PESTKA35 napisał/a:Chciałabym Was zapytać, jak to jest z uczuciami, ze stałymi związkami, jak to jest z tą drugą połówką.
Czy związki z kilku letnim stażem mogą przetrwać rutynę? która wkrada się nie po raz kolejny do związku?
A jeśli się wkrada, to czy to ma sens? To bycie razem?
Ma pod warunkiem, że się nad tym popracuje i że obydwie strony chcą współpracować. W każdy związek się w końcu jej troche wkrada prędzej czy później bo nie istnieją wieczne szaleństwa i odmiany. Tylko trzeba to zaakceptować jako coś normalnego, a nie preludium do rozpadu systemu.
Jeśli przychodzi czas rozstania dłuższego związku, bycia razem, czy potrafi zapanować nad bólem i czy potrafi wszystko przyjąć z pokorą? Czy może przeżywa to tak samo jak lata wcześniej w takich sytuacjach?
No im dłużej się z kimś było tym trudniej się dochodzi do siebie po rozstaniu, bo ma się całą tonę wspomnien i jest się przyzwyczajonym do danej osoby. Ja nawet po roku miewam czasami różne odchyły jeśli chodzi o myslenie o moim ex. I mimo że nie chcę do niego wracać i go nie kocham to ciężko mi się niesie bagaż ponad dwuletnich doświadczeń, tym bardziej że taki czas w moim życiu to długo. Mam nadzieję, że sobie poradzę z tym. Jestem w nowym związku więc jest mi trochę łatwiej.
A jeśli potrafi panować nad tym wszystkim i nie poddawać się złym emocjom, bólowi, cierpieniu, to czy jest to kwestia przeżycia już kilku innych związków, które sprawiły, że ta osoba dojrzała, czy lata życia nauczyły dystansu do wszystkiego?
Kwestia indywidualna, może i tego i tego. Na zasadzie, że "nie jedno się już widziało" i nie ma się też takich oczekiwań pt książę/ księżniczka z bajki. Wiadomo jak wyglądają realia, obniża się trochę wymagania, bo wiadomo, że ideały z naszych snów nie istnieją na dłuższą metę, ludzie mogą tylko bardziej lub niej być do tych ideałów zbliżeni.
I co uważacie na temat przyzwyczajenia w związku?
Mam na myśli takiego przyzwyczajenia się do siebie, że nie ma się motylków w brzuchu pod żadną postacią, mniej się za sobą tęskni, a wręcz robi się zwyczajnie.
Zawsze pojawi się przyzwyczajenie i opadna emocje, ale wtedy pojawia się ta prawdziwa próba miłości i prawdziwa miłość. Że kochamy kogoś nie dlatego, że jesteśmy zauroczeni i nie widzimy wad, ale dlatego że umiemy fajnie ze sobą spędzać czas, przyjaźnimy się, wspieramy, mamy wspólne przeżycia, jakies intymne doświadczenia, budujemy razem przyszłość, dom, chcemy razem sobie radzić z życiem. I pewnie nie raz mamy ochotę powiesić partnera lub partnerkę do góry nogami za to lub owo
ale i tak w końcu rozumiemy, że nie chcemy życia bez Niej czy Niego. Ja tak to rozumiem
Nie całe życie polega na motylach w brzuchu, jeśli ktoś tego oczekuje non stop, to nigdy nie zbuduje długotrwałego związku . Ja bardziej oczekuje od życia spokoju, a od faceta wsparcia (oczywiście za które się odwdzięczam) oraz akceptacji, tego że będzie chciał ze mną żyć na co dzień, byśmy razem płacili rachunki i przytulali się do snu 