Witam. Pierwszy raz korzystam z forum, dlatego nie do końca wiem czy uda mi się dokładnie i zrozumiale nakreślić swój problem. Od dwóch i pół roku jestem mężatką, mamy dwuletnią córeczkę. Mąż zawsze lubił się zabawić, miał szalone pomysły, jego życie toczyło się wśród kolegów i imprez, może dlatego że jego domowa sytuacja była nieciekawa. gdy się poznaliśmy nie brałam tej znajomości zbyt poważnie, nie uważałam go za statecznego i odpowiedzialnego człowieka zdolnego do trwałych związków, tym bardziej że nie stronił od alkoholu. Z biegiem czasu jednak zaczął przekonywać mnie i oczywiście pokazywać, ze potrafi się zmienić, odpuszczał spotkania z kolegami aby spotkać się ze mną, ograniczył alkohol ( tzn. nadal pił ale nie do upadłego i potrafił nie pić kiedy było to konieczne). Po roku znajomości zaszłam w ciążę, byłam przerażona, bałam się o swoje studia ( byłam na pierwszym roku studiów mgr) i o to jak sobie w życiu poradzimy ( mąż ma tylko wykształcenie podstawowe bez zawodu). Myślałam i przekonywałam męża, że to ciąża nie jest powodem do ślubu, ale on oczywiście zakochany po uszy stwierdził, że zawsze pragnął mieć prawdziwą rodzinę i zrobi wszystko żeby się nam ułożyło. Muszę też wspomnieć, ze przed samym ślubem kiedy przygotowania szły pełną parą trafiłam do szpitala z powikłaniami ciąży, natomiast błyskotliwy narzeczony pod moją nieobecność stracił pracę i przepuścił bardzo dużą część pieniędzy odłożoną na wesele. Po tej sytuacji gotowa byłam odwołać ślub, niestety dałam się przeprosić i ubłagać aby jednak się odbył. Sytuacja finansowa szybko się poprawiła bo przyszły maż z dnia na dzień znalazł w miarę stałą pracę no i wzięliśmy ślub. Niestety już na samym początku zaczęło się psuć. Małe głupstwa i błędy popełniane przez niego przed ślubem były niczym. Pierwszego dnia po ślubie mąż pokazał jakim potrafi być draniem, stwierdził że nie jest pewien czy to on jest ojcem dziecka i dodał jeszcze piękną wiązankę w moją stronę, oczywiście był pijany. Ja zakochana po uszy szybko mu to wybaczyłam, jednak to nie był koniec. Z biegiem czasu mąż kolka razy zmieniał pracę, często był na bezrobociu... dlaczego... bo wolał pić z kolegami i zamiast pracować pod byle pretekstem uciekał z pracy i jechał na swoją wioskę aby zaszaleć ( mieszkamy bowiem w domu mojego ojca). Szalał, szalał mój kochany, tracił kolejne prace, przepijał kolejne pieniądze, nawet prawa jazdy nie ma bo przecież trzeba było jechać pod wpływem. Będąc jeszcze w ciąży przeszłam przez stosy nerw które mi fundował,wracał pijany do domu, robił awanturę i uciekał nocami będąc kompletnie pijanym, a ja... kochałam go na tyle żeby gonić go z brzuchem, prosić, błagać, przekonywać do zmiany. W końcu mnie przepraszał a ja dawałam mu kolejną i następną szansę. Ciągle kłamał i szukał sposobu na napicie się z kumplami. Prośba, groźba, krzyk, policja nawet pięści w ruch nie pomagały. Kiedy urodziłam córkę trochę się uspokoiło, a ja głupia uwierzyłam, że to już koniec nerw. Myliłam się, oczywiście problem stał się coraz rzadszym zjawiskiem, sporadycznie zdarzały się pijackie awantury męża, ale miały one dosadne skutki, oczywiście znowu z pracą traconą przez jego głupotę i brakiem środków do życia. Ratowało nas tylko to, że mąż oddaje ziemię w dzierżawę i te pieniądze pozwalały nam przetrwać. Skończyłam swoje studia, z czasem przestałam już tak walczyć z tymi jego wybrykami, jednak do tej pory nie potrafię mu zaufać. Obecnie ja jestem na bezrobociu, mąż pracuje w delegacji ale niestety na czarno, a ja ciągle się boję, że znów wypije, straci prace, ciągle go kontroluje, a on ma pretensje, że mu nie ufam. Jednak jak mam mu ufać, skoro nawet teraz upija się po pracy od tygodnia, kiedy tylko zadzwonię słyszę, że jest pijany, ciągle mnie wyzywa i nawet nie przeprasza. Mówiłam mu, że myślę o rozwodzie więc zaczął zrzucać winę na mnie, że to wszystko moja wina, mówi że mnie kocha tylko ja już go nie kocham skoro chce rozwodu, ale ja nie czuję z jego strony miłości tylko nienawiść... Boję się, że straci pracę, że nie będziemy mogli z czego żyć, nie mam znikąd pomocy, pracy też nie mogę znaleźć. Nie chcę rozwodu, kocham go ale dostał już kilkadziesiąt szans których nie wykorzystał. Do tego straszy mnie, że po rozwodzie mogę jedynie liczyć na kilka groszy od niego na dziecko bo na mnie nie ma obowiązku płacić bo jest bezrobotny. Nie znam się na prawie, wiem, że alimenty przysługują mi i córce ale wiem, że po rozstaniu raczej o nas zupełnie zapomni i nie zapłaci ani grosza, a ja nie poradzę sobie sama z dzieckiem bo nie mogę nawet znaleźć pracy, do tego dziś oznajmił mi, że sprzedaje ziemie, spełnią się więc pewnie moje obawy, że mąż przepuści pieniądze i wróci z podkulonym ogonem kiedy już wszystko straci. Pomocy, nie wiem co robić. Czekać na poprawę sytuacji, kochać i trwać w tym związku czy to wszystko zakończyć. Nie daję sobie już z tym rady bo bardzo zależy mi na mężu i już nawet nie chodzi o pieniądze tylko o to by był, kochał i szanował, abyśmy w końcu stworzyli spokojną, szczęśliwą rodzinę dla naszego dziecka.
Chyba jestem doskonałym przykładem dla tych wszystkich którzy twierdzą że miłośc potrafi wszystko przezwyciężyc .....
Może zaczne od tego że powinnaś zacząć od organizowania sie do oddzieolnego życia czyli do rozwodu z mężem Powoli zbierać dowody, świadkó , może jakies zaświadczenia Poszukac koniecznie pracy i mieszkania , ale chyba mieszkacie u Ciebie wiec z tym nie bedize poroblemów Miłość miłością ale twoim obowiązkiem jest zapewnienie dla dziecka prawidłowych warunków do wychowania Z tego co piszesz wszystko dązy do tego aby Twoją rodzine zacząć określać patologiczna Męża już nie zmienisz miał pare punktów zwrotnych w których ludzie się zmieniają małżeństwo , dziecko... W twojej rodzinie nic takiego nie nastąpiło
Jełzi chodzi o alimenty to nie muszą być to tylko grosze Dla sąduy to nei bedzie wytłumaczenie że on nie ma pracy , ma znaleśc i nikogo to nie interesuje gdyż ma obowiązek łożyć na utrzymanie dziecdka Jezli udowodnisz w sądzie ze rozpad małżeństwa nastąpił z jego winy bedie tez musiał płacic alimenty dla Ciebie przez chyba 5 lat Obowiązek alimentacyjny chyba nawet można przeżucic na jego rodziców
tak wiec nei czekaj aż stanie się tragedia tylko działaj
3 2012-11-09 10:10:41 Ostatnio edytowany przez pomaranczowa 1 (2012-11-09 10:59:19)
Nie daję sobie już z tym rady bo bardzo zależy mi na mężu i już nawet nie chodzi o pieniądze tylko o to by był, kochał i szanował, abyśmy w końcu stworzyli spokojną, szczęśliwą rodzinę dla naszego dziecka.
witaj.
przeczytaj , co napisalas.
Zeby byl ? kochal ?i szanowal?
spokojna , szczesliwa rodzine ?
przeciez on nic z tych rzeczy nie robi.Nigdy nie robil. I Ty za niego wyszlas za maz.
Teraz sie dziwisz. A przeciez wiedzialas, ze taki jest.
P.S.
Abstrahujac juz od tego wszystkiego,
nie rozumiem tylko jednego- zalezy Ci na nim. Dlaczego?