Tytuł wątku wydaje mi się najbardziej odpowiedni do określenia problemu, z którym muszę się mierzyć. Piszę, bo nie wiem, co o tym myśleć, nie umiem już chyba spojrzeć logicznie na problem, bo problem mnie przytłoczył. Najchętniej zaczęłabym płakać albo krzyczeć, żeby jakoś uzewnętrznić targający mną żal i poczucie klęski. Dwa lata temu otwarłam własną działalność gospodarczą, pełna wiary i zapału, że wszystko się uda. Najgorsze jest to, ze włożyłam kupę pieniędzy w ten biznes, a zwróciła mi się może połowa. Początkowo nawet szło dobrze, ale teraz wiem, ze przyciągałam klientów samym faktem, ze w ich miejscowości jest coś nowego. Po roku zauważyłam, ze już nie jest tak dobrze, więc próbowałam coś nowego, poszerzyłam działalność, spróbowałam nowego handlu w innej branży, ale szybko zrezygnowałam (powody: stres, niskie zyski i brak czasu dla rodziny, przynajmniej na tym nie straciłam). Teraz wygląda na to, ze będę musiała zamknąć tę pierwszą działalność. Bóg mi świadkiem, ze robiłam wszystko, żeby przyciągnąć klientów, czasami pomagało, czasami nie. Teraz wprowadziłam kolejny pomysł, mający podnieść obroty, ale okazało się też niewypałem. Obecne utargi ledwo pokrywają koszty. Mam jednego, bardzo dobrego pracownika i też mi go żal, ze będzie musiał szukać nowej pracy. Na szczęście mogę liczyć na męża, bo jego zarobki nie są złe, ale musimy co miesiąc odejmować od nich ratę kredytu, który zaciągnęliśmy na tę moją działalność. Sytuacja okropna. Raz, że nie stać mnie nawet na spłatę kredytu, dwa, w zasadzie w ogóle już nie zarabiam, trzy, doprowadziłam do trudnej sytuacji materialnej rodzinę, ponieważ to mąż pokrywa te raty. Co prawda spłata kredytu nie jest aż tak odległa w czasie, ale sam fakt dobija. Za te pieniądze miałabym już uzbrojoną działkę albo małe mieszkanko. A tak? Nie mam nic. Mąż o nic mnie nie obwinia, on też wierzył wtedy, ze się uda. Ale mimo wszystko jestem w psychicznym dołku. Poszłabym do pracy u kogoś, ale jestem w ciąży, i nie mam z kim zostawić pozostałej dwójki dzieci. Przy tym mam problemy z teściami, którzy najchętniej utopili by mnie w łyżce wody za to, ze przy mnie ich syn przestał być przestraszonym mamisynkiem. Czuję się jakoś tak beznadziejnie, dziś zmuszałam się, żeby zrobić obiad, żeby w ogóle coś zrobić. Boję się, że wszystkiego, czego teraz się dotknę, to zepsuję, zniszczę czy tam doprowadzę do katastrofy. Może faktycznie nadaję się tylko do siedzenia w domu i usługiwania rodzinie. Jest mi bardzo smutno. Proszę, napiszcie co o tym myślicie, co mogę zrobić w takiej sytuacji, albo raczej jak się nie załamać totalnie (bo w sumie staram się racjonalnie rozwiązać problem, spłacić kredyt i żyć bez długów), ale na duszy jest mi bardzo ciężko.
2 2012-01-13 10:58:45 Ostatnio edytowany przez Austerlitz (2012-01-13 11:03:42)
Allana - głowa do góry. Nie udało się i to wszystko. Masz męża, dzieci, żyjesz! Oni Cię kochają i potrzebują.
Teściowie? Zawsze robią problemy, nie żyj ich racjami i ich życiem, to nie będziesz się nimi tak przejmowała.
Porozmawiaj z mężem na spokojnie o tym jak się czujesz, że jesteś rozczarowana, smutna, zawiedziona, że biznes nie wyszedł na prostą i spowodowałaś te długi.
Nieudany interes trzeba chyba zamknąć, pracownikowi wytłumaczyć powody. Tak się w życiu zdarza, nie czuj się winna. Może własna działalność nie jest Twoim przeznaczeniem, przerasta Twoje możliwości? Nie ma się czego wstydzić, masz swoje ograniczenia i robisz wszystko to, co mieści się w Twoich granicach. Więcej nie można od Ciebie wymagać.
Jesteś teraz w ciąży, sporo wzięłaś na siebie, potrzebujesz czasu na regenerację i dużo czułości od najbliższych. Urodzisz maleństwo! Myślę, że wiesz jakie to szczęście jest, odzyskasz wiarę i siłę. ![]()
Taką "porażkę" można zawsze przekuć w sukces.Oto już wiesz jak to jest być sobie szefem,masz doświadczenie.Wystarczy teraz pomyśleć,przekalkulować i spróbować znowu...
Ja wiem,że w sytuacji gdy masz kredyt do spłacenia brzmi to dl Ciebie absurdalnie.Ale... zarejestruj się w UP.Tam na otworzenie własnej działalności możesz dostać niezłe pieniądze.Mało tego,poślą Cię jeszcze na 100 godzinny kurs,który na pewno pomoże pracować na swoim.Jesli Ci się znów nie uda- niczego zwracać nie musisz.
Wielu ludziom się nie udaje ale to nie koniec świata- następnym razem pójdzie lepiej jeśli umiejętnie będziesz korzystać z własnych doświadczeń.
Allana - ja i tak podziwiam takie babki jak Ty, które maja tyle odwagi, żeby otworzyć własny biznes, zainwestować w jakiś pomysł, są silne i pewne siebie. Na pewno wiele nauczyła Cię praca na własny racunek. Wiesz, jakie popełniłaś błędy - już więcej ich nie popełnisz. Masz wsparcie najbliższych - to jest najważniejsze. Teściami się nie przejmuj - nie żyjesz z nimi, ale z ich synem - a on Cię popiera - i tylko to jest istotne. Jeśli przekalkulowałaś, że biznes się nie opłaca - zamknij go - o ile nie ma już szans na poprawę. Może pomyśl o jakimś e-biznesie - o działalności, którą mogłabyś prowadzić z domu, skoro masz dzieci pod opieką, a kolejne w drodze. Może ten nieudany interes da się przekuć na coś wymagającego mniej kosztów, a podobnego, nie wiem, na mniejszą skalę, jakoś zmodyfikować? Z całego serca życzę Ci powodzenia i odwagi! ![]()