Problem chyba stary jak świat.
Kiedy zaczynają się kolejne randki... druga, trzecia, czwarta - kiedy nadal nie jesteśmy parą[!] - a jednak się spotykamy i robi się 'poważniej', co z tym okropnym płaceniem?!
W sumie to chyba zaczynam panikować...
Na pierwszym spotkaniu oczywiście chciałam za siebie zapłacić (bo nigdy nie wiadomo co z tego będzie) ale X się uśmiecha i mówi, żebym nie żartowała - płaci on.
Szykują nam się kolejne spotkania, a przecież nie chcę na nim żerować bo mam swoje pieniądze, pytanie tylko jak ogarnąć kiedy na przykład idziemy do restauracji czy kina? Nie chcę, żeby się czuł zobligowany do płacenia za mnie.... Mam mu przed wejściem powiedzieć, że płace za siebie? (co byłoby dość głupie). Po wybraniu z menu dać mu dyskretnie pieniądze z doliczeniem połowy napiwku żeby później mógł zapłacić? Dolecieć pierwsza do kasy biletowej i sobie kupić ten bilet
?
Pytania są okropnie infantylne, ale nie chce wyjść ani na pasożyta ani na jakąś frustratke
Wiem, że zwyczajem jest, że kto zaprasza ten płaci, ale no nie chce mu się kojarzyć z wiszenia mu na rękawie tym bardziej, że nie mówimy tu o jakichś bajońskich sumach i stać mnie i na kino i jedzenie ![]()
PANOWIE i PANIE POMOCY ! ![]()