Nie wiem od czego zacząć, ale liczę na radę bo czuję się już strasznie zmęczona psychicznie.
Mam chłopaka 33l. Ja mam 25.
Jesteśmy ze sobą już ponad 4 lata. Połączyła nas wspólna pasja.
Mieszkamy razem. Mamy 9 miesięcznego wspaniałego synka.
Ale zacznijmy od początku:
Poznaliśmy się trochę ponad 4 lata temu, dosyć szybko zamieszkaliśmy razem u jego matki. Wszystko było normalnie. Bardzo się lubiłyśmy z jego mamą do momentu aż się nie zgodziłam z nią w pewnej sprawie, skończyło się lekką awanturą, ale myślałam że przecież to normalne, że ludzie nie we wszystkim zgadzać się muszą więc liczyłam że następnego dnia wszystko wróci do normy - lecz myliłam się. Zaczęła mi na każdym kroku dawać do zrozumienia że nie jestem u siebie i nie jestem mile widziana u niej w domu. Podjęłam decyzję o wyprowadzce-wprowadziliśmy się do wynajętego domu nieopodal niej.
Wszystko wróciło do normy między mną i moim chłopakiem. Jego Mama nas nie odwiedzała, ale za to jego siostra (starsza) zaczęła być naszym częstym gościem... Narzekała na wszystko, nic jej nie pasowało. Ale ja nie chcąc się kłócić robiłam dobrą minę do złej gry wiedząc że zaraz wyjdzie i będę miała święty spokój.
Tymczasem Matka mojego chłopaka odświeżyła znajomość z byłą dziewczyną swojego syna,
widywały się dość często.
Jak pojechaliśmy tam pewnego razu bez zapowiedzi spotkaliśmy je obie przy herbatce i usłyszeliśmy kawałek rozmowy-oczywiście mamusia opowiadała o tym jak jej synuś źle wybrał... Strasznie zirytowała mnie ta sytuacja więc wróciłam do domu, ze mną wrócił mój chłopak.
Takich spotkań było jeszcze kilka...
W końcu przestałam tam z nim jeździć bo to nie na moje nerwy.
Jak się okazało, że spodziewam się dzidziusia ustaliliśmy, że przeprowadzimy się do mojej mamy bo będę miała lepszy dostęp do lekarzy i wszytko bliżej, a jak maluszek się urodzi będę mogła liczyć na jej pomoc.
I teraz jest wszystko "niby" dobrze. Bo babcia (jego mama) mieszka ponad 80 km od nas. Widujemy się sporadycznie, niby z wnusia się cieszy ale na każdą uroczystość rodzinną zaprasza wspólnie z jego siostrą jego byłą dziewczynę. Która nadal zwraca się do niej "teściówka".
Ostatni weekend zupełnie mnie wybił z równowagi gdyż miał być skromny rodzinny obiad-po bierzmowaniu jego chrześnicy(siostrzenicy) i mieli być tylko dziadkowie, rodzice i rodzice chrzestni, a jednak jego była również się pojawiła, jak tylko się okazało że ona jest, po uroczystości w kościele wsiedliśmy do samochodu i wróciliśmy do domu.
W drodze dostaliśmy telefon od jego siostry że już są w domu, gdzie jesteśmy.... Porozmawiali sobie i na koniec mu powiedziała że to nie jej wina że się pokłócili (On i jego była).
Co ja mam przez to rozumieć? Że one robią to wszystko żeby się pogodzili?
Kłócimy się często przez całą tą sytuację, czasem nawet mam ochotę mu powiedzieć żeby sobie wrócił do mamusi i układał życie według jej wskazówek bo ja mam tak tego wszystkiego dosyć..
Po prostu, nie wyobrażam sobie sytuacji, w której miałabym usiąść przy jednym stole z jego byłą. Że miałabym jej pokazać nasze dziecko i może jeszcze pozwolić się jej z nim bawić...
Najbardziej dobija mnie to, że mam wrażenie że tylko ja widzę w tym problem...
A może to ze mną jest coś nie tak?
Ja już nie wytrzymuje. Podpowiecie mi coś?
2 2013-03-19 17:17:38 Ostatnio edytowany przez Margolinka (2013-03-19 17:19:51)
Ja myślę, że troszkę przesadzasz. Jeśli jego mama i siostra lubią się z jego byłą, to niech się lubią i niech się spotykają.
Pamiętaj, że on jest teraz z Tobą, to z Tobą ma dziecko, z Tobą mieszka i Ciebie kocha.
Byc może to nie ma żadnego związku z Tobą, a Ty tylko to sama wyolbrzymiasz. Pokaż swojemu mężczyźnie, że jesteś ponad to, że masz do niego zaufanie i nie rusza Cie widok jego byłej. Zobaczysz, że sama lepiej się poczujesz.
Ja znam dziewczynę, która utrzymuje kontakt z ciocią swojego byłego chłopaka, pomimo tego że oni nie rozstali się w przyjaznych stosunkach. Baaaa nawet na wakacje kiedyś razem pojechały, a konkretnie to ta ciocia zafundowała wakacje (jakiś rejs) tej dziewczynie. Widują się od czasu do czasu i są prawie przyjaciółkami.
Nie kłóćcie się z facetem o jego byłą, to ani nie ma sensu, ani nic dobrego Wam nie przyniesie.
Zaufaj mu i bądźcie szczęśliwi, zachowujcie się jak szczęśliwa para tym bardziej wobec jego ex, może wtedy jej samej przejdzie ochota na wizyty na wspólnych imprezach (o ile teraz ja bawi Twoje zachowanie, zazdrosnej dziewczyny).
A co do jego mamy i siostry...proponuje to samo... staraj się aby między Tobą a partnerem było wszystko ok, to między Wami musi byc dobrze, musicie być zadowoleni ze związku... mama i siostra nie musi. Będą musiały spuścić z tonu, gdy zobaczą, że Was nie ruszają ich komentarze.
Niestety z teściowymi już tak jest...nigdy im nie dogodzisz i nigdy żadna kobieta nie będzie odpowiednia w 100%
dla ich synusia...
Może warto ograniczyć Wasze kontakty do minimum?Ja tak zrobiłam.
Widać ewidentnie, że facet jest po Twojej stronie, więc po prostu odpuść
Jeżeli ma to jakiś związek z Tobą - to po tym, jak zobaczą, że ignorujesz sprawę - przestanie im się opłacać ten cyrk. Nie kłóć się z Twoim facetem o to, bo podkreślę jeszcze raz, z tego co widać, jest po Twojej stronie i kompletnie zlewa ewentualne próby ponownego zeswatania go z byłą. Takim "czepianiem"możesz przynieść więcej szkód niż korzyści, bo w końcu zirytuje go Twoje zrzędzenie (nie twierdzę, że niesłuszne, też bym się wkurzała0 - ale zagryź zęby i pokaż, że jesteś ponad to
5 2013-03-19 18:33:11 Ostatnio edytowany przez Kobra99 (2013-03-19 18:34:20)
"Ja myślę, że troszkę przesadzasz. Jeśli jego mama i siostra lubią się z jego byłą, to niech się lubią i niech się spotykają."
Ja się z tym nie zgodzę. Owszem, jeżeli lubią się z byłą, to niech się spotykają. Jednak uważam, ze zapraszanie byłej na rodzinne imprezy w takim przypadku to najdelikatniej mówiąc nietakt. Tym bardziej, ze Autorka ma swiadomosc, ze mamusia obgaduje ja do byłej i mam wrażenie, ze zbyt ostentacyjnie pokazują przed Autorka, jaki to maja super kontakt z była jej faceta. I to samo w druga stronę. Mówienie w obecności Autorki "tesciowka" do matki jej faceta? Jawna prowokacja. Chyba każdej kobiecie byłoby co najmniej przykro.
Natomiast trudno powiedzieć jak powinnaś się zachować w takiej sytuacji. Ja rozumiem Twoje zdenerwowanie. Dobrze, ze facet nie daje się w to wciągać i uważam, ze jedyne o co powinnaś zadbać w tym momencie, to właśnie o swój związek. Nie pozwól by ta sytuacja Was poróżniła. Bo matka osiągnie to, na czym podejrzewam, ze jej zależy. Nie żyjesz z jego rodzina, tylko z nim i rób wszystko by to w Waszym związku było dobrze. Co do dobrych stosunków z reszta rodziny, niestety - starać muszą się obie strony.
Niestety z teściowymi już tak jest...nigdy im nie dogodzisz i nigdy żadna kobieta nie będzie odpowiednia w 100%
dla ich synusia...
Może warto ograniczyć Wasze kontakty do minimum?Ja tak zrobiłam.
ograniczyłaś kontakty do minimum...ale co zrobić jak się ma żal do teściowej i nie ma ochoty na żadne wizyty, uśmieszki do niej, opowiadanie o sobie i na nic czy coś a ona jest kontaktowa i wścibska zarazem ?
Jak to zrobić bo przecież cały czas trzeba mieć na uwadze to, że to jest matka męża...
sandra9011 napisał/a:Niestety z teściowymi już tak jest...nigdy im nie dogodzisz i nigdy żadna kobieta nie będzie odpowiednia w 100%
dla ich synusia...
Może warto ograniczyć Wasze kontakty do minimum?Ja tak zrobiłam.ograniczyłaś kontakty do minimum...ale co zrobić jak się ma żal do teściowej i nie ma ochoty na żadne wizyty, uśmieszki do niej, opowiadanie o sobie i na nic czy coś a ona jest kontaktowa i wścibska zarazem ?
Jak to zrobić bo przecież cały czas trzeba mieć na uwadze to, że to jest matka męża...
Jak nie masz ochoty na rozmowy to wykręć się grzecznie , na pytanie o Ciebie zmieniaj temat.
To matka męża ..a nie święta krowa.
Ty się skup na swojej rodzinie : mężu i dziecku .
Ja mam podobnie , odcięłam się totalnie i nawet nie rozmawiamy prawie z M na jej temat .
Wyjaśniłam jemu, że nie będę narzucać się jego matce , bo ja tez bym nie chciała kontaktów z osobą o której mówię tyle złych rzeczy i której najprawdopodobniej nie lubię.
Nie odwiedzam jej , i nie zapraszam- zgodnie z zasadą - jak kogoś nie akceptuję to się do niego nie wpraszam w gości...