Dzień dobry. Właśnie znalazłam to forum w necie i postanowiłam podzielić się z wami problemami, które utrudniają mi normalne funkcjonowanie. Wierzę,że spotkam się ze zrozumieniem i uzyskam jakieś wsparcie, chociażby wirtualnie.
Zacznę od tego, że nazywam się Iza i mam 23 lata. Pomimo młodego wieku jestem osobą bardzo znerwicowaną, zestresowaną, najprościej ujmując, po przejściach.Samotność, odrzucenie ze strony rówieśników, strach przed ludźmi, zaburzone postrzeganie siebie, nieumiejętność nawiązywania kontaktów, stany lękowe, wcześniej anoreksja, przemoc i choroba mamy (schizofrenia).To w skrócie to, z czym zmagam się od lat.
Od lat też czuję się niedoceniana, nielubiana, niepotrzebna. W szkole ciągle mi dokuczano, upokarzano, robiłam za kozła ofiarnego. Na uczelni niby nikt nic do mnie nie ma, ale cały czas odstaję.Wypadam jako aspołeczna, nieśmiała, dziwaczna, choć tak naprawdę chciałabym mieć jakąś bratnią duszę.Niestety potwornie lękam się kontaktu z drugim człowiekiem. Ciągle też mam wrażenie,że się narzucam, więc dlatego prawie cały czas przesiaduję z książką i słuchawkami w uszach.Cierpię potworne katusze siedząc sama obok grupy roześmianych, beztroskich ludzi. Czemu nie dane mi być tak jak oni, czemu nie mogę cieszyć się młodością?
Próbowałam walczyć.Razem z moją przyjaciółką zapisałam się na warsztaty literackie, chodziłam na lekcje malarstwa i rysunku, a co ważniejsze, poszłam na trwającą pół roku terapię grupową.Nie powiem,nieco się polepszyło, oswoiłam się nieco z byciem w towarzystwie, nauczyłam się być bardziej asertywna i zyskałam motywację do zmian, ale problem w tym, że nie minął rok od zakończenia terapii, a lęki znowu niszczą mi życie.O ile jeszcze na początku roku akademickiego było nieźle, miałam motywację do nauki, gadałam z ludźmi z grupy, to mniej więcej w lutym znowu przestałam się czuć swobodnie w gronie studentów.I tak jest do teraz.Nawet dziewczyna, z którą siedzę coraz mniej ze mną rozmawia. Pewnie wyczuła, że coś jest ze mną nie tak.
Ogólnie mam już dość takiego życia. Co prawda mam jakieś plany odnośnie przyszłości, posiadam też pasje, ale nieoczekiwane dołki sprawiają,że i to schodzi na drugi plan.Większość czasu spędzam w domu,ciągle się uczę, bo mam obsesję porażki, jedynie od czasu do czasu, gdy moje dwie kumpele wracają na weekend do domu spędzam ciekawiej czas.Mimo że nie jestem brzydka i elegancko się ubieram mężczyźni jakoś ode mnie stronią.Tzn. podobałam się kiedyś paru facetom, ale mój chłód, dzikość sprawiały,że szybko się do mnie zrazili.Obecnie od 2 lat podkochuję się w znajomym z uczelni, którego kiedyś tam poznałam, ale poza cześć niestety nie stać mnie już na nic innego. Strach przed odrzuceniem, kompromitacją bierze górę nad pragnieniem nawiązania kontaktu. ![]()
I tak to wszystko wygląda.Prawie żadnych przesłanek na lepsze jutro...
Kiepsko myślisz o sobie, kiepsko myślisz o innych. Skoro półroczna terapia grupowa przyniosła tylko chwilowe efekty, to może czas na terapię indywidualną?
Podpisuje sie pod przedmówczynią ![]()
4 2013-04-15 18:48:21 Ostatnio edytowany przez misssarajevo (2013-04-15 18:52:20)
Rozważałam taką opcję, ale wydaje mi się,że powinnam sobie poradzić sama. Pytanie - jak?
Co zaś się tyczy ludzi - w głębi duszy tęsknię za nimi, ale nadal jest we mnie dużo żalu, nieufności. Wydaje mi się, że zostanę odrzucona i wyśmiana, gdy tylko pokażę, że mi zależy na drugim człowieku.
Jak?
Zobaczyć rzeczywistość.
Jeśli, bojąc się odrzucenia, chowasz się za maską osoby wyniosłej, niedostępnej, niezainteresowanej innymi, to nie dziw się, że inni omijają Cię wielkim łukiem.
Poza tym, Twoje kiepskie myślenie o innych (tak, tak) też przez otaczające Cię osoby jest zauważane. I nikt nie chce się narażać na kontakt z tak myślącą osobą.
Kolejną sprawą jest Twoja koncentracja na samej sobie. Bo czymże innym jest zastanawianie się nad tym, czy dana osoba Cię odrzuci, czy nie, czy polubi, czy nie, czy bardzo się boisz, czy trochę mniej? Przestań być dla siebie pępkiem świata, zauważ inne osoby, zainteresuj się nimi.
6 2013-04-15 19:05:07 Ostatnio edytowany przez misssarajevo (2013-04-15 19:13:06)
Może rzeczywiście jestem skoncentrowana na sobie, tu się zgodzę, ale nie jest też tak, że nie dostrzegam innych i ich problemów.Przeciwnie, często myślę o tym,co czują moi rodzice, przyjaciółki.Swoim życiem przejmuję się dlatego,że sporo przeżyłam i nie mogę się pogodzić z tym, że nie mogę żyć tak jak ludzie w moim wieku. Zastanawiam się co mnie oddziela od nich, czym zawiniłam.
Poza tym, Twoje kiepskie myślenie o innych (tak, tak) też przez otaczające Cię osoby jest zauważane. I nikt nie chce się narażać na kontakt z tak myślącą osobą.
Okey, nie będę ukrywać,że nieco się izoluję, ale przecież dla nikogo nie jestem jakaś niemiła, gdy mam z kimś rozmawiać, to uśmiecham się i podtrzymuję rozmowę, więc nie wiem, dlaczego mogłyby sobie tak pomyśleć?
Dlaczego? Co pomyślałabyś o osobie, która izoluje się od Ciebie, siedzi z boku ze słuchawkami na uszach i książką w rękach, sama nie nawiązuje kontaktu, a jedynie uśmiecha się i podtrzymuje rozmowę? Miałabyś ochotę na bliższy z nią kontakt?
Przy okazji, zajrzyj tutaj http://www.netkobiety.pl/help.php#smilies i poznaj sposób cytowania czyjejś wypowiedzi. ![]()
8 2013-04-15 19:33:07 Ostatnio edytowany przez misssarajevo (2013-04-15 19:34:31)
Podejrzewam, że może to być negatywnie odbierane, ale też nie za bardzo wiem od czego zacząć,żeby być postrzegana inaczej.Był taki okres, kiedy podchodziłam do ludzi, pytałam co tam słychać itp.,ale potem i tak każdy szukał towarzystwa swojej paczki.Teraz jestem w nowej grupie, gdzie wszyscy się znają, są grupki, które spędzają ze sobą czas nie tylko na uczelni, a ja ciągle jestem kimś nowym, z zewnątrz. Nie chcę się nikomu narzucać, ale też bym chciała gdzieś przynależeć.
Nie chcesz się narzucać? A skąd wiesz, że będziesz? ![]()
Chcesz się zakumplować? To podejdź (mimo obaw) do jednej czy drugiej grupki, zapytaj czy możesz się dołączyć. I... idź na terapię. ![]()
Skoro osoby te znają się od jakiegoś czasu, to jasnym jest, że upłynąć musi trochę czasu, zanim oswoją się z Tobą a Ty z nim.
Skarbie, mam/miałam podobnie. Rozumiem Cię. Muszę Ci powiedzieć jedno: to Ty decydujesz jak będzie Twoje życie wyglądało. Ja też miałam stracha, żeby podejść do grupy ludzi, ten strach gdzieś jeszcze we mnie pozostał. Ale zafundowałam sobie na własne życzenie "szkołę życia". Przeniosłam się na inną uczelnię, gdzie wszyscy ludzie się znają, a ja taki świeżak, nikogo nie znam. A żeby cokolwiek załatwić, pierwsza muszę podejść, zapytać. Czułam, że właśnie takiego doświadczenia potrzebuję. Ogólnie jestem bardzo zamknięta w sobie, ale stwierdziłam, że jestem młoda (jestem w Twoim wieku), i chciałąbym sobie po prostu pożyć, żyć jak normalny człowiek. Nie ukrywam, czasem mi ciężko, moja hermetyczna skorupa daje o sobie znać. Ja przyjęłam taką zasadę, że właściwie co ja się przejmuję tym wszystkim , skoro jutro mogę nie żyć, mogę wpaść pod samochód, ktoś mnie może zastrzelić itp. Steve Jobs kiedyś powiedział, że to właśnie świadomosć tego, że kiedyś będzie martwy, sprawia, że ma odwagę iść za głosem serca, nie przejmować się. Wzięłam sobie do serca te słowa. Przecież jutro może mnie nie być.
Ludzie wszystko wyczują. Wyczują czy ich lubisz czy nie. Kiedyś praktykowałam takie ćwiczenie, że szukałam w ludziach dobra, zastanawiałam się za co ich lubię, co w nich cenię, modliłam się za nich. Relacje automatycznie uległy znacznej poprawie.
Jedyne co mnie martwi, to fakt, że nikt nigdy we mnie się nie zakochał, że nigdy nie byłam dla nikogo tą najpiękniejszą, najwspanialszą. Miałam chłopaka, ale on mnie nie kochał.
Pomyśl czego pragniesz i zacznij działać.