Moje małżeństwo umarło. Dla mnie to była odskocznia i wielka nadzieja - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Moje małżeństwo umarło. Dla mnie to była odskocznia i wielka nadzieja

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 44 ]

Temat: Moje małżeństwo umarło. Dla mnie to była odskocznia i wielka nadzieja

Witam dziewczyny, jestem tu nowa.. Czytałam wiele wątków i widzę, że każda z was przeżyła ciężkie chwile, mam nadzieję że pomożecie mi, bo ja już nie daję rady.. Zacznę standardowo- mężatka od 4 lat, córeczka 3 latka, uczucie do męża wygasło już dawno.. Wzięliśmy ślub, bo bardzo się wtedy kochaliśmy- choć teraz myślę że to było zbyt pochopne. Między nami było źle od dawna- około od 2 lat. Nie sypiamy prawie wcale ze sobą- że tak powiem nie dobraliśmy się w łóżku, a ja nie dam rady się zmuszać i przez to między innymi zaczęło się psuć. No ale do rzeczy. Od kilku miesięcy pracuję w sklepie- no i pojawił się on.. mój kierownik.. Chłopak starszy ode mnie o rok.. Od początku nas ku sobie coś ciągnęło.. Siedzę w pracy cały czas sama- bardzo mało klientów, więc nudzę się i myślę ciągle..on na początku często przyjeżdżał.. Były rozmowy, czasem po pracy wypicie drinka.. I cały czas czuć było tą "chemię".. Pewnego dnia pocałował mnie i tak się zaczęło.. Byłam głupia.. On od początku dawał mi do zrozumienia, że "jest ciekawie", "są jakieś emocje", chyba poprostu chciał się pobawić.. Dodam, że ma żonę od roku i mała córeczkę.. Żonę, której podobno nie kocha.. Moje małżeństwo praktycznie umarło, więc dla mnie to była odskocznia i wielka nadzieja.. Poczułam się pożądana, chciana, "lubiana" przez kogoś w końcu.. Tylko że ja zaczęłam się zakochiwać powoli.. Hamowałam się przed tym, ale to było silniejsze.. Poprostu zakochałam się na zabój.. Ja z każdym dniem czekałam tylko w pracy kiedy on przyjedzie, serce waliło jak oszalałe, z każdym dniem coraz większe uczucie.. a on? a u niego gasło.. Jak wspominałam coś o uczuciach to mówił "oj tam po co wiązać w to uczucia", "nie myślmy o przyszłości, tylko cieszmy się teraz", jedyne co mówił to "lubię cię".. no i z każdym dniem czułam że ta iskra u niego się wypala.. nie wiem w sumie dlaczego.. pewnego dnia jakby poprostu coś u niego zaczęło się wypalać.. a ja jego pokochałam.. był moją nadzieją na lepszą przyszłość.. kiedy pytam co się dzieje mówi mi że to przez pracę, że nie ma czasu przyjeżdżać, że nie ma czasu napisać, zadzwonić.. brednie.. ale przecież jak się chce to człowiek zawsze znajdzie chwilę czasu.. ja szaleję jak go nie ma, w domu nie mogę się skupić tak bardzo tęsknię, a on..? a on ma mnie chyba gdzieś.. spaliśmy ze sobą 2 razy.. ja zakochana.. szczęśliwa... on poprostu chyba się bawił.. a ja nie mogę poradzić sobie z tym.. nie potrafię poradzić sobie z tym, że nagle z dnia na dzień to gaśnie u niego, ze coś zaczęło się rozkręcać, ja kocham na zabój, a u niego przeciwnie.. Jezu jak to boli kiedy ktoś się oddala.. płakałam tyle razy, pytałam czy on cokolwiek czuje.. powiedział ze podobam mu się, lubi mnie i tyle.. więc bawił się.. wykorzystał.. męża nie kocham.. chciałam odejść a on chce budować to małżeństwo.. a ja nie potrafię udawać nie mogę.. kocham innego.. a ten drugi.. już tak często nie przyjezdna, odzywa się coraz mniej.. a ja głupia codziennie czekam w pracy, wypatruje.. i tęsknie jak szalona.. nie umiem skopić się na pracy, lży cisną się same do oczu.. ja go kocham.. on mnie "lubi" i powiedział ze uczuć w to nie chce wiązać.. schudłam 10 kilo.. nie daje sobie rady.. dla mnie to nie był zwykły romans ja go naprawdę kocham.. a dla niego to chyba była tylko odskocznia od szarej rzeczywistości.. straciłam radość życia.. biorę psychotropy, płaczę każdego dnia.. kazdej nocy.. w pracy nie potrafię powstrzymać łez.. dlaczego u niego ta iskierka wygasła, dlaczego.. ;( Jezu jak to boli.. pokochałam kolegę, on się chyba tylko bawił naiwna koleżanką.. miał kogo przytulic czasem, pocałować.. o uczuciu z jego strony nie było mowy.. a myślałam na początku ze on tez coś czuje.. naiwna idiotka.. nie zapomnę o nim.. pracujemy razem i jest moim przełożonym wiec mam z nim kontakt.. a tak bardzo kocham.. i nie umiem przestać.. próbowałam znienawidzić, wykrzyczałam mu ze bawił się mną.. on oczywiście zaprzecza.. "nie Aniu nie mam cie gdzieś, lubię cie, nie jesteś zwykłą koleżanką".. ale to są słowa a czyny to co innego.. on chyba nie umie mi powiedzieć wprost żebym "spadała".. a ja straciłam radość życia.. nic nie jem.. nie dam rady.. myślę ciągle o nim.. moi rodzice i przyjaciele widza ze coś jest nie tak.. ważę 46 kilo.. czuje się jak chodzący trup.. mam w głowie i sercu tylko jego.. i nie mogę zrozumieć jak ta iskierka namiętności mogla tak szybko u niego wygasnąć.. ja kocham.. a on się bawił.. wiem ze jestem podła i niewarta bo zdradziłam męża.. ale ja tak bardzo potrzebuję miłości, tak bardzo.. błagam pomóżcie.. jak przestać kochać i zapomnieć kiedy codziennie mam z nim kontakt? jak go widzę serce wali mi jak szalone.. a on jest zimny jak głaz.. i ten jego chłód mnie zabija od środka.. kiedyś w jego oczach widać było ta namiętność.. teraz tylko chłód.. choć mówi ze nic się nie zmieniło.. ale nie przytula już.. nie całuje.. czasem w policzek ale chyba na odczepnego.. a ja totalnie zwariowałam.. dusi mnie w gardle, w sercu, w żołądku.. upadam na dno.. pokochałam a on bez uczuć bawił się.. błagam pomóżcie.. jak z tego wyjść.. jak przestać czekać na niego, staram się mieć go gdzieś a i tak podswiadomie każdego dnia mam nadzieje ze przyjedzie, ze coś poczuje do mnie.. jak przestać kochać.. kochać.. widząc go prawie codziennie.. widząc i czując ten chłód i brak uczucia.. to mnie tak boli.. mi się nie chce już nawet żyć.. nic mnie nie cieszy.. nawet nie umiem opiekować się moja córeczką.. ona widzi moje łzy.. a ja nie umiem przetłumaczyć sobie ze on nie jest wart.. jestem w ciężkiej depresji i czuję że umiera moje serce.. i moja dusza.. kocham wciąż i to chyba już obsesyjnie.. błagam.. błagam o pomoc..

Staraj się nadawać tytuły adekwatne do treści.
Moderatorka-apoteoza

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Moje małżeństwo umarło. Dla mnie to była odskocznia i wielka nadzieja

A mąż? Wie co się z Tobą dzieje i jaka jest tego przyczyna?
Postępujesz niedojrzale. Wdałaś się w romans niczym naiwna nastolatka, a przecież jesteś już żoną i matką...Na dodatek z szefem, który również ma rodzinę. Widać, że chyba nie dorosłaś do małżeństwa, albo ślub był zbyt pochopną decyzją. Myślisz bardzo egoistycznie, krzywdząc wiele osób ze swojego otoczenia...Emocje emocjami, ale zdrada zdradą. Zmień pracę i ciesz się, że masz jeszcze męża.

3

Odp: Moje małżeństwo umarło. Dla mnie to była odskocznia i wielka nadzieja

Wiem, że robię źle, ale nie potrafię przestac poprostu nie umiem.. Ciesz się że masz jeszcze męża.. Ale z czego się cieszyc? On traktuje mnie i dziecko jak śmieci.. Ot taki charakter.. Plakałam tyle razy prosiłam, rozmawiałam.. Ale u niego to chyba rodzinne.. Ojciec tyran, brat jego też tyran dla żony, mój mąż tak samo.. nie szanuje poprostu kobiet.. I tak było od początku.. Był seks to żona dobra, nie było seksu to zawsze groził mi, że będzie mnie zdradzał prędzej czy później.. Dziecko się go nawet boi.. Moje uczucie do niego dawno wygasło.. Gdybym go kochała nigdy za innym bym się nie obejrzała.. Mój mąz też przyznal, że gdyby nie dziecko to po roku juz by sie ze mna rozstał, ale nie rozstanie poprostu "dla zasady". Ja bym chciała kochac poprostu i byc kochana.. ale jego nie potrafię.. za duzo krzywdy bylo.. masz rację na małzeństwo to my oboje nie dorosliśmy..

4

Odp: Moje małżeństwo umarło. Dla mnie to była odskocznia i wielka nadzieja

mąż widzi mój codzienny płacz, wie że nie jestem szczęśliwa z nim, on ze mną też, ale nie wie o tym drugim..

5

Odp: Moje małżeństwo umarło. Dla mnie to była odskocznia i wielka nadzieja

A po co komu takie małżeństwo? Więcej szkody niż pożytku wg mnie... I zmiana miejsca pracy będzie najlepszym rozwiązaniem chyba...

6

Odp: Moje małżeństwo umarło. Dla mnie to była odskocznia i wielka nadzieja

no wlasnie nie ma sensu takie malzenstwo.. sad ale maz twierdzi ze skoro mamy dziecko to musimy sie starac i byc rodzina.. a ja nie potrafie udawac milosci sad myslalam nad zmiana pracy, ale bardzo ciezko u mnie w miescie z praca.. a wiadomo ze bez pracy nie da rady czlowiek sie utrzymac. dziewczyny czy bylyscie w podobnej sytuacji?

7

Odp: Moje małżeństwo umarło. Dla mnie to była odskocznia i wielka nadzieja

No ja nie mam męża ani dzieci... Ale mam teraz głupią sytuację i też nie wiem jak to opanować.
A trwanie w małżeństwie "bo tak" jest kompletnie bez sensu. A z drugiej strony dziecko może na tym ucierpieć... To ciężko, skoro z pracą kiepsko...

8

Odp: Moje małżeństwo umarło. Dla mnie to była odskocznia i wielka nadzieja

Błagam Cię, rowiedź się z nim. Dla dobra dziecka właśnie. Myślisz, że dzieci nie widzą udawanej miłości? Widzą i potem łapią taki wzorzec na przyszłość. Nie pomagasz swojemu dziecku, a jedynie jeszcze bardziej je krzywdzisz. Narażasz na wysłuchiwanie kłótni, na to, że dziecko widzi jak ojciec traktuje matkę bez szacunku etc. Ani Ty ani dziecko nie będziecie w tej rodzinie szczęśliwe. Rozwiedź się i znajdź sobie porządnego faceta.

9

Odp: Moje małżeństwo umarło. Dla mnie to była odskocznia i wielka nadzieja

kaisa_malene dobrze mówi, Twoje dziecko to czuje i musi też na to patrzeć...

10

Odp: Moje małżeństwo umarło. Dla mnie to była odskocznia i wielka nadzieja

wiem chyba naprawde bede musiala sie rozwiesc.. tylko strasznie sie boje bo moj maz ciagle straszy ze zabierze mi dziecko, ze predzej zabije niz mi odda dziecko:/ z pracy bym odeszla- tylko bez kasy sobie nie poradze. zaluje ze wogole tutaj sie zatrudnilam i poznalam "jego"- wkradl mi sie w serce a sam ma mnie w dupie. ehh..

11

Odp: Moje małżeństwo umarło. Dla mnie to była odskocznia i wielka nadzieja

Że zabije dziecko??????? Dupek...
Chyba jakiś dobry prawnik by się przydał i by jakoś tą sprawę ogarnął...

12

Odp: Moje małżeństwo umarło. Dla mnie to była odskocznia i wielka nadzieja

a wiecie co jest najgorsze? ze mam swiadomosc ze ten drugi nie jest wart, ze sie bawi, a pomimo tego nie moge przestac myslec, czuc, ciagnie mnie do niego jak cholera i pomimo tego czekam codziennie z glupia nadzieja ze go zobacze. naiwna idiotka. i nie radze sobie z tym. paradoks. wiedziec ze ktos nie jest wart a pomimo tego kochac caly czas..

13

Odp: Moje małżeństwo umarło. Dla mnie to była odskocznia i wielka nadzieja

nie nie dziecko, mnie. dziecko to on po swojemu "kocha", ale poprostu dla zemsty (choc nie wiem za co) i dla zasady nie odda dziecka- bo skoro ja chce odejsc to moge ale sama, bez dziecka. przyda mi sie i prawnik i psycholog..

14

Odp: Moje małżeństwo umarło. Dla mnie to była odskocznia i wielka nadzieja

W twoim wątku są dwa różne tematy, to jak czujesz się w małżeństwie i co w nim przeszłaś oraz ty i układ z kochankiem.

Niestety krzywd się tak łatwo nie zapomina, mąż i ty rozwaliliście swoje małżeństwo. Nie ma sensu tkwić w tym "dla Dziecka"
Bo dziecko widzi wasze oddalenie, widzi twoje łzy, słyszy krzyki. Rozstańcie  się bo nie warto niszczyć sobie i dziecku życia.
Dodam tylko że zastanawia mnie to co napisałaś ze uczucie miedzy wami wygasło.
Uczucia w związku trzeba podsycać, dwoje ludzi na to pracuje i jest to stały proces który powinien trwać do końca życia.
U was zarówno mąż jak i ty nie robiliście nic by podsycać wspólny żar i zdechło uczucie.


Co do sprawy z kochankiem. Nie wiem czy jesteś tego świadoma ale wielu mężczyzn ale też i kobiet "wyspecjalizowało" się w takich pobudzających adrenalinę romansach.

Wchodząc w układ z tobą twój kochanek miał frajdę zdobywając coś co nie było niego. Dawało mu to stopniowy coraz większy dreszczyk. Czuł się ożywiony pożądany flirtując z tobą.
Próbował gdzie ustalisz granice co wolno co nie.
Jeśli się opierałaś to zdobycie takiej  ofiary daje jeszcze więcej adrenaliny.

Ustalił on od początku w swojej głowie ze jego rodzina jest priorytetem, ale jakby jakiś flirt to czemu nie. Bez uczuć głębszych tylko romans. Po skonsumowaniu po prostu straciłaś  dla niego urok.
Nie musiał cię zdobywać bo już wszystko dostał.
Wiec na twoje dalsze coraz bardziej rozległe żądania uczuć reaguje już tylko unikaniem.
Dlaczego? Bo wywołujesz w nim wspomnienie że zdradził prawdopodobnie kolejny raz żonę,drażni go twój widok, twoje daj więcej.
Reguła była prosta z jego strony, to ty zrobiłaś błąd wchodząc w uczucia. On jasno określał flirt czasem bzykanie ale zero uczuć.
Chłodził cię żebyś tyle o nim nie rozmyślała, że to dla twojego dobra prawda?Standard.

W tej chwili widzi już w tobie tylko osobę , kobietę która dała się uwieść, która za dużo wie i za dużo sobie dopowiada.
Nie szanuje cie jako kobiety mimo iż spał z tobą, po prostu dostał co chciał i nie chce więcej. Zaproponuj mu na niby że koniec z uczuciami a tylko seks to będzie to robił kilka razy ale i tak odejdzie w końcu.
Dlaczego? Bo potrzebna mu będzie kolejna zdobycz, kolejna adrenalina.

Co więcej wiesz jak to się skończy? Jeśli dalej będziesz mu mówić kocham, tęsknie i szlocham to oskarży cię że to Ty go uwiodłaś. To ty chcesz mu rozwalić rodzinę, dziecku zabrać ojca.
Wejdzie w rolę Twojej ofiary i na koniec jeszcze wylecisz z roboty. 

Przykro mi ale ten pan jest uzależniony od kręcenia w głowie zajętym i nie tylko kobietom. Dałaś się na własne życzenie  standardowo złapać w pułapkę.
Chcesz zobaczyć co twoje kochanie ma za twarz i opinie o tobie?Powiedz mu że nie wytrzymasz tego i powiesz jego żonie wszystko.
Wtedy zobaczysz prawdziwe oblicze tego człowieka. I to nie bedzie ten wydumany ukochany.

Ja na twoim miejscu zachowała bym resztę godności i przestała się płaszczyć o namiastki uczucia. Wszystko to było dla niego zabawą,frajdę.
Nie pytaj siebie czemu on się odkochał  bo moja droga on nigdy nie kochał...
Nie płacz nie proś, to i tak jego ci nie wróci. Zacznij odbudowywać własna godność. Uznaj że zostałaś oszukana, pokaż że cię to nie złamie.
Nie poświęcaj uczuć, myśli komuś kto jest po prostu bydlakiem i tyle.

15

Odp: Moje małżeństwo umarło. Dla mnie to była odskocznia i wielka nadzieja

różyczka idealnie opisałaś to wszystko. idealnie. rozum mówi mi to samo, ale w sercu boli i ściska coraz bardziej. i właśnie ta świadomość, że ja pokochałam a są niego to był tylko flirt tak boli.. że ja naprawde myślałam, tęskniłam a on poprostu wychodził i chyba zapominał że ja wogole istnieję. sama bym chciała odejść z pracy, ale tak jak pisałam bardzo ciężko znaleźć inną a bez pieniędzy nie utrzymam się..  masz chyba rację z tym dlaczego on się odsuwa.. kiedyś mi to powiedział że to dla mojego dobra.. ale zarazem mówi że z jego strpony nic się nie zmieniło. co za dupek. oszust. mówi jedno robi drugie. pobawił się i odłożył na półkę jak zabawkę. no niestety sama też jestem sobie winna. pierwszy raz mam taką sytuację.. dlatego dla mnie to było od razu cuzucie, nie sądziłam nawet że on może tylko się bawić. póki nie znajdę innej pracy to się nie wyleczę z tego. ale będę szukać. nie chcę podświadomie codziennie czekać i tęsknić i wspominać.

"W tej chwili widzi już w tobie tylko osobę , kobietę która dała się uwieść, która za dużo wie i za dużo sobie dopowiada"- tak dosłownie jest, dosłownie tak się czuję

"Nie pytaj siebie czemu on się odkochał  bo moja droga on nigdy nie kochał..."- nie kochał nigdy racja.. a ja idiotka błędnie sama sobie to chyba wmawiałam..

dziękuję za tego posta, napisałaś całą prawdę..

16 Ostatnio edytowany przez Kriss (2011-08-10 11:50:41)

Odp: Moje małżeństwo umarło. Dla mnie to była odskocznia i wielka nadzieja

Znajdź sobie jak najszybciej nową robotę, bo prędzej czy później szef Cię wyleje. Siedzeniem i biadoleniem - niczego nie załatwisz.

Spójrz na to z boku - jesteście z szefem dwójką dorosłych ludzi, z zobowiązaniami w postaci rodzin, postanowiliście się zabawić, fajnie było ale się skończyło. Koniec kropka. Nie obiecywał Ci że kocha na zabój, odejdzie od żony, etc. Od początku układ był prosty i oparty na dreszczykach, chemii i bzykaniu.

Ładne słówka? A jak Twoim zdaniem facet zachęca laskę do pójścia z nim do wyrka? "Zdejmuj majtki lala?" Dobry bajer to podstawa sukcesu. Niestety podłożyłaś się już na samym poczatku - nie potrafiłaś rozróżnić pracy od życia prywatnego.

NIE chodzimy z bezpośrednim przełożonym na drinki, NIE wprowadzamy go w niuanse naszego życia prywatnego, NIE ucinamy osobistych pogaduszek o dupie maryni. Twoje zachowanie zostało odczytane jako zachęta to przeniesienia znajomości na grunt prywatny, znajomość się przeniosła, zaliczono. Każdy wraca do swoich zajęć. Tym bardziej że on problemu nie widzi - to Ty masz wąty.

Brutalne ale prawdziwe.

I teraz - jesteś dla niego jak zapłakany wrzód na dupie. Jestem przekonana że tylko kombinuje jak się natychmiast wymiksować z niezręcznej sytuacji, zanim Ci "odwali" i zaczniesz robić sceny publicznie. Szukaj na gwałt nowej roboty - po prostu.

Co do małżeństwa, którego rozpad nastąpił właściwie po roku. Pomijając fakty, które do tego doprowadziły - absolutnie uważam, że każde z Was powinno ułożyć sobie życie na nowo. Jeśli jesteś na 100% przekonana, że TO NIE TEN - po prostu się rozwiedź. Nie da się tak po prostu "odebrać" dziecka - muszą być ku temu odpowiednie przesłanki. Opieką możecie podzielić się sprawiedliwie, bądź też możesz przytoczyć dowody wskazujące na fakt znęcania się ojca nad dzieckiem - jeśli takowe posiadasz lub posiadać będziesz.

A moze jednak warto się zastanowić i spróbować nie odbudować - a zbudować ten związek na nowo? Są poradnie, są mediatorzy, są terapie małżeńskie.

Nie wyobrażam sobie wychowywania dzieci w takiej atmosferze - jaka panuje u Ciebie w domu. Syn jest już na tyle duży, że nasiąka Waszym jadem jak gąbka, uczy się i w przyszłości będzie naśladował. Teraz gra nie idzie tylko o Ciebie, Twoje szczęście bądź nieszczęście, miłość, dupcenie czy co tam jeszcze. W momencie kiedy powołałaś na świat dziecko - bierzesz za nie absolutną odpowiedzialność i Twoje decyzje przekładają się bezpośrednio na jego rozwój, wartości, poczucie miłości, wzorce.

Teraz nie Ty jesteś na pierwszym miejscu - tym bardziej że sytuacja w której się znalazłaś - jest tylko i wyłącznie Twoim wyborem. Nikt Ci nie kazał, nie zmuszał, sama polazłaś.

A teraz usiądź na czterech, przestań z siebie robić ofiarę brazyliady i się zastanów jak zbudować dziecku normalny dom.

17

Odp: Moje małżeństwo umarło. Dla mnie to była odskocznia i wielka nadzieja

Kriss jak zwykle bardzo celnie  smile

Mandarynko droga pozostało ci zobojętnieć na jego urok, albo znienawidzić drania.

Rozumiem że w tej historii najbardziej bolesne jest to że zostałaś wystrychnięta na dudka. Że ktoś dla kogo poszłaś tak daleko zwyczajnie cie oszukał, zadrwił z ciebie.
To najgorzej boli, dlatego wykorzystaj ten ból. Niech ci ten ból przypomina co ci zrobił.

Ja czuła bym obrzydzenie na jego widok. Nie za to że nie pokochał a za to że widząc co się ze mną dzieje, brnął w to aż do złamania mi duszy.

Skup się na sobie, dziecko, zacznij porządkować swoje małżeństwo. Zbierz dowody na męża jeśli nadal jest brutalny i poniża cię.
Pomyśl nad wynajęciem czegoś dla dziecka i siebie, potem zgłoś męża o znęcanie i wtedy odejdź.

18

Odp: Moje małżeństwo umarło. Dla mnie to była odskocznia i wielka nadzieja

Kriss ale z Ciebie brutalna osoba:) ale racja racja.. tylko wiesz łatwo powiedzieć nie rób z siebie ofiary, a ciężej zrobić kiedy serducho ściska.. ale człowiek uczy się na błędach..

19

Odp: Moje małżeństwo umarło. Dla mnie to była odskocznia i wielka nadzieja

Kochana - głaskaniem po główce jeszcze nikt nikogo z szamba nie wyciągnął. A porządny kop w zadek a potem wiadro zimnej wody na łeb zawsze pomaga.

Nie Ty pierwsza się nieszczęśliwie zakochałaś - nie ostatnia. Im wcześniej poukładasz sobie życie na nowo - Tym lepiej dla Ciebie.

Pozwodzenia.

20

Odp: Moje małżeństwo umarło. Dla mnie to była odskocznia i wielka nadzieja

dzięki dziewczyny:)
różyczka a ty doskonale opisujesz to co ja właśnie czuję.. idealnie mnie rozumiesz.. właśnie nie to boli że ktoś nie kocha tylko to że dawał takie znaki, rozkochał a okazało się to tylko zabawą. no cóż będę szukać innej pracy, bo nie uwolnię się od tego uczucia widząc go codziennie..

21

Odp: Moje małżeństwo umarło. Dla mnie to była odskocznia i wielka nadzieja

Kobieto, musisz wziąć się w garść i odciąć się od obydwu facetów. Zmień pracę jak najszybciej - nigdzie nie jest łatwo ja znaleźć, ale jak się czegoś porządnie poszuka, to na bank się uda. Wszystkie radzimy Ci tu dobrze. Uwierz w to. Nie bądź ofiarą. Słowa męża, że zabije dziecko jest chyba mocnym argumentem na sprawie rozwodowej. Musisz to zrobić, bo się całkowicie pogrążysz.

22 Ostatnio edytowany przez Roszpunka (2011-08-10 16:47:24)

Odp: Moje małżeństwo umarło. Dla mnie to była odskocznia i wielka nadzieja

mandarynka1234 to strasznie niepoważne i niedojrzałe podejście do małżeństwa, ogólnie do życia. Bycie z kimś tylko dla reguły, nie ma przyszłości. Stracicie do siebie resztki szacunku. Lepiej rozstać się niż toczyć pod jednym domem ciągłe walki, albo życie koło siebie, a nie z sobą....
Spieprzyliście sobie życie i swojemu dziecku. Może brutalne słowa, ale sami na własne życzenie sad
Sama nie wiem czego Ci życzyć. Chciałaś być z facetem kosztem jego rodziny...
Myślę, że facet poprostu się Tobą pobawił i albo znudził, albo opamiętał.

23

Odp: Moje małżeństwo umarło. Dla mnie to była odskocznia i wielka nadzieja

Adminki. Na się nie zgadzam zeby niemała mandaryna1234 w kolejnym wątku pisała o tym samym i szukała usprawiedliwienia ze zdradzala męża z kierownikiem sklepu.... M
Mandsryna. Nawet jak napiszesz swoją rzewna historie 100 razy to i tak nic faktów nie zmieni. I nie szukaj tutaj wyjaśnień tłumaczeń usprawiedliwien swoich działań... Bo sama musisz ocenić swoje zachowanie...

24

Odp: Moje małżeństwo umarło. Dla mnie to była odskocznia i wielka nadzieja

Yyyy ja sprawdziłam - to ten sam wątek, tylko tytul zmieniony. Dziwne.

25

Odp: Moje małżeństwo umarło. Dla mnie to była odskocznia i wielka nadzieja

No bo kriss ten tytuł jest lepszy.
Moje małżeństwo umarło wiec jestem usprawiedliwiona... Rozumiesz?? Teraz my głupie forumowiczki z większa empatia podejdziemy do historii "z tylu sklepu"...
Bo jak jej małżeństwo umarło  to ma prawo. Nie???

To tyle w kwestii twojego głosu rozsądku. Po co cie słuchać jak można wątek zaadresowac do koleżanek w podobnej sytuacji które przyklaszcza.. Wiec zamiast nich napisze..
Nie osadzajcie bo was tez może to spotkać!! My biedne zakochana to nie nasza wina...

Kriss- robię się wredna i złośliwa...

26

Odp: Moje małżeństwo umarło. Dla mnie to była odskocznia i wielka nadzieja
End_aluzja napisał/a:

No bo kriss ten tytuł jest lepszy.
Moje małżeństwo umarło wiec jestem usprawiedliwiona... Rozumiesz?? Teraz my głupie forumowiczki z większa empatia podejdziemy do historii "z tylu sklepu"...
Bo jak jej małżeństwo umarło  to ma prawo. Nie???

To tyle w kwestii twojego głosu rozsądku. Po co cie słuchać jak można wątek zaadresowac do koleżanek w podobnej sytuacji które przyklaszcza.. Wiec zamiast nich napisze..
Nie osadzajcie bo was tez może to spotkać!! My biedne zakochana to nie nasza wina...

Kriss- robię się wredna i złośliwa...

Ja też robię się wredna i złośliwa jak czytam wpisy autorki smile))  Przepraszam ale ręce mi opadają....

27

Odp: Moje małżeństwo umarło. Dla mnie to była odskocznia i wielka nadzieja

RÓŻYCZKA dla mnie wymiatasz!!! To co napisałaś pozwoliłem sobie skopiować i zachować dla potomnych. Jak dla mnie majsterszytyk.
Kriss w standardzie dorzuciła do pieca. Mi też dorzucała, ale to chyba tylko na dobre wychodzi!!!

Teraz coś do autorki wątku. Nie ma usprawiedliwienia dla zdrady!!! Czy kiedykolwiek postawiłaś się w sytuacji jak byś sie czuła gdyby to Ciebie zdradzono?! Jeśli nie to polecam!
Co do małżeństwa... Moja rada jest taka, że zawsze można wszystko zakończyć. To jest jednak najprostsze rozwiązanie. Sam w życiu sobie bigosu narobiłem i jestem teraz w trudnej sytuacji niemniej jednak walczę. Tobie też to polecam. Przysięga małżeńska to nie recytowanie wierszyka w konkursie polonistycznym. PRZYSIĘGA ZOBOWIĄZUJE. Na dobre i na złe.
Twojego męża nie będę oceniał bo nie znam typa. Niemniej jednak też musi się obudzić. U mnie podziałała terapia szokowa. Żona mi powiedziała, że chce się wyprowadzić i się obudziłem. Nie sugeruje, ze powinnaś zrobić to samo, ale coś co mocno by gościa dotknęło - nie uraziło!
O odbudowie uczuć nie ma co pisać. IMHO trzeba zacząć od nowa!!!
i pamiętaj... najłatwiej powiedzieć ja nie dam rady się już starać, nie chce juz mojego małżeństwa. Pass można powiedzieć zawsze. Zadaj sobie jednak jedno podstawowe pytanie: CZY ZROBIŁAM JUŻ ABSOLUTNIE WSZYSTKO BY URATOWAĆ MOJE MAŁŻEŃSTWO?!

Życzę dużo siły i odwagi by walczyć
pzdr
K.

28

Odp: Moje małżeństwo umarło. Dla mnie to była odskocznia i wielka nadzieja

po pierwsze to od kiedy ktos zmienia tytul watku ot tak- bo poprzedni sie nie podobal? to admin tak kazdy tytul zmienia ot tak bo nie pasuje do tresci? po drugie- a czy ja szukam tutaj usprawiedliwienia i glaskania po glowie? poprostu poczytalam watki wielu osob, ktore tez popelnialy bledy i widze ze taka rozmowa pomaga chyba prawda? tak wiem zrobilam zle, ale jak juz wczesniej pisalam- za przeproszeniem nie bzykalam sie z typem ciagle i nie na tym to polegalo- ok zdarzylo sie 2 razy pod wplywem glupich emicji- czego teraz zaluje, ale to sa czyny a w sercu co innego. to jest raczej wiez duchowa i tego chce sie pozbyc. po to tutaj napisalam zeby znalezc jakies rozwiazanie jak wyjsc z tej sytuacji- tzn jak przestac myslec o tym drugim i jak szybko i bezbolesnie zapomniec. bo chyba niejedna z was byla w takiej sytuacji? a nieeeeeeeeeee przeciez wszyscy wokol sa swietojebliwi smile i zawsze wierni w myslach i czynach swoim partnerom. nie zrozumie nikt kto w podobnej sytuacji sie nie znalazl.

29

Odp: Moje małżeństwo umarło. Dla mnie to była odskocznia i wielka nadzieja
mandarynka1234 napisał/a:

po pierwsze to od kiedy ktos zmienia tytul watku ot tak- bo poprzedni sie nie podobal? to admin tak kazdy tytul zmienia ot tak bo nie pasuje do tresci? po drugie- a czy ja szukam tutaj usprawiedliwienia i glaskania po glowie? poprostu poczytalam watki wielu osob, ktore tez popelnialy bledy i widze ze taka rozmowa pomaga chyba prawda? tak wiem zrobilam zle, ale jak juz wczesniej pisalam- za przeproszeniem nie bzykalam sie z typem ciagle i nie na tym to polegalo- ok zdarzylo sie 2 razy pod wplywem glupich emicji- czego teraz zaluje, ale to sa czyny a w sercu co innego. to jest raczej wiez duchowa i tego chce sie pozbyc. po to tutaj napisalam zeby znalezc jakies rozwiazanie jak wyjsc z tej sytuacji- tzn jak przestac myslec o tym drugim i jak szybko i bezbolesnie zapomniec. bo chyba niejedna z was byla w takiej sytuacji? a nieeeeeeeeeee przeciez wszyscy wokol sa swietojebliwi smile i zawsze wierni w myslach i czynach swoim partnerom. nie zrozumie nikt kto w podobnej sytuacji sie nie znalazl.

Aleś się wkurzyła za kilka słów prawdy. Czemu natomiast obrażasz?

Ale do rzeczy.
Chcesz dostać coś, co nie jest możliwe. Nie ma recepty na "jak szybko i bezboleśnie zapomnieć". Mało tego, nie zapomnisz nigdy. Nie jest możliwe wykasowanie jakichkolwiek informacji z naszej pamięci. Zapominamy o rzeczach błahych, nieważnych.
Dla Ciebie Twój romans jest silnym przeżyciem. Nie zapomnisz o nim. Moim zdaniem, to dobrze, że pamiętać o nim będziesz. Nie po to, by się katować swoim zachowaniem, tylko po to, by je przeanalizować, wyciągnąć wnioski i nie popełnić powtórnie tych samych błędów.

30

Odp: Moje małżeństwo umarło. Dla mnie to była odskocznia i wielka nadzieja

niee nie obrazilam sie smile tylko latwiej jest porozmawiac z obiektywnymi osobami, niz przykladowa z mama czy przyjaciolka..

31 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2011-08-11 12:34:28)

Odp: Moje małżeństwo umarło. Dla mnie to była odskocznia i wielka nadzieja
mandarynka1234 napisał/a:

niee nie obrazilam sie smile tylko latwiej jest porozmawiac z obiektywnymi osobami, niz przykladowa z mama czy przyjaciolka..

Nie napisałam, że obraziłaś się. Też nie widzę powodu.

Dziwiłam się, czemu (też bez powodu) obrażasz innych pisząc:

mandarynka1234 napisał/a:

(...)bo chyba niejedna z was byla w takiej sytuacji? a nieeeeeeeeeee przeciez wszyscy wokol sa swietojebliwi smile i zawsze wierni w myslach i czynach swoim partnerom. nie zrozumie nikt kto w podobnej sytuacji sie nie znalazl.

32

Odp: Moje małżeństwo umarło. Dla mnie to była odskocznia i wielka nadzieja

Skoro nie koniecznie lisczysz na głaskanie, to Ci coś napiszę, prawda jest taka, że trafiłem tu idąc za Tobą tropem z innego wątku, gdzie oczy przecierałem, gdy docierało do mnie jak się wplątałaś w to co uważasz za miłość i jakie masz oczekiwania od niej:

Przeanalizuję sobie Twój wstęp

- Moje małżeństwo praktycznie umarło, więc dla mnie to była odskocznia i wielka nadzieja
- Poczułam się pożądana, chciana, "lubiana" przez kogoś w końcu
- Jak wspominałam coś o uczuciach to mówił "oj tam po co wiązać w to uczucia", "nie myślmy o przyszłości, tylko cieszmy się teraz", jedyne co mówił to "lubię cię"
- a ja jego pokochałam.. był moją nadzieją na lepszą przyszłość

Sama sobie jesteś sobie winna, czego nie rozumiesz w słowach ? po co wiązać w to uczucia ? to jest jasny klarowny komunikat! Seks tak ? uczucia ? nie! On Cię nie oszukał, sama się oszukałaś i nakręciłaś. Wcale się nie dziwie, że kiedy nic sobie nie robiłaś z jego słów stało się tak :

.. kiedy pytam co się dzieje mówi mi że to przez pracę, że nie ma czasu przyjeżdżać, że nie ma czasu napisać, zadzwonić

Egoistycznie patrzyłaś, na i uwierzyłaś w wymyślony przez siebie stan rzeczy, tylko, że nie zauważyłaś, że nikt nie chciał do Ciebie dołączyć, chciałaś mieć coś czego nikt Ci nie obiecywał, ba Ty masz nawet o to pretensje, co jest kompletnie idiotyczne:

.. brednie.. ale przecież jak się chce to człowiek zawsze znajdzie chwilę czasu.. ja szaleję jak go nie ma, w domu nie mogę się skupić tak bardzo tęsknię, a on..?

a on ma mnie chyba gdzieś.. spaliśmy ze sobą 2 razy.. ja zakochana.. szczęśliwa... on poprostu chyba się bawił

I co z tego że spaliście ze sobą, pytam co z tego? Parafrazując kogoś, to Ty nie wiedziałaś, że ludzie uprawiają ze sobą seks dla przyjemności, a nie z miłości, czy też w celach prokreacyjnych?

a ja nie mogę poradzić sobie z tym.. nie potrafię poradzić sobie z tym, że nagle z dnia na dzień to gaśnie u niego, ze coś zaczęło się rozkręcać, ja kocham na zabój, a u niego przeciwnie..

Obudź się, nie on Cię wykorzystał, lecz to Ty go wykorzystałaś. Przypisałaś mu rolę, w którą on od początku mówił, że się nie pisze. Ubrałaś, go we wszystkie swoje potrzeby i niespełnione wizje, oczekiwania, postawiłaś mu wymagania, których on nie tylko nie mógł odrzucić, lecz nawet nie znał. Dziwisz się ze jak się zorientował, co dla Was, dla niego, szykujesz, to odechciało mu się. Uważasz, swoją postawę jako fair wobec niego?

.. a ja głupia codziennie czekam w pracy, wypatruje.. i tęsknie jak szalona.. nie umiem skopić się na pracy, lży cisną się same do oczu.. ja go kocham.. on mnie "lubi" i powiedział ze uczuć w to nie chce wiązać..

Myślę, że głupia to jest wyjątkowo trafne określenie które wobec siebie użyłaś. Nie masz prawa rozliczać go z czegoś, czego wspólnie nie wypracowaliście.

.. o uczuciu z jego strony nie było mowy.. a myślałam na początku ze on tez coś czuje.. naiwna idiotka..

Może się przy tej okazji jednak czegoś nauczysz. Zapamiętaj sobie raz na zawsze, związek buduje się i utrzymuje w oparciu o rozmowę, a nie na wyobrażaniu sobie, tego co myśli druga strona i bazowaniu na tym.

?wykrzyczałam mu ze bawił się mną.. on oczywiście zaprzecza.. "nie Aniu nie mam cie gdzieś, lubię cie, nie jesteś zwykłą koleżanką"..

I miał chłop rację, zwykłych koleżanek się nie bzyka! Jesteś jego kochanką, tyle, że najwyraźniej nie umie uzyć tego słowa podobnie do słowa ?spadaj?

.. i nie mogę zrozumieć jak ta iskierka namiętności mogla tak szybko u niego wygasnąć.. ja kocham..

Najwidoczniej nie potrafisz rozróżnić dwóch rzeczy namiętności i miłości, nie na darmo te dwa określenia funkcjonują obok siebie. A może jednak słyszałaś takie określenia jak namiętnym kochanku ? i gdzie tu kurna miłość?

?jak go widzę serce wali mi jak szalone.. a on jest zimny jak głaz.. i ten jego chłód mnie zabija od środka.. kiedyś w jego oczach widać było ta namiętność.. teraz tylko chłód..
Jak bym usłyszał to co mu wykrzyczałaś, też bym na jego miejscu trzymał dystans.

? choć mówi ze nic się nie zmieniło.. ale nie przytula już.. nie całuje.. czasem w policzek ale chyba na odczepnego..

Mówi tak pewnie, bo pewnie znów chciałby zmoczyć, ale pewnie boi się, że coś Ci się znów ubzdura i woli mięć święty spokój, niż gorący numerek, a potem rozwrzeszczaną babę nad sobą ? czysta kalkulacja, prawidłowa nawiasem mówiąc.

.. a ja totalnie zwariowałam.. dusi mnie w gardle, w sercu, w żołądku..

Wiesz nie jestem specjalistą, ale duszenie w gardle, to złe oznaki, reszta jest w Twojej sytuacji raczej do przyjęcia.


? upadam na dno.. pokochałam a on bez uczuć bawił się.. błagam pomóżcie.. jak z tego wyjść.. jak przestać czekać na niego, staram się mieć go gdzieś a i tak podswiadomie każdego dnia mam nadzieje ze przyjedzie, ze coś poczuje do mnie.. jak przestać kochać.. kochać.. widząc go prawie codziennie.. widząc i czując ten chłód i brak uczucia.. to mnie tak boli.. mi się nie chce już nawet żyć.. nic mnie nie cieszy.. nawet nie umiem opiekować się moja córeczką.. ona widzi moje łzy.. a ja nie umiem przetłumaczyć sobie ze on nie jest wart.. jestem w ciężkiej depresji i czuję że umiera moje serce.. i moja dusza.. kocham wciąż i to chyba już obsesyjnie.. błagam.. błagam o pomoc..

Tu sprawa się kończy. Uczucie umrze, gdy umrze nadzieja. Może łatwiej by Ci było przestać tak egoistycznie patrzeć na świat, jak sobie pomyślisz, co mąż może przeżywać?

33

Odp: Moje małżeństwo umarło. Dla mnie to była odskocznia i wielka nadzieja

Wielokropek- nie chciałam nikogo obrazić
Dunkis- to mi teraz dopizdziles. Ale z punktu widzenia faceta idealnie to chyba opisales- jestem teraz pewna ze tak bylo. Masakrycznie szczery jestes- ale masz racje. I choc piszesz mi ze jestem glupia i naiwna idiotka- dzieki ci za to.

34

Odp: Moje małżeństwo umarło. Dla mnie to była odskocznia i wielka nadzieja

mandarynka - pomyliłaś miłość z namiętnością. Nie jesteś pierwsza i nie ostatnia ( niestety:( Szukasz kogoś kogo pokochasz i kto ,chciałabyś pokochał Ciebie.  Ale nie tędy droga - dwa podstawowe błędy: w miejscu pracy, żonaty mężczyzna.Trudno będzie Ci się otrząsnąć - ale przejdzie. Teraz najważniejsze jest zająć się swoją rodziną - bo na pierwszym miejscu jest dziecko, a zranioną  dumę i płaczącą duszę "zakop". Powodzenia!

35

Odp: Moje małżeństwo umarło. Dla mnie to była odskocznia i wielka nadzieja

ważko dziękuję smile chce wlasnie zakopac ta dume, ale jak widze codziennie tamtego w pracy i widze jaki chodzi szczesliwy, zadowolony to wrrr az mnie cholera bierze, a mnie sciska w srodku i lzy mam w oczach. tak jak wczesniej zostalo napisane- to nie on mnie oszukal tylko sama sie oszukalam zle odbierajac jego intencje. jak ja moglam dac sie w to wciagnac. myslec ze ktos moze choc troche pokocha. i to najbardziej boli- te poczucie oszukania samej siebie.. staram sie byc dla dziecka jak najlepsza mama, ale ostatnio rozsypalam sie i nawet mala to odczuwa. a ze mnie poprostu uszlo zycie. tak wiem- uzalam sie nad soba i ktos pomyslu ze robie z siebie meczennice- nie robie meczennicy tylko poprostu desperacko szukam wyjscia jak zapomniec o tym cholernym uczuciu i przestac cokolwiek czuc sad czas leczy rany.. ale jak sie odetnie od tej osoby- a ja predko pewnie sie nie odetne.. choc pracy nowej szukam

36

Odp: Moje małżeństwo umarło. Dla mnie to była odskocznia i wielka nadzieja
mandarynka1234 napisał/a:

Wielokropek- nie chciałam nikogo obrazić
Dunkis- to mi teraz dopizdziles. Ale z punktu widzenia faceta idealnie to chyba opisales- jestem teraz pewna ze tak bylo. Masakrycznie szczery jestes- ale masz racje. I choc piszesz mi ze jestem glupia i naiwna idiotka- dzieki ci za to.

mandarynko, taki jestem, czasem spojrzenie z innej perspektywy, pozwala skończyć z pretensjami do całego świata. Z jednego musze się wytłumaczyć, pisząc słowo g.....  jednyie przyznałem Ci rację, powtarzając je za Tobą, nie było moją intencją, obrażać Cię. Nie określiłbym Cie idiotką czy naiwną tak mógły powiedzieć ślepiec, Ty się dziewczyno zakochałaś się - to Twoja jedyna wina. Tak bardzo potrzebowałaś rzeczy, o których pisywałaś, że nie dostałaś, że nie patrzyłaś kompletnie na nic. Wielka potrzeba ciepła spowodowała, niestetz, że zraniłaś zupełnie niepotrzebnie faceta. Zauważ, on wciąż, traktuje Cię wyjątkowo, tak wynika z Twojego opisu. Inny facet trzepnąłby wszystki i nawet nie chciał z Tobą gadać! Rozlicz się ze swoimi potrzebami i popatrze na niego, jak na kogoś, kto dał Ci namiastkę tego, czego oczekiwałaś. Może uda Ci się na całość ogarnąć łagodniejszym i spokojniejszym okiem, w końcu dlatego tu napisałaś, by jakoś sobie z tym poradzić.

37

Odp: Moje małżeństwo umarło. Dla mnie to była odskocznia i wielka nadzieja

kiedys przeczytalam taka mysl- "nie placz ze cos sie skonczylo, tylko ciesz ze cos ci sie przydarzylo". Tak jak mowisz Dunkis powinnam spojrzec na to lagodniejszym okiem ze mialam namiastke tego, czego tak bardzo potrzebowalam. Tylko te cholerne serce ciagle sciska i boli i nie slucha mojego rozumu. I ciagle same mi przychodza mysli- co ja czulam, co myslalam- ze on czul, a tu sie okazalo- zonk. sama sie oszukalam bo zle odebralam czyjes intencje. I te samooszukanie sie- to jest najgorsze

38

Odp: Moje małżeństwo umarło. Dla mnie to była odskocznia i wielka nadzieja

Dobrze że zrozumiałaś, że sama sie oszukiwałaś, to nie świat Cię skrzywdził, zachowaj wspomnienia, załatw co masz złatwić.
Serce będzie cierpiało, na to nic nie poradzisz. Co w domu? Przecież takich rzeczy nie da się ukryć? Może zacznij od tego - tu rozwiąż, a potem zacznij szukać. Dla mężczyzny, mężatka - to kandydatka w pierwszej kolejności na kochankę, muisz się z tym pogodzić, no chyba że się taki mężczyzna zakocha, wtedy i tylko wtedy jest szansa, ale odemnie tego nie słyszałaś smile

39

Odp: Moje małżeństwo umarło. Dla mnie to była odskocznia i wielka nadzieja
mandarynka1234 napisał/a:

Tylko te cholerne serce ciagle sciska i boli i nie slucha mojego rozumu. I ciagle same mi przychodza mysli- co ja czulam, co myslalam- ze on czul, a tu sie okazalo- zonk. sama sie oszukalam bo zle odebralam czyjes intencje. I te samooszukanie sie- to jest najgorsze

No, wreszcie wniosek na który wszyscy czekaliśmy. tongue Dokładnie tak. Teraz jeszcze do załatwienia Twoje prywatne, domowe sprawy.
Serce poboli, ale przestanie. Każda świadomość rodzi się w bólach. Ból pozwala zapamiętać na dłużej.

P.S.
Dunkis - SZACUNEK. (Mam już taki gotowy szablon). Znalazłam (cytuję tu koleżankę) chyba adekwatny opis do tego, co dzieje się z osobą, która zrozumie prawidłowo przekaz Twojego kopniaka: "Obieranie mózgu nożykiem"
Hmmm... i wiesz co? Jesteś chyba jedynym znanym mi człowiekiem, który potrafi tak obiektywnie podejść do problemu. Zazdroszczę Ci tego...  Bardzo mi tego brakuje hmm  Subiektywnie rzecz rozpatrując, oczywiście big_smile

40

Odp: Moje małżeństwo umarło. Dla mnie to była odskocznia i wielka nadzieja
Dunkis napisał/a:

Dobrze że zrozumiałaś, że sama sie oszukiwałaś, to nie świat Cię skrzywdził, zachowaj wspomnienia, załatw co masz złatwić.
Serce będzie cierpiało, na to nic nie poradzisz. Co w domu? Przecież takich rzeczy nie da się ukryć? Może zacznij od tego - tu rozwiąż, a potem zacznij szukać. Dla mężczyzny, mężatka - to kandydatka w pierwszej kolejności na kochankę, muisz się z tym pogodzić, no chyba że się taki mężczyzna zakocha, wtedy i tylko wtedy jest szansa, ale odemnie tego nie słyszałaś smile

Dunkis w domu ciezko, ciezko jest udawac kiedy w sercu ktos inny. Ale wylecze sie z tego:) oby tylko nowa prace znalezc. Dlugo z mezem rozmawialismy- on widzi ze cos sie dzieje, ze to nie jest tylko kwestia tego, ze miedzy nami od bardzo dawna bylo zle, bo przedtem nie bylam taka placzliwa codziennie, mialam w sobie choc troche energii- a teraz nic, wewnetrzne zero. Dobra koniec uzalania sie nad soba:) Bylo minelo, trzeba teraz myslec co robic by bylo tylko lepiej. Pozdrawiam i dziekuje za wypowiedzi smile

41

Odp: Moje małżeństwo umarło. Dla mnie to była odskocznia i wielka nadzieja
mandarynka1234 napisał/a:

a wiecie co jest najgorsze? ze mam swiadomosc ze ten drugi nie jest wart, ze sie bawi, a pomimo tego nie moge przestac myslec, czuc, ciagnie mnie do niego jak cholera i pomimo tego czekam codziennie z glupia nadzieja ze go zobacze. naiwna idiotka. i nie radze sobie z tym. paradoks. wiedziec ze ktos nie jest wart a pomimo tego kochac caly czas..

Oh Tak, doskonale to znam... Dobrze rozumiem. Nie jesteś sama z takim problemem. Nie znam recepty na to, choć sama tez potrzebuje...

42

Odp: Moje małżeństwo umarło. Dla mnie to była odskocznia i wielka nadzieja

Mandarnko sytuacja nieciekawa, ale nie ty pierwsza i nie ostatnia źle ulokowałaś uczucia i cierpisz z tego powodu. Byłaś nieszczęśliwa i samotna w małżeństwie a twój szef skorzystał z okazji.
Nie znam męża,bo mało o nim piszesz ale szef to też niezły gagatek i podobnie jak wielu forumowiczów uważam, że miał juz przedtem takie wyskoki. Wiem, że łatwo jest piasc "zapomnij o nim , bo to zwykły podrywacz" i trudniej to wcielić w życie i wyrzucić z głowy kogoś kto jest tam już dobrze zakorzeniony i ja nie mam na to mądrej rady.
Skoro twierdzisz, że małżenstwo umarło i jesteś nieszcześliwa w małżeństwie, to je zakoncz, bo może zdarzyc sie tak, że histroia z szefem bedzie sie powtarzc i stale bedziesz wchodziła w jakieś nieciekawe romanse- a to nie jest życie- bo niszczysz samą siebie.
A jeżeli widzisz dla siebie i męża jakąś szanse- porozmawiajcie szczerze o waszym zwiazku.

43

Odp: Moje małżeństwo umarło. Dla mnie to była odskocznia i wielka nadzieja

w dniu dzisiejszym jak odwiedzil mnie moj "kolega" w pracy- oczywiscie w sprawach zawodowych, wymiotowac mi sie zachcialo. mdli mnie jak patrze jaki on szczesliwy i radosny chodzi, jakby to sie nigdy nie przydarzylo. jakby nigdy nic- ot tak. jak to wkurza.. no kuzwa.. mnie tu dusi od srodka a on chodzi i zobie zyje dalej szczesliwy i zadowolony- dostal co chcial, znudzilo mu sie i tyle i dalej zyje sobie szczesliwy. doslownie wymiotowac mi sie chce.

Posty [ 44 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Moje małżeństwo umarło. Dla mnie to była odskocznia i wielka nadzieja

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024