MAM NADZIEJĘ, ZE NIE PRZERAZI WIELKAA ILOŚĆ TEKSTU, MOJE ROZBICIE WEWNĘTRZNE POWODUJE OOGROMNY NAPŁYW WENY LITERACKIEJ ;P xD PROSZE, PRZECZYTAJCIE MOJĄ KRÓTKĄ HISTORIĘ I ODNIEŚCIE DO TEGO ZDARZENIA. NAPRAWDĘ PRZYDAŁABY MI SIĘ TERAZ RADA... ;(
Z moim facetem miałam pewne układy.
Byliśmy razem od 6 miesięcy. Generalnie mogę powiedzieć, że nie jestem entuzjastką picia do oporu (czyt. do zgonu), chociaż sama nie odmawiam sobie czegoś dla smaku, czy dla towarzystwa. Wszystko w takich ilościach, żeby niczego nie nie-pamiętać. ;>
Drugim razem, od kiedy byliśmy ze sobą, zaliczył zgon. Było to na półmetku, gdzie na wejściu poleciał do kibla, z wiadomych chyba przyczyn. Cały wieczór, aż do 1 leżał nieżywy na kanapie w klubie muzycznym. Na tę chwilę, kiedy podeszłam do niego pogadać, na chwilę orientował, po czym kazał mi odsunąć się i wyżygał za kanapę. Było mi cholernie wstyd, kiedy ludzie pytali, co z moim chłopakiem. A ja nie miałam ochote do niego podchodzić, bo się tego brzydziłam. Czułam wstręt w takiej chwili do własnego chłopaka!!
Jego śmierć z mojej ręki była bliska, oj bliska. Następnego dnia przepraszał mnie z różą, mówiąc, że to się więcej nie powtórzy, bo jestem dla niego ważniejsza, więc dla mnie to zmieni, jeśli nie chcę tego widzieć (a bardzo nie chciałam, co starannie mu wyłożyłam). Po kilkugodzinnych zmaganiach, doszłam do wniosku, że mogę mu zaufać, więc mu wybaczyłam ten jeden raz. Zawarliśmy układ. Dwa tygodnie były strasznie, ciężko nam było choćby rozmawiać, ale później wszystko sie rozkręciło i już byliśmy przyjaciółmi. ;]
Nie pił nic dwa miesiące, chociaż mnie nie ot o przeciez chodziło. Nie chciałam tylko widzieć, kiedy przekroczy granice stanu określanego jako jeszcze_kontaktujący.
Wczoraj był sylwester, deja vu z półmetku. Wkurzyłam się bardziej niż wczesniej, tym razem miał poważne luki w pamięci, mimo że trzymał się nieźle, jak na upitego
Znowu sms, telefon, czy mu wybaczę. Robił z siebie winnego, męczennika, jaki to on nie jest, jak barzo to było złe z jego strony. Ale przecież mogłam go wtedy zabrac z tej kuchni, gdzie wszyscy siedzieli, jeśli miałam coś przeciwko.
Znowu, jak od jakiegoś czasu, zastanawiałam się, jak by to było, kiedy bym z nim zerwała. Że niby takie straszne są rozstania i wogóle, ale dla mnie, tak myślę, nie byłoby strasznie. Postawiłabym kartę na przyjaciół i wiązanie tych znajomości i przyjaźnie, które przez największą miłość życia, przez te najcudowniejsze 6 miesięcy troche zaniedbałam.
A jak myślę o naszych planach, Fuck!! Tyle razem planowaliśmy: tu wakacje, kurs tańca w przyszłym roku, sylwester marzeń, na ferie wypad w góry z całą naszą mego-ekipą. ^^ Ponadto łączyło nas tyle pasji: góry, zainteresowanie astronomią i fizyka, koncerty, muzyka. Był mega inteligentny, pomysłowy, kulturalny. Spokojny, bądź co bądź, ale odważny i miał swoje zdanie( indywidualista, ach!).
A teraz.. jakby tego nie było, całe moje zdecydowanie do zerwania wzięło w łeb. Wiedziałam, że poradziłabym sobie, gdybym z nim zerwała. To on w końcu był skruszony, wina jaklby leżała po jego stronie. Ale czułam, ze tyle bym straciła, gdybym to zrobiła. Postanowiłam znowu dać mu szansę.
Powiedziałam mu to, ucieszona, że jednak czeka nas jeszcze świetny okres, bo to że kuleje jeden aspekt, nie znaczy, że podupadły inne.
Aż tu on przychodzi. Bałam się, że głos będzie mi się trząsł, bo jednak to co robił, zraniło mnie. Dla mojego dobra (bo zasługuję na kogoś lepszego): powiedział, że potrzebuje troche czasu. Żeby nie tylko mówić, ale coś zrobić. Nie mógłby byc ze mną, mając świadomość tego, że znowu mnie zawiódł i nie jest godny zaufanie. Bo nie mógłł by teraz ze mną normalnie być. W perspektywie tego, że mi tak zależało, myślałąm, że będzie się raczej starał, żeby wszytsko wróciło do normy. To kto w końcu zaczał tą separację? On 'zawiesił' ten związek, to nie była czasem moja rola? To on miał walczyć o to, żeby, jesczez chciała z nim być.
Prawie się poryczałam. Nie. Ja SIĘ poryczałam.
Teraz prośba do was, kochani! Proszę odnieście się do tego zdarzenia, epizodu ( mam nadzieję, ze to jednak epizod).
Co o tym myślicue, jest wogóle jeszcze możliwe, zebyśmy byli razem? Mi na tym za bardzo zależy, żeby to kończyć. Mam wrażenie, ze odwróciły nam się role. Jestem totalnie rozbita, nie tego sie przecież spodzieqałam...