Witam, odzwyczaiłam się od pisania na forum publicznym choć jeszcze 2 lata temu byłam niezłym nałogowcem
Tak też poznałam mojego partnera. Byłam chwilę po rozwodzie, z trójką córek, w nowym mieszkaniu, on - też rozwodnik. Miłość powaliła nas jak nastolatków. I tak było przez rok. Robiliśmy wszystko razem, żyliśmy intensywnie. Wyleczyłam go z depresji, trzyletniej, porozwodowej. Piękna, wielka milość, mieliśmy szalone pomysły, których nie powstydziliby się dwudziestolatkowie. Pomimo, że obydwoje nieslismy poważny bagaż doświadczeń. Zajmował się moimi dziećmi, one go uwielbiały, wyjeżdżaliśmy w każdy wolny weekend. Pomagałam mu we wszystkim, pracowałam, zajmowałam się jego firmą, którą zaniedbał przez 3 lata z efektem 500 000 długu... Opiekował się moim chorym na raka tatą lepiej niż ja. Bajka. Po śmierci taty zaczęło się wszystko zmieniać. Zaczęła się jesień, ja go ciągle cisnęłam o zaległe sprawy, których sama nie byłam w stanie rozwiązać. Zaczęliśmy na siebie warczeć. Teraz po kilku miesiącach żyjemy jak małżeństwo po emeryturze bez wspólnego języka
Zrozumiałam jego depresję, zaczęłam uczyć się z nią żyć, przestałam naciskać. I dałabym radę dalej gdyby nie fakt, że mam wrażenie, że tę depresję ma tylko na mnie. Przy innych jest po prostu wulkanem energii, duszą towarzystwa. Jak jesteśmy sami ciągle jest przygaszony. Zawsze trzymaliśmy się za rękę, w każdej sytuacji, teraz już nawet nie siadamy koło siebie. Może za mocno naciskałam? Wiem, że jego uczucia nie wygasły, nadal mamy plany, remontujemy mieszkanie, chcemy mieć wspólne dziecko ale każda rozmowa o tym mnie boli bo jest jakby "naciagana", kończy się nieporozumieniami. Dlaczego ja? Dlaczego im więcej mu daje tym mniej dostaję? Nigdy tak naprawdę się nie kłóciliśmy, zawsze są to raczej zwykłe pretensje z lekkim fochem. Dlaczego już o mnie nie dba? Dlaczego nie stara się? Dlaczego do innych jest przemiły a przestał już nawet zdrabniać moje imię? Czytałam, że im bliższa osoba tym bardziej jest obarczona depresją partnera ale czy tak naprawdę jest? Wie co mnie boli, czy tak ciężko jest przede mną tez poudawać uśmiech? Jestem osobą o bardzo pogodnym usposobieniu, niepoprawną optymistką ale już sobie nie radzę... przestałam się śmiać, ciągle myślę i się zadręczam, nic mi się nie chce. Nie chce wychodzić do znajomych, żeby nie bolało, że ich lepiej traktuje niż mnie. Zapisałam się do psychologa nawet bo wiem, że dużo też mojej "winy" ale nie wiem w którym miejscu popełniłam błąd. Czy istanieje coś takiego jak depresja na jedną osobę? Czy dlatego, że jestem mu najbliższa? Spotkaliście się z takimi przypadkami?
On przy Tobie jest sobą.,pewnie gra przy innych,bo przy obcych zawsze trzeba się bardziej "spiąć".Wie,że go zaakceptowałaś takim jakim jest,więc sie nie spina dla Ciebie.Poza tym zakochanie mija,teraz widzisz jaki on jest naprawdę.Jeżeli ma depresję może go męczyc Twój wieczny optymizm.Przykre to jest,że kiedys zdrabniał imię teraz nie zdrabnia,kiedyś trzymał za rekę teraz nie trzyma..Mam męża,który też nie okazuje mi uczuć,a mi bardzo tego brakuje.Nie wiem jak go do tego skłonić.Napisałam mu w walentynki list,ale taki bardziej pełen żalu do niego,więc może źle go napisałam,w każdym razie nie zareagował.Może Ty sprubój napisac mu, co czujesz.
On przy Tobie jest sobą.,pewnie gra przy innych,bo przy obcych zawsze trzeba się bardziej "spiąć".Wie,że go zaakceptowałaś takim jakim jest,więc sie nie spina dla Ciebie.Poza tym zakochanie mija,teraz widzisz jaki on jest naprawdę.Jeżeli ma depresję może go męczyc Twój wieczny optymizm.Przykre to jest,że kiedys zdrabniał imię teraz nie zdrabnia,kiedyś trzymał za rekę teraz nie trzyma..Mam męża,który też nie okazuje mi uczuć,a mi bardzo tego brakuje.Nie wiem jak go do tego skłonić.Napisałam mu w walentynki list,ale taki bardziej pełen żalu do niego,więc może źle go napisałam,w każdym razie nie zareagował.Może Ty sprubój napisac mu, co czujesz.
oj to moze byc prawda.tez mam depresje i poza domem staram sie udawac jaka to ja szczesliwa nie jestem a w domu to juz co innego.a probowalas z nim rozmawiac?moze przyczyna lezy gdzie indziej?
Kurcze ja już nie wiem gdzie leży przyczyna,nawet sprawdziłam mu komórkę wczoraj,
czy nie ma innej.Nie znalazłam nic.On nie okazuje uczuć,ale juz myślę,ze nie okazuje,
bo nic do mnie nie czuje.Też jestem po przejsciach,on ożenił się ze mną jak byłam sama
z dzieckiem,teraz mamy drugie razem,już sześcioletnie.dwoje dzieci i kłopoty finansowe
to może człowieka uziemić,o gestach zakochania nie wspomnę,ale od 3 miesięcy nie
spimy razem,-on spi z młodszym synem.
Masz 22 lata i 3 córki ..? Oj to współczuję..chyba podziwiam powinnam napisać.,ale ja nie jestem matką
z powołania,wiec mogę nie rozumieć tego szczęscia.
Masz 22 lata i 3 córki ..? Oj to współczuję..chyba podziwiam powinnam napisać.,ale ja nie jestem matką
z powołania,wiec mogę nie rozumieć tego szczęscia.
Ja nie mam 22 lat, mam 39 ![]()
Po napisaniu postu, w akcie totalnej niemocy zapisałam się do psychologa. Mało w to wierzyłam ale już nie widziałam innej szansy.
Kochana Pani Ula powiedziała coś co mną wstrząsnęło : ON NIE MA DEPRESJI!!!
A teraz wyjaśnienie: mój facet był przez 1,5 roku przytłaczany przeze mnie! Wiem, że to brzmi dziwnie. Nie znaczy, że nie ma problemu, ale nie ma choroby. Ma osobowość depresyjną.
Przyszłam do domu i wywaliłam prosto z mostu taki oto monolog:
Przez 1,5 dbałam o ciebie, robiłam wszystko za ciebie. Od dziś zajmę się sobą. Nie interesuje mnie twoja firma, ile zarobisz tyle bedziemy mieli, nie zarobisz nic, nie będziemy mieli nic! Dbam tylko o siebie i nie interesuje mnie co sobie pomyślisz i jak się z tym będziesz czuł. Jestem twoją kobietą więc masz obowiązek o mnie dbać!
Efekt? Terapia szokowa zadziałała. Od tygodnia jest na najwyższych obrotach, ogarnia więcej niż kiedyś jak był w formie. Dba o dzieci, o wszystkim pamięta, jest miły i kochany. A ja? Zajęlam się sobą i czuję się, że wreszcie mam faceta!!!
Wiem, że stany depresyjne będą wracały, ale już wiem, że to nie choroba i wiem jak mam z tym życ.
Pozdrawiam wszystkich cieplutko i wierzę, że Wam też się uda dostrzec coś co wreszcie zmieni spojrzenie ![]()