Ostatnio rozmawiałam z moim kolegą. Facet 34 lata, żona, dziecko, praca w porządku. I nagle zaczął mi coś mówić o śmierci i przemijaniu, o tym, że ciekawe jak to jest po śmierci jak nas już nie ma, że lata tak szybko lecą, że za kilkanaście lat będzie już po 50-tce, że nie wygląda już tak jak kiedyś... Czy to krysys wieku średniego? Pierwsze jego obawy przed starością już zauważyłam jak go poznałam, miał 30 lat, a już opowiadał mi, że jest stary
Moim zdaniem 30+ to młody wiek, niektórzy dopiero wtedy rodziny zakładają. Powiedziałam mu że przecież ma żone, dziecko, o co mu chodzi, życie poukładane. Nie wiem jak z nim rozmawiać na takie tematy :I
1 2012-01-16 12:01:25 Ostatnio edytowany przez afmin (2012-01-16 12:03:50)
... może brak pomysłu na siebie, brak dojrzałości do posiadania rodziny, dzieci.
Fajnie jest być młodym, imprezować, spotykać się ze znajomymi, ale w pewnym momencie się to kończy... każdego dnia trzeba iść do pracy, znajomi robią to samo, więc nie wystarczy rzuć pomysł i bawić się, tak jak się zdarzało mają 20+, teraz trzeba zorganizować kogoś do dziecka, przeliczyć, ile na imprezę można wydać, by później domykać budżet...
Może moje spojrzenie jest krzywdzące, ale wydaje mi się to trochę infantylne. Jak miałam może 10 lat to wydawało mi się, że osoba 30 letnia to "starsza pani/pan". Jak się ma 30 lat, to raczej nie kryzys wieku średniego, tylko brak koncepcji na kolejnych 30-60lat.
Co innego teoretyczne rozważania co jest pośmierci, a co innego brak pomysłu na życie.
Zapytaj się go czy zamierza do emerytury pracować na tym samym stanowisku, czym się zajmie, gdy jego dzieci będą już na tyle duże, że zaczną żyć własnym życiem, co robi względem swojej żony, by za parę lat nie zdziwić się, że już jej nie ma i nawet nie zauważył, kiedy to się stało. Czy ma jakąś pasję, coś co lubi robić, czy jedynym jego marzeniem jest wrócić do domu i przewegetować wieczór przed TV, by następnego dnia skopiować miniony dzień?