Witam! Długo nosiłem się z zamiarem napisania tematu, ale jakoś nigdy nie miałem dość odwagi, aby się uzewnętrznić. Jako to mój pierwszy post na forum, wypadałoby się przedstawić - Mam na imię Paweł, mam 20 lat, i mieszkam w pewnym małym, malowniczym kurorcie na Dolnym Śląsku. Jak to kiedyś powiedziała Szymborska - "Najtrudniejsze w każdej ważnej wypowiedzi jest pierwsze zdanie". Mam już je za sobą :-) Dobrze, ale żeby już Was nie zanudzać drogie panie przejdę do sedna.
Jak wyżej napisałem mam 20 lat. Jestem z kobietą (dziewczyną?) która ma 17 lat, jesteśmy razem ponad trzy lata, w sumie niemal cztery. Oboje cały czas bardzo powaznie mysleliśmy o Naszym związku, nieraz rozmawiając o takich tematach jak zaręczyny, ślub, czy nawet dzieci. Z góry powiem, że nie mam się za świętego, święci są tylko na obrazkach. Mieliśmy wiele wzlotów i upadków, rozchodziliśmy się i schodziliśmy tyle razy, że nie jestem w stanie tego spamiętać. I jednej i drugiej stronie zdarzały się skoki w bok, aczkolwiek prędzej czy póżniej wybaczaliśmy to sobie, i wracaliśmy do siebie bogatsi o nowe doświadczenia. Problem pojawił się około dwa miesiące temu, gdy moje kochanie stwierdziło, że już nic do mnie nie czuje. Jako ,że kocham ją nad życie postanowiłem o to zawalczyć, prosząc o miesiąc na rozbudzenie w niej ponownie uczuć. Jak można się domyślić - nie udało się. Rozstaliśmy się, około dwa tygodnie miotałem się, aż zaproponowała spotkanie. Spotkaliśmy się w takim naszym magicznym miejscu nad rzeką, K. powiedziała, że kocha mnie, ale już nie tak mocno jak dawniej, ale chce zawalczyć o to uczucie. Ja też to czułem, więc się zgodziłem. Poprosiła mnie jednak, aby nie robić tego oficjalnie, nie ogłaszać światu, że jesteśmy znów razem. Odpowiadało mi to, i było wszystko O.K, ale zauważyłem zmianę. K. zaczęła zachowywać się literalnie jak dwie różne osoby. Gdy byliśmy razem, była słodka jak miód, czuła, ogólnie - idealna matka dla moich dzieci. Natomiast wracając do domu, gdy mieliśmy jedynie kontakt poprzez GG, i sms-y, traktowała mnie jak jakiegoś dalekiego znajomego. Może zabrzmi to głupio, ale nie napisała w wiadomości ani razu "kochanie, kotku" czy inne takie podobne czułe zdrobnienia. Doskonale wie, że jedyne czego pragnę w tej chwili stabilizacji. Potrzebuję ciepła, miłości, chcę się czuć potrzebny. Mimo to smuci mnie fakt, że jest czuła tylko wtedy, gdy to na niej niejako wymuszę rozmową, co mi ani trochę nie odpowiada - tęsknię za tym, gdy przytulała się do mnie bez powodu, całowała bez powodu, czy też mówiła mi czułe słówka również bez powodu, tak zwyczajnie. Jak wyżej nadmieniłem, rozmowy pomagają tylko na chwilę. Stwierdziła, żebym się nie martwił, bo chce być ze mną, przy mnie, i nie czeka na lepszą "okazję". Jednak przeszkadza mi jej bezemocjonalność. Jako, że jesteście kobietami, a ja nie mogę ni cholery pojąć jej rozumowania - trochę głupio mi o to prosić, jako, że nie dałem nic w zamian, i na wstępie o to proszę - pomóżcie mi ją zrozumieć. Powiedzcie mi, co powinienem zrobić, aby znów było normalnie, jak dawniej. Pozdrawiam, i przepraszam za długi post, i ewentualne błędy stylistyczne/interpunkcyjne! :-)