czas utrzymywal, ze przyjdzie, ze sie nimi zajmie. poznym popoludniem napisal mi, ze bedzie ze mna szczery, ze leci do polski wieczorem. nie wiedzialam co robic, bo tak jak wczesniej pisalam, nie zalezy mi na tym, zeby tutaj byl, ale moglby dac mi chociaz czas, zebym sie przygotowala jakos, chocby opieke dla dzieci znalazla. szybko sprawdzilam, paszportu nie ma, zabral. dziwilo mnie tylko, ze nie zabral swojego laptopa, oraz innych dokumentow i rzeczy osobistych. w kolejnych smsach byl jednak na tyle przekonujacy, ze uwierzylam. a on znowu sciemnial, bo probowal tak wymanewrowac sytuacja, zebym zapewnila go, ze po pierwsze nie wniose o jego aresztowanie a po drugie myslal, ze ja go zaczne przepraszac, ze policje wezwalam i ze bede go prosila, zeby nie lecial do polski. rozczarowal sie, bo powiedzialam, ze jak o mnie chodzi to moze leciec, zeby robil co chce, ze mnie to bez roznicy i ze to on bedzie nosil brzemie tego, ze porzucil dwojke malych dzieci, nie ja. napisalam, ze ja jakos rade sobie dam tak jak dawalam dotychczas. fakt, w pierwszych chwilach po tej informacji, ze wylatuje nie mialam pomyslu co dalej, ale z kazda kolejna godzina kiedy najwieksze emocje opadaly, kiedy sie juz wyplakalam dostrzegalam mozliwosci poradzenia sobie w ewentualnej sytuacji faktycznego wylotu do polski mojego meza. glupi jest w tym wszystkim, ze tak zrobil, bo otworzyl mi oczy jeszcze szerzej, mialam mozliwosc zastanowienia sie co bym zrobila w sytuacji kryzysowej i wiem juz smile dzisiaj nawet sie juz usmiecham. zaczynam przyzwyczajac sie do tego, ze nie ma go obok i jest mi z tym dobrze, czuje sie lzej naprawde.
w alkohol nie uciekne. nie lubie alkoholu, nie lubie pic. nie potrafie sie upic. wczoraj chcialam wypic, zeby szybciej zasnac czy zeby w ogole moc zasnac. alkoholizm mi nie grozi smile pilam to jak lekarstwo.

Posty [ 19 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » maz sie wyprowadzi... co dalej?

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024