Witam Was. Nie wiem od czego zacząć nawet.. Siedzi mi to w głowie już nie wiem jak długo i muszę to w końcu napisać. Będzie to długi post, więc proszę o wytrwałość. Nie sugerujcie się nickiem. Jestem facetem, 24 lata. Kiedyś taki założyłem bo chciałem się coś spytać na "kobiecym forum"..przeszłość.;) Otóż... Jestem w związku ponad 2 lata ( 2 lata i 4 miesiace). Mamy oboje 23 lata. Na początku było pięknei magicznie cudownie. Kończymy obecnie studia, studiujemy razem. I...no i właśnie. Od pewnego czasu zadręcza mnie dużo pytań. Postaram się naszkicować sytuację. Jak mówiłem jesteśmy oboje razem, i się kochamy. tak to na pewno. Od pewnego czasu jednak coś jest inaczej..jest nie tak. Chodzi głównie o kwestie..rodzinne. Ja pochodzę z domu rodzinnego. Nie jest to dom idealny, dzieciństwo usłane różami nie było były ciągłe awantury i różne inne, ale jakoś zawsze we trójkę( ja mama tata) się trzymaliśmy i wytrwaliśmy. Nie jesteśmy mega bogaci ale i nie biedni ( to będzie istotne w dalszej czesci). Ot srednia klasa.normalni. Zanim miałem dziewczynę wpadałem do domu na weekend co 2 tygodnie, a potem na ok 4 dni, jesli co miesiąc. Studiuje 200km od domu. Jestem jedynakiem, czasem mam wrazenie, i z reszta sluszne, ze moi rodzice sa troche przewrazliwieni na moim pkcie, ale czesto maja tez racje w tym co mowia, co po czasie sie widzi. Moja dziewczyna pochodzi z rodziny rozbitej. Rodzice rozwiedzeni, kiedy miałą 3 lata mama wyjechała na pare lat za granice, ją wychowywała babcia i ciocia. I ogólnie w życiu musiała sobie radzić sama, ojciec nie pomagał zbytnio. Nadal radzi sobie sama. Mama kocha ją, oczywiście, ale tam są inne relacje. Mama n ie wie jakie leki córka bierze ( a ma problemy gastryczne) od paru dobrych lat. Nigdy, bodajże raz, odwiedziła ją w warszawie w ciagu 5 lat( mieszka w gorzowie wlkp). Takto dzwoni co dwa dni srednio, wysyła paczki. Kiedy moja dziewczyna kupiła sobie auto, pojezdzila pare dni u siebie i miala dluga przerwe. (a moja dziewczyna jezdzi tam raz na pare miesiecy..) Niedawno mama przywiozla jej auto do warszawy, pojezdzila moja pare dni, i do domu pojechała autem sama ( 600km)..mama nie protestowała- poradzi sobie, powiedziała...Nie przelewa się w domu, mama zarabia sama, mieszka w mieszkaniu w kamienicy babcia tez i ojciec wynajmuje pokoj, ktory jest jego gabinetem. Przez to oplaca cale mieszkanie i mama nie placi za mieszkanie, ma na co innego pieniadze. Do gości też jest inne podejście..najlepszy gosc to taki, ktory sam w okól siebie się zakręci, sam sie obsluzy, będzie samodzielny. U mnie inaczej, u mnie sie skacze w okól goscia.. nie mówie jednak ze jest to lepsze rozwiązanie-szkicuje sytuacje. Moja dziewczyna czesto ma poglady idealistyczne, wierzy że "system" jest idealny, ze po studiach czlowiek moze zalozyc dzialalnosc i spokojnie sobie z tego zyc, poczatki trudne ale bez problemu moze wyzyc. Niby nie ma nic przeciwko zebym jezdzil do domu bo mowi ze chce zebym mial dobre stosunki z rodzicami itd itp ale jesli jade raz na miesiac np to na dwa dni, bo czemu dluzej.. Kiedy ostatnio po miesiacu musialem wrocic do domu bo cos sie tu stalo, i tydzien po tym, z racji wolnego, chcialem pojechac na 5 dni to padl komentarz a po co, byles niedawno, nie starczy ci?... . Z jednej strony bardzo chce poznać moich rodziców i jezdzic ze mna do mnie, ale z drugiej strony nie chce zebym sam jezzil do domu..tylko z nia. i odwrotnie. Kiedys powiedziała " wiesz, po studiach nasi rodzice beda nas coraz rzadziej widziec, na swieta czy cos..." no troche mnie to zmartwiło..Ostatnio byla sprzeczka dotyczaca mieszkania razem- ja nie chcialem ponieważ nie jestem na tym etapie gotowy. Po dlugich rozmowach jakos sie dogadalismy bylo ok. Stosunek moich rodziców do nie jbył różny..od miłego fajnego super, po niechęć która jest obecnie. I właśnie aspekt rodziców jest tu też istotny. Niedawno była nst sytuacja> złożylem papiery na mgr, praca oddana i moja dziewczyna zaprosiła mnie do siebie. Od razu wiedzialemz e to rodzicom sie nie spodoba bo miesiac ponad mnie nie bylo w domu i woleliby zebym tam wpierw przyjechal. Pomyslalem jednak ze nie beda mieli nic przeciw, jesli pojade na pare dni do niej potem do domu- to nie jest tak ze do kogo 1 pojade, ten dla mnie wazniejszy. Wybuchla straszna awantura. Tragiczna. Wyszło ze chca jakas rozmowe ze mna przeprowadzic. Wiec ja na nst dzien z rana pojechałem do domu i mowie: pogaadajmy. Ojca zamurowało ze przyjechalem a mama- patrz jaki bohater..porozmawiac przyjechal. Ciezka byla to rozmowa i bolesna dla mnie. Chodziło niby głownie o moja przyszlosc, prace itd, ale wiekszosc skupiala sie na mojej dziewczynie..TO co teraz napisze jest ich zdaniem. JEst z innego domu, tam nie kocha sie tak dzieci, ona cie bedzie odciagac od rodziny bo jej to jest obce i jej moga niektore rzeczy, ktore u nas sa normalne, tradycje, soedzanie czasu itd przeszkadzac bo nei zna tego i ja to drazni bo nie jestes z nia wtedy ( tutaj od razu powiem ze niektorych rzeczy mi zazdrosci tych rodzinnych i tez by chciala brac w nich udzial...). Kiedy byliscie za granica na wyjezdzie ( a bylismy) mielismy przyjechac do ciebie ( mieszkalem z nia wtedy) alenie przyjechalismy dla twojego dobra bo twoja dziewczyna by nie chciala ( prawda jest taka ze ona bardzo chciala, ale oni sie zle w jej towarzystwie czuja... skrempowani nie moga byc soba...to boli;/). Strasznie analizują wszystko co mówi, co robi, jak się zachowuje. Wiecie..ona się naprawde stara, zeby ja polubili. Ilekróc tu była zawsze im cos przywozila, a to ciastka upiekla, a to ciasto, a to bombke a to obiad razem ugotowaliśmy...a na wielkanoc nie zadzwoniła z zyczeniami to mama od razu ze noo twoja dziewczyna nie lubi nas chyba bo nie dzwonila, a ja mowie ze ja tez zapomnialem, a ona- coż ja nie bede u małolaty(bez komentarza) zabiegała o wzgledy... Nie spyta co unas, tylko czy nic zlego sie nie dzieje..nawet nei spyta czy dobrze, tylko czy nic zlego sie nei dzieje...Wiecie ogolnie chodzi o to ze ..mam mentlik. Nie wypisałem wszystkiego co mowia rodzice o niej ( byla jeszcze sytuacja. kiedy za granica bylem szukalem mieszkania w necie, i poprosilem mame zeby , bo osobiscie 3ba bylo sie stawic, mi zarezerwowala mieszkanie, wiec pare razy do wawy pojechala a byl mroz -18 stopni i obejrzala mieszkania i mi moje wybrane zarezerwowala, a jest chora- i mowi ze ona to w najwiekszy mroz jezdzi i mi pomaga a matka twojej? ...szkoda slow), ale z jednej strony wiem ze pochodzi z innej rodziny itd...ale wiem jednoczesnie ze mnie kocha, dba o mnie pomaga mi okazuje mi uczucie i sadze ze ocena jej przez rodzicow jest niesprawiedliwa bo widzieli ja pare razy w zyciu i oceniaja. Co innego i tu moj blad chyba, ale nie mialem komu powiedziec, ze po powrocie do polski z 4miesiecznego wypadu za granica, powiedzialem im jak bylo itd i co mi sie nie podobalo, czemu nie chce z nia mieszkac, ze potrzebuje przestrzeni ze ona juz by sie chciala zareczac, potem slub ale dla mnei nawet mieszkanie to za wczesnie, co mnie w niej denerwuje itd...ale po prostu no mielismy kryzys wtedy, moich przyjaciol nie bylo na miejscu i z nimi pogadalem..ALE zrobilem to zeby to z siebie wyrzucic..a oni zapamietali wszystko,,rowniez to ze powiedzialem zedo czerwca to sie rozleci..ale sie nie rozleciało. Tak wtedy myslalem na szczescie sie mylilem. na szczescie. Wiec wiem to z 1 strony, ze kocha mne bo to mi okazuje codziennie. Z drugiej strony to co rodzice powoedzieli wprowadziło mentlik do mojej głowy. Widzicie, kupili mi mieszkanie w warszawie i powiedzieli ze nie ma mowy zeby ona tam zamieszkala dopoki nie bedzie ono spłacone, bo byloby to niemoralne ( nie rozumiem o co chodzi autentycznie). A z 2 strony mowili ze powinienem z nia zamieszkac, bo sie sprawdzimy i wyjdzie jak jest...no to jak mam z nia teraz mieszkac, a jak bedzie gotowe meiszkanie to powiedziec no sorry nie mozesz mieszkac?;//. Jak wiec mowilem wprowadzili mi mentlik bo...owszem maja racje co do niektorych rzeczy ale mi to nie przeszkadza. Nikt nie jest idealnt ani ja a oni na pewno nie sa idealnym malzenstwem. I po prostu..przykro mi bo ona nie zasluzyla sobie na takie opinie..owszem bronilem ja podczas tej rozmowy przekonywalem ze nie jest taka...cięęęęęzko szlo to przekonywanie. I boje sie ze jak ja zaprosze do siebie to oni powiedza ze nie...i wymysla jakis powod jak ostatnio... Ja w tej sytuacji aniołem tez nie jestem. Widzicie...to straszne i mam do siebie pretensje o to, ale az mi wstyd to pisac, ale zaczyna mnie martwic ta różnica materialna...z czysto praktycznego pktu widzenia naszego przyszlego zycia... moi rodzicde kupili mi mieszkanie zapewnili jakis start i jakos maja cos tam odlozone itd...a jej rodzice(mama) nic w ogole...pieniedzy tez jej nie daje na zycie no bo ojciec alimenty placi, a corka pracuje w warszawie..ok malo zarabia...ale nic w ogole. i przez to ona nie ma tez takiego/takiej potrzeby rzeczy lepszych.zadawala się srednimi/dobrymi... ( teraz mi przyszlo do glowy jakie ma koncepty wychowania dzieci... ze jak sie beda zadawac z lobuzami tak zwanymi itd to niech sie zadaja niech sie ucza na bledach...i nie bedziemy ich pchac na mase zajec pozalekcyjnych..niech same jakos sie ukierunkują czy cos w tym stylu powiedziala...mega liberalizm ogolnie w kazdym wzgledzie). A z drugiej strony jest naprawde ciepla i pelna milosci osoba.. I..wiem ze mi to przejdzie z czasem i stwierdze: trudno poradzimy sobie, wazne ze sie kochamy a pieniadze bedziemy stopniowo zbierac zarabiac itd.... ale po prostu od jakiegos czasu zastanawiam sie co dalej...niedlugo bronie mgr...( teraz w domu jestem na 9 dni wpadlem). 5 lipca bronie sie... i rodzice mowia : to bedziemy swietowac... a ja bym chciall..ehh..a ja kurde bym chcial i z nia i z nimi. radosnie, naturalnie bez stresu usiasc przy stole i sie weselic razem:(( i watpie zeby to bylo mozliwe... . Wiecie serce mi sie kroi kiedy mysle co oni na nia wygadywali a jaka ona jest...naprawde ja kocham ale ciezko mi myslec o wspolnej powaznej przyszlosc kiedy oni mi tak mącą ( przypomniało mi sie....oni wychodza z zalozenia ze ja jestem ich dzieckiem i oni mi beda pomagac. ona ma swoich rodzicow. i tak jak jechalismyz a granice, to nie podjechali by po nia, robiac objazd no spory 200km, zeby razem jechac..sami by mnei zawiezli ze mna samym spedzili tam dzien dwa i by wrocili...). Zawsze chcialem zeby w pelni akceptowali moj wybor..a tu sie okazuje ze im sie to nie podoba... I teraz tak..pokoj wynajmuje do konca lipca..potem oni nie daja mi juz zadnych pieniedzy, no bo kupili meiszkanie itd ( i nei chcieliby zeby ona o tym wiedziala i ja glupi jej nie powiedzialem o tym, ale jej powiem jak wroce bo czemu ma nie wiedziecc??) i mam sie sam utrzymac. czyliz arobic na mieszkanie i zycie. albo moge wrocic do domu. I jest problem. bo jak nie znajde pracy, a naprawde szukam, to wroce. i bede z dala od niej..dlatego staram sie...znalesc prace i zostac tam. Ciężko mi z tym a nie mam z kim porozmawiać stąd moj post...Nie podoba mi sie jej takie podejscie do rodziny, niektore poglady i to ze rodzine od swiat sie widzi..na pewno nie. Ale z 2 strony nie jest takim demonem jak to opisuja moi rodzice..a w samym srodku jestem ja, ktory ja kocha ale ma swoje obawy i watpliwosci..i coraz wiekszy bałagan myślowy:(((
1 2012-06-26 01:07:45 Ostatnio edytowany przez Katharina23 (2012-06-26 01:11:50)
Witaj, dotrwałam do końca....
No widzisz, tak to z rodzicami jest, że nie wszystko im się powinno mówić, chcą dla Ciebie jak najlepiej (zwłaszcza dlatego, że jesteś jedynakiem).
Jeśli chodzi o stosunek Twojej dziewczyny do Twoich rodziców: troszkę nie zrozumiałam, bo raz piszesz, że bardzo się stara, żeby ją polubili, a potem, że chce Cię ograniczyć w kontaktach z nimi. Tu musisz powiedzieć jasno i dobitnie, jak jest i absolutnie się nie łam. Chcesz mieć kontakt z rodzicami i to nie podlega dyskusji.
Jej też jest ciężko. Sama praktycznie nie ma rodziców. A od Twoich czuje nie chęć. To niestety działa w obie strony. Ona się stara. A co robią Twoi rodzice? Tylko ją oceniają.... Dziwi Cię, że chce ograniczyć kontakty z nimi?
zaczyna mnie martwic ta różnica materialna...z czysto praktycznego pktu widzenia naszego przyszlego zycia... moi rodzicde kupili mi mieszkanie zapewnili jakis start i jakos maja cos tam odlozone itd..
No tak. Do jakiego wieku będziesz się chwalił pozycją materialną rodziców? Sorry, tu się nie obraź. Ale masz zaradną dziewczynę, która radzi sobie sama i na pewno nie pozwoli Wam zginąć. A ty? Zamierzasz wrócić do domku, bo pracy pewnie nie będziesz umiał znaleźć. W tej sytuacji to ona ma lepszą sytuację materialną bo ma pracę a Ty nie masz nic oprócz tego co Ci rodzice dali....
Twoi rodzice- trzymają Cię pod kloszem, kupują Ci mieszkanie (o ile dobrze zrozumiałam), ale dyktują Ci kto może z Tobą zamieszkać. No sorry. To albo kupują Ci coś albo kupują sobie i Toby pozwalają korzystać.
Hmm. Może przydałaby się tu taka poważna, szczera rozmowa między Wami wszystkimi. Może Twoi rodzice chcieliby usłyszeć, że Ona nie chce ograniczać Waszych kontaktów, mało tego bardzo by chciała przynależeć do Twojej rodziny, bo u siebie nie zaznała tyle miłości.. Pytanie tylko czy Twoja dziewczyna tak czyje. A Twoi rodzice musieliby ją zaakceptować.
Jeśli chodzi o wychowanie dzieci... Tym bym się może na razie nie przejmowała. Z reguły jak dziecko pojawia się na świecie to chce mu się dać wszystko co najlepsze, więc bardzo szybko może zmienić zdanie co do kwestii wychowania.
Hmmm...skoro chcesz swoją obronę świętować razem z rodzicami oraz z dziewczyną wspólnie, to zrób tak. Zaproś ją do siebie do domu albo swoich rodziców do siebie i idźcie do jakiejś knajpy. Bo ta cała sytuacja to wygląda jak jakieś podchody - musisz działać aby zintegrować ją z Twoim otoczeniem rodzinnym, samo to się nie zrobi. Uważam, że popełniłeś błąd zwierzając się rodzicom z trudów związku. Rozumiem, nie było wtedy nikogo obok byś mógł się wygadać, ale jak widać takie postępowanie spowodowało zmianę traktowania Twojej dziewczyny przez Twoich rodziców. Widocznie mają , moim skromnym zdaniem, zbyt mocno wbudowaną potrzebę ochrony Ciebie przed złem tego świata, a skoro dziewczyna aż tak Ci dopiekła w tamtym czasie (chodzi generalnie o nieukładanie się tak jak się powinno układać), to to nie jest ta właściwa. Będą teraz żyć w takim przekonaniu, dopóki ich nie przekonacie (razem), że jest inaczej. Nie chodzi tutaj tylko o rozmowy, ale takie ogólne traktowanie, np. podkreślanie zaradności dziewczyny, że dobrze gotuje, dba o dom, kota i kanarka, cokolwiek, ale naświetlanie jej pozytywów. No i nie słuchanie, a na pewno nie zgadzanie się, że skoro z rozbitej rodziny, to nie umie kochać i nie wiadomo co. Bzdury i tyle i należy to podkreślić. Oczywiście takie próby mogą spełznąć na niczym, ale podjąć je powinniście. Na pewno nie powinieneś słuchać rodziców pod względem wyborów życiowych, chociaż jeden wybór już za Ciebie podjęli - kupili Ci mieszkanie, może teraz chcą też żebyś znalazł kogoś kto będzie im odpowiadał do tego mieszkania (chodzi o głupie gadanie z niemoralnym mieszkaniem dopóki nie będzie ono spłacone, czyli ile min. 10 lat?!). Możesz wziąć pod rozwagę to co mówią i jej zarzucają i spróbuj, skoro teraz masz czas na to, przemyśleć czy mają podstawy aby tak mówić i czy to co mówią ma pokrycie w rzeczywistości. Wiesz, taka retrospekcja chłodnym okiem, o ile to możliwe ![]()
Względem mieszkania, to słusznie, że nie chcesz okłamywać dziewczyny. Ja bym się wkurzyła i nie chodzi tutaj o zatajanie możliwości wspólnego mieszkania, tylko o coś co wpłynie na Twoje kolejne decyzje (szukanie pracy bądź powrót do rodziców). Skoro nie jesteś gotowy na zamieszkanie razem, to pozostaje jej to uszanować, nie dojrzałeś do tego kroku, to nie ma sensu go nachalnie przyspieszać i jeśli dziewczyna jest inteligentna to zrozumie Twoje zdanie (przynajmniej do czasu - w końcu nie jesteście nastolatkami i jak np. za dwa lata będziecie na tym samym etapie, nie należy się dziwić, że dziewczyna się wkurzy).
No, powodzenia na obronie:)
4 2012-06-26 10:25:31 Ostatnio edytowany przez pomaranczowa 1 (2012-06-26 12:40:27)
Witaj,
ze sposobu , w jaki piszesz wnosze, ze jestes bardzo w porzadku chlopakiem i serce masz na swoim miejscu.
Ale do rzeczy.Jestes dorosly. Sam podejmujesz decyzje. Rodzice moga udzielic Ci rad, a Ty mozesz je przyjac badz odrzucic. Wydaje mi sie , ze troche zbyt wielka wage przykladasz do ich zdania (ale moge sie mylic).
Twoja dziewczyna kocha Ciebie, stara sie tez jak moze o dobre stosunki z Twoimi rodzicami ( wspominales , ze upiekla ciastka, bombke przyniosla - ja kocham takie male - wielkie gesty i sobie je bardzo cenie ! ) i Ty kochasz ja .
Nie rob sobie galimatiasu w glowie. Oni musza zrozumiec , ze nie przezyja zycia ZA CIEBIE. Ani nie zaplanuja.(Wiem , ze chca dobrze-nie zrozum mnie zle.)
W zadnym wypadku nie rezygnuj z niej, jezeli taka jest Twoja wola.Fakt, ze nie miala takiego samego dziecinstwa , jak Ty, nie skresla jej.
Zauwaz , ze nie wybieramy sobie rodzicow...
Pozdrawiam.
Na początku chciałbym podziękować za taki odzew. Dzięki za każdą odpowiedz!!. Postaram się do nich odnieść
LeeBee- " troszkę nie zrozumiałam, bo raz piszesz, że bardzo się stara, żeby ją polubili, a potem, że chce Cię ograniczyć w kontaktach z nimi.". Tak to wygląda. Jeśli do wyjazdu mojego do domu jest daleko, to jest spoko, pewnie jedź sobie, to nic złego jechać do rodziny przecież, ja chce żebyś miał dobre stosunki z nimi itd. Ale im bliżej wyjazdu, tym więcej sygnałów, aby to był krótki wyjazd. Np po miesiącu nieobecności w domu, np wyjazd na weekend. No dla mnie to za mało. A stara się żeby ją polubili przez gesty które robiła przyjeżdzając do nas. Poza tym ciągle powtarza, że trzeba się usamodzielnić, że rodzina nie może ciągle pomagać itd. I że " no teraz to rodzice nas coraz rzadziej będą widzieć, bo zaczynamy mieć swoje życie". Ja jednak mimo swojego życia, nie chciałbym ich widzieć jedynie na święta...\
" A ty? Zamierzasz wrócić do domku, bo pracy pewnie nie będziesz umiał znaleźć"- to akurat nieprawda, bo szukam cały czas zarówno miejsca do mieszkania jak i pracy, naprawde usilnie jej szukam.:)
"Może Twoi rodzice chcieliby usłyszeć, że Ona nie chce ograniczać Waszych kontaktów, mało tego bardzo by chciała przynależeć do Twojej rodziny, bo u siebie nie zaznała tyle miłości.." Część do przecinka im powiedziałem , stwierdzili ze widzą i czują to inaczej i im się tak nie wydaje. A co do 2 części to znając ich, a znam ich dobrze, stwierdzą,że ona ma wlasną rodzinę i oni powinni się o nią troszczyć itd. Oni mają jedno dziecko(mnie) i się mną troszczą.. To jest akurat bardzo i niegrzeczne i takie...egoistyczne.
konstantynopolitancnzynka: "Nie chodzi tutaj tylko o rozmowy, ale takie ogólne traktowanie, np. podkreślanie zaradności dziewczyny, że dobrze gotuje, dba o dom, kota i kanarka, " Podkreślałem to ciągle. ze robi mi ciasta gotuje obiady czego jeszcze nie robi..odpowiedź: aha..ehe yhy.. A potem się okazało ze to na nich wrażenia nie robi, bo chodzi o takie zwykłe gesty dnia codziennego i takie spontaniczne małe rzeczy w których widać, że mnie kocha. Pytanie: skąd oni mogą wiedziecjak jest, skoro widzieli ją pare razy, a ja ją widzę na codzien i wiem jak jest. Powiedziałem im to, no to odpowiedz: jestesmy starsi i wystarczy ze kilka razy cos zobaczymy i mamy pelen obraz sytuacji. Potem jednak stwierdzili ze no skoro tak mowisz moze i tak jest ale nam sie wydaje inaczej...czyli to samo w sumie.
"upili Ci mieszkanie, może teraz chcą też żebyś znalazł kogoś kto będzie im odpowiadał do tego mieszkania (chodzi o głupie gadanie z niemoralnym mieszkaniem dopóki nie będzie ono spłacone, czyli ile min. 10 lat?!)" Dla mnie to ejst jakiś zart. To samo sobie pomyślałem- ja kkredyt na 20 lat, to 20 lat mam mieszkać sam? O ile dobrze pamiętam mowili cos: chyba ze dziewczyna sie dolozy. Ok, do czynszu pewnie ze tak no problem. Ale przeciez nie do raty kredytu;/ a jak nam nie wyjdzie i sie wyprowadzi to co? Oddadzą jej te pieniądze które spłacała(w sensie raty?) Czego by nie robiła bo to idiotyczny pomysł w ogóle...No chyba ze mieli na mysli czynsz..
"No, powodzenia na obronie:)" dziękuje:))
pomaranczowa1
"Nie rob sobie galimatiasu w glowie. Oni musza zrozumiec , ze nie przezyja zycia ZA CIEBIE. Ani nie zaplanuja." Najsmieszniejsze jest to, ze ciagle mi to powtarzaja. Ze nikt za mnei zycia nie przezyje..a robia cos odwrotnego. To, ze nei miala takiego dziecinstwa ABSOLUTNIE nie skresla jej. To byloby conajmniej niesprawiedliwe. Nie jest tak łatwo nie robić sobie zamieszania w głowie. Samo to ze jestem w domu i nawet słowem nie wspomną o niej, a ilekroć jestem w warszawie i okazyjnie zadzwoni, zawsze pyta jakie JA mam plany, co JA np w weekend bede robil bo mam wolne itd. Ciagle mowie ze MY idziemy tu i tu MY zrobimy to i to, odpowiedz jest, no to BAW sie dobrze...i tak ciągle. Obawiam się, że jak ją zaprosze do siebie, znowu, bo już raz tak było, znajdą jakiś powód wyssany z palca, z powodu którego stwierdzą " nie, to nie ta pora, wiesz będziemy tu robić remonty/burzyć sciany/ojciec chory/ bla bla".. Wiesz., chodzi też o to, że jeśli coś ma być między nami nie tak i ma nam się nie udać, to chciałbym,żebym to ja sam stwierdzil ja sam/my oboje. A nie zeby mnie ktos podpuszczal, kazał szukać 2 dna itd. Zeby to byla moja/nasza decyzja, a nie zeby to bylo za radą/sugestią czyjąś. Bo wtedy to nie będzie moja decyzja, tylko zawsze gdzies z tylu glowy bedzie mnie trapić przeczucie, że zrobiłem coś bo tak naprawdę to oni chcieli, a ja do końca nie byłem pewien tej decyzji.. Wiem że oni chcą mi zawsze pomóc doradzić itd, ale mimo dobrych chęci muszę się napracować zeby te dobre rady oddzielić od całej reszty. Faktem jest, od dawna nie mówie im sam z siebie co u nas, bo ..no bo właśnie obawiam się, ze od razu beda analizowac, doszukiwać się, dopytywać, podejrzewać itd. Nie przyjmą po prostu rzeczy tak jak są, tylko zawsze" a może coś za tym się kryje"... 4 miesiące po tym jak zaczelismy byc razem powiedziala ze jej rodzice są rozwiedzeni. Od razu wiedziałem ze zaczna sie kłopoty w domu jak im to powiem. Ale jakoś nie było okazji zeby to powiedzieć, zapominałem o tym itd. Na wakacje pojechaliśmy za granice, i przypomniało mi sie w trakcie opowiadania jak było..i im powiedziałem. To podczas ostatniej rozmowy uslyszalem ze to bylo zaplanowane z mojej strony bo obawialem sie co oni powiedza itd itp..a tak nie bylO!!. Tak samo, ostatniego sylwestra spedzilismy osobno. Ja u siebie ona u siebie. tak MY zdecydowalismy bo, uwaga, chcielismy byc z rodzinami, zeby sie nami nacieszyli itd. To mi sie oberwało ze to na pewno albo jej decyzja, albo nam sie nie układa bo, jak to ojciec stwierdził, on za mama na 2 koneic swiata by jechał. A ja im tłumacze jaka była decyzja, odpowiedz : i ty myslisz ze w to uwierzymy?.. Wiec jaki sens ma rozmowa, skoro ktoś wychodzi z założenia, że wie lepiej...
6 2012-06-26 14:01:42 Ostatnio edytowany przez pomaranczowa 1 (2012-06-26 16:26:02)
pomaranczowa1
Najsmieszniejsze jest to, ze ciagle mi to powtarzaja. Ze nikt za mnei zycia nie przezyje..a robia cos odwrotnego. To, ze nei miala takiego dziecinstwa ABSOLUTNIE nie skresla jej. To byloby conajmniej niesprawiedliwe. Nie jest tak łatwo nie robić sobie zamieszania w głowie. Samo to ze jestem w domu i nawet słowem nie wspomną o niej, a ilekroć jestem w warszawie i okazyjnie zadzwoni, zawsze pyta jakie JA mam plany, co JA np w weekend bede robil bo mam wolne itd. Ciagle mowie ze MY idziemy tu i tu MY zrobimy to i to, odpowiedz jest, no to BAW sie dobrze...i tak ciągle. Obawiam się, że jak ją zaprosze do siebie, znowu, bo już raz tak było, znajdą jakiś powód wyssany z palca, z powodu którego stwierdzą " nie, to nie ta pora, wiesz będziemy tu robić remonty/burzyć sciany/ojciec chory/ bla bla".. Wiesz., chodzi też o to, że jeśli coś ma być między nami nie tak i ma nam się nie udać, to chciałbym,żebym to ja sam stwierdzil ja sam/my oboje. A nie zeby mnie ktos podpuszczal, kazał szukać 2 dna itd. Zeby to byla moja/nasza decyzja, a nie zeby to bylo za radą/sugestią czyjąś. Bo wtedy to nie będzie moja decyzja, tylko zawsze gdzies z tylu glowy bedzie mnie trapić przeczucie, że zrobiłem coś bo tak naprawdę to oni chcieli, a ja do końca nie byłem pewien tej decyzji.. Wiem że oni chcą mi zawsze pomóc doradzić itd, ale mimo dobrych chęci muszę się napracować zeby te dobre rady oddzielić od całej reszty. Faktem jest, od dawna nie mówie im sam z siebie co u nas, bo ..no bo właśnie obawiam się, ze od razu beda analizowac, doszukiwać się, dopytywać, podejrzewać itd. Nie przyjmą po prostu rzeczy tak jak są, tylko zawsze" a może coś za tym się kryje"... 4 miesiące po tym jak zaczelismy byc razem powiedziala ze jej rodzice są rozwiedzeni. Od razu wiedziałem ze zaczna sie kłopoty w domu jak im to powiem. Ale jakoś nie było okazji zeby to powiedzieć, zapominałem o tym itd. Na wakacje pojechaliśmy za granice, i przypomniało mi sie w trakcie opowiadania jak było..i im powiedziałem. To podczas ostatniej rozmowy uslyszalem ze to bylo zaplanowane z mojej strony bo obawialem sie co oni powiedza itd itp..a tak nie bylO!!. Tak samo, ostatniego sylwestra spedzilismy osobno. Ja u siebie ona u siebie. tak MY zdecydowalismy bo, uwaga, chcielismy byc z rodzinami, zeby sie nami nacieszyli itd. To mi sie oberwało ze to na pewno albo jej decyzja, albo nam sie nie układa bo, jak to ojciec stwierdził, on za mama na 2 koneic swiata by jechał. A ja im tłumacze jaka była decyzja, odpowiedz : i ty myslisz ze w to uwierzymy?.. Wiec jaki sens ma rozmowa, skoro ktoś wychodzi z założenia, że wie lepiej...
hmmm...to moze dziwnie zabrzmi w Twoich uszach , bo to Twoi rodzice, ale z tego , co piszesz wynika, ze oni Toba manipuluja.Skad to wnosze ?
Juz mowie.Wiedzac doskonale o tym , ze LICZYSZ sie z ich zdaniem, probuja przeforsowac swoje poglady. Probuja tak na Ciebie wplywac, zebys czul sie winny . Winny wzgledem NICH.
Graja na Twoich uczuciach. Nie podoba mi sie to i nie pochwalam ( nigdy i w zadnych relacjach , zwlaszcza dziecko -rodzic).
Poza tym wszystkim, jeszcze raz i drukowanymi literami:
NIE MUSISZ SPOWIADAC SIE RODZICOM Z KAZDEGO SWOJEGO KROKU.
I nie bedzie to znaczylo, ze ich nie szanujesz.( najlepiej wydrukuj sobie to i zawies nad lozkiem ! :-)))
P.S.
jeszcze dodam, ze masz bardzo "zdrowe" reakcje na swoich rodzicow i ich poczynania. Bo jest w Tobie przeswiadczenie, i wola, by SAMEMU decydowac.Jeszcze raz podkreslam - to nie znaczy , ze masz przestac ich kochac, szanowac, czy cos w tym stylu- nic z tych rzeczy.Po prostu pokazac im granice.
7 2012-06-26 18:36:44 Ostatnio edytowany przez Katharina23 (2012-06-26 18:39:21)
Tez tak uwazam ze staraja sie zbyt mocno na mnie wplynac... Dzisiaj sie mama mnei spytala: po co w zasadzie ty do tej warszawy chcesz wracac? przeciez jakbys tu zostal to mniejsze koszty i w ogole. Skwitowałem to krótko- głupie pytanie. Niby to takie zwykłe i teoretycznie normalne pytanie, ale ja jednak widze w tym pytaniu takie cos: po co tam siedzisz...raptem Twoja dziewczyna tam tylko jest. Zostałbys tu w domu. mniejsze wydatki i w ogole. ... Bez komentarza. Ciężko mi, i mysle ze to zrozumiesz/zrozumiecie, ze w takiej sytuacji ciezko jest byc w zwiazku radosnym, usmiechajacym sie i wogole no bo... w glowie mam to co w domu sie o niej mowi i mysli. A ponadto zbliza sie moja obrona i potem to ze chce razem swietowac...tez sie obawiam tego jaka bedzie reakcja. Oczywiscie zawsze moge powiedziec: jesli nie moze ona przyjechac no to swietujemy we dwojke tutaj. Ale znowu bedzie wojna jak ostatnio. Dlatego tez musze znalesc prace i musze znalesc jakies tansze lokum, bo jak nie to bede MUSIAŁ wrócic do domu, no bo nie bede mial gdzie i z czego zyc.
Z drugiej strony nie chce tkwić w takiej sytuacji, ze oni jej nie lubia i w pewnym sensie muszę się po jednej stronie opowiedzieć, bo jak nie to zawsze ktoś będzie pokrzywdzony, niezadowolony itd.
Podejście twoich rodziców jest naganne. Zachowują się samolubnie oni nie myślą o twoim szczęściu ale o swoim. Pępowiny nie odcięli ![]()
1 Nie mogą szantażować Cie - mieszkanie albo dziewczyna
2 Muszą akceptować twoje decyzje, czy im rodzice wybierali partnerów?? Mogą nie lubić twojej dziewczyny, ale widząc że jest dla Ciebie dobra a ty ją kochasz powinni pogodzić się z tym i postarać się ją polubić a jeśli nie chociaż udawać sympatię, delikatnie Ci radzić ale nie stawiać Cię w sytuacji- Albo my albo ona
3 To twoje życie, nie zmarnuj go. Jesteś dorosły, szacunek do rodziny nie oznacza że musisz zrezygnować z własnego życia. Co z szacunkiem do siebie samego i twoich rodziców do Ciebie??
4 Zamieszkaj z dziewczyną, zobaczcie jak wam razem jest jesli będziesz szczęśliwy to super jeśli nie to sie rozstaniecie ale to będzie twoja decyzja a nie twoich rodziców.
5 Majątek??? buahah śmieszni jesteście, wiadomo że to ważne i ja sama tez zwracałam na to uwagę, ale bardziej w kontekście czy mój partner będzie w przyszłości mógł zapewnić naszym dzieciom życie na dobrym poziomie. Ale nie czy ma na już jakiś majątek. Wiadomo fajnie kiedy tak jest, bo start jest łatwiejszy ale można dostać od rodziców pieniądze a być niezaradnym leniem...
Nie pozwól rodzinie wejść na głowę, postaw się czasami. Zabierz dziewczynę do domu i zwyczajnie w świecie zmuszaj rodziców do kontaktu z nią i pokazuj im jak jesteś z nią szczęśliwy. Przywykną
9 2012-06-26 21:57:10 Ostatnio edytowany przez alfaalfa (2012-06-26 22:04:17)
W oczach rodziców nie będziesz dorosły jeśli ze wszystkim się będziesz zgadzał i pozawalał aby tak traktowali/ mówili o dziewczynie którą kochasz. Wciąż będziesz słuchał jak to wszystkie Twoje decyzje są niedojrzałe - a mądre tylko te które Ci wkładają w usta.. eh
Obyś nie obudził się starym kawalerem uzależnionym od ich woli..
bo na razie dyktują Ci nawet jakim powietrzem wolno Ci oddychać. Dobrze, że to widzisz, ale nie bój się wyrażać własnego zdania - przecież nie przestaną Cię kochać, a może, jak im wytłumaczysz swoje stanowisko, to zaczną Cię szanować jak dorosłego człowieka, a nie kapryśne dziecko. Rodzicem się nigdy nie przestaje być - jednak w pewnym momencie trzeba pozwolić dziecku stanąć na własnych nogach i uczyć się na własnych doświadczeniach (niekoniecznie błędach). Oni też kiedyś byli młodzi, teraz najwyraźniej już nie pamiętają jak to było gdy zaczynali wspólne życie.. :]
Tak się zastanawiam.. po co Ci to mieszkanie od rodziców?
Kończ studia, znajdź pracę i zacznij żyć.. własnym życiem, z kobietą którą kochasz.
Dlatego tez musze znalesc prace i musze znalesc jakies tansze lokum, bo jak nie to bede MUSIAŁ wrócic do domu, no bo nie bede mial gdzie i z czego zyc.
Musisz czy CHCESZ znaleźć pracę i tańsze lokum?
Kto szuka ten znajdzie. Nie poddawaj się zbyt łatwo. Trzymam kciuki.
Może powinniście z dziewczyną wspólnie wynająć jakieś mieszkanie, we dwójkę taniej wychodzi..
chcę i muszę:) muszę, bo jak nie znajdę, to będe musial wrocic do domu, a CHCE zostać z Nią w Warszawie:)
Wiec w czym problem? W Warszawie bardzi latwo o prace szczegolnie w mlodym wieku;)
12 2012-06-27 12:01:44 Ostatnio edytowany przez LeeBee (2012-06-27 12:13:41)
A ja na Twoim miejscu postawiłam się rodzicom.
Powiedzieć.
"Jestem z Nią cz Wam się podoba czy nie. Kocham ją, uszczęśliwia mnie, dla o mnie. Nie wiem co będzie w przyszłości, wiem co jest teraz. I na pewno nie zerwę z nią bo Wam to nie pasuje, wyrażając się na jej temat w taki sposób ranicie mnie. Kocham Was bardzo, ale jak tak stawiacie sprawę to niestety, ale wybieram dziewczynę, bo nie zrezygnuję z czegoś na czym mi zależy."
Tyle. Może jak zobaczą, że mogą Cię stracić to zmiękną. A no i już nigdy im się nie żal,a wręcz przeciwnie chwal dziewczynę, że np. obiad Ci ugotowała czy zajęła się Tobą jak byłeś chory. Niech Twoja matka zobaczy, że dziewczyna nie jest zagrożeniem.
Tylko że ja widzę jeszcze inny problem, Ty chyba sam się zastanawiasz czy rodzice przypadkiem nie mają racji. Człowiek, który kocha bardzo nawet nie zastanawia się nad tym kogo wybrać. Nie jestem jedynakiem, ale domyślam się, że więź w takich rodzinach jest ogromna, ale gdzieś musi być ta granica.
Domyślam się, że mieszkanie tez mają zamiar Ci kupić w miejscowości gdzie mieszkają, a nie w Warszawie.
Leebee - "A no i już nigdy im się nie żal,a wręcz przeciwnie chwal dziewczynę, że np. obiad Ci ugotowała czy zajęła się Tobą jak byłeś chory. Niech Twoja matka zobaczy, że dziewczyna nie jest zagrożeniem." Chwale, mówie. Nie robi to na niej wrażenia, bo wg niej ona chce mnie odciagnac od rodziny bla bla i takie rzeczy o niczym nie swiadcza. Bo ona powinna mi spontanicznie okazywać milosc, w malych gestach ( raz byla u nas i miala duza torba i zamiast powiedziec czy wezmiesz to skarbie, powiedziala " wezmiesz to?" ...takie glupoty..albo ze kiedy wracalismy z zza granicy, a byla to nasza decyzja, pojechaliśmy dzien po dniu tzn ja w pt ona w sb, bo bylo taniej. ale wg nich to jej zagrywka i ona chciala zaoszczzedzic bo jej o kase chodzi glownie...;/ a to nieprawda, a jesli chodzi o odciaganie od rodziny to szczytem dla nich bylo ze zadzwonila do banku zeby jej ojciec nie mial dopstepu do jej konta- a zle im sie uklada, on rozbil tez ich rodzine- no to rodzice oburzeni sa, mimo ze im tlumacze ze sa srednie stosunki meidzy nimi.. tak samo)
"
Tylko że ja widzę jeszcze inny problem, Ty chyba sam się zastanawiasz czy rodzice przypadkiem nie mają racji."
po rozmowach, mąceniu itd, to normalne ze jakies pytania/watpliwosci sie pojawiaja, ktorych naprawde nie chce miec i ktore oni mi zasiali.. A co do mieszkania, to kupili w warszawie.
po rozmowach, mąceniu itd, to normalne ze jakies pytania/watpliwosci sie pojawiaja
Dla mnie to nie jest normalne. Ja bym nie pozwoliła tak traktować mojego mężczyzny, choć to ideału zięcia wiele mu brakowało.
A skoro argumenty typu " bo jej rodzice się rozwiedli" dają Ci do myślenia to sorry. Twoi rodzice praktycznie jej nie znają, opierają się na tym, co im powiedziałeś w chwili słabości,a Ty bierzesz to pod uwagę.
Rodzice dla dziecka zawsze będą chcieli jak najlepiej.Sama się związałam z rozwodnikiem z dzieckiem i dziś nie żałuję, ale gdyby w przyszłości moje dziecko było w takiej sytuacji, zapewne nie byłabym zachwycona. No taki już los rodziców.
Ale Twoi przeginają.
Więc ja już Ci powiedziałam co bym zrobiła na Twoim miejscu.
Niestety nic więcej nie wymyślę. Zachowaj się jak dorosły człowiek i albo pomyśl poważnie o swojej przyszłości, albo daj dziewczynie spokój, bo jej zależy na stabilizacji, wystarczająco długo żyje sama.
Jedyne co to musisz w końcu raz na zawsze zażegnać te problemy. I nikt Ci nie powie jak to zrobić.
"Dla mnie to nie jest normalne. Ja bym nie pozwoliła tak traktować mojego mężczyzny, choć to ideału zięcia wiele mu brakowało." Przeciez ja tez nie pozwalam zeby tak oniej mowili, calyc zas neguje to i mowie jak jest naprawde. Mowilem im ciagle jaka jest super co dla mnie robi itd itp. Ale to nic nie dawalo. Wiec od jakiegos czasu nic nie mowie, bo co nie powiem, to albo komentarz uslysze albo drugiego trzeciego czwartego dna beda sie doszukiwali. A potem maja pretensje ze im nic nie mowie. No też wlasnie im powiedzialem czemu im nic nie mowie: ano bo od razu maja z tym problem i sa podejrzliwi. To stwierdzili ze maja do tego prawo. I taka rozmowa. Jak grochem o sciane.
Witaj,
Hmm, to może tak,
Ja jestem z rodziny, która zamożna nie jest, a i całkowicie biedna też nie, no ale czy średni poziom zamożności? Zależy. Otóż moja rodzina była pełna. Mój tata był alkoholikiem, i w wieku 42 lat umarł na raka płuc. Więc bieda nam się powiększyła.
Zanim zostałam mężatką urodziłam synka, a w dwa lata później wzięłam ślub. Moja rodzina, była zawsze i jest bardzo zżyta, babcia, ciocie i wujkowie, wszyscy trzymają się razem, często spotykają, dzwonią ? ogólnie moja rodzina jest taka ciepła. Natomiast rodzina mojego męża ? hmm zupełnie inna od mojej. W ogóle żadne z nich nie ma potrzeby przebywania razem, dla nich rodziną SA mama tata dzieci i tyle (no i my synowe, zięć). Jednak jest to zimna rodzinna.
Powiem Ci, że rodzicie mojego męża kupili mu też mieszkanie, no ale do czego zmierzam .. A do tego, że moi teściowie też widzą we mnie ( i tego jestem pewna 100% - tylko przy mnie nie mówią, ale dla męża tak) wiele ale, i według nich to najlepiej by było gdybym była służką na dworku Pana Męża, ale mój mąż (kochany) odpowiada im na ich złośliwości, broni mnie i wiem że mogę na niego liczyć.
Wiesz, może twojej dziewczynie nie przeszkadza to że jesteś rodzinny, tylko obawia się że będą ją oceniać, krytykować i obmawiać, a Ty być może kiedyś staniesz po ich stronie. Może powodem jej niepokoju jesteś Ty?
Partnerstwo to wspieranie i bronienie siebie nawzajem nawet przed rodziną
Dzięki za tę odpowiedź, przynajmniej wiem ze nie tylko ja mam ciężko. Co do jej obaw. Ona bardzo by chciała być tu lubiana, szanowana itd i nie rozumie za bardzo problemu moich rodziców. Stara się zeby tak było. No ale kiedy w wielkanoc nie zadzwoniła z zyczeniami, nota bene ja tez nie bo umknelo mi, ( a do tej pory dzwonila, piekla ciasteczka babki itd..) to mama od razu spytała, co..nie lubi nas chyba co? a ja mowie nie, czemu bardzo was lubi. a ona no bo nie dzwonila na wielkanoc, a ja mowie no i co? ja tez nie. zapomniala po prostu. a mama: no nic tylko mowie. ja u malołaty o względy nie bede zabiegac...to zabolało, bo to nie moze byc tak ze moja dziewczyna sie tylko stara...tzn wg mnie bo wedlug nich tak to wyglada.. Najważniejsze dla niej, dla mojej dziewczyny, co powtarza wielokrotnie, jest to co ja mysle o niej. A jak sie dowiedziala ze ja bronilem podczas rozmowy i kiedy o niej takie rzeczy mowili, az sie rozplakala ze szczescia bo zawsze chciala zeby tak bylo ze ja staje po jej stronie i ja bronie.
No ale kiedy w wielkanoc nie zadzwoniła z zyczeniami, nota bene ja tez nie bo umknelo mi, ( a do tej pory dzwonila, piekla ciasteczka babki itd..) to mama od razu spytała, co..nie lubi nas chyba co? a ja mowie nie, czemu bardzo was lubi. a ona no bo nie dzwonila na wielkanoc, a ja mowie no i co? ja tez nie. zapomniala po prostu. a mama: no nic tylko mowie. ja u malołaty o względy nie bede zabiegac...to zabolało
A czy Twoi rodzice nie mogli zadzwonić z życzeniami, o tak żeby jej miło było i aby poczuła się lubiana i ważna?
Jeśli chodzi o wypieki, święta, to czy rodzice nie mogli waszej dwój ki zaprosić na święta wielkanocne?
Wiesz, wkurza mnie taka postawa ludzi, że oczekują od innych a od siebie to już nie, i fajnie by było gdybyś im to uświadomił. Bo według mnie, ona jest przez Twoją rodzinę odtrącana, i każda pierdoła dla nich to mega dramat rodziny Forresterów.
Ja rozumiem, rodzice itp, to rzeba się czasem postarać, no ale kochany, czy Twoi rodzice myślą o sobie że "Boga za nogi złapała" twoja dziewczyna? Skoro ona okazywała im sympatię i zainteresowania, a Twoi rodzice brali garściami to też powinni tym samym się zrewanżować.
No, chyba że naprawde jej nie lubią i nie chcą byście byli razem ... i co z tym zrobisz
"A czy Twoi rodzice nie mogli zadzwonić z życzeniami, o tak żeby jej miło było i aby poczuła się lubiana i ważna?" Oni to juz odbieraja jako staranie sie a to ma byc niby dizałka mojej dziewczyny, w końcu " ona o względy zabiegać nie będzie".
"Wiesz, wkurza mnie taka postawa ludzi, że oczekują od innych a od siebie to już nie, i fajnie by było gdybyś im to uświadomił." Oni zawsze powtarzali ze TY jestes naszym dzizeckiem, i o ciebie sie bedziemy troszczyc i martwic, inni maja swoich rodzicow. Na zasadzie my Tobie bedziemy przede wszystkim pomagac. A co do tego ze sie nie starają. Fakt. Oczekują tylko ale dać to już trudno. Chyba ze za "danie" rozumieją pozwolenie na przyjazd i spanie w ich domu, co się okaże po mojej obronie jak na to zareagują. Co do tego, że ona jest odtrącana. Ja też to tak widze i tak to czuje i ona, mimo ze mi tego nie powie, pewnie tez.
"Skoro ona okazywała im sympatię i zainteresowania, a Twoi rodzice brali garściami to też powinni tym samym się zrewanżować." Popieram w 100%.
"No, chyba że naprawde jej nie lubią i nie chcą byście byli razem ... i co z tym zrobisz" Co do tego ze naprawde jej nie lubią hmm.. wydaje mi sie ze raczej nie przypadla im do gustu i raczej ta cała otoczka nie lubienia sprowadza się do martwienia o mnie- tak ONI by mi to wyjasnili. A wg mnie nie przypadla im do gustu i ma wady ktore wg nich beda mialy na mnie zly wplyw. A czy cha czy nie chca zebysmy byli razem. Szczerze- to akurat mnie coraz mniej interesuje. Owszem ciezko mi z mysla ze moga nie chciec= nie popierac tego, ( jak np ostatnio matka stwierdzila po co ja wracam po obronie do warszawy, przeciez prace zdalną moge i z domu tutaj wykonywać, a tam to tylko kase jeszcze bede wydawal. Odpowiedziłem krotko- co to za głupi komentarz i pytanie. I temat został zamkniety. Juz ona wiedziala co mialem na mysli) ale skoro sami mi powtarzaja ze nikt za mnie zycia nie przezyje, wiec podejmuje takie a nie inne decyzje.
Fajnie, że dla Ciebie nie jest istotne czy oni chcą czy nie chcą abyś był z tą dziewczyną. Tu przybijam piątkę głośno.
Jesteście dorośli, i życie jakie wybierzecie to wasza sprawa. Ale to czy ona ma na ciebie zły wpływ, nie zgadzam się. Uważam, że jakby miała zły wpływ, to byś był arogancki, wulgarny, wobec rodziców i robił inne niedobre rzeczy typu "narkotyki alkohol zapiekanki"
Z tego co piszesz to dobra dziewczyna. I ja to widze tak (nie koniecznie każdy musi podążać za tym) :
1. Powiedz rodzicom otwarcie, jestem dorosły, to moja kobieta którą kocham, jak wam się niepodoba to się nie wtrącajcie
2. Ponieważ jestem dorosły, mieszkam, śpie gdzie chce.
3 Odnośnie punktu nr 2, normalne i zrozumiałe jest to, że będąc niezależnym młodym facetem, który jest w związku, koncentruje się na nim bardziej, ponieważ rodziców nigdy kochać nie przestane
Tak w skrócie ![]()
"'1. Powiedz rodzicom otwarcie, jestem dorosły, to moja kobieta którą kocham, jak wam się niepodoba to się nie wtrącajcie
2. Ponieważ jestem dorosły, mieszkam, śpie gdzie chce.
3 Odnośnie punktu nr 2, normalne i zrozumiałe jest to, że będąc niezależnym młodym facetem, który jest w związku, koncentruje się na nim bardziej, ponieważ rodziców nigdy kochać nie przestane"
ad.1. Juz im to mówiłem. Stwierdzili ze maja sie nie interesowac? Niestety beda bo jestem ich synem i chca mnie uchronic o tego i tamtego..;/
ad.2. nie zrozumiałem tego:)
3. No dla mnie to tez jest logiczne, ale niestety oni wyznaja zasade ze do kogo najpierw pojade po dluzszej przerwie, tego bardziej lubie/jest wazniejszy itd. A tak nie jest. I wielka obraza kiedy po miesiecznej przerwie wolalem najpierw jechac do niej. A kiedy mowie ze mnie zaprosila itd to od razu awantura, ktora z reszta byla, i stwierdzenie no taak moze my tez cie bedziemy zapraszac?;///
Teraz, takim nst krookiem, jest to, czy zgodza sie zeby przyjechala do mnie na weekend ( raptem wieczór piatku sb i nd) po obronie swietowac. Miesiac temu byl maly wypadek i ktos sie do nas wlamal, i to byl powod dla jakiego 2 tygodnie temu stwierdzili ze raczej nie ( zzebym z nia nie przyjezdzal) , bo to jeszczen ie ten moment wszystko jeszcze w nich siedzi itd..bo beda alarm zakladac..No ciekaw jestem jak teraz bedzie. Bedac w domu nie widze zeby byli smutni czy o tym mysleli czy cos. Jesli sie zgodza bede sie cieszyl bo ja poznaja lepiej i popatrza na nas przez dwa dni. A jesli sie nie zgodza to naprawde zaczne sie martwic, bo to juz bedzie znak ze nie zycza sobie jej w domu, aczkolwiek nie powiedza pewnie tego wprost, tylko jakis powod wymysla...
Dawno nie było mnie tu. A więc. Scenariusz czarny sie spełnia/spełnił. W międzyczasie pojechałem do domu na tydzień. Było okej było miło fajnie i w ogóle. Ale cały czas dręczył mnie temat mojej dziewczyny. Tak więc, kiedy ojciec odwoził mnie na pociąg do sąsiedniego miasta, porozmawiałem z nim w 4 oczy jak ja to widze. Emocje oczywiście były. Mówiłem jaka jest, jak sie zachowuje, jak się stara jak mnie kocha i same superlatywy. Owszem ma wady ale kto ich nie ma kazdy je ma i oni ( rodzice ) tez. Mowilem mu ze nie ma mowy, zebym do domu wrocil na wakacje ( bo mieszkanie kupione, a za wynajem nie beda juz placili i musze sie sam utrzymac) i ze bede z nia mieszkal przez ten czas. Bo, po 1 jak to sobie wyobraza ( mama to tak widzi, ojciec nie do konca) ze 3 miesiacy czy tam iles nie bede sie widzial z dziewczyna, a po 2, jesli dostane nagle prace w warszawie to co? z dnia na dzien mieszkania mam szukac sobie itd? smiech na sali. Broniłem ją jak mogłem.. I pojechałem do warszawy. Moja dziewczyna, nie nalezy sie dziwic, oprocz tego ze jej najzwyczajniej na swiecie smutno ze moi rodzice tak ja traktuja, po prostu nie chce juz do mnie przyjezdzac...ale mowie, sluchaj po obronie mojej ( w piatek) pojedziemy do mnie na 2 dni. sobota i niedziela. W miedzyczasie okazalo sie, ze moze przyjada na obrone do mnie, z czego sie ucieszylem, bo bysmy razem wszyscy ja oni i moja dziewczyna, poszli na kolacje , swietowali itd. NIE PRZYJADA...bo mama sama nie pojedzie bo jest goraco i w pociagu nie wytrzyma. Tu akurat w to wierze. Ojciec sam nie chce jechac, a oboje nie przyjada bo miesiac temu nas okradli i sie mama dalej boi o mieszkanie. A poza tym wg nich lepiej bedzie jak ich ni bedzie, bede mial wiecej luzu, bez stresu, bede mogl z ludzmi potem swietowac bez skrempopwania itd.. Smutno mi sie zrobiło bo kolejna szansa na wspolne spotkanie zniknela...No to jamowie, sekunde pozniej, ze moze ja z moja dziewczyna wpadniemy na weekend poswietowac itd.. No to zaczely sie gadki.. Ze oni mi daja luz imiejsce i przestrzen to mi mało, ze moge z nia w weekend swietowac sobie w warszawie a w poniedzialek musze do domu przyjechac, bo we wtorek jada do wawy cos zalatwic i ktos w domu musi byc...Ze jakos u nich w sasiedztwie nie widza zeby dzizewczyny na weekendy wpadały i nie ma odwiedzin i na takie cos za wczesnie i ze skonczyly sie wakacje i studia i musze sie sjupic na powaznych rzeczach a z niektorymi "wyhamowac" bo na to jeszcze jest czas i na pewno teraz nie jest na to czas. Ze nie mam wyczucia momentu bo to zly moment na takie cos, ze chcialaby porozmawiac o tym ze mna tez ale nie godzine przed odjazdem czy przez telefon a w domu ( pewnie sie dowiedziala ze z ojcem rozmawialem o tym w aucie jak jechalem na pociag). O czym? no pewnie o Niej chce rozmawiac o przyszlosci ktora oczywiscie widzi negatywnie. Ja jej mowie ze przeciez kiedys przyjezdzala do nas na weekend i nie bylo problemu. No to cisza i od razu teksty ze teraz nie moment ze sa wazniejsze rzeczy itd.. po prostu nie chce zeby przyjechala do nas ( aha i dodala ze jakos nie widzi zebym ja jezdzil gdzies..a jak po miesiecznym niebyciu w domu mnie do siebir zaprosila to afera nyla ze jade tam a nie do domu...) Przykro jest mi niesłychanie.. moja dziewczyna powiedziała niedawno, ze jak tym raze mnie pojedziemy do mnie to juz nie pojedzie bo wie ze nie jest tam mile widziana..- nie dziwie sie jej. Smutno mi jak nie wiem po prostu.... kiedys to nie byl problem a teraz nagle wielka afera.. Nie rozumiem tego czemu... Oni(ona) nie potrafi zrozumiec ze chcialem zebysmY RAZEM RAAAAZEM swietowali ten szczegolny dzien, a nie osobno. Ze moj przyjazd w weekend z nia mial byc takim wspolnym swietem. NIE. Stwierdzila ze czemu ona ma robic cos na co nie ma ochoty. Tutaj sa inne zwyczaje, inni lubia tak a ona lubi tak i juz. W piatek mam obrone a teraz taka rozmowa..nie chcialem zeby taka byla liczylem z iinna reakcja. Smutno mi jest jak nigdy po prostu..WIem ze jako facet powinienem byc twardy itd, ale tu chodzi o moja dziewczyna z1 strony i o moja rodzine..i takie rozdarcie miedzy 1 a 2.to niesprawiedliwe:(.aha i oczywiscie wszyscy mna manipuluja i mnie w cos wciagaja i powinienem wyhamowac..wszyscy..tylko nie moja mama..no polemizowałbym. Przykro mi bo mialem wgm nie super plan, naprawde ladny mily przyjemny a wyszlo..no walsnie..wyszlo gorzej niz zle:( widze ze moja mama nigdy jej nie zaakceptuje i do mojego domu nie przyjedzie bo na to nie pozwoli..po prostu szkoda slow....:((((((((((((((
Twoi rodzice nie odcięli sobie pępowiny i cały czas cie na niej trzymają??
Będziesz żył z matka i ojcem całe życie czy z kobietą?? Myślisz że jak twojej obecnej dziewczyny nie akceptują to zaakceptują inna??? Ja Ci odpowiem nie zaakceptują żądnej!
Postaw się im i tyle a jak Ci kupuli mieszkanie i oni mają ci wybierać z kim masz mieszkać to niech sobie sami tam mieszkają. Całe życie bedą ci ustawiać???
A pracy też szukasz jakiejkolwiek czy w sowim zawodzie ( co rodzice powiedzą) ???
Bo wydaje mi sie że w Wawie jakąkolwiek pracę można znaleźć od tak, a w miedzy czasie szukać ambitnej wymarzonej by tylko być ze swoja ukochaną??
Mama nie przyjedzie bo jest gorąco a skąd będzie wiedziała jaka pogoda będzie w sobotę?? Ona już jest nastawioną żeby nie przyjechać.
24 2012-07-04 15:19:29 Ostatnio edytowany przez Katharina23 (2012-07-04 16:59:45)
A jeszcze dodam.. 18 sierpnia ma być wesele przyjaciółki mojej dziewczyny. Mowie o tym od pol roku. Miesiac temu sie dowiedzieli, ze ich znajomy do austrii zaprasza na impreze. Komentarz mamy krotki: " trudno, ale chyba na wesele nie pojdziesz bo ktos musi domu pilnowac". Zero liczenia sie z moja dziewczyna, w jakiej ona sytuacji jest itd zero. A co do ost. posta. Pracy szukam jak narazie w zawodzie wysyłam mase CV i mam nadzieje ze ktos odpowie. Jesli niebawem nikt nie odpowie znajde pracę nie w zawodzie po prostu.
"Mama nie przyjedzie bo jest gorąco a skąd będzie wiedziała jaka pogoda będzie w sobotę?? Ona już jest nastawioną żeby nie przyjechać." Akurat jest chora i zle znosi bardzo wysokie temperatury a takie maja byc w weekend. Przylro mi ze tak traktuja moja dziewczyne kiedy na to nie zasluguje. I mówilem po 100 razy jaka jest naprawde, jak mi sie z nia zyje...nie dociera. Jeszcze stwierdzial w rozmowie, ze "ona chce mnie chronic itd i niektore rzeczy ku jej wielkiemu niezadowoleniu wymykaja sie spod kontroli i ze wszyscy mna manipuluja i tylko ona powie mi jaka jest prawda bla bla bla". Nie dziwie sie ze moja dziewczyna nei chce przyjezdzac do mnie do domu kiedy to już która z kolei !!!! próba przyjechania wspólnego. Jakoś na poczatku to jej nie przeszkadzalo ze bylismy razem w domu a teraz jest afera z tego powdu. Niedlugo naprawde doprowadzi do sytuacji przed ktora mnie tak przestrzega a mianowicie ze dziewczyna moja bedzie mowic zebym jednak do domu nie jechal tylko zostal z nia bo sie bedzie bala ze beda mnie nastawiac przeciw niej.... I teraz wponiedzialek musze do domu jechac i zaloze siez e bedzie rozmowa, o ktorej wspominala mama, ze sa tematy na ktore chce porozmawiac " na zaś" jak to okreslila, ale nie przez tel, czy przed wyjazdem moim ale jak bede na spokojnie w domu. Oczywiscie, ja obstaje nadal przy swoim bede ja bronil bo ja kocham i bede z nia, ale jest mi coraz trudniej znosic te wszystkie klotnie i awantury. Czy to taka wielka rzecz, wyrazic radosc z powodu ze syn z dziewczyna chce do domu przyjechac bo obronil magistra i chce zeby RAZEM WSZYSCY NAJBLIZSI swietowali??;(. No ale jak slysze teksty " jakos w naszej okolicy nie widze zeby dziewczyny w odwiedziny do domów przyjezdzaly to dlaczego mamy byc ta rodzina ktora wylamuje sie i wychodzi przed szereg" ? to po prostu rece opadaja...i robi sie coraz smutniej. ( bo prawda jest taka, ze wydzwiek tej rozmowy jest nastepujacy: nie chce twojej dziewczyny w moim domu )
Dokładnie to określiłeś jednym zdaniem oni Twojej dziewczyny nie chcą. ALe to ty musisz wybrać ona albo rodzice. Rodzice mogą zmądrzeć jak wybierzesz dziewczyne.
Mój ojciec też nie lubił mojego męża i zawsze robił problem jak nie przyjechał w sobotę że mój jest z inna albo na dyskotece itp A jak przyjechał następnym razem to zawsze się go pytał czy dobrze się bawił beze mnie i takich sytuacji było dużo(śpi za długo, mało zarabia itd itd) Jak powiedziałam im że się wyprowadzam i zapraszam ich na mój ślub za 2 miesiące to był w szoku. Zrobił mi straszna awanturę co ja sobie myśle, że mi nie da kasy na ślub(oczywiście nie chciałam. tylko przyjęcie robiłam a na tyle to mieliśmy odłożone) zabronił mi się wyprowadzić bo jestem u niego zameldowana.
Postawiłam na swoim i powiedziałam wyprowadzam się wtedy i wtedy albo ta akceptujesz albo nie. Nie akceptował tego przez kilkanaście dni. 2 dni przed wyprowadzką zmądrzał, przeprosił za swoje zachowanie i tyle. Teraz nie ma już nic przeciwko bo jak zacznie tylko gadać to go ucinam że pojadę do domu i przyjadę dopiero na święta.
Musisz się postawić swoim rodzicom, choć masz trudniejszą sytuacje bo kupili Ci mieszkanie. Zawsze możesz powiedzieć albo jest twoje i ty masz decydować kto w nim mieszka albo niech je sprzedadzą.
"Rodzice mogą zmądrzeć jak wybierzesz dziewczyne. " albo dalej usilnie próbować mnie przekonać, że nie jest do konca dla mnie. Jak powiedziałem ze chce przyjechac po obronie z nia do domu to tak sie tlumaczyla, jakby chciala powiedziec, ze jeszcze nie czas na takie wizyty ( idiotyczny argument ze u nas w sasiedztwie jakos dziewczyny nie odwiedzaja chlopakow) i ze wszyscy w swoim czasie powoli narazie to jest istotne... Na zasadzie ze jesli tak juz przyjezdzamy do domu to to pewnie cos powaznego itd... no owszem jest cos powaznego i co? Jakos wczesniej przyjezdzalismy i bylo okej. Ba, na poczatku kiedy znajoma spytala o nas i powiedziala " to co szykuje ci sie synowa" to mama sie zasmiala i powiedziala " no pewnie niebawem ". Teraz jej to przez gardlo by nie przeszlo, Zastanawa mnie ta niechec, bo maja niby zdanie o niej zle, na podstawie nie wiem w sumie czego ( no ok nie pasuje im ze tam rodzina jest rozbita, inna, ze tam kazdy jest samodzielny ze rzadko sie odwiedzają i ze moja dziewczyna ma wady takie i inne... KAZDY MA!!!). i kiedy chce przyjechac zeby ja lepiej poznali to oni juz 3 chyba raz odrzucaja propozycje...no to jak chca zmienic zdanie i ja lepiej poznac?;//:(
"Rodzice mogą zmądrzeć jak wybierzesz dziewczyne. " albo dalej usilnie próbować mnie przekonać, że nie jest do konca dla mnie. Jak powiedziałem ze chce przyjechac po obronie z nia do domu to tak sie tlumaczyla, jakby chciala powiedziec, ze jeszcze nie czas na takie wizyty ( idiotyczny argument ze u nas w sasiedztwie jakos dziewczyny nie odwiedzaja chlopakow) i ze wszyscy w swoim czasie powoli narazie to jest istotne... Na zasadzie ze jesli tak juz przyjezdzamy do domu to to pewnie cos powaznego itd... no owszem jest cos powaznego i co? Jakos wczesniej przyjezdzalismy i bylo okej. Ba, na poczatku kiedy znajoma spytala o nas i powiedziala " to co szykuje ci sie synowa" to mama sie zasmiala i powiedziala " no pewnie niebawem ". Teraz jej to przez gardlo by nie przeszlo, Zastanawa mnie ta niechec, bo maja niby zdanie o niej zle, na podstawie nie wiem w sumie czego ( no ok nie pasuje im ze tam rodzina jest rozbita, inna, ze tam kazdy jest samodzielny ze rzadko sie odwiedzają i ze moja dziewczyna ma wady takie i inne... KAZDY MA!!!). i kiedy chce przyjechac zeby ja lepiej poznali to oni juz 3 chyba raz odrzucaja propozycje...no to jak chca zmienic zdanie i ja lepiej poznac?;//:(
od tego zmienilo sie teraz jedynie tyke, ze gdy mowie ze ona pozdrawia to odpowiedz jest dziekuje bardzo pozdrawiam rowniez... jesli nie znajde pracy do konca lipca pomeiszkam z nia az mieszkanie nie bedzie gotowe...poczatkowo nie chcialem z nia mieszkac, ale po 1 stwierdzilem ze to niezly pomysl, bo (mam nadzieje) mega nas zblizy do siebie, bardziej niz teraz, ponadto bedzie to dowod dla rodzicow ze nam jest dpbrze razem, po 3 nie wyobrazam sobie 3 czy 4 miesiace nei widziec jej albo widziec sporadycznie, np tydzien w miesiacu. Powiedzialem o tym jakis czas temu rodzicom powiedzili ze to moja kasa moge robic co chce, ale wg niej ( bo matka jak zwykle prym wiedzie) powinienem zostac w domu i nie marnowac kasy. Tak? a jak dostane nagle propozycje pracy w wawie i na nst dzien mialaby byc rozmowa, to co?...no wlasnie:) Pewnie bedzie rozmowa o tym w domu niebawem bo musze jechac cos zabrac do warszawy,, ale mam pieniadze, stac mnie na pokoj w mieszkaniu z nia, i bede tu siedzial i nadal szukal pracy. Mam nadzieje ze postawa rodzicow sie zmieni... naprawde bo staje sie to powoli ciezarem..i to sporym. Tak mysle..moze kiedy znajde prace to sie oni troche zmienia...albo inaczej spojrza na to...ehhh ciezko naprawde coraz ciezej...
Gdybym mogła, to nieźle bym potrząsnęła Twoją matką, bo to co robi jest toksyczne jak diabli. Manipuluje Twoimi uczuciami, gra na Twoim przywiązaniu do rodzinnego domu i rywalizuje z Twoją dziewczyną o wyłączność na Twoją miłość. Najwyraźniej dąży do tego, by "przepędzić" dziewczynę, a robi to w taki sposób, ze zasiewa w Twojej głowie watpliwości dotyczące jej zdolności do kochania. A to dlatego, że jej rodzice są po rozwodzie, a to że nie ma w nich wsparcia materialnego i tym podobne bzdury. A chodzi chyba o syndrom "pustego gniazda", o to że matka (i ojciec) nie radzi sobie z Twoją dorosłością. Jesteś ich jedynym dzieckiem i Twoja dorosłość jest przykrym zaskoczeniem. Niektórzy rodzice tracą wtedy głowę i zdrowy rozsądek. Gdy Twój związek z dziewczyną był jeszcze świeży, to jeszcze dało się żyć, bo "pewnie się rozleci", ale gdy sprawy zaszły dalej, dziewczyna stała się zagrożeniem. Zabierze jedynego synka, przekabaci, odciągnie od rodziców, wypełni sobą jego życie, stracimy go.... To głupie myślenie, ale niestety wielu rodziców, a w szczególności matek synów jedynaków tak ma.
To co możesz zrobić, to nie przykładać takiej wagi do tego, co matka mówi i robi. To nie Ty masz problem, problem mają Twoi rodzice. Rodzice dorosłego dziecka, ktore właśnie zaczyna dorosłe i samodzielne pod każdym względem życie. Oni sami muszą się ze swoim problemem uporać i pogodzić się z tym, że jesteś dorosły. Nie roztrząsaj z nimi charakteru swojej dziewczyny, ani jej rodzinnych doświadczeń. Krótko ucinaj próby dyskusji na te tematy i nie tłumacz się jak mały chłopiec ze swoich wyborów. Tak postanowiłem i koniec. Rodzice wcale nie muszą być zachwyceni tym jak układasz swoje życie, ale MUSZĄ to przyjąć, bo nie ma innego wyjścia jeśli chcą mieć z Tobą dobry kontakt. A chyba chcą.
Rozumiem Twoje pragnienie by wszyscy się lubili, akceptowali i byli sobą nawzajem zachwyceni, ale to jest.....dziecinne pragnienie. W życiu tak nie ma, a żyć trzeba, mimo, że nie lubi się tego czy tamtego. Im mniej będziesz się przejmował tym, że mama i tata nie przepadają za Twoją dziewczyną, tym wcześniej wróci normalność. Rodzice dotąd będą Tobą manipulować, dokąd będą widzieć, że ma to na Ciebie istotny wpływ, że się tym gryziesz, przejmujesz. Przestaną, gdy stwierdzą, że ten wpływ stracili, że ich gadanie sobie, a Ty sobie. Muszą przyjąć do wiadomości i zaakceptować, że już nie są na pierwszym miejscu w Twojej hierarchii ważności, że teraz jest tam Twoja dziewczyna. Ale nie znaczy to, że przestałeś ich kochać. To ich problem i zostaw ich z tym samych. Ty zaczynasz dorosłe życie, a oni muszą odrobić swoją lekcję na kolejnym etapie swojego życia. Im bardziej niezależny i stanowczy będziesz, tym szybciej ją odrobią.
Zgadzam się z marena7 w zupełności. Musisz znaleźć złoty środek. Dziewczynie wytłumaczyć, że rodzina jest dla Ciebie ważna i prosisz ją by uszanowała Twoje decyzje względem wyjazdów i odwiedzin, a rodzicom, że kochasz ich, ale masz swoje życie i swoje plany. Wiem, że ciężko jedynakowi, który zawsze miał dobre relacje z rodzicami, tak powiedzieć. Zwłaszcza kiedy przez większość życia rodzice dobrze doradzali i nie było podstaw by im nie wierzyć. Ale z Twojego opisu wyraźnie wynika, że to oni mają problem z tym, że dorastasz i powoli zakładasz swoją rodzinę. Trudny okres przed Tobą, ale nie daj się zwariować ![]()