Witam wszystkie netkobiety. Czytałam wczesniej Wasze fora zeby znalezc jakies porady, ale nie widzialam sytuacji podobnej do mojej. Dlatego postanowilam napisac.
Mam 21 lat, 8 msc synka i jestem w ciazy. Jestem w zwiazku i mieszkamy razem od ponad roku. Na poczatku naszej znajomości bylo idealnie. Mieszkalam wtedy z mama, ktora zresztą ostrzegala mnie przed nim. Nie sluchalam. I tak zaszlam w ciaze. Zamieszkalam z nim i jego rodzicami. Po jakims msc zaczelo sie.. Nie dosc ze jego matka mowila co i jak mam robic, to jeszcze nie mialam w nim zadnego oparcia. Czesto plakalam. Bylismy na dozynkach. Ubzduralo mu sie ze ja niby z jakims innym krece, bzdura. Wtedy zostawil mnie sama wsrod obcych. Czekalam na dworze do 1 w nocy. Wrocilam do domu. O 6 rano szukalam go po lasach, myslalam ze sie powiesil (jak zapowiadal) Dostalam potem smsa ze mnie kocha i wszystko jest ok. Obwinial mnie ze wszystko przeze mnie. Od tamtej pory, gdzie bysmy nie byli, po pewnej ilosci alkoholu zawsze mnie zostawial sama. Przezylam wszystko-z milosci. W lutym przedwczesnie urodzil sie synek z wada wrodzona. Przyznaje ze nasze problemy nas zblizyly. Uznalam ze to koniec nieporozumien i licznych klotni. Ale koszmar mial dopiero nadejsc.
Moze jestem przewrazliwiona.. Nie mam sily zyc. Pare msc temu dwa razy mnie pobil, wraz z duszeniem, kopaniem w brzuch i innymi atrakcjami. Do tego doszlo z milion klotni o byle co, zostawianie mnie. (zapomnialam dodac ze juz 5 msc mieszkamy sami) Mieszkamy posrod jego rodziny jednak nie mozna na nikogo liczyć. Teraz jest tak: traktuje mnie jak smiecia do niczego. Uwaza ze i tak nie skoncze liceum bo jestem za tepa. Boje sie robic cokolwiek bo on ciagle krzyczy i klnie. Ciagle daje mi do zrozumienia ze zabierze mi dziecko. Sytuacji jest mnostwo tylko ja juz nie potrafie ich opisywac. Ciagle placze, a wtedy on szydzi ze tylko to potrafie. Wszystko co robie jest zle... jestem rozstawiana po katach. Zauwazylam ze robienie mi przykrosci sprawia mu radosc..
Nie mam komu sie zwierzyc, jestem tu sama. Moja mama jest daleko, uciekam czasami do niej jak jest juz zle. O niczym nie wie. Nie chce jej obarczac. Nie wie tez o 2 ciazy. Nie wiem co mam robic.... Najgorsze ze go kocham i z calych sil staram sie wszystko naprawic. Nawet nie mialabym gdzie uciec.
Nie mam pracy bo opiekuje sie synem. Jestem chyba juz skazana na to wszystko..