...
1 2011-11-28 18:31:39 Ostatnio edytowany przez antanda (2011-11-28 20:08:56)
Reasumując, zaduszasz go swoją "miłością", zabraniasz mu mieć koleżanki, chcesz, by był inny, niż jest, chcesz w nim zmienić coś, co wcale nie jest złe (to, że nie akceptujesz koleżanek w życiu partnera nie znaczy, że on ma się zmienić, tylko, że to Ty masz problem!), drażnisz go pretensjami i przeszkadzasz mu w pracy... Dziwisz się, że on już nawet do Ciebie nie dzwoni?
3 2011-11-28 19:02:09 Ostatnio edytowany przez antanda (2011-11-28 20:13:46)
hmmm....
4 2011-11-28 19:02:35 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2011-11-28 19:04:06)
Rany!
Czemu chcesz zmieniać dorosłego człowieka?
Czemu on ma się nie kontaktować ze swymi koleżankami?
Dlaczego ma być non stop zachwycony Twoimi telefonami?
Wspólne zamieszkanie na pewno by zbliżyło Ciebie do niego. Mocniej zacisnęłabyś mu obrożę.
Mężczyźni uwielbiają patrzeć na zapłakane kobiety. Zwłaszcza wówczas, gdy płaczem chcą na nich różne rzeczy wymusić. Choćby poczucie winy.
5 2011-11-28 19:33:49 Ostatnio edytowany przez BabaOsiadła (2011-11-28 19:36:18)
Hmmm... nie do końca takjest, zawsze to ja byłam tą niepewną itp, ostrożna jestem ze swoimi decyzjami, on za to chciał wszystkiego na hurra. Nie potrafię mu zaufać, nie rozumiem dlaczego smsuje z koleżankami skoro oboje uznaliśmy żeby tego nie robić, wyznaczyliśmy pewne granice RAZEM. Nie wiem co mam zrobić, wkurzam go nawet jak płaczę, jest dla mnie nieprzyjemny przy kolegach.. To tak jakby bardzo chciał mi pokazać,że jest beznadziejny.. Czy to jest jakiś sygnał,że chce bym to JA skończyła...?
Widocznie jednak nie ustaliliście tego RAZEM, tylko Ty dałaś mu do zrozumienia, że tego oczekujesz, a on nie umiał od razu asertywnie stanąć w obronie swoich praw. On dalej smsuje z koleżankami (do czego ma pełne prawo), a zatem wcale nie uznał, że kontakty ze znajomymi płci żeńskiej są czymś nagannym, i że zamierza zrujnować swoje życie osobiste, bo Ty tego wymagasz.
Mężczyźni uwielbiają patrzeć na zapłakane kobiety. Zwłaszcza wówczas, gdy płaczem chcą na nich różne rzeczy wymusić. Choćby poczucie winy.
No właśnie. On Ci wcale nie chce pokazać, że jest beznadziejny, nie dopatruj się drugiego dna tam, gdzie go nie ma. Ty go NAPRAWDĘ wkurzasz.
Hehe ale ja nie wydzwaniam bez przerwy, dzwonię rano i wieczorem, lub wtedy kiedy muszę mu cos przekazać..kiedyś było odwrotnie, nie jestem narzucającą się zdesperowaną kobietą, a jeśli chodzi o te koleżanki to powiedział mi "zawsze w takiej damsko-męskiej przejaźni jedna osoba sie zakochuje w tej drugiej,żadna taka przyjaźń nie jest bezinteresowna" - dlatego się tym denerwuję!
Koniecznie chcesz znaleźć osobę, która potwierdzi Twój nieskalany (w Twoich oczach) wizerunek, na Twego partnera (nie traktujesz go jak partnera) napluje i podpowie rozwiązanie, na które już się zdecydowałaś.
Żadnej refleksji nad swoim zachowaniem, a tylko na nie masz wpływ.
Jeżeli nie zmienisz swego postępowania w kolejnym związku popełnisz dokładnie ten sam błąd, z tymi samymi konsekwencjami. Twoje życie.
8 2011-11-28 19:50:06 Ostatnio edytowany przez antanda (2011-11-28 19:56:18)
Nie rozumiem skąd takie wnioski, ja też wiele rzeczy akceptuje oraz wiele rzeczy zmieniam tak by mój partner czuł się komfortowo, zresztą za każdym razem się zastanawiam czy nie sprawię mu daną rzeczą przykrości i nigdy go nie okłamałam, czego z drugiej strony brakuje-tzn tzw "nie chciałem Cię wkurzać moim zachowaniem"
Przeczytaj swój post rozpoczynający wątek.
Spokojnie, ze zrozumieniem.
Przeczytaj kolejne swe posty.
Załóżmy, że to nie Ty jesteś ich autorką, co odpowiedziałabyś tej kobiecie?
Nazwa postu: chodziło mi o to,że były prośby,zachęcanie, namawianie do wspólnego mieszkania itp, trwało 2 msc, kiedy się zgodziłam zaczął się z tego wycofywać, daję całą siebie, nie robię żadnych nieuczciwych numerów, jak się deklaruję to nie po to by za chwilę być niepewną.
11 2011-11-28 20:14:19 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2011-11-28 20:58:13)
Nie odnosiłam się do nazwy wątku, tylko do treści Twych postów (szkoda, że zmieniłaś treść pierwszego postu w godzinę po jego napisaniu i już po otrzymaniu odpowiedzi tyczących niego).
Zdania, na które zwróciłam uwagę:
(...)do tego doszedł brak zaufania- poniekąd trochę słuszny(nigdy nie akceptowałam koleżanek bo im nie ufam w życiu mężczyzny,tzn owszem ale nie jeśli chodzi o jakieś spotkania "sam na sam" czy smsowanie ciągle)(...)
Budować związek na braku zaufania?
(...)jeżeli męzczyzna na słowa kobiety,że nie jest szczęśliwa z wielu powodów, on krzyczy i sie denerwuje jej obecnością przy kolegach(...)
Mówienie, w obecności jego kolegów, o swym braku szczęścia w związku, ma przyjąć ze spokojem?
(...)Nie potrafię mu zaufać, nie rozumiem dlaczego smsuje z koleżankami skoro oboje uznaliśmy żeby tego nie robić, wyznaczyliśmy pewne granice RAZEM.(...)
Bez zaufania nie ma udanego związku. I to Ty mu nie ufasz, nie odwrotnie. Moi rodzice też ze mną się "umawiali" w identyczny sposób, wyznaczając godzinę powrotu do domu; miałam tyle samo do gadania, co Twój chłopak.
(...)wkurzam go nawet jak płaczę,
Żaden mężczyzna nie lubi być katem. A pokazywanie jak bardzo jesteś nieszczęśliwą i biedną przez niego, to operacja na otwartym sercu bez znieczulenia.
(...)jest dla mnie nieprzyjemny przy kolegach(...)
A jak TY się przy nich zachowujesz wobec niego czy nich? Może to jest reakcja na TWOJE zachowanie?
Taak.
Likwidacja postu - świetnym pomysłem.
Na wszelki wypadek zacytuję ten pierwszy, napisany o 17.30 i poprawiony w godzinę po jego napisaniu (niestety, nie mam jego pierwotnej wersji, a był tam też fragment o Twej ochocie do jego zmieniania, by był innym człowiekiem):
Witam wszystkich, pierwszy raz zakładam post na forum.
Jestem w związku na odległość od ponad pół roku, byłam pewna tego związku bo zakochałam się po uszy, nigdy wcześniej nie było we mnie tak silnego uczucia. Na początku było pięknie-wiadomo-zauroczenie itp, jednak ostatnimi czasy bardzo sie popsuło... moje wiadomości i telefony drażnią i koczą się niemiło, do tego doszedł brak zaufania- poniekąd trochę słuszny(nigdy nie akceptowałam koleżanek bo im nie ufam w życiu mężczyzny,tzn owszem ale nie jeśli chodzi o jakieś spotkania "sam na sam" czy smsowanie ciągle) Prawdę mówiąc nie wiem czy jeżeli męzczyzna na słowa kobiety,że nie jest szczęśliwa z wielu powodów, on krzyczy i sie denerwuje jej obecnością przy kolegach, to znak żeby po prostu dała sobie spokój? Nie chcę nikogo zmuszać do miłosci do mnie przecież...
A ten kolejny, zlikwidowany, brzmiał tak:
Hmmm... nie do końca takjest, zawsze to ja byłam tą niepewną itp, ostrożna jestem ze swoimi decyzjami, on za to chciał wszystkiego na hurra. Nie potrafię mu zaufać, nie rozumiem dlaczego smsuje z koleżankami skoro oboje uznaliśmy żeby tego nie robić, wyznaczyliśmy pewne granice RAZEM. Nie wiem co mam zrobić, wkurzam go nawet jak płaczę, jest dla mnie nieprzyjemny przy kolegach.. To tak jakby bardzo chciał mi pokazać,że jest beznadziejny.. Czy to jest jakiś sygnał,że chce bym to JA skończyła...?
Żegnam.