Miłość - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 59 ]

1

Temat: Miłość

Moja historia jest podobna do większości facetów piszących w tym wątku. W skrócie napiszę, że żona zostawiła mnie po 11 latach znajomości i 6 latach małżeństwa. Oczywiście z mojej winy, zdaję sobie sprawę z tego, że nie dbałem o ten związek, to ona była motorem napędowym i dzięki niej tyle czasu przetrwał. Kochałem ją choć nie okazywałem jej tego. Ostatnio miałem ciężki okres w życiu i nasze drogi zupełnie się rozeszły - trwało to jakiś miesiąc. W końcu oświadczyła, że coś w niej pękło i postanowiła się rozwieść.
Stwierdziła z dnia na dzień, że już mnie nie kocha i chce być sama, woli być sama niż ze mną.
Przez 6 lat naszego związku tolerowała mój charakter, moją oziębłość. Kochała mnie i okazywała mi tą miłość niemal codziennie w różny sposób.
Nie rozumiem dlaczego nagle jej się odechciało, przestała mnie kochać. Twierdzi, że nikogo nie ma. Nie wiem czy w to wierzyć.
Czy można tak poprostu się odkochać w drugiej osobie? Zakładam oczywiście, że naprawdę nikogo nie ma na boku.

Zobacz podobne tematy :

2 Ostatnio edytowany przez AB89 (2011-09-07 13:44:46)

Odp: Miłość

Hej, Myślę, że jeśli piszesz, że

nie dbałeś o związek
ona była motorem i dzięki niej tyle związek przetrwał
nie okazywałeś, że ją kochasz

to nie sądzę (zakładając , że oczywiście naprawdę mówi, że już nie kocha i że coś pękło - co jest możliwe - wiem sama o tym) , żeby odkochała się "z dnia na dzień" jak twierdzisz. Zobacz - to trwało, że nie dbałes, nie okazywałeś, ona była motorem itd., po prostu już dłużej nie wytrzymała - i jak powiedziała COŚ PĘKŁO, a wiem po sobie, że jak COŚ PĘKA to już naprawdę jest źle.

A zapewniam Cię, że jak coś długo się "niszczy" , to to "pęknięcie" przychodzi naprawdę nagle i niespodziewanie - u mnie np. w kolejnej kłótni o bzdurę, po niej po prostu COŚ PĘKŁO.

3

Odp: Miłość
marco napisał/a:

Moja historia jest podobna do większości facetów piszących w tym wątku. W skrócie napiszę, że żona zostawiła mnie po 11 latach znajomości i 6 latach małżeństwa. Oczywiście z mojej winy, zdaję sobie sprawę z tego, że nie dbałem o ten związek, to ona była motorem napędowym i dzięki niej tyle czasu przetrwał.

Sam sobie odpowiedziałeś na wszystkie pytania. Żona miała 11 lat na odkochanie się.

4

Odp: Miłość
marco napisał/a:

Nie rozumiem dlaczego nagle jej się odechciało, przestała mnie kochać. Twierdzi, że nikogo nie ma. Nie wiem czy w to wierzyć.
Czy można tak poprostu się odkochać w drugiej osobie? Zakładam oczywiście, że naprawdę nikogo nie ma na boku.

To "nagłe odechcenie" trwało lat kilka. Tylko Ty tego nie widziałeś/nie chciałeś widzieć.
Rozumiem, że łatwiej jest poszukiwanie "tego trzeciego" jako wytłumaczenia rozpadu małżeństwa.

5

Odp: Miłość

Rozumiem, że to musiało trwać, ale skoro wytrzymuje się z tym tyle lat, ma się wspólne marzenia, plany na przyszłość (nawet wzięliśmy kilka miesięcy temu wspólny wieloletni kredyt), planowaliśmy dzieci i nagle stwierdza sie, że to koniec to ja już nic nie rozumiem.
Dla mnie to szok. Małżeństwo jest dla mnie bardzo ważne, a ona nawet nie chce ratować tego związku. Proponowałem jej terapię w poradni małżeńskiej, obiecywałem, że się zmienię - ba, ja już się zmieniłem i teraz dopiero zrozumiałem co straciłem. Ona jednak nie chce już o niczym słyszeć, dla niej to zamknięty temat i nie ma powrotu.  Wyprowadziła się, wynajęła mieszkanie, traktuje mnie jak obcego człowieka.
Wiele razy mówiła mi, że ciężko jej wytrzymać brak okazywania uczuć z mojej strony, ale po tylu latach miałem wrażenie, że to zaakceptowała i ma świadomość, że ją kocham choć jej tego nie mówię.
Nie mogę pojąć, że tak łatwo można zrezygnować z małżeństwa i zacząć nowe życie. Zawsze można chociaż spróbować to naprawić, a jak sie nie uda to trudno, ale przynajmniej się spróbowało. Jak można tak odpuścić...

6

Odp: Miłość

Mysle, ze zabiles jej milosc. Sukcesywni, tyle lat odrzucenia, i ozieblosci zabije najwieksza milosc. Takze, jest w tym twoja wina. Nie sadze, by jej sie odwidzialo.

7

Odp: Miłość

Dziwi mnie twoje zdziwienie na jej reakcje? To nie bylo odkochanie w 5 minut. latami pewnie do tego dojrzewala. Az w koncu dorosla do tej decyzji.

8

Odp: Miłość

Ty w dalszym ciągu nie masz kontaktu z rzeczywistością.

Do tanga trzeba dwojga. Przez wiele lat tą chętną do tańca była Twoja żona,Ty wolałeś nie widzieć problemu. I przejrzałeś na oczy w momencie, gdy ona się wyprowadziła. Jest takie powiedzenie o dzbanie, który dotąd nosi wodę, dopóki mu się ucho nie urwie. No i w waszym małżeństwie "ucho się urwało".

A Ty, bez pardonu, nie rozumiejąc wieloletniej sytuacji Twojej żony napisałeś:

marco napisał/a:

Nie mogę pojąć, że tak łatwo można zrezygnować z małżeństwa i zacząć nowe życie. Zawsze można chociaż spróbować to naprawić, a jak sie nie uda to trudno, ale przynajmniej się spróbowało. Jak można tak odpuścić...

Łatwo?
Przecież napisałeś:

marco napisał/a:

nie dbałem o ten związek, to ona była motorem napędowym i dzięki niej tyle czasu przetrwał. Kochałem ją choć nie okazywałem jej tego.

i dalej:

marco napisał/a:

Przez 6 lat naszego związku tolerowała mój charakter, moją oziębłość. Kochała mnie i okazywała mi tą miłość niemal codziennie w różny sposób.

I jeszcze się dziwisz, że po tylu latach straciła złudzenia. Ona odpuściła?
Ach, tak. W tym związku to Ty byłeś ofiarą, ona katem.
Przeczytaj ze zrozumieniem swoje posty.

Trzymam kciuki za Twoje układanie sobie życia na nowo. smile

9

Odp: Miłość
marco napisał/a:

Rozumiem, że to musiało trwać, ale skoro wytrzymuje się z tym tyle lat, ma się wspólne marzenia, plany na przyszłość (nawet wzięliśmy kilka miesięcy temu wspólny wieloletni kredyt), planowaliśmy dzieci i nagle stwierdza sie, że to koniec to ja już nic nie rozumiem.
Dla mnie to szok. Małżeństwo jest dla mnie bardzo ważne, a ona nawet nie chce ratować tego związku. Proponowałem jej terapię w poradni małżeńskiej, obiecywałem, że się zmienię - ba, ja już się zmieniłem i teraz dopiero zrozumiałem co straciłem. Ona jednak nie chce już o niczym słyszeć, dla niej to zamknięty temat i nie ma powrotu.  Wyprowadziła się, wynajęła mieszkanie, traktuje mnie jak obcego człowieka.
Wiele razy mówiła mi, że ciężko jej wytrzymać brak okazywania uczuć z mojej strony, ale po tylu latach miałem wrażenie, że to zaakceptowała i ma świadomość, że ją kocham choć jej tego nie mówię.
Nie mogę pojąć, że tak łatwo można zrezygnować z małżeństwa i zacząć nowe życie. Zawsze można chociaż spróbować to naprawić, a jak sie nie uda to trudno, ale przynajmniej się spróbowało. Jak można tak odpuścić...

Czy Ty w ogóle sam siebie słyszysz? Przeczytaj sobie POWOLI to, co sam napisałeś.
Taka dobra żona - nauczyłeś ją żyć bez miłości - i nagle no po prostu  SZOK!!!! Odwaliło BABIE i już się jej nie podoba???
No jakże mogła????
"Małżeństwo jest dla mnie bardzo ważne" - napisałeś. No to weź ślub z kimś innym. Jak już żona się z Tobą rozwiedzie.

P.S. Mądra ta Twoja żona - SZACUNEK.

10 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2011-09-07 14:32:26)

Odp: Miłość
niekochana72 napisał/a:
marco napisał/a:

Rozumiem, że to musiało trwać, ale skoro wytrzymuje się z tym tyle lat, ma się wspólne marzenia, plany na przyszłość (nawet wzięliśmy kilka miesięcy temu wspólny wieloletni kredyt), planowaliśmy dzieci i nagle stwierdza sie, że to koniec to ja już nic nie rozumiem.
Dla mnie to szok. Małżeństwo jest dla mnie bardzo ważne, a ona nawet nie chce ratować tego związku. Proponowałem jej terapię w poradni małżeńskiej, obiecywałem, że się zmienię - ba, ja już się zmieniłem i teraz dopiero zrozumiałem co straciłem. Ona jednak nie chce już o niczym słyszeć, dla niej to zamknięty temat i nie ma powrotu.  Wyprowadziła się, wynajęła mieszkanie, traktuje mnie jak obcego człowieka.
Wiele razy mówiła mi, że ciężko jej wytrzymać brak okazywania uczuć z mojej strony, ale po tylu latach miałem wrażenie, że to zaakceptowała i ma świadomość, że ją kocham choć jej tego nie mówię.
Nie mogę pojąć, że tak łatwo można zrezygnować z małżeństwa i zacząć nowe życie. Zawsze można chociaż spróbować to naprawić, a jak sie nie uda to trudno, ale przynajmniej się spróbowało. Jak można tak odpuścić...

Czy Ty w ogóle sam siebie słyszysz? Przeczytaj sobie POWOLI to, co sam napisałeś.
Taka dobra żona - nauczyłeś ją żyć bez miłości - i nagle no po prostu  SZOK!!!! Odwaliło BABIE i już się jej nie podoba???
No jakże mogła????
"Małżeństwo jest dla mnie bardzo ważne" - napisałeś. No to weź ślub z kimś innym. Jak już żona się z Tobą rozwiedzie.

P.S. Mądra ta Twoja żona - SZACUNEK.

Taak, małżeństwo zaczęło być dla Ciebie ważnym po jej odejściu. Ociupinkę za późno.


I jeszcze jedno.
Jeżeli chcesz zmienić cokolwiek w swoim życiu (niezależnie od małoprawdopodobnej reaktywacji związku), to idź na terapię. Sam. Własną.

11

Odp: Miłość

Cale szczescie, ze sa jeszcze tak madre kobiety jak twoja zona. Pocieszajace, oby wszystkie kobiety takie byly.

12

Odp: Miłość

Po przeczytaniu Waszych postów mam ochotę walnąc baranka w ścianę.
Po pierwsze to ja zawsze byłem zimnym draniem nieokazującym uczuc. Byłem taki jak się poznaliśmy jak i 5 lat później jak braliśmy ślub. Nigdy tego nie ukrywałem.
Po drugie dawałem jej dowody mojej miłości w inny sposób i wiedziała, że ją kocham - sama czasem mówiła - "mimo, że mi tego nie mówisz to wiem, że mnie kochasz".
Jestem facetem, któremu trudno przechodzi przez usta słowo kocham. Wiem, że kobietom to trudno zrozumiec, ale niektórzy tak mają, że serce krzyczy kocham, a mózg ma blokadę i nie potrafi tego przekształcic w słowa.
Tłumaczyłem to mojej żonie i zdawała sobie z tego sprawę. Nie zmieniłem się po ślubie czy w jakimś innym momencie tego związku. Ja taki byłem zawsze i ona o tym wiedziała. Mimo to pokochała mnie i wyszła za mnie, więc możnaby powiedziec - widziały gały co brały.
Zresztą nie wiem jak wytłumaczyc to, że mieliśmy wspólne wieloletnie plany na przyszłośc, a miesiąc później jestem dla niej obcym człowiekiem.

13

Odp: Miłość
marco napisał/a:

Nie zmieniłem się po ślubie czy w jakimś innym momencie tego związku. Ja taki byłem zawsze i ona o tym wiedziała. Mimo to pokochała mnie i wyszła za mnie, więc możnaby powiedziec - widziały gały co brały.

Pewnie, że widziały co brały... Przypuszczam jednak, że Twoja żona w skrytości ducha liczyła, że z czasem, otoczony miłością, nauczysz się o niej też mówić.Po 11-tu latach syzyfowej pracy, można się zniechęcić...

14

Odp: Miłość
marco napisał/a:

Po przeczytaniu Waszych postów mam ochotę walnąc baranka w ścianę.
Po pierwsze to ja zawsze byłem zimnym draniem nieokazującym uczuc. Byłem taki jak się poznaliśmy jak i 5 lat później jak braliśmy ślub. Nigdy tego nie ukrywałem.
Po drugie dawałem jej dowody mojej miłości w inny sposób i wiedziała, że ją kocham - sama czasem mówiła - "mimo, że mi tego nie mówisz to wiem, że mnie kochasz".
Jestem facetem, któremu trudno przechodzi przez usta słowo kocham. Wiem, że kobietom to trudno zrozumiec, ale niektórzy tak mają, że serce krzyczy kocham, a mózg ma blokadę i nie potrafi tego przekształcic w słowa.
Tłumaczyłem to mojej żonie i zdawała sobie z tego sprawę. Nie zmieniłem się po ślubie czy w jakimś innym momencie tego związku. Ja taki byłem zawsze i ona o tym wiedziała. Mimo to pokochała mnie i wyszła za mnie, więc możnaby powiedziec - widziały gały co brały.
Zresztą nie wiem jak wytłumaczyc to, że mieliśmy wspólne wieloletnie plany na przyszłośc, a miesiąc później jestem dla niej obcym człowiekiem.

Już prawie się wzruszyłam, ale przeczytałam ponownie pierwszy Twój post, a w nim:

marco napisał/a:

zdaję sobie sprawę z tego, że nie dbałem o ten związek, to ona była motorem napędowym i dzięki niej tyle czasu przetrwał.

I wzruszenie, jak ręką odjął.

Nie chodzi tu o to, że nie umiesz okazywać uczuć (czego Twoja jeszczeżona była świadoma), tylko o Twoje zaniedbania.

15

Odp: Miłość

Marco,
dziewczyny Ci dobrze piszą. Ja mam sam bardzo podobną sytuację do Ciebie. W mojej żonie też coś pękło, z tą małą różnicą - że obok niej pojawił się rzeczywiście ktoś trzeci!!!

Widzisz kobiety są bardzo emocjonalne. Jeśli my faceci stąpamy twardo po ziemi to nie znaczy, ze kobiety też tak mają. One są bardzo uczuciowe i może tego jej tak naprawdę zabrakło. Po 11 latach może się wypaliła...?!

Jedno co Ci moge powiedzieć to walcz!!! Poddać się można zawsze!!! Walcz, ale z głową. Nie staraj się mówić o zmianach, tylko pokaż jej je!! (np. ja w ciągu 100 dni schudłem ponad 30kg). Musisz dać jej jednak czas. Niech ochłonie i ty i zona. Nie błagaj jej o powrót, bo chyba nie chcesz, by była z Toba z litości. prawda?!

Poczytaj sobie inne wątki, między innymi mój. To Tobie na pewno też pomoże.

Życzę wiele siły i walcz, ale z głową!!!
Pzdr

16

Odp: Miłość

Przeczytałem inne wątki, także ten Twój i faktycznie bardzo mi pomogły. Etap próśb i błagań mam już niestety za sobą (za późno zacząłem czytać forum). Nie jestem człowiekiem, który łatwo się poddaje, próbowałem naprawdę wiele żeby ją odzyskać. Jednak jest nieprzejednana, na wszystko jest na "nie", kontaktuje się ze mną tylko wtedy kiedy czegoś potrzebuje. Teraz odpuściłem, nie szukam kontaktu. Zobaczymy co będzie, ale nie pozostało mi już wiele nadziei.

Do dziewczyn:
Nie chcę nikogo wzruszać, ani usprawiedliwiać swojego postępowania. W pierwszym poście napisałem też, że zdaję sobie sprawę z tego, iż ponoszę odpowiedzialność za rozpad tego związku, że to ja jestem winowajcą.
Założyłem ten wątek po to by poznać Wasze opinie o tym czy mozna się po tak długim czasie zwyczajnie odkochać (zakładając, że rzeczywiście nie ma w tej sytuacji osoby trzeciej). W czerwcu było normalnie między nami, jak zwykle planowaliśmy wakacje, mieliśmy wspólne plany na bliższą i dalszą przyszłość. Nic nie zapowiadało tej katastrofy, która nastąpiła w lipcu. Żona zmieniła swoje nastawienie do mnie o 180 stopni, z kochanego męża stałem się dla niej prawie obcym człowiekiem.

17

Odp: Miłość

przykro mi to napisać, ale teraz już tylko wnioski wyciągnij na przyszłość. Nie dopuść aby Twój kolejny związek, małżeństwo wyglądało tak samo. W końcu uczymy się na błędach... Powodzenia

18

Odp: Miłość

Może jednak Twoja żona znalazła kogoś, kto umiał okazać jej uczucia? Zastanów się!

19

Odp: Miłość
smutnamonia napisał/a:

Może jednak Twoja żona znalazła kogoś, kto umiał okazać jej uczucia? Zastanów się!

Ona sama twierdzi, że nie, ale logika podpowiada, że mogło tak być jak piszesz. Przez 11 lat akceptowała moje podejście do tego związku, a teraz wszystko zakończyła w miesiąc.


Chanell_11
Sądzisz, że nie ma już szans na nasze zejście? Ja ciągle w to wierzę, chociaż sam nie wiem co by musiało sie stać, żeby do tego doszło.

20

Odp: Miłość
marco napisał/a:

Przez 11 lat akceptowała moje podejście do tego związku, a teraz wszystko zakończyła w miesiąc.

Nie, nie, nie i jeszcze raz nie. Twoja żona akceptowała Twoje zachowanie do pewnego stopnia. Zapewne była jedną z tych, które myślały, a raczej miały nadzieję, że w końcu wpłyną na partnera i ich praca zwróci im się z nawiązką. A tu gów*o.
Jeżeli Twoja żona potrafiła się przystosować do sytuacji i akceptowac Twoje zachowanie to dobrze, ale Tobie do głowy w ogóle nie przyszło, żeby dla niej też coś w sobie zmienić. "Jestem zimnym draniem i widziały gały co brały" no fantastycznie, to czemu teraz jęczysz i się dziwisz? Każdy ma inny próg tolerancji i wytrzymałości. Twojej żony trwał jak widać 11 lat i się skończył.
Mi się bardziej wydaje, że ty nie cierpisz z powodu, że Cię zostawiła ukochana osoba, którą darzyłeś uczyciem tylko że ZOSTAŁEŚ ZOSTAWIONY. No jak to?! Jak ktoś mógł zostawić Ciebie?! Przecież to niedopuszczalne.
"Jestem facetem co nie umie powiedzieć słowa kocham" pieprzysz głupoty i tyle. Tego słowa można nie umieć powiedzieć po Mongolsku, a nie w ojczystym języku. Odrobina dobrej woli wystarczy i prawdziwe uczucie. Ty raczej sądziłeś, że skoro już się łaskawie z nią ożeniłeś to Ci się wszystko należy. No to teraz masz co chciałeś.

21

Odp: Miłość
Teo napisał/a:

Nie, nie, nie i jeszcze raz nie. Twoja żona akceptowała Twoje zachowanie do pewnego stopnia. Zapewne była jedną z tych, które myślały, a raczej miały nadzieję, że w końcu wpłyną na partnera i ich praca zwróci im się z nawiązką. A tu gów*o. Jeżeli Twoja żona potrafiła się przystosować do sytuacji i akceptowac Twoje zachowanie to dobrze, ale Tobie do głowy w ogóle nie przyszło, żeby dla niej też coś w sobie zmienić.

Tak, tak, tak i jeszcze raz tak. Masz absolutnie rację i nie zamierzam z tym polemizowac. Dotarło to do mnie niestety za późno.

Teo napisał/a:

"Jestem zimnym draniem i widziały gały co brały" no fantastycznie, to czemu teraz jęczysz i się dziwisz? Każdy ma inny próg tolerancji i wytrzymałości. Twojej żony trwał jak widać 11 lat i się skończył.

Jęczę właśnie dlatego, że od początku wiedziała jaki jestem i czego się może po mnie spodziewac. Próbowała mnie zmienic, a jak jej się to nie udało to wyrzuciła mnie na śmietnik.

Teo napisał/a:

Mi się bardziej wydaje, że ty nie cierpisz z powodu, że Cię zostawiła ukochana osoba, którą darzyłeś uczyciem tylko że ZOSTAŁEŚ ZOSTAWIONY. No jak to?! Jak ktoś mógł zostawić Ciebie?! Przecież to niedopuszczalne.

Bzdura, nie jestem wbrew pozorom egoistą, cierpię dlatego, że straciłem najbliższą mi osobę, z którą wiązałem przyszłośc. Zgubiła mnie naiwnośc i pewnośc, że jak 6 lat temu postanowiliśmy spędzic z sobą resztę życia to bez względu na wszystko tak będzie.

Teo napisał/a:

"Jestem facetem co nie umie powiedzieć słowa kocham" pieprzysz głupoty i tyle. Tego słowa można nie umieć powiedzieć po Mongolsku, a nie w ojczystym języku. Odrobina dobrej woli wystarczy i prawdziwe uczucie. Ty raczej sądziłeś, że skoro już się łaskawie z nią ożeniłeś to Ci się wszystko należy. No to teraz masz co chciałeś.

Niestety ja tak mam. Byc może wynika to z tego, że w moim domu nigdy nie rozmawiało się otwarcie o uczuciach, nigdy nie usłyszałem od rodziców słowa kocham, choc wiem, że mnie kochają. Jasne, że mogłem nad tym pracowac, bo zdawałem sobie sprawę, że dla żony jest to ważne. To moje główne zaniedbanie i nie ma na to usprawiedliwienia dla mnie.

22

Odp: Miłość
marco napisał/a:
Teo napisał/a:

Mi się bardziej wydaje, że ty nie cierpisz z powodu, że Cię zostawiła ukochana osoba, którą darzyłeś uczyciem tylko że ZOSTAŁEŚ ZOSTAWIONY. No jak to?! Jak ktoś mógł zostawić Ciebie?! Przecież to niedopuszczalne.

Bzdura, nie jestem wbrew pozorom egoistą, cierpię dlatego, że straciłem najbliższą mi osobę, z którą wiązałem przyszłośc. Zgubiła mnie naiwnośc i pewnośc, że jak 6 lat temu postanowiliśmy spędzic z sobą resztę życia to bez względu na wszystko tak będzie.

Teo napisał/a:

"Jestem facetem co nie umie powiedzieć słowa kocham" pieprzysz głupoty i tyle. Tego słowa można nie umieć powiedzieć po Mongolsku, a nie w ojczystym języku. Odrobina dobrej woli wystarczy i prawdziwe uczucie. Ty raczej sądziłeś, że skoro już się łaskawie z nią ożeniłeś to Ci się wszystko należy. No to teraz masz co chciałeś.

Niestety ja tak mam. Byc może wynika to z tego, że w moim domu nigdy nie rozmawiało się otwarcie o uczuciach, nigdy nie usłyszałem od rodziców słowa kocham, choc wiem, że mnie kochają. Jasne, że mogłem nad tym pracowac, bo zdawałem sobie sprawę, że dla żony jest to ważne. To moje główne zaniedbanie i nie ma na to usprawiedliwienia dla mnie.

Naiwność i pewność. Rozumiem, że wyznajesz zasadę: "Jakim mnie, Panie Boże, stworzyłeś, takim mnie masz."
Nie piszę tego, by się pastwić, tylko uprzedzić.

Jeśli nie zmienisz swojego zachowania, to tego typu kłopoty będziesz miał w każdym związku, a szansa na reaktywacje obecnego odejdzie w niebyt.
Zaś myślenie, że w związku jest się "mimo wszystko", nie jest naiwnością lecz nonszalancją. Jestem zdania, że kocha się człowieka mimo jego wad, tylko że te wady też mają swoją granicę. Twoje ją przekroczyły.

Do pewnego momentu, faktycznie, wpływ na nasze zachowanie mają rodzice i warunki, w których dorastaliśmy. Ale będąc dorosłym i dojrzałym już sami podejmujemy decyzje o swoim zachowaniu. I zasłanianie się "trudnym dzieciństwem" sensu nie ma.

Trzymam kciuki za twe mądre decyzje.

23

Odp: Miłość
marco napisał/a:

Jęczę właśnie dlatego, że od początku wiedziała jaki jestem i czego się może po mnie spodziewac. Próbowała mnie zmienic, a jak jej się to nie udało to wyrzuciła mnie na śmietnik.

Majac do wyboru wyrzucic na smietnik siebie (swoje potrzeby, marzenia, potrzebe milosci itd) wolala Ciebie... to chyba nietrudny wybor - dosc okrutne, ale sam piszesz o tym wprost

Ona nie odkochala sie z dnia na dzien, ona sie odkochiwala przez 11 lat - patrzac na inne kochajace sie pary okazujace sobie czulosc, sluchajac kolezanek ktorym mezowie/kochankowie/narzeczeni co rano na dzien dobry mowia 'kocham Cie' i budzac sie przy Tobie z mysla, ze calkiem pokazna reszta swojego zycia (zakladam ze macie okolo 30-tki) spedzi u boku kogos kto nie potrafi okazac ciepla i czulosci, a wiekszosc kobiet baaardzo tego potrzebuje. Slowo 'kocham' jest dosyc nieskomplikowanym do wymowienia slowem i jezeli rzeczywiscie ja kochales to wyartykulowanie go od czasu do czasu nie powinno bylo stanowic problemu.

Jezeli ona nikogo nie ma to mozesz miec szanse ja odzyskac, ale musisz sie naprawde zmienic, a nie tylko to jej obiecac. Mysle, ze ona moze Cie nadal kochac stad jej dystans - boi sie ze zlamie sie z swoim postanowieniu.

24

Odp: Miłość

Wielokropek
Myślisz, że ja się nie zmieniłem? Już w chwili kiedy oznajmiła mi o swojej decyzji o rozwodzie stałem się innym człowiekiem. W jednej sekundzie dotarło do mnie to co ona próbowała mi przekazac przez te cholerne 11 lat. We mnie też coś pękło, stałem się bardziej otwarty na jej miłośc, teraz mógłbym jej mówic kocham bez przerwy. Mam do siebie ogromny żal, że zmarnowałem taką miłośc.

dzoana_g
Obiecanki o tym, że się zmieniłem i jestem teraz innym człowiekiem mam już za sobą - jak grochem o ścianę, pewnie w jej oczach tylko się tym zeszmaciłem.
Wiem, że dla niej słowa nic nie znaczą, a do czynów nie dopuszcza ani na krok. Zatrzasnęła za mną drzwi i zamknęła na pięc spustów. Nie wiem co robic. Mam tylko nadzieję, że naprawdę nikogo nie ma.

25

Odp: Miłość
marco napisał/a:

Już w chwili kiedy oznajmiła mi o swojej decyzji o rozwodzie stałem się innym człowiekiem. W jednej sekundzie dotarło do mnie to co ona próbowała mi przekazac przez te cholerne 11 lat. We mnie też coś pękło, stałem się bardziej otwarty na jej miłośc, teraz mógłbym jej mówic kocham bez przerwy. Mam do siebie ogromny żal, że zmarnowałem taką miłośc.

To możesz sobie kochany zapisać gdzieś, w widocznym miejscu, że to jest NAJBARDZIEJ WKOORWIAJĄCY TEKST, jaki kobieta może usłyszeć od faceta.
Przeczytaj, co napisałeś..  ZROZUMIAŁEŚ?????

26 Ostatnio edytowany przez niekochana72 (2011-09-08 18:08:51)

Odp: Miłość
marco napisał/a:

Jęczę właśnie dlatego, że od początku wiedziała jaki jestem i czego się może po mnie spodziewac. Próbowała mnie zmienic, a jak jej się to nie udało to wyrzuciła mnie na śmietnik.

A co miała zrobić Twoim zdaniem? Poświęcić całe SWOJE życie dla kogoś, kto WIEDZIAŁ, że źle postępuje, ale mu się NIE CHCIAŁO ZMIENIĆ?

marco napisał/a:

Zgubiła mnie naiwnośc i pewnośc, że jak 6 lat temu postanowiliśmy spędzic z sobą resztę życia to bez względu na wszystko tak będzie.

No jassssne...... ONA powinna Ciebie znosić... A co Ty miałeś robić? No sądzę, że chyba wiem - TY po prostu miałeś BYĆ.

marco napisał/a:
Teo napisał/a:

"Jestem facetem co nie umie powiedzieć słowa kocham" pieprzysz głupoty i tyle. Tego słowa można nie umieć powiedzieć po Mongolsku, a nie w ojczystym języku. Odrobina dobrej woli wystarczy i prawdziwe uczucie. Ty raczej sądziłeś, że skoro już się łaskawie z nią ożeniłeś to Ci się wszystko należy. No to teraz masz co chciałeś.

Niestety ja tak mam. Byc może wynika to z tego, że w moim domu nigdy nie rozmawiało się otwarcie o uczuciach, nigdy nie usłyszałem od rodziców słowa kocham, choc wiem, że mnie kochają. Jasne, że mogłem nad tym pracowac, bo zdawałem sobie sprawę, że dla żony jest to ważne. To moje główne zaniedbanie i nie ma na to usprawiedliwienia dla mnie.

No..... Skoro "Ty tak masz" - no to MASZ i to, na co zapracowałeś.
Jedna rada: MARSZ na terapię!!!! Bo jeśli nic nie zrobisz - zostaniesz kochany SAM. Osoby z takimi deficytami jak Ty - są bardzo blisko pojęcia "socjopata". Poczytaj.


marco napisał/a:

Nie wiem co robic. Mam tylko nadzieję, że naprawdę nikogo nie ma.

A TO właśnie jest dla Ciebie najważniejsze. NIESTETY.
I właśnie z tego powodu mam nadzieję, że zona skutecznie te spusty zamknęła przed Tobą.

27

Odp: Miłość

niekochana72.
We wszystkim masz rację oprócz tezy, że TO jest dla mnie najważniejsze.
Kocham swoją żonę i jestem o nią zazdrosny. Chcę żeby do mnie wróciła, ale w tej chwili to zależy tylko od niej. Nie mam na to żadnego wpływu.
Jeśli zdecyduje się ułożyc swoje życie z kimś innym to będę jej życzył jak najlepiej.

28

Odp: Miłość
marco napisał/a:

niekochana72.
We wszystkim masz rację oprócz tezy, że TO jest dla mnie najważniejsze.
Kocham swoją żonę i jestem o nią zazdrosny. Chcę żeby do mnie wróciła, ale w tej chwili to zależy tylko od niej. Nie mam na to żadnego wpływu.
Jeśli zdecyduje się ułożyc swoje życie z kimś innym to będę jej życzył jak najlepiej.

Na razie to nic nie robisz tylko użalasz się nad sobą... To może, jeśli to nie problem opiszesz nam CO już zrobiłeś do tej pory. Tak w punktach od początku poproszę.

29

Odp: Miłość

Najpierw jak już wspomniałem zeszmaciłem się w jej oczach prośbami, błaganiami, nawet płaczem (choc do tej pory nigdy nie okazywałem swoich uczuc w ten sposób), zapewnieniami, że zmieniłem się, że otworzyły mi się dopiero teraz oczy. Wydaję mi się, że to tylko pogorszyło sytuację, bo straciłem szacunek w jej oczach.
Potem przeszedłem do czynów. Umówiłem się z nią na spokojną rozmowę, zrobiłem kolację przy świecach (choc nigdy nie gotowałem), kupiłem kwiaty, chciałem żeby było romantycznie. Nie zrobiło to na niej żadnego wrażenia, kompletnie zero uczuc, tylko obojętnośc.
Następnie doszedłem do wniosku, że muszę z nią utrzymywac jak najczęstszy kontakt. Dzwoniłem pod byle pretekstem, zagadywałem na gg, pisałem smsy, ale zbywała mnie za każdym razem. 
W akcie desperacji zaproponowałem żebyśmy spotykali się na zasadach przyjacielskich, czyli kino, jakaś impreza itd. Ale chyba domyśliła się moich chytrych planów i odmówiła.
Od jakiegoś tygodnia nie nawiązuję z nią kontaktu, chyba, że chodzi o jakieś sprawy związane z domem, z pieniędzmi (mamy wspólny kredyt).
Wspomnę tylko, że na początku mówiła o rozwodzie, ale widząc jak to wszystko przeżywam zaproponowała, że wystąpi z pozwem o separację. Wydaję mi się, że nie chce mnie tak od razu dobijac tylko daje mi czas, żebym się z tym wszystkim oswoił.

30

Odp: Miłość
marco napisał/a:

Najpierw jak już wspomniałem zeszmaciłem się w jej oczach prośbami, błaganiami, nawet płaczem (choc do tej pory nigdy nie okazywałem swoich uczuc w ten sposób), zapewnieniami, że zmieniłem się, że otworzyły mi się dopiero teraz oczy. Wydaję mi się, że to tylko pogorszyło sytuację, bo straciłem szacunek w jej oczach.
Potem przeszedłem do czynów. Umówiłem się z nią na spokojną rozmowę, zrobiłem kolację przy świecach (choc nigdy nie gotowałem), kupiłem kwiaty, chciałem żeby było romantycznie. Nie zrobiło to na niej żadnego wrażenia, kompletnie zero uczuc, tylko obojętnośc.
Następnie doszedłem do wniosku, że muszę z nią utrzymywac jak najczęstszy kontakt. Dzwoniłem pod byle pretekstem, zagadywałem na gg, pisałem smsy, ale zbywała mnie za każdym razem. 
W akcie desperacji zaproponowałem żebyśmy spotykali się na zasadach przyjacielskich, czyli kino, jakaś impreza itd. Ale chyba domyśliła się moich chytrych planów i odmówiła.
Od jakiegoś tygodnia nie nawiązuję z nią kontaktu, chyba, że chodzi o jakieś sprawy związane z domem, z pieniędzmi (mamy wspólny kredyt).
Wspomnę tylko, że na początku mówiła o rozwodzie, ale widząc jak to wszystko przeżywam zaproponowała, że wystąpi z pozwem o separację. Wydaję mi się, że nie chce mnie tak od razu dobijac tylko daje mi czas, żebym się z tym wszystkim oswoił.

Boshe... Opadły mi ręce i wszystko, co jeszcze mogło opaść. sad
Widzisz marco? Kop w doopę - i WSZYSTKO MOŻESZ...
Tylko 11 lat za późno....

31

Odp: Miłość
marco napisał/a:

Najpierw jak już wspomniałem zeszmaciłem się w jej oczach prośbami, błaganiami, nawet płaczem (choc do tej pory nigdy nie okazywałem swoich uczuc w ten sposób), zapewnieniami, że zmieniłem się, że otworzyły mi się dopiero teraz oczy. Wydaję mi się, że to tylko pogorszyło sytuację, bo straciłem szacunek w jej oczach.
Potem przeszedłem do czynów. Umówiłem się z nią na spokojną rozmowę, zrobiłem kolację przy świecach (choc nigdy nie gotowałem), kupiłem kwiaty, chciałem żeby było romantycznie. Nie zrobiło to na niej żadnego wrażenia, kompletnie zero uczuc, tylko obojętnośc.

Jeśli Ty "zeszmaceniem" nazywasz okazanie ludzkich uczuć, to... nie wierzę (podobnie jak Twoja żona) w żadną Twoją przemianę.
Podobnie sceptycznie i z niedowierzaniem przyjęłabym po 11 latach pierwszą kolację przy świecach. Przecież pachnie to na kilometr kiepskim teatrem. "Nagle" wiedziałeś czego ona oczekuje? "Nagle" zacząłeś się starać? Ciesz się, że była w trakcie tej kolacji obojętną a nie parsknęła śmiechem w twarz.
I co byłoby, gdyby przyjęła Twoje zaloty? Wszystko wróciłoby do starej normy. Po co dbać o atmosferę, skoro Ty wiesz, że ją kochasz (?).

Czytając Twój wątek coraz większe mam wrażenie, że pod pozorem bycia winnym rozpadu kreujesz się na ofiarę swej żony, jej zaś dajesz katowskie akcesoria: topór i kaptur.

32

Odp: Miłość
niekochana72 napisał/a:
marco napisał/a:

przeżywam zaproponowała, że wystąpi z pozwem o separację. Wydaję mi się, że nie chce mnie tak od razu dobijac tylko daje mi czas, żebym się z tym wszystkim oswoił.

Boshe... Opadły mi ręce i wszystko, co jeszcze mogło opaść. sad
Widzisz marco? Kop w doopę - i WSZYSTKO MOŻESZ...
Tylko 11 lat za późno....

chopie ona planuje kto ma spłacać ten kredyt 
gdyby nie ten kredyt  zgryzła by cie jak orzeszka

33

Odp: Miłość

Wielokropek ma rację. Skoro "nagle" cię oświeciło to masz szczęście, że chociaż zjadła tę kolację... Wyraźnie widać, że kobieta jest wyzuta ze wszelkich uczuć do Ciebie i nie ma siły ani ochoty starać się, żeby to się zmieniło, a wszystko przez Ciebie, powiedzmy to szczerze.
Ona do Ciebie nie wróci, bo nie ma do czego. Pogódź się z tym i żyj dalej.

34

Odp: Miłość

Może tak dla odmiany któraś z Was poradzi mi co można jeszcze w tej sytuacji zrobic?
Dopóki jest jeszcze jakaś, chocby najmniejsza, szansa to chcę ją wykorzystac, i tak wszystko zależy od niej. Odpuścic mogę zawsze, ale narazie chcę walczyc.
Tak, jestem impotentem emocjonalnym, ale chcę z tym walczyc. Nie wszystko co robiłem w trakcie trwania tego związku było świadome. Czasami tak jest, że człowiek zdaje sobie sprawę ze swoich błędów, z powagi sytuacji kiedy jest już za późno. Czasu nie cofnę, chcę iśc do przodu już jako lepszy człowiek, który wyciągnął wnioski ze swoich błędów.
Naprawdę musi byc już za późno na ratowanie tego związku?

35

Odp: Miłość
marco napisał/a:

Może tak dla odmiany któraś z Was poradzi mi co można jeszcze w tej sytuacji zrobic?
Dopóki jest jeszcze jakaś, chocby najmniejsza, szansa to chcę ją wykorzystac, i tak wszystko zależy od niej. Odpuścic mogę zawsze, ale narazie chcę walczyc.
Tak, jestem impotentem emocjonalnym, ale chcę z tym walczyc. Nie wszystko co robiłem w trakcie trwania tego związku było świadome. Czasami tak jest, że człowiek zdaje sobie sprawę ze swoich błędów, z powagi sytuacji kiedy jest już za późno. Czasu nie cofnę, chcę iśc do przodu już jako lepszy człowiek, który wyciągnął wnioski ze swoich błędów.
Naprawdę musi byc już za późno na ratowanie tego związku?

Podejmij własną terapię. Jest ona dla Ciebie szansą na uzewnętrznianie uczuć, tym razem już autentycznie, nie na pokaz.
Wróżką nie jestem, nie znam Twej zony, gdybać nie będę.
Rozpoczęcie terapii może być (ale nie musi) dla Twej żony pierwszym Twoim krokiem. Ale idź na tę terapię, dla siebie, nie zaś z założeniem, że dzięki niej uratujesz związek.

Trzymam kciuki. smile

36

Odp: Miłość
marco napisał/a:

Może tak dla odmiany któraś z Was poradzi mi co można jeszcze w tej sytuacji zrobic?
Dopóki jest jeszcze jakaś, chocby najmniejsza, szansa to chcę ją wykorzystac, i tak wszystko zależy od niej. Odpuścic mogę zawsze, ale narazie chcę walczyc.
Tak, jestem impotentem emocjonalnym, ale chcę z tym walczyc. Nie wszystko co robiłem w trakcie trwania tego związku było świadome. Czasami tak jest, że człowiek zdaje sobie sprawę ze swoich błędów, z powagi sytuacji kiedy jest już za późno. Czasu nie cofnę, chcę iśc do przodu już jako lepszy człowiek, który wyciągnął wnioski ze swoich błędów.
Naprawdę musi byc już za późno na ratowanie tego związku?

W końcu jakieś sensowne słowa. smile
Kochany - my nie pastwimy się nad Tobą dla przyjemności. MUSISZ zrozumieć, jak wiele masz do "wyprostowania".
Nie mam pojęcia, czy Twoja żona podjęła już ostateczną decyzję. hmm
Ale niezależnie od tego - pójdź proszę na terapię. Dla siebie. Po to, by być lepszym człowiekiem. Jeśli ten związek jest już skończony, to z myślą o przyszłości.
P.S. Naprawdę życzę Ci powodzenia. I  cieszę się, że CHYBA zrozumiałeś, o co w tym wszystkim chodzi.

37 Ostatnio edytowany przez bellew (2011-09-09 20:05:28)

Odp: Miłość
marco napisał/a:

Czy można tak poprostu się odkochać w drugiej osobie?

Tak można i Ty też możesz,jednakże nie trwało to z dnia na dzień a długi okres czasu.Być może poznała kogoś,być może rozmawiała z kimś kto otworzył jej oczy smile
Ty tylko dowiedziałeś się z dnia na dzień.Ba bo widzisz jeśli może interesowałbyś się bardziej "żonozwiązkiem" to widział byś "coś" więcej
wcześniej a tu lipa - bo Pani "zmęczona" proszeniem o Ciebie sama pokazała "środkowy palec" jak sądzę zabrakło może właśnie tego msc'a smile
Bo widzisz nie dość że brak w Tobie tych cech za którymi kobiety biegają to jeszcze wpadłeś w depresję miesięczną a to ją pewnie dobiło

A może poznała kogoś ale z szacunku do Ciebie smile nie mówi Ci o tym - a być może również za dużo Was łączy "tych innych rzeczy życiowych" i boi się jakbyś zareaagował a wnioskuję to z tego cytatu


marco napisał/a:

Nie rozumiem dlaczego nagle jej się odechciało, przestała mnie kochać. Twierdzi, że nikogo nie ma. Nie wiem czy w to wierzyć.

Nie ma dobrych rad na takową sytuację,lecz jedna jest napewno - naucz się tego czego nie umiesz dla Siebie i  żebyś już nie ranił innych ludzików .....

Musisz podziwiać Swoją wife,bo to co napisałeś jest mało przyjazne że tak to określę .... i w sumie jej nie rozumiem po jakiego pchała się w to na następne 6 lat - być może myślała że "małżeństwo coś zmieni" a bóg jeden raczy wiedzieć co nią kierowało ... zapewne to bardzo ciepła kobieta była i pewnie jest ... oby tego nie straciła w Sobie - nie męcz jej jest wolna niech będzie szczęśliwa i jeśli ją kochasz to będziesz też szczęśliwy że ona jest ... bo sam Siebie znasz ( i na co liczyłeś ?  roll ) i wiesz co "zwaliłeś" yikes

I czy naprawdę nie było sytuacji intymno-relaksujących nawet że nie mogłeś jej powiedzieć "Kocham Cię " to dosyć dziwne ....
bo widzisz to powinno "wychodzić" samo z się .... nie trza nad tym myśleć jakoś .... może i czyny były a może za mało sam oceń

Nieustanna walka trwa

Powodzenia !

38

Odp: Miłość
bellew napisał/a:

i w sumie jej nie rozumiem po jakiego pchała się w to na następne 6 lat - być może myślała że "małżeństwo coś zmieni" a bóg jeden raczy wiedzieć co nią kierowało ... zapewne to bardzo ciepła kobieta była i pewnie jest ... oby tego nie straciła w Sobie - nie męcz jej jest wolna niech będzie szczęśliwa i jeśli ją kochasz to będziesz też szczęśliwy że ona jest ... bo sam Siebie znasz ( i na co liczyłeś ?  roll ) i wiesz co "zwaliłeś" yikes

No wiesz, nikt jej do tego nie zmuszał. Jak pisałem wcześniej nie zmieniłem się - odkąd się poznaliśmy byłem taki sam aż do momentu rozstania. Wiedziała w co się ładuje. Nie chcę robic z siebie ofiary w tym miejscu, bo wiem że to ja nawaliłem w całej rozciągłości. Nie mam, broń Boże, do niej pretensji, że odeszła i życzę jej wszystkiego najlepszego na nowej drodze.
Gwoli ścisłości, nasze małżeństwo wbrew pozorom nie było jakąś gehenną. Oczywiście od czasu do czasu miała ochotę na więcej czułości z mojej strony i jak tego nie dostawała to miewaliśmy gorsze dni. Ale uwierz mi - nic nie wskazywało na to, że może zdecydowac się na taki krok i odejśc.
Wiedziałem, że w naszym związku nie jest idealnie, ale myślałem, że jak już staniemy na skraju to usiądziemy i wspólnie postanowimy co dalej robic. Dlatego też jej nieodwołalna decyzja o rozstaniu była dla mnie niespodzianką, żeby nie powiedziec szokiem. 

bellew napisał/a:

Być może poznała kogoś,być może rozmawiała z kimś kto otworzył jej oczy smile

Naprawdę nie wiem co ma znaczyc ta ikonka na końcu, bo dla mnie to nie jest nic śmiesznego. To czy ktoś jej pomógł w podjęciu tej decyzji nie wiem i nie będę sobie tutaj dorabiał własnych teorii.

bellew napisał/a:

Ty tylko dowiedziałeś się z dnia na dzień.Ba bo widzisz jeśli może interesowałbyś się bardziej "żonozwiązkiem" to widział byś "coś" więcej wcześniej a tu lipa - bo Pani "zmęczona" proszeniem o Ciebie sama pokazała "środkowy palec" jak sądzę zabrakło może właśnie tego msc'a
Bo widzisz nie dość że brak w Tobie tych cech za którymi kobiety biegają to jeszcze wpadłeś w depresję miesięczną a to ją pewnie dobiło

To oczywiste, że nie podjęła tej decyzji z dnia na dzień, nawet sama powiedziała, że miesiąc nad tym się zastanawiała. Szkoda tylko, że nie porozmawiała o tym ze mną.
Uwierz mi, że miałem powody, żeby wpaśc w miesięczną depresję,  a to, że właśnie w tym czasie zostawiła mnie najbliższa osoba... ehh sam się domyśl jak się wtedy poczułem (nie użalam się nad sobą - ten etap mam już za sobą smile)

39

Odp: Miłość

Kobiety moga duzo zniesc ale przychodzi pora, ze nie wytrzymuja i odchodzą. sygnalizowała tobie ze za malo dajesz jej czulosci a Ty to zbagatelizowales, co gorsza bagatelizowales przez lata....mozesz obwiniac tylko siebie....

40

Odp: Miłość
motylek79 napisał/a:

mozesz obwiniac tylko siebie....

Nie musisz mnie już katowac, bo poczucie winy to ja będę miał do końca życia, a nie łatwo jest życ z takim ciężarem.

41

Odp: Miłość

sorry - nie chce Ciebie katować. Tylko czy Ty nie zauwazyles jej sygnałów, ze wiecej czulosci potrzebuje?

42 Ostatnio edytowany przez Teo (2011-09-10 00:06:35)

Odp: Miłość

No nie zauważył, bo po co patrzeć? Przecież on jest jaki jest i "wdziały gały co brały". Niby taki zimny i twardy a w depresję wpadł też bym miała tego wszystkiego dość.

43

Odp: Miłość
motylek79 napisał/a:

Tylko czy Ty nie zauwazyles jej sygnałów, ze wiecej czulosci potrzebuje?

Dokładnie myślałem tak jak Teo raczyła napisac - jestem jaki jestem, a żona znała mnie na wylot i mimo to chciała ze mną byc.
Gdybym wiedział, że tak to się skończy to pewnie dałbym jej to czego potrzebowała. Zgubiła mnie zbytnia pewnośc siebie.
To jest tak jak jedziesz samochodem 200 na godzinę, wyprzedzasz na trzeciego i nawet nie bierzesz pod uwagę tego, że za chwilę możesz wylądowac na drzewie. Myślisz, że kogo jak kogo, ale Ciebie to nie spotka. Dopiero jak wylądujesz na tym drzewie to myślisz sobie - jaki ja byłem głupi, teraz napewno bym tak nie ryzykował.

44

Odp: Miłość
marco napisał/a:

To oczywiste, że nie podjęła tej decyzji z dnia na dzień, nawet sama powiedziała, że miesiąc nad tym się zastanawiała.

O to jest straszne aż tak "długo" zastanawiała się nad 11 letnim związkiem - szok !

45

Odp: Miłość

Historia okazała się bardziej banalna niż myślałem.
Otóż miesiąc przed naszym rozstaniem żona poznała facia, w którym się zauroczyła. Wystarczyło, że dał jej trochę czułości i to wystarczyło, żeby zawrócic jej w głowie.
11 lat związku, który był do uratowania - ale po co się męczyc i naprawiac jak można iśc na gotowe. Przez cały ten czas nie dała mi żadnego poważnego ostrzeżenia, że może to się tak skończyc, żadnej poważnej rozmowy o ratowaniu związku.
I jeszcze te kłamstwa, że nikogo nie ma i odeszła, bo woli byc sama niż ze mną.
Nie wiem czy bardziej jestem wkurzony na tego gościa, czy rozżalony na żonę.
Ktoś pewnie napisze, że mogę miec pretensje tylko do siebie - i mam, ale mam też do niej, bo okazało się, że wcale nie jest lepsza ode mnie.
Wiem, że byłem do dupy mężem i to moja wina, ale już nie przemawiają do mnie teksty typu - bidulka męczyła się 11 lat z  facetem, który nie potrafił okazywac jej uczuc i w końcu znalazła tą odwagę i odeszła od niego.
Podle się zachowała i taka jest prawda.

46

Odp: Miłość
marco napisał/a:

Historia okazała się bardziej banalna niż myślałem.
Otóż miesiąc przed naszym rozstaniem żona poznała facia, w którym się zauroczyła. Wystarczyło, że dał jej trochę czułości i to wystarczyło, żeby zawrócic jej w głowie.
11 lat związku, który był do uratowania - ale po co się męczyc i naprawiac jak można iśc na gotowe. Przez cały ten czas nie dała mi żadnego poważnego ostrzeżenia, że może to się tak skończyc, żadnej poważnej rozmowy o ratowaniu związku.
I jeszcze te kłamstwa, że nikogo nie ma i odeszła, bo woli byc sama niż ze mną.
Nie wiem czy bardziej jestem wkurzony na tego gościa, czy rozżalony na żonę.
Ktoś pewnie napisze, że mogę miec pretensje tylko do siebie - i mam, ale mam też do niej, bo okazało się, że wcale nie jest lepsza ode mnie.
Wiem, że byłem do dupy mężem i to moja wina, ale już nie przemawiają do mnie teksty typu - bidulka męczyła się 11 lat z  facetem, który nie potrafił okazywac jej uczuc i w końcu znalazła tą odwagę i odeszła od niego.
Podle się zachowała i taka jest prawda.

A jednak miałeś rację z podejrzeniami.
Niemniej jednak, skorzystaj z terapii. Dla siebie. Na przyszłość.

47

Odp: Miłość
marco napisał/a:

Historia okazała się bardziej banalna niż myślałem.
Otóż miesiąc przed naszym rozstaniem żona poznała facia, w którym się zauroczyła. Wystarczyło, że dał jej trochę czułości i to wystarczyło, żeby zawrócic jej w głowie.

Tak też od samego początku myślałem

48

Odp: Miłość

Co potrafi zrobic z człowieka jeden flirt i zauroczenie. Tym bardziej, że kilka razy luźno rozmawialiśmy na ten temat i zawsze twierdziła, że nie mogłaby mnie zdradzic.
Zawsze była wobec mnie bardzo uczciwa i prawdomówna, nigdy mnie nie okłamywała, nawet w drobnych sprawach i zawsze się tym szczyciła.
Pewnie nałożyło się na tą sytuację kilka czynników - całokształt naszych stosunków, trudny okres w moim życiu, no i poznała kogoś kto dał jej to czego akurat jej brakowało.
Zakochała się w innym i to też tłumaczy dlaczego tak nagle odkochała się we mnie. To była dla mnie największa zagadka w tej całej sytuacji.

49

Odp: Miłość

Boże, ludzie sa jednak bardzo prości....   Przecież to oczywiste, że powodem odejścia ZAWSZE jest inna osoba. Czy Wy naprawdę nie widzicie, że to już kolejny wątek, gdzie pojawia się ktoś trzeci?? Śmieszy mnie, kiedy zaniepokojony współmałżonek z góry zapewnia, że "na 100% ona nikogo nie ma". A skąd on to wie?? Czyta ze szklanej kuli?  Kiedy do Was dotrze, że ludzie KŁAMIĄ, OSZUKUJĄ I KRĘCĄ kiedy chcą odejść, rzadko kto ma tyle jaj by się przyznać. Dotyczy to obu płci. Teksty o odkochaniu się "ot tak sobie" są dobre dla naiwnych. Ludzie nie odchodzą, kiedy mają bezpieczny dom i ciepłą michę. Żal tylko tych wszystkich porzuconych, nieświadomych prawdy....
Życzę Ci powodzenia, Marco, bez względu na to co z tym faktem teraz zrobisz.

50

Odp: Miłość

Tak naprawdę to od początku nie wykluczałem takiego powodu rozstania.
Kiedy odchodziła to wprost mi powiedziała, że nikogo nie ma, a ja nie miałem dowodu, że jest inaczej, więc w poprzednich postach zakładałem, że jest tak jak ona mówi. Dowiedziałem się, że jednak było inaczej, więc napisałem jak było naprawdę.
Jednak jakie to ma teraz znaczenie? Chyba tylko takie, że już mi tak nie zależy na jej powrocie. I nie życzę jej już szczęścia na nowej drodze życia - chciałbym, żeby kiedyś ktoś ją zostawił i chociaż w części poczuła to co ja jak odemnie odeszła.
Oj tak, jestem okrutny smile

51 Ostatnio edytowany przez niekochana72 (2011-09-11 22:15:04)

Odp: Miłość
marco napisał/a:

11 lat związku, który był do uratowania - ale po co się męczyc i naprawiac jak można iśc na gotowe.

Ale rozumiem, że to taka... autorefleksja?

Żona zachowała się nie w porządku - nie ma co dyskutować nad tym.
Ale... nie chcę być czarnowidzem, ale mam wrażenie, że to będzie dla Ciebie wystarczający powód, by nie zrobić NIC.

52

Odp: Miłość
Melpomena napisał/a:

Boże, ludzie sa jednak bardzo prości....   Przecież to oczywiste, że powodem odejścia ZAWSZE jest inna osoba.

Generalizowanie jest bez sensu. I zawsze niesprawiedliwe.
Ja odeszłam OD NIEGO. Nie z powodu kogoś innego. Po prostu.

53

Odp: Miłość
niekochana72 napisał/a:
marco napisał/a:

11 lat związku, który był do uratowania - ale po co się męczyc i naprawiac jak można iśc na gotowe.

Ale rozumiem, że to taka... autorefleksja?

Niech Ci będzie - miałem sporo czasu, żeby coś z tym zrobic, zanim było za późno. Ona też mogła coś z tym zrobic i zrobiła. Tylko już nie myśląc o nas tylko o sobie.

niekochana72 napisał/a:

Żona zachowała się nie w porządku - nie ma co dyskutować nad tym.
Ale... nie chcę być czarnowidzem, ale mam wrażenie, że to będzie dla Ciebie wystarczający powód, by nie zrobić NIC.

Naprawdę uważam, że do momentu, w którym poznała tego gościa, całkowitą winę za rozkład naszego związku ponoszę ja. Nie szukam rozgrzeszenia dla siebie w jej występku.

54

Odp: Miłość

generalizowanie - ze ludzie odchodza do kogos innego. ja kiedys tez odeszlam od faceta (nie meza) do nikogo...

nie dziwie sie ze Twoja zona odeszla - bo ile mozna zebrac o uczucia. sam jestes sobie winien, wiesz to i po co jeszcze dyskutujesz.

55

Odp: Miłość
marco napisał/a:

Ona też mogła coś z tym zrobic i zrobiła. Tylko już nie myśląc o nas tylko o sobie.

Hmm pomyślmy... Z jednej strony 11 lat zimnego małżeństwa, zerowe opcję na poprawę uczuć małżonka i GWARANCJA, ze kolejne 11 lat minie w takiej samej atmosferze.

Ze strony drugiej, mężczyzna, który daje jej ciepło, flirtuje i ona WRESZCIE czuje się ważna i doceniona.

Ciężki wybór... Naprawdę... I powiem Ci, że żona nie okłamała Cię mówiąc, że woli być sama niż z Tobą. Bo doskonale wiedziała, że jeżeli nie uda jej się z tym facetem to do Ciebie i tak nie chce wracać. Prawdę też powiedziała, ze Cię nigdy nie zdradzi i Cię nie zdradziła. Odeszła od Ciebie, a nie chowała się po kątach i wdawała w jakiś pokrętny romans.

56

Odp: Miłość
marco napisał/a:
niekochana72 napisał/a:

Żona zachowała się nie w porządku - nie ma co dyskutować nad tym.
Ale... nie chcę być czarnowidzem, ale mam wrażenie, że to będzie dla Ciebie wystarczający powód, by nie zrobić NIC.

Naprawdę uważam, że do momentu, w którym poznała tego gościa, całkowitą winę za rozkład naszego związku ponoszę ja. Nie szukam rozgrzeszenia dla siebie w jej występku.

A czego szukasz?

57

Odp: Miłość

Marco,
w tej sytuacji powinieneś zająć się sobą i pracą nad sobą. jeśli Twoja partnerka zdecyduje się wrócić to niech wie, ze się faktycznie zmieniłeś, a jesli się nie zdecyduje to przynajmnie będziesz lepszym człowiekiem dla siebie przede wszystkim, ale i dla innych.
Nie próbuj również obdarowywać swoją żonę jakimiś prezentami na siłę - może to przynieść odwrotny skutek. Nie kupisz jej!!

58

Odp: Miłość
niekochana72 napisał/a:

A czego szukasz?

Już znalazłem.
Dzięki za wszystkie Wasze posty, zainteresowanie, rady, a nawet za słowa krytyki i potępienia wink
Czasami dobrze robi wygadanie się - nawet na forum. Pozdrawiam

Posty [ 59 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024