W lutym mąż oświadczył, że mnie nie kocha i odchodzi. Wpadłam w czarną rozpacz. Przez kilka tygodni walczyłam zaciekle jak lwica na wszelkie sposoby, żeby zobaczył w nas jeszcze coś dobrego. Był nie tylko nieugięty, ale bardzo zimny i bezwzględny. Nie potrafiłam zrozumieć dlaczego do tego doszło, ale odpowiedź okazała się prostsza niż sądziłam. Faceci nigdy nie zostawiają kobiet bo tak. Zawsze zostawiają dla innej kobiety. W moim wypadku jest to jego koleżanka z pracy, która ma kilkuletnią córkę, ale NIE z nim! Mąż chciał mieć dzieci i to bardzo. Tak bardzo, że zaczęłam czuć lęk przed macierzyństwem. Presja z jego strony była olbrzymia, więc zamykałam się w sobie coraz bardziej. Znalazł sobie jednak rozwiązanie problemu trzy biurka od swojego. Tej kobiecie wydaje się, że złapała Boga za nogi, bo wyrwała faceta, który lubi dzieci, jest czuły, wrażliwy i płacze słuchając piosenek U2 (eh te pozory). Za jakiś czas (ok. 2 lata) zacznie się zastanawiać, dlaczego nagle zrobił się taki szorstki. Ja znam już odpowiedź na to pytanie i wcale mi tej kobiety nie jest żal. Niech przeżyje to samo rozczarowanie co ja. Obecnie jestem po rozwodzie i rozpoczynam nowy związek, z człowiekiem, który mi uświadomił w jak beznadziejnym układzie tkwiłam. Wreszcie po raz pierwszy w życiu nie tylko kocham, ale jestem kochana. Wcześniejszych 8 lat zmarnowałam dla narcyza i egoisty, któremu byłam potrzebna do realizacji jego własnych zamierzeń. Z miłością to nie miało nic wspólnego. Teraz to widzę i zaczynam się cieszyć, że to się skończyło i że zaufałam intuicji i nie zaszłam w ciążę. Zaczynam myśleć o kolejnym ślubie i mam wreszcie poczucie, że mój nowy ukochany rozumie czym jest związek, małżeństwo, a przede wszystkim miłość. A piszę to dlatego, żeby pocieszyć wszystkie te z nas, które dopiero zostały porzucone. To na początku jest straszne przeżycie. Ja np. miałam wrażenie, że umieram, bo bolało mnie całe ciało. Moje cierpienie okazało się daremne. ZAWSZE OKAZUJE SIĘ DAREMNE! Dla męża zostawiającego żonę przestaje mieć ona jakiekolwiek znaczenie. A nawet gorzej: przestaje być postrzegana w kategoriach człowieka. Teraz już wiem, że jeżeli facet decyduje, że odchodzi to pierwszym pytaniem jakie powinnyśmy zadawać nie powinno być "dlaczego?", ale "jak masz zamiar się ze mną rozliczyć?".
No to ekspresowa naprawa wlasnego samopoczucia: w lutym pierwsze slowa meza o rozstaniu, potem kilka tygodni walki i placzu a we wrzesniu juz po rozwodzie, z nowym mezczyzna i plany kolejnego slubu. A pewnie za pare miesiecy , moze lat kolejny wpis do forum.
Izis, czy Ty czasem nie naciągnęłaś faktów "ku pokrzepieniu serc"? A gdzie półroczny rozpad pożycia małżeńskiego konieczny przed uzyskaniem rozwodu? Nie da się dostać rozwodu w tak krótkim czasie, jak opisujesz.
4 2011-09-30 14:22:21 Ostatnio edytowany przez Izis (2011-09-30 14:41:00)
Vinngo da się, oczywiście, że się da. Rozpad został udowodniony w sposób bezsporny. No i jak dobrze policzysz to od lutego do września jest nawet więcej niż 6 miesięcy. A poszło szybko, bo nie mamy dzieci (jak napisałam powyżej) a sprawy majątkowe musimy rozstrzygnąć inna drogą, bo nie zaistniała u nas wspólnota majątkowa. Cała sprawa trwała 30 min (przesłuchanie, przerwa, ogłoszenie wyroku). Nie naciągam faktów. Napisałam o czymś co osobiście przeżyłam. Mussuko, ale o co chodzi z tym naprawianiem samopoczucia? Postanowiłam stanąć jak najszybciej na nogi. Myślę, że bez mojej terapeutki nie byłoby to możliwe i pewnie ciągle siedziałbym w kacie zapłakana po uszy, albo leżała w szpitalu z powodu jakiegoś zagłodzenia się. I nawet bym nie zauważyła mojego nowego partnera bo byłabym zbyt zajęta opłakiwaniem tego co umarło. Mam marnować życie dla faceta, który mnie nie kocha i zostawia dla jakieś panienki, bo tamta ma dziecko? To nie jest kwestia samopoczucia. To kwestia brania odpowiedzialności za swoje życie. A co do mojego byłego męża to sposób, w jaki odnosił się do mnie przez te kilka miesięcy od rozstania był tak bolesny, przykry i niesprawiedliwy, że to także wpłynęło na mnie trzeźwiąco. Przecież on do tej pory mi się nie przyznał, że zostawił mnie dla kobiety z dzieckiem! Wiem to wszystko z zupełnie przypadkowych źródeł. Jest bardzo nieszczery wobec mnie. Uwierz mi, że moje samopoczucie jest bardzo kiepskie, jeżeli już koniecznie musisz takiego słowa używać. Kiedy dowiadujesz się, że męża odbiła Ci spalona na skwarkę blondi z dzieckiem to naprawdę nie można się z tym czuć dobrze.
5 2011-09-30 14:31:20 Ostatnio edytowany przez Mussuka (2011-09-30 14:52:58)
Vinngo da się, oczywiście, że się da. Rozpad został udowodniony w sposób bezsporny. Mussuko, ale o co chodzi z tym naprawianiem samopoczucia? Postanowiłam stanąć jak najszybciej na nogi. Myślę, że bez mojej terapeutki nie byłoby to możliwe i pewnie ciągle siedziałbym w kacie zapłakana po uszy, albo leżała w szpitalu z powodu jakiegoś zagłodzenia się. I nawet bym nie zauważyła mojego nowego partnera bo byłabym zbyt zajęta opłakiwaniem tego co umarło. Mam marnować życie dla faceta, który mnie nie kocha i zostawia dla jakieś panienki, bo tamta ma dziecko? To nie jest kwestia samopoczucia. To kwestia brania odpowiedzialności za swoje życie:).
Mnie nie o to chodzi, zeby sobie nie poradzic ale o iscie blyskawiczne tempo z jakim przeszlas z fazy : "odchodze, nie kocham Cie" - czarna rozpacz, do fazy pytan "czemu, co sie stalo?" poprzez walke jak lwica az do stanu "mam rozwod, kocham innego, planuje malzenstwo". Mnie tu zabraklo fazy rekcji na odejscie meza, w koncu to byl jakis szok i zaloby po rozstaniu, skoro to nie bylo wspolnie planowane to musialo zabolec.
Liczac ten czas to minelo cos ok. 6 miesiecy od fazy 1 do tej obecnej. Dla mnie to nie ekspres, to Pendolino:)
No i fakt, nawet u mnie w FIN na rozwod bez winy czeka sie min. 7 miesiecy. Nie wieze, ze w PL dzieje sie to szybciej. Z tego wynika, ze wniosek zlozylas dzien po rewelacjach bylego meza:)
Dla mnie to jest troche dziwne lub naciągniete. Mój brat też sie rozwodził , ale na rozwód czekał pół roku. Pierwsza sprawa była pojednawcza, a kolejna już ożekająca. Moim skromnym zdaniem Oboje jesteście jednakowi. Chodzi mi o to , że jak widac z Twojego wpisu bardzo szybko pzrestałaś walczyc ,,jak lwica,,,a moze po prostu chciałaś sie go pozbyc i już, może już sama i Ty miałaś romans? Troche to dziwne , że tak szybko sie pozbierałaś,ale cóż każdy jest inny.
7 2011-09-30 14:50:00 Ostatnio edytowany przez Izis (2011-09-30 15:01:58)
No i fakt, nawet u mnie w FIN na rozwod bez winy czeka sie min. 7 miesiecy. Nie wieze, ze w PL dzieje sie to szybciej. Z tego wynika, ze wniosek zlozylas dzien po rewelacjach bylego meza:)
Nie ja złożyłam pozew rozwodowy. Zrobił to mąż. Był dobrze przygotowany do podjęcia tych działań, dlatego moje zdanie w tej kwestii nie liczyło się w ogóle. Był zdecydowany na tamtą kobietę. Dlatego też żałuję, że w ogóle podejmowałam jakąkolwiek walkę o niego. Nie był tego wart. Ani jednej mojej łzy. A to co mi zrobił przeżywam do tej pory, ale życie toczy się dalej a nowa miłość nie jest niczym złym. Facet jest tak zaangażowany, że nie potrafię i nie chcę, dłużej rozpaczać po kimś kto tak mnie skrzywdził. Wolę tą energię z rozpaczy zamienić w coś konstruktywnego i czynię to z bardzo dobrym skutkiem. Chwał mojej terapeutce:D!
samożycie...nie jestem taka sama jak mój mąż. Ja po prostu z całą mocą zrozumiałam jaki błąd popełniłam wychodząc za niego za mąż. W ogóle nie powinnam tego robić, bo od początku było wiadome, że tak się ten związek skończy, bo on zostawił sobie masę otwartych "furtek". Ale ja była 10 lat od niego młodsza, zakochana, wpatrzona i zignorowałam wszystkie sygnały ostrzegawcze. Nie zmienia to faktu, że czuję się zraniona. A dlaczego szybko zaprzestałam walki? Bo on tak podle i źle mnie traktował jeżeli wychodziłam z jakąkolwiek propozycją naprawczą, że czułam się jeszcze głębiej zraniona i poniżona. No ale on już był wtedy z tą kobietą (naiwnie wierzyłam, że jest sam), więc on w sumie walczył o święty spokój swojego nowego związku.
Na rozprawę czekaliśmy jakieś pół roku, ale nie było żadnej rozprawy pojednawczej. Weszliśmy i wyszliśmy. Co wy się tak kobiety upieracie? Nie wmawiajcie mi, że cokolwiek naciągam.
No i fakt, nawet u mnie w FIN na rozwod bez winy czeka sie min. 7 miesiecy. Nie wieze, ze w PL dzieje sie to szybciej. Z tego wynika, ze wniosek zlozylas dzien po rewelacjach bylego meza:)
Nie ja złożyłam pozew rozwodowy. Zrobił to mąż. Był dobrze przygotowany do podjęcia tych działań, dlatego moje zdanie w tej kwestii nie liczyło się w ogóle. Był zdecydowany na tamtą kobietę. Dlatego też żałuję, że w ogóle podejmowałam jakąkolwiek walkę o niego. Nie był tego wart. Ani jednej mojej łzy. A to co mi zrobił przeżywam do tej pory, ale życie toczy się dalej a nowa miłość nie jest niczym złym. Facet jest tak zaangażowany, że nie potrafię i nie chcę, dłużej rozpaczać po kimś kto tak mnie skrzywdził. Wolę tą energię z rozpaczy zamienić w coś konstruktywnego i czynię to z bardzo dobrym skutkiem. Chwał mojej terapeutce:D!
samożycie...nie jestem taka sama jak mój mąż. Ja po prostu z całą mocą zrozumiałam jaki błąd popełniłam wychodząc za niego za mąż. W ogóle nie powinnam tego robić, bo od początku było wiadome, że tak się ten związek skończy, bo on zostawił sobie masę otwartych "furtek". Ale ja była 10 lat od niego młodsza, zakochana, wpatrzona i zignorowałam wszystkie sygnały ostrzegawcze. Nie zmienia to faktu, że czuję się zraniona. A dlaczego szybko zaprzestałam walki? Bo on tak podle i źle mnie traktował jeżeli wychodziłam z jakąkolwiek propozycją naprawczą, że czułam się jeszcze głębiej zraniona i poniżona. No ale on już był wtedy z tą kobietą (naiwnie wierzyłam, że jest sam), więc on w sumie walczył o święty spokój swojego nowego związku.
Na rozprawę czekaliśmy jakieś pół roku, ale nie było żadnej rozprawy pojednawczej. Weszliśmy i wyszliśmy. Co wy się tak kobiety upieracie? Nie wmawiajcie mi, że cokolwiek naciągam.
Sorrki , ale z tego co wiem zawsze jest sprawa pojednawcza. Chyba , że Twój mąż zapłacił komu trzeba. To ,że zaczynasz nowe życie to plus dla Ciebie.Przynajmniej sie nie załamałaś,jak wiekszośc kobiet po rozstaniu. Masz prawo do nowego życia, i życzę Ci abyś była wreszcie szczęśliwa tak jak chcesz.
samożycie, bo faktycznie do niedawna były rozprawy pojednawcze, ale jakoś na początku roku zmienili ten przepis. Wszystko było zgodnie z prawem. Moja prawniczka nawet to potwierdziła. Wszystko ogólnie zależy od tego czy są dzieci, czy nie. Jeżeli nie ma to to sprawa idzie hiperszybko. Ja się cieszę, że ten etap mam już za sobą. Teraz został podział majątkowy, który będzie droga przez mękę. Wczoraj były mąż nawrzeszczał na mnie i oświadczył, że ten podział ma w "czterech literach". Jest mi winien bardzo dużo pieniędzy, ale oczekuje, że po tym wszystkim to ja przystanę na jego warunki. Jeżeli tego nie zrobię to mnie oleje zupełnie i mogę sobie go po sadach ciągać. Takie momenty utwierdzają mnie w przekonaniu, że moja rozpacz po nim to była stratą czasu. Jest takie przysłowie: Chcesz poznać człowieka, to się z nim rozwiedź. Jestem przerażona swoim zaślepieniem. Trudno mi uwierzyć, że byłam tyle lat z kimś takim i szczerze go kochałam.
Nie wnikam w szybkie tempo rozwodu, bo się na tym nie znam. Ale wydaje mi się, że fakt, iż autorka bardzo szybko sobie poradziła z całą sytuacją i związała z nowym człowiekiem jest super. Facet odchodzi sobie do innej i ma żonę w głębokim poważaniu, a ona co, ma się biczować, walczyć i płakać całymi miesiącami albo latami? Nosić w sobie żałobę i unikać nowych znajomości bo nie wypada zbyt szybko szukać szczęścia? Pewnie gdyby związała się z kimś odrazu po tym jak mąż ją poinformował, że odchodzi, po tygodniu, dwóch, byłoby to trochę nienormalne. Ale po kilku miesiącach? Chyba dobrze, że nie powiela typowego schematu niekończącej się cierpiętniczej egzystencji po stracie tylko żyje dalej. Niewiele osób tak potrafi, ja też, ale bardzo bym chciała. Moja mama kilka dobrych lat przeżywała rozwód z mężem psychopatą i chyba nic dobrego jej z tego nie przyszło...
11 2011-09-30 18:42:31 Ostatnio edytowany przez majka11 (2011-09-30 18:51:28)
Ja zlozylam pozew rozwodowy w lutym tego roku a pierwsza sprawa rozwodowa odbyla sie w maju takze nie koniecznie czeka sie po 6 msc moim zdaniem zalezy to od regionu. To byl rozwod bez orzekania o winie ale oczywiscie pozew zlozylam po 2 latach od wyprowadzki meza. Brawa dla kolezanki ze tak szybko stanela na nogi... nie ma co sie nad soba uzalac
Trzeba stawic czola trudnym sytuacjom.
Ale wydaje mi się, że fakt, iż autorka bardzo szybko sobie poradziła z całą sytuacją i związała z nowym człowiekiem jest super. Facet odchodzi sobie do innej i ma żonę w głębokim poważaniu, a ona co, ma się biczować, walczyć i płakać całymi miesiącami albo latami? Nosić w sobie żałobę i unikać nowych znajomości bo nie wypada zbyt szybko szukać szczęścia? Pewnie gdyby związała się z kimś odrazu po tym jak mąż ją poinformował, że odchodzi, po tygodniu, dwóch, byłoby to trochę nienormalne. Ale po kilku miesiącach? Chyba dobrze, że nie powiela typowego schematu niekończącej się cierpiętniczej egzystencji po stracie tylko żyje dalej. Niewiele osób tak potrafi, ja też, ale bardzo bym chciała. Moja mama kilka dobrych lat przeżywała rozwód z mężem psychopatą i chyba nic dobrego jej z tego nie przyszło...
Zgadzam się w 100%
Jakby mój mąż odwalił taki numer, to na pewno nie siedziałabym i nie rozpaczała za nim -bo nie zasługiwałby na to po prostu!!
Każdy ma inny charakter - jedna będzie się umartwiać przez 10 lat, a druga znajdzie sobie lekarstwo na miłość- czyli drugą miłość.
To tak samo jak z wdowami- jedne do końca życia pozostają samotne, inne znów wychodzą za mąż.
Więc dziewczyny nie bądźcie takimi niedowiarkami i nie mierzcie wszystkich jednakową- swoją miarą.
Więc dziewczyny nie bądźcie takimi niedowiarkami i nie mierzcie wszystkich jednakową- swoją miarą.
Moja Droga , to , że niedowierzam chodziło o tak szybki rozwód, a nie o układanie sobie na nowo życia. Ja nikogo nie mierzę jednakową miara , a już napewno nie swoją . Tak jak Ty napisałaś. Nie jestem i nie byłam w takiej sytuacji.
oj Izis podziwiam Ciebie szybko się ogarnełas . Ja juz chodze drugi miesiac po ścianach po rozstaniu nie mam siły na nic. rakiem poradziłas sobie z brakiem apetytu, bo najbardziej tym sie martwie...
Domini
Ja też nie miałam apetytu, ale przez jakieś 2-3 tyg. Schudłam wtedy ok 7kg. Mnie to akurat ucieszyło, bo od jakiegoś czasu nie mogłam zbić kilku kg, a tu miałam... dietę cud
Teraz apetyt powraca (wcale mnie to z jednej str nie cieszy;]). Może dlatego, że staram się jak tylko mogę jakoś funkcjonować, nie siedzieć w domu i nie patrzeć w ścianę. Korzystając z pieknej pogody jeżdżę na rowerze czy rolkach. W domu dużo czytam, nawet to forum, które mi sporo pomogło. Oczywiście nie jest mi łatwo, ciągle myślę o nim, tęsknię, wszystko mi go przypomina, samotność przytłacza. Ale staram się sama jeszcze bardziej nie nakręcać. Tobie też tego życzę.
oj infinity ja już nie mam apetytu ponad 2 miesiące już odbija się to na moim zdrowiu , wciskam jedzenia na siłe i mam odruch wymiotny. Chodzę do pracy ,ale czuję się wrakiem . Ja juz pogodziłam się ze z nim nie będę ,ale te mysli sam przyłażą
Autorko wątku, dla mnie jesteś total zen. Na tym forum nie spotkałam się jeszcze z takim ogarnięciem, odwagą i załatwieniem sprawy za pomocą chirurgicznego cięcia. Masz świętą rację. Nie, to nie, idziemy dalej - życie jest za krótkie, żeby bezpiecznie usuwać urządzenia USB i męczyć się z kimś, kto nas nie kocha. I kogo nie kochamy my.
I to, że w przeciwieństwie do rzesz męczennic nie umierasz z tęsknoty za byłym od pięciuset lat, nie masz "ciągle nadziei, że on wróci" i nie tkwisz w mirażach, że "to był ten jedyny", uważam za totalny przejaw normalności, funkcjonalności, etc.
Chapeaux bas.
Mnie nie o to chodzi, zeby sobie nie poradzic ale o iscie blyskawiczne tempo z jakim przeszlas z fazy : "odchodze, nie kocham Cie" - czarna rozpacz, do fazy pytan "czemu, co sie stalo?" poprzez walke jak lwica az do stanu "mam rozwod, kocham innego, planuje malzenstwo". Mnie tu zabraklo fazy rekcji na odejscie meza, w koncu to byl jakis szok i zaloby po rozstaniu, skoro to nie bylo wspolnie planowane to musialo zabolec.
Liczac ten czas to minelo cos ok. 6 miesiecy od fazy 1 do tej obecnej. Dla mnie to nie ekspres, to Pendolino:)No i fakt, nawet u mnie w FIN na rozwod bez winy czeka sie min. 7 miesiecy. Nie wieze, ze w PL dzieje sie to szybciej. Z tego wynika, ze wniosek zlozylas dzien po rewelacjach bylego meza:)
Przypadkowo wszedłem na to forum i czytając co piszesz , musiałem się zrejestrować bo bardzo chcę Ci odpisać.
Byłem żonaty prawie 3 lata, bez dzieci. W domu panowała tak beznadziejna atmosfera że postanowiliśmy się rozwieźć. Moja była żona złożyła wniosek o rozwód początkiem sierpnia, w połowie sierpnia dostałem pocztą dokumenty z sądu, że mam się zgłośić na sprawę sądową 7 września. Trwała dokładnie 34 minuty. Rozwód bez orzeczenia o winie. Majątkiem podzieliliśmy się wspólnie bez pomocy sądu. Niecałe 1,5 miesiąca !!! Skąd Ci się wzieło 7 miesięcy? Może w większych miastach trzeba dłużej czekać bo jest tych rozwodów więcej. Ktoś jeszcze pisał o półrocznym rozpadzie pożycia małżeńskiego. Ja wyprowadziłem się z domu 9 czerwca. A pozatym wszystko było opisane we wniosku. Zależy jak się jeszcze wniosek napisze. Ja go widziałem zanim trafił do sądu i szczerze mówiąc wniosłem kilka poprawek bo troszkę moją byłą poniosło. Wystarczyło napisać że od ponad 1,5 roku sypiamy osobno, jemy osobno, wszystko robimy osobno. A jeśli chodzi o to że szybko sobie znalazła faceta to nie widzę w tym nic złego. Sam sobie wmawiałem że przez dłuższy czas nie chcę mieć kobiety, a potoczyło się zupełnie inaczej. Poznałem cudowną kobietę z którą jestem już ponad 1,5 roku.
Izis napisał/a:No i fakt, nawet u mnie w FIN na rozwod bez winy czeka sie min. 7 miesiecy. Nie wieze, ze w PL dzieje sie to szybciej. Z tego wynika, ze wniosek zlozylas dzien po rewelacjach bylego meza:)
Nie ja złożyłam pozew rozwodowy. Zrobił to mąż. Był dobrze przygotowany do podjęcia tych działań, dlatego moje zdanie w tej kwestii nie liczyło się w ogóle. Był zdecydowany na tamtą kobietę. Dlatego też żałuję, że w ogóle podejmowałam jakąkolwiek walkę o niego. Nie był tego wart. Ani jednej mojej łzy. A to co mi zrobił przeżywam do tej pory, ale życie toczy się dalej a nowa miłość nie jest niczym złym. Facet jest tak zaangażowany, że nie potrafię i nie chcę, dłużej rozpaczać po kimś kto tak mnie skrzywdził. Wolę tą energię z rozpaczy zamienić w coś konstruktywnego i czynię to z bardzo dobrym skutkiem. Chwał mojej terapeutce:D!
samożycie...nie jestem taka sama jak mój mąż. Ja po prostu z całą mocą zrozumiałam jaki błąd popełniłam wychodząc za niego za mąż. W ogóle nie powinnam tego robić, bo od początku było wiadome, że tak się ten związek skończy, bo on zostawił sobie masę otwartych "furtek". Ale ja była 10 lat od niego młodsza, zakochana, wpatrzona i zignorowałam wszystkie sygnały ostrzegawcze. Nie zmienia to faktu, że czuję się zraniona. A dlaczego szybko zaprzestałam walki? Bo on tak podle i źle mnie traktował jeżeli wychodziłam z jakąkolwiek propozycją naprawczą, że czułam się jeszcze głębiej zraniona i poniżona. No ale on już był wtedy z tą kobietą (naiwnie wierzyłam, że jest sam), więc on w sumie walczył o święty spokój swojego nowego związku.
Na rozprawę czekaliśmy jakieś pół roku, ale nie było żadnej rozprawy pojednawczej. Weszliśmy i wyszliśmy. Co wy się tak kobiety upieracie? Nie wmawiajcie mi, że cokolwiek naciągam.
Sorrki , ale z tego co wiem zawsze jest sprawa pojednawcza. Chyba , że Twój mąż zapłacił komu trzeba. To ,że zaczynasz nowe życie to plus dla Ciebie.Przynajmniej sie nie załamałaś,jak wiekszośc kobiet po rozstaniu. Masz prawo do nowego życia, i życzę Ci abyś była wreszcie szczęśliwa tak jak chcesz.
uwierz nie zawsze. Sędzina zapytała się nas, każdego z osobna czy chcemy jeszcze być razem. Nasza odpowiedz: NIE. Ogłoszenie wyroku i po sprawie. 34 minuty, tyle trwał nasz rozwód. 1,5 miesiąca od złożenia wniosku.