mam 21 lat. jak każda młoda osoba miałam plany- skończyć technikum, potem iść na studia, pracować , mieć rodzine. los niestety nie był mi przychylny. jak miałam 18 lat pewnego dnia ojciec usiadł ze mną w kuchni i zaczął rozmawiać. nasze relacje nigdy nie były dobre.... zakomunikował mi że mam skończyć technikum i znaleźć pracę. że mogę wybić sobie z głowy studia. ja jednak wpadłam na fajny pomysł żeby szybko po szkole znaleźć pracę i zarobić sobie na te studia a potem uczyć się zaocznie. przyszły matury ... potem egzamin zawodowy. ja jak głupia usilnie szukałam pracy... ale każdy co spojrzał na mnie to było- dziecko nie masz nic doświadczenia my nie potrzebujemy takich pracowników. ale ja nie poddawałam sie. w końcu po 2 mies. siedzenia w domu załapałam się po znajomości na pracę dorywczą na 3 tyg. zawsze to wpadło kasy. był już wrzesień a ja nadal nie miałam kasy. w końcu zrezygnowałam ze szkoły. dosyć szybko zatrudniła mnie pewna młoda osoba do saloniku prasowego. pech był taki że była straszną złodziejką. obcinała mi za swoje machlojki z pensji co mies. ja jednak mocno trzymałam się tej pracy bo wolałam to niż siedzieć znów w domu. pracowałam tam 8 mies. w końcu chciała mi dać pensji 300zł więc się wkurzyłam i powiedziałam jej że dziękuję za współpracę i że odchodzę. znów zaczęłam szukać pracy . zatrudniłam się do hipermarketu ale coż ja tam zarobiłam
300zł czasem, 400zł. nie dało się tak. po 1,5 mies odeszłam. znów poszukiwania pracy... i nadal nic i nic, i nic.... i tak ciągle. mnóstwo cv wysyłanych na maile, prywatnie, wydawanie kasy na telefony do nich, rozmowy kwalifikacyjne. a oni nic
od czasu do czasu chodziłam na szkolenia. trwały 2 tyg lub 3... po szkoleniach zwolnienie. załamka coraz większa. w domu krzywe spojrzenia. ojciec co trochu " jesteś beznadziejna, bezużyteczna, do niczego się nie nadajesz!!!!" codziennie awantury, groźby ze mam się wyprowadzać. dobrze że mama jakoś mnie podtrzymywała na duchu ... teraz już niestety od miesiąca tak nie jest. matka nawet na mnie krzyczy że mam 21 lat a nierób jestem, że pracy znaleźć sobie nie umiem, że przeze mnie ojciec chodzi zły a ona spać nie może... pewnego dnia ojciec podjął decyzję i powiedział do matki : masz gotować tylko dla nas dwojga. od tamtej pory nie jem już ich obiadów. ba nawet jakbym chciała to i tak nic dla mnie nie ma. ujełam się honorem. miałam 500zł zarobione z poprzedniego szkolenia więć pojechałam na zakupy i kupiłam sobie jedzenie, kawę i to z czego korzystam. teraz już jedzenie się kończy. codziennie żyje o kanapkach - nie mogę na nie już patrzeć. kasy też mało. psychicznie czuję się beznadziejnie. to że nie mogę znaleźć pracy to nie moja wina. poza tym nie jestem z miasta więć godziny pracy i dojazd do domu też jest ważny. ostatnio jest coraz gorzej. mam czarne myśli ... nie chcę już żyć. tydzień temu miałam z chłopakiem wypadek. żałowałam że nic mi się nie stało. chłopak wie o moich myślach. bardzo mnie wspiera... mówi że on też jest i powinnam przynajmniej dla niego żyć. i tak jest żyję tylko dla niego. ostatnio mam zaburzenia snu , budzę się po 10 razy w nocy... jak wstaję boję się że znów ojciec mnie będzie męczył gadaniem. czuję się tu jak intruz
nie mam pozytywnego myślenia...z góry zakładam że nie uda się. usiadłam dziś z matką powiedziałam jej że źle się z tym czuje, ze mi nie pomagają dobrym słowem tylko dołują,że mam już dosyć takiego życia i chętnie bym go zakończyła. matka na to machnęła tylko reką i jeszcze mnie ochrzaniła... nie długo ojciec wraca z pracy pewnie będzie znów awantura
proszę się po znajomych żeby mi załatwili pracę zagranicą. puki co nikt nic nie pomógł. mogłabym zarejestrować się w urzędzie pracy ale u nas staży już 1,5 roku nie ma
dostają tylko ludzie z grupą inwalidzką . taki mój los. ,maruda jestem ale musiałam w końcu się wyżalić.
Kurcze ale to przykre ... a chłopak by cię nie przygarnął na jakiś czas do siebie? Może łatwiej będzie Ci znaleźć pracę jak zmienisz to toksyczne otoczenie?
PS: z której częsci Polski jesteś?
3 2011-11-25 13:07:45 Ostatnio edytowany przez frytka292 (2011-11-25 14:51:36)
ze świętokrzyskiego. u niego nie lepiej. mieszka w pokoju z 2 rodzeństwa. jego ojciec też podobny jest do mojego ojca. ale różnica jest taka że on zarabia . ma stałą pracę już 2 lata i sam kupuje sobie jedzenie. mieliśmy razem się wyprowadzić do miasta - wynająć coś. ale teraz zły na to moment. on nie ma kasy , ja tym bardziej.
sądze że większość osób które to czyta myśli sobie że kłamę
ale ja naprawdę tak mam.
Współczuję Ja mam podobnie i nie mam już siły . A facet okazał się totalnym nie wypałem w moim życiu myślałam , że zacznę nowe życie i jakoś to będzie w życiu a jest jeszcze trudniej i trudniej- MAM DOŚĆ dlaczego tak się dzieje... Każdy dzień jest gorszy od poprzedniego .
Współczuję Ja mam podobnie i nie mam już siły . A facet okazał się totalnym nie wypałem w moim życiu myślałam , że zacznę nowe życie i jakoś to będzie w życiu a jest jeszcze trudniej i trudniej- MAM DOŚĆ dlaczego tak się dzieje... Każdy dzień jest gorszy od poprzedniego .
najgorsze że się tak dołujemy...całe życie pod górkę. jednak nadzieja we mnie nie umarła. już tyle lat mam nadzieję że ułoży się i ucieknę z tego wariatkowa jak najdalej...w końcu zaznam spokój i nikt nie będzie nad głową mnie wyzywał , wkońcu ktoś doceni...szczerze mówiąc nawet nie chcę myśleć czy dalej będzie tak samo... mam jednak nadzieję że mój chłopak nie zmieni się i nie stworzy mi identycznego piekła. dziwię się matce co ona w nim widzi. i ciekawa jestem czy jak stąd odejdę czy wtedy nad nia nie zacznie się znęcać
on często zachowuje się jakby był od tego uzależniony żeby ileś razy dziennie powiedzieć mi przykre słowa i przekleństwa, wyzwiska ![]()
Przykre jest, ze nie masz w rodzicach oparcia, ze Cie gnebia. Szkoda, ze nie pozwolili Ci pojsc na studia. Rodzice niesprawiedliwie sie zachowuja, bo to juz nie Twoja wina, ze nie mozesz znalesc pracy. Stala prace w tych czasach nie tak latwo znalesc, tym bardziej jesli sie nie ma zadnego doswiadczenia, lub ukonczonej dobrej szkoly. Bardzo smutne jest kiedy czyta sie o mlodych ludziach, ktorzy nie maja oparcia we wlasnych rodzicach. To rodzice powinni pomoc, byc dla dziecka podpora, wspierac je, powiedziec dobre slowo. Nie jestes leniem, wiec Twoj tata nie powinien Cie od nich wyzywac. Mam wrazenie, jak by oni byli bez uczuc. Moze napisz do mamy list, mowic jak sie czujesz, ale rowniez dodaj, ze Ty szukasz ciagle pracy, lecz ciezko jest cokolwiek znalesc, tym bardziej, ze Ty nie masz doswiadczenia. W liscie dopisz, ze nie chcesz siedziec im na karku, i przykro Ci, ze wlasni rodzice nie wspieraja Cie psychicznie. Na koniec dodaj, ze bardzo chcialabys, aby Twoja mama Cie zrozumiala, i ze ja kochasz. Nie wiem czy to cos pomoze, ale sporbowac mozesz. Pisz jak bedzie Ci zle. Pozdrawiam
Jestem pod wrażeniem ! Nie wyobrażam sobie sytuacji gdzie rodzice jedzą obiad a dla Ty patrzysz jak jedzą.
Z tego co napisałaś to widzę,że jesteś silną,samodzielną osobą i wierzę,że i do Ciebie uśmiechnie się los i wszystko się ułoży.
Proszę nie załamuj się, jeśli masz rodzeństwo to może mogliby Ci pomóc jak skończą Ci się pieniądze.Myślę ,że jak nie znajdziesz pracy i nie będziesz miała co jeść to możesz powiedzieć mamie że jesteś zmuszona opowiedzieć o swojej sytuacji w Ośrodku Pomocy Społecznej i do czasu przyznania jakiejś pomocy możliwe że będziesz prosiła sąsiadów o pomoc.
Myślami jestem z Tobą i wierzę że jesteś rozsądną dziewczyną i będziesz myślała tylko pozytywnie mimo chwilowych(tak to wszystko minie)przeciwności.
jestem jedynaczką. ja to rozumiem jak dzieci są z wpadki to mają gorzej ale ja urodziłam się 1,5 roku po ich ślubie
Saffari - to co piszesz to moja mama wie. próbuje często z nią o tym gadać. wie jakie mam zdanie na ten temat i wie że płaczę przez nich i się dołuje. ale problem jest taki że gdy jest ze mną to w pełni mnie popiera i wspiera... a gdy jest z ojcem nawet nie próbuje bronić. a nawet popiera ojca. można powiedzieć że dwulicowa. ![]()
główny problem to ojciec ... on tu rządzi i rządzi matką. matka daje mi często odczuć że on jest ważniejszy niż ja.
dziś mi matka powiedziała że mam jeść ich jedzenie i nie słuchać ojca.
jutro ojciec jak zrobi wojne to jestem pewna że nawet się nie odezwie. zresztą zawiodłam się na niej już nie raz. niby mówi mi teraz że mam jeść a kiedyś już kilka razy ugotowała tylko na 2 osoby. a ja mogłam tylko wąchać.
wczoraj próbowałam powiedzieć na spokojnie ojcu że naprawdę szukam i składam że nie chcę być na ich karku. on nawet mnie nie chciał słuchać. wyrobił sobie zdanie i nie chce go zmienić.
mam 21 lat.... mogłabym zarejestrować się w urzędzie pracy
dlaczego jeszcze tego nie zrobiłaś? nie uczysz się-to gdzie jesteś ubezpieczona?
Nie popieram metod Twoich rodziców, są naganne ale...starałam się zrozumieć ich motywację.
Czy rodzice mają problemy finansowe (takie życie na styk)? Problem z pracą, inne osoby na utrzymaniu?
10 2011-11-25 23:13:41 Ostatnio edytowany przez frytka292 (2011-11-25 23:26:56)
nie mają problemów z finansami...tak jak napisałam jest nas 3 w domu. nie zarejestrowana jestem , ponieważ byłam pół roku nawet więcej i to nic nie dało.potem znalazłam pracę i musiałam się wyrejestrować nie ma teraz zawieszenia. poza tym pani pośrednik nie potrafiła mi dać oferty pracy. zresztą nawet w jednym z wątków o Urzędzie Pracy się wypowiadałam. ojciec mnie ubezpieczył przy sobie. jakieś tam kombinacje. ale teraz w tej sytuacji powiedział że w styczniu ubezpieczenie mi wygasa a on nie odnowi go. wtedy będę musiała się znów zarejestrować. puki co ubezpieczenie mnie nie martwi. gorzej to co jest w domu i brak pracy
dodam że nie mam stałego dochodu. jeśli podejmuję pracę nie mogę być zarejestrowana w Urzędzie.
przecież napisałam w 1 poście że co trochu chodzę na jakieś szkolenia lub praca na 2 tyg na umowę zlecenie. z tym że ja mam tak że 2 tyg pracy i miesiąć lub 2 siedzenia w domu. nie mam stałej pracy już od 6 mies. tylko co jakiś czas takie z doskoku
"mnóstwo cv wysyłanych na maile, prywatnie, wydawanie kasy na telefony do nich, rozmowy kwalifikacyjne. a oni nic od czasu do czasu chodziłam na szkolenia. trwały 2 tyg lub 3... po szkoleniach zwolnienie." to napisane w 1 poście.
http://www.netkobiety.pl/viewtopic.php?pid=775137#p775137
Jej, współczuję Ci, naprawdę bardzo. Ale nie łam się, wiem zabrzmi to teraz banalnie, ale to jeszcze nie tragedia. Sama szukałam pracy pół roku, co prawda, jedzenia mi nie odmawiali, ale gadania było co niemiara. Może spróbuj poszukać czegoś na przetrwanie, nie wiem, chociaż sklep spożywczy, cokolwiek byleby był jakiś dochód. Spokojnie, wszystko się ułoży. Sama też pracuję i studiuję zaocznie, mało tego teraz ciągnę dwa etaty... Jest bardzo ciężko, rodzice nie ułatwiają, narzeczony, może nie utrudnia, ale na duchu też nie zawsze podnosi. Wszystko się uda, dużo wiary w siebie i uśmiech na twarz, inaczej będą Cię ostrzegać, spróbuj, pracodawcy patrzą też na nastawienie pracownika.
Może spróbuj poszukać czegoś na przetrwanie, nie wiem, chociaż sklep spożywczy, cokolwiek byleby był jakiś dochód..
ale ja tylko w tym szukam ... mam zawod technika handlowca. do sklepu z odzieza czy butami nikt nie przyjmie mnie bo skladalam nie raz bo kazdy parzy na to ze ja nigdy nie robilam przy tym. natomiast pracowalam tylko przy spozywce wiec szanse sa lepsze. ale tez pracodawcy wydziwiaja
a to ze rok to malo , a ze zaraz w ciaze zajde lub ze za mloda nie da rady dzwignac. nikt nie daje szansy!!!!myslalam nawet zeby zaczac skladac cv w innym kierunku. ale w jakim ? kto mnie przyjmie teraz bez doswiadczenia w innym zawodzie???
Rodziców masz naprawdę okropnych... Ale aż mi się wierzyć nie chce, że pracy sobie nie możesz znaleźć. Ja sobie zaraz po maturze znalazłam: najpierw jako hostessa, potem w restauracji z Niemczech, a po drodze mnie jeszcze chcieli w sklepie z ciuchami, ale ja chciałam tylko pracę sezonową, więc im to nie pasowało. Nie wiem jak duże jest Twoje miasto, ale może to właśnie jest problem: nie ma nawet gdzie pracować. W większym mieście zawsze się jakaś praca znajdzie.
Rany, to faktycznie jest problem, ja mieszkam niedaleko Warszawy, tutaj pewnie rynek pracy jest inny... Trudno mi to sobie wyobrazić bo ja zaczynałam pracę w wieku 16 lat, najpierw właśnie w sklepie spożywczym. Teraz pracuję, co prawda dzień bez mobbingu, to dzień stracony, w państwówce, na stanowisku biurowym. Moja koleżanka też szuka jesteśmy obie na ukończeniu studiów magisterskich, ona ma licencjackie i niczego absolutnie niczego nie może znaleźć i mieszka w centrum Warszawy. Trudne jest życie młodych ludzi, utrudniają nam jak mogą, niestety. Cóż, może jednak spróbuj szukać gdzieś dalej dla ciekawości złóż CV gdzieś do Warszawy, w dużych centrach handlowych ciągle potrzebują, chociaż na promocję, do inwentaryzacji... Ale grosz wpadnie. Musisz kombinować :-) Wierz, że się uda. Wiara przenosi góry, a pozytywne myślenie jest drogą do sukcesu. Uwierz mi, sama wypróbowałam :-)
Kaisa Tobie sie poszczescilo, ze znalazlas prace od razu po maturze, ale takie sa polskie realia, ze prace ciezko znalesc, i bedzie jeszcze ciezej. Moja siostra kilka lat temu rowniez skonczyla technikum handlowca, wysylala swoje CV do kazdego sklepu z osobna, i nikt sie nie odezwal. Dopiero jak kolezanka jej nie zalatwila pracy z sklepie spozywczym to tak siedziala w domu. To prawda, ze pracodawcy z Polsce bardzo utrudniaja zdobycie pracy. Rok doswiadczenia to za malo? A skad nabierac to doswiadczenie skoro nikt nie chce przyjmowac do pracy. Wracajac Frytk do Twojego problemu, szkoda ze Twoja mama sie tak zachowuje. Co jak co, ale zeby zabronic corce jesc ? Wyobrazam sobie, jak musi Ci byc ciezko, ale nie poddwaj sie! Nie przestawaj szukac. Wysylaj CV, i mam nadzieje ze wkoncu trafi Ci sie dobra praca :-) Przykro mi ze Twoja sytuacja w rodzinie jest taka jaka byc nie powinna. Nie wiem dlaczego Twoj tata uwaza, ze prace latwo jest znalesc? Chyba tylko prace prostytutki
Wiesz co moze zrob? Jak Twoj tata wroci z pracy, niech widzi ze wysylasz CV wszedzie gdzie sie da, ze nie marnujesz czasu, powiedz ze pojdziesz do biora pracy ale reszta od Ciebie juz nie zalezy. I jesli nie bedzie pozwalal Ci jesc wtedy powiedz, ze pojdziesz do osrodka pomocy, bo innego wyjscia nie masz. Ciekawe jak zareaguje.
nie mam z nim dobrych relacji. w ogóle często nie da się nawet rozmowy zacząć bo ewidentnie mnie zbywa. mało tego jest bardzo chamski co sprawia przykrość. jest jak chorągiew na wietrze. raz miły a raz mega wredny. tak w ogóle ma na mnie zły wpływ. jego chamskie zachowanie czasami mi się udziela. dobrze ze mój chłopak. często robi mi za psychologa. tłumaczy wiele spraw. nienawidzi mojego ojca tak jak i ja. obiecał mi że wyciągnie mnie z tego bagna. puki co dobrze jest. dopuścili mnie do lodówki. ciekawe jak na długo. schudłam 2 kg. dla mnie to dużo , ponieważ mam sporą niedowagę.ale mniejsza z tym.
tragedii nie ma ... rewelacji też nie. ja juz się przyzwyczaiłam. ale czasami coś pęka we mnie że dlaczego to mnie spotyka i co ze mną nie tak. coraz więcej tylko problemów.
to jest dobra nauka życia dla mnie że nie jest piękne i kolorowe. ale wolałabym żeby karta się już odwróciła
Rozumie Cie i wspolczuje. Dobrze, ze masz wsparcie w swoim chlopaku. Moze jak znajdziesz prace uda Ci sie wyprowadzic a wtedy nie bedziesz musiala juz wiecej tego znosic.
ze mną jest coraz gorzej. coraz bardziej jestem psychiczna. dzisiaj juz nie mogę wytrzymać sama ze sobą
to co dzieje się w mojej głowie to masakra. myślę sobie żeby np. się powiesić...żeby najpierw zerwać z chłopakiem a potem to zrobić...albo zeby się wykrwawić i pójść do szpitala...besztam mojego faceta o prawie wszystko o głupoty nawet 8/ najgorsze zdaje sobie sprawe że z moją głową coś nie tak a nadal te głupie mysli i zachowania mi się nasuwają
miał do mnie przyjść ale przecież ja go zjem żywcem !!!
Frytka może zgłoś się po prostu do psychologa,nie czekaj ,że to się jakoś wszystko wyprostuje ,ale zadbaj o siebie właśnie teraz.
Myślę ,że dużo dałyby Ci takie rozmowy z psychologiem,to nie to samo co z własnym chłopakiem,to chodzi o pomoc specjalisty.
Ja czekałam na zmianę sytuacji w domu za długo i skończyło się to naprawdę bardzo ciężką depresją,że już nikt nie mógł się ze mną dogadac .
Potem próby samobójcze,z ostatniej ledwo mnie uratowali.
Nie myśl też ,że to rodziców jakoś zmieni,to tylko sobie zrobisz krzywdę.
Nie daj się,pokaż wszystkim ,że jesteś silna,że dasz radę.
W życiu jest też wiele pięknych dni,zobaczysz jeszcze i dla Ciebie zaświeci słońce.
I tego jak najbardziej Ci życzę.
Trzymaj się.
dzisiaj już trochę lepiej... siedzę sama z matką... ojciec w pracy. wczoraj mnie zabolało jak powiedział mi że ja pownnam się leczyć na głowę..
chłopak przyszedł. za bardzo nie pomógł ale przynajmniej poczułam trochę ciszy i spokoju przy nim. czekam do końca grudnia. jak się nic nie zmieni idę do urzędu pracy ...może dadzą mi i pomogą jakoś. ja szukam na właśną rękę ale jakoś mi się to nie udaje ![]()
Wez swoje zycie w swoje rece. Przedewszystkim zreperwuj zdrowie psychiczne. Wygon zle mysli z glowy. Frytka! Zycie potrafi byc na prawde piekne. Teraz przezywasz chwile zalamania, nie chce Ci sie zyc, ale pomysl, ze nie bedzie tak do konca zycia. Te chwile troche potrawaja, a za chwile one mina. Nie mozna uciekac od problemow. Jestes bardzo mloda, i jeszcze tyle Cie w zyciu czeka. Trzeba potrafic patrzec pozytywnie na swiat, i doceniac to co sie ma. Masz wspanialego chlopaka, ktory w tych trudnych dla Ciebie momentach jest przy Tobie, i Cie wspiera. Nie pozwol aby Twoje samopoczucie udzielalo sie rowniez jemu, bo potem bedzie lipa. Dlaczego? Otoz kazdy facet lubi kiedy jego dziewczyna jest szczesliwa, i swoja pozytywna energie przekazuje innym. Zacznij dzialac! Nie czekaj do konca grudnia az pojdziesz do Urzedu Pracy, zrob to juz jutro! Wez swoje CV poroznos po sklepach, codziennie patrz na internecie czy doszly jakies nowe ogloszenia o prace, popytaj znajomych. Wkoncu cos znajdziesz :-) Pojdziesz do pracy, zaczniesz zarabiac swoje pieniazki, poznasz nowych ludzi, nie bedziesz czasu spedzac ciagle w domu, i samopoczucie od razu lepsze :-) W domu sytuacja sie poprawi bo wkoncu bedziesz sie dokladac do czynszu, i jedzenia, ale w miedzy czasie mozesz myslec o wyprowadzce, a wtedy odetniesz sie od swoich rodzicow i nie bedziesz sie meczyc psychicznie. Powodzenia!! :-)
nie wiem jak układa się sprawa od ostatniego posta,ale spróbuj może coś takiego.:ja podjęłam pracę poprzez "Trenkwalder"a, jest to Agencja pracy która zatrudnia ludzi w różnych krajach,ja wylądowałam w Czechach
pracuję jako robotnik przy montażu urządzeń gaśniczych, teraz już jestem zatrudniona bezpośrednio przez zakład w którym pracowałam i pracuję. Ale Agentura oferując pracę daje także zakwaterowanie.
wejdź na ten link: http://www.trenkwalder.com/pl/Filie.html tam dowiesz się więcej. Trzymam kciuki i głowa do góry. jeżeli masz ochotę to napisz do mnie na e-maila,opiszę ci jak wygląda życie akurat w Czechach,chociaż zatrudniają także w Niemczech,Austrii i oczywiście w Polsce,a jest to firma austriacka
:D
Myślę, że Twoi rodzice duchem żyją jeszcze w PRL-u i wydaje im się, że praca czeka na każdego a realia są zupełnie inne. Ograniczanie jedzenia własnemu dziecku wydaje mi się nieludzkie.
Trzymam kciuki, żeby udało Ci się znaleźć pracę i zamieszkać z narzeczonym.
Myślę, że Twoi rodzice duchem żyją jeszcze w PRL-u i wydaje im się, że praca czeka na każdego a realia są zupełnie inne. Ograniczanie jedzenia własnemu dziecku wydaje mi się nieludzkie.
Trzymam kciuki, żeby udało Ci się znaleźć pracę i zamieszkać z narzeczonym.
Zgadzam się, może powinnaś im jasno dać do zrozumienia że to jak Cię traktują nie jest ok?
oni wiedzą ale do nich to nie dociera. kilka lat temu była taka akcja że koleżanka mojej mamy się kłóciła z nią o ich metody wychowania. rok temu znów była podobna akcja tej samej znajomej. u mnie po prostu ojciec rządzi. co powie to święte a mamuśka zachowuje się jakby nie miała swojego zdania tylko była w niego wpatrzona jak w obrazek. tu w rodzinie afery były z tego powodu że mają jedno dziecko a takie traktowanie.
puki co zaczyna się coś dziać. byłam wczoraj na rozmowie kwalifikacyjnej na nianie. jutro już kazała mi przyjść tak na próbę. lipa tylko bo mało płaci i praca tylko 5 godz dziennie. ale zawsze to coś. no i na czarno bez ubezpieczenia.... ale zawsze kasa wpadnie. pod koniec grudnia ma przyjechać znajoma co pracuję w Niemczech. jak się postara to mi załatwi tam pracę od lutego.
w domu tak: matka w miare się zachowuje
ojciec jak zwykle zrzędzi, narzeka, docina mi... ale ostatnio coś milszy jest.
Hej Frytka. Specjalnie się zarejestrowałem na tym forum, żeby napisać. Jak czytam Twoje posty to jakbym czytał o sobie. Chciałbym z Tobą pogadać. Zapodasz e-maila lub gg?
Hej, jestem ciekawa jak sobie poradziłaś z tą sytuacją? Mogłabyś napisać czy wszystko u ciebie w porządku? Na twoim miejscy gdybym choć w miarę radziła sobie z sytuacją materialną wyniosłabym się z domu i urwała kontakty z tymi wyrodnymi rodzicami na jakiś czas. Nawet nie informowałabym ich o miejscu pobytu.
tez jestem ciekawa. mocna z cb babka ![]()
tak trzymaj
29 2012-04-02 21:42:52 Ostatnio edytowany przez Jasta21 (2012-04-02 21:54:51)
Ja mam podobnie, tylko, że jestem chłopakiem i mam 21 lat. Identycznie jak koleżanka frytka. Też chciałem iść na studia, ale nie poszedłem. Tak samo ojciec wszedł pewnego dnia do pokoju, pijany oczywiście i powiedział, że mam iść do roboty a o studiach to mogę zapomnieć. Normalnie to samo co Frytka ma. Szukam pracy, ale ciężko coś znaleźć, do tej pory byłem na stażu pół roku i tyle. Tez chcę się wyrwać z tego koszmaru, tylko roboty nie mogę znaleźć. Masakra. Mój ojciec jest alkoholikiem. Też nie jestem z miasta, musiałbym dojeżdzać do pracy a to utrudnia też znalezienie pracy. Oferty pracy jakie miałem były niemożliwe dla mnie - praca do godzin późnych, więc nie miałbym czym wrócić do domu. Na bilety też za bardzo nie mam, kombinuje. Zawsze byłem poniżany, nigdy mi nie pomogli, na korepetycje musiałem zapracować, żeby zdac porzadnie mature. Ja naiwny uczyłem się, chodziłem na korepetycje, pracowałem wierząc, że wyjdę kiedyś z tego domu, pójdę na studia i coś wynajmę w mieście. Często byłem wyrzucany z domu. Rodzice nie rozumieją, że pracę nie jest tak łatwo znaleźć, większość ofert jest tylko dla studentów. Czasem zazdroszczę moim kumplom, że mają innych rodziców. Teraz tylko marzę o tym, żeby nie być taki jak moi rodzice dla moich dzieci. Bo wiem, co by czuły.
W skrócie to jak czytam wypowiedź Frytki, to jakbym czytał o sobie. Wszystko się zgadza z moją sytuacją.
To przykre, jacy rodzice potrafią być dla swoich dzieci. U mnie jest wręcz odwrotnie, tata nieba by mnie i mojemu rodzeństwu przychylił, na mamę zawsze możemy liczyć. Z finansami różnie bywa, ale pomagamy sobie nawzajem. Trudno mi uwierzyć, że ktoś może tak niszczyć swoje dziecko.