Tak sobie myślę, że ja jestem jakimś totalnym magnesem na przedziwnych facetów- Wy też tak macie?
Kiedy zaczynam analizować swoje wybory okazuje się, że jestem perfekcjonistką w dokonywaniu błędnych decyzji.
Ale nie będę streszczać całego swojego życia, przynajmniej nie teraz ![]()
Chcę Wam opowiedzieć o jednej z moich miłości.
Poznałam niewiarygodnie inteligentnego faceta, był wyjątkowo mądry, spełniony zawodowo i jeszcze do tego przystojny a na dodatek starszy o parę ładnych lat - pomyślałam sobie to jest to.
Zauroczył mnie swoją charyzmą, zdecydowaniem, rozkochał mnie w sobie takimi gestami o których marzą wszystkie kobiety.
Zabierał mnie na wycieczki do zamków, obsypywał łóżko płatkami róż, zaskakiwał mnie pięknymi niespodziankami, ale oczywiście wszystko do czasu.
Po kilku miesiącach, kiedy już mieszkaliśmy razem zaczęło się okazywać, że nie jest taki idealny.
Zmienił się diametralnie, dokuczał mi, umniejszał moją wartość, upokarzał przy znajomych a ja...
... zaczynałam go jeszcze bardziej kochać i pamiętając to jaki potrafi być, wiecznie czekałam aż wróci do poprzedniego stanu.
Myślałam, że to kryzys, który przetrwamy, że jeśli on zobaczy jak bardzo go kocham i ile mu wybaczam, wreszcie któregoś dnia otworzy oczy i pomyśli jak bardzo mnie rani.
Przysięgam Wam, że nigdy nie czułam się tak nieszczęśliwa jak wtedy, ale nie umiałam się od tego uwolnić.
To niesamowite jaką mamy tendencję do zakochiwania się w sku****ach ( przepraszam jego matkę za te słowa, ale nie mogłam znaleźć bardziej odpowiedniego określenia).
Zawsze pociągali mnie niegrzeczni chłopcy, w podstawówce spotykałam się z niezdaluchami a jeden nawet wylądował w poprawczaku.
Dlaczego tak bardzo, właśnie tacy kolesie nas pociągają?
Może my mamy zakodowane, że facet to musi być szuja, bo jak jest miły i grzeczny to uważamy go za sierotę i mamy gdzieś.
Generalnie coś w tym musi być, ale wracając do mojego oprawcy, walka trwała cztery lata.
Cztery lata wyjęte z życiorysu!!!
Wreszcie przyszedł ten czas i podjęłam decyzję o rozstaniu, a dlaczego, bo nie wykasował numeru telefonu jednej laski z komórki.
Nie myślcie, że jestem tak chorobliwie zazdrosna, podstawy w tym wszystkim były gdzie indziej.
Otóż w Walentynki - do dziś ich nienawidzę - postanowił mnie zdradzić.
Oczywiście nawet nie przygotował się do tego tak, abym się nie dowiedziała, wiele rzeczy nie trzymało się kupy a ja czekając na niego w domu, wyfiokowana, umalowana i z prezentem w postaci nowej pościeli w k**** serduszka, poczułam jakby mnie ktoś uderzył patelnią w głowę.
Przysięgam Wam, to było tak dziwne uczucie, że nie umiem tego inaczej zobrazować !!!
Tak czy siak, mądrala wróciła do domu z rzekomej delegacji a ja już wiedziałam, co się stało.
Zaczęłam zadawać trudne pytania o detale o imiona o adresy o wszystko co dotyczyło tego służbowego wyjazdu i wiecie co? - na początku bronił się atakiem a po godzinie poddał się i wypaplał wszystko co i jak było.
Dowiedziałam się, że mnie zdradził bo "ona dała mu zrozumienie".
No ja pier****!!!!
Co zrobiłam? - Wybaczyłam. Płakał, przepraszał, bił się w piersi, że mnie kocha, że jestem kobietą jego życia (te słowa słyszałam już tyle razy w życiu, że jak je słyszę to mam ochotę zwrócić uprzednio zjedzony pokarm), ale uznałam, że dam Mu jeszcze jedną szansę.
Postawiłam ultimatum: ma zakończyć wszelkie kontakty z ową pocieszycielką i wykasować jej numer z telefonu.
Jakie było moje zdziwienie, gdy po miesiącu coś mnie tknęło i wystukałam jej numer w jego telefonie a wyświetlił się opis z imieniem i nazwiskiem jego kolegi.
On oczywiście do dziś jest przekonany, że to właśnie ten ukryty numer był powodem rozstania.
Konkluzja jest taka, że lubimy być oszukiwane, bo oszukujemy nawet same siebie a oni, no cóż to inny gatunek, mam taką propozycję może trzeba odkryć jakąś szczepionkę i ich zwalczać bo jak widać matka natura sobie z tym nie radzi.
P.S.: wiecie jaki prezent dostałam na wspomniane, sądne Walentynki?
- krem do twarzy ANTYSTRESOWY!!!
Po kilku latach mogę o tym mówić i pisać totalnie bez emocji, ułożyłam sobie życie i jestem szczęśliwa, ale dziewczyny proszę Was, nie traćcie czasu na bycie z kimś, kto nie jest Was wart, bo wtedy nawet miliony wydane na kremy antystresowe nie zwrócą Wam ani urody ani zdrowia.
A i jeszcze jedno, dziś bardzo się cieszę, że mnie zdradził i pozdrawiam lafiryndę, która mu w tym pomogła ![]()
Jeśli zainteresował Was ten wpis, to zapraszam na bloga kobietapo30-tce