Cześć:)
Opowiem wam moją historię i liczę ogromnie na waszą pomoc : Półtora roku temu poznałam dorosłego faceta ,który sprawiał wrażenie okropnego gbura i nie lubiła go na początku .Lecz wszystko się z czasem zmieniło.Jakoś los nas tak zetknął, że spotkaliśmy się bez przypadek i zaczęliśmy poznawać się ,spędzać ze sobą czas, umawiać na pizze,chodzić do kina ,na kawę . Mieliśmy wspólny cel który zdobyliśmy- razem z tego sie cieszyliśmy .Choć ja sam go nie osiągnęłam, to własnie On mi pomagał mi w osiąganiu własnych marzeń ;)Razem żartowaliśmy ,śmialiśmy się ,dokuczaliśmy sobie ,wkurzaliśmy się zwajemnie.Dużo ze sobą rozmawiamy ,mówimy o prawie wszystkim ,znamy swoje tajemnice ,sekrety .Choć On nie wiem dlaczego nie rozmawia ze mną o dziewczynach , o swoich związkach ...?? Kiedyś mi powiedział ,że już na początku wiedział że będziemy mieć ze sobą dużo wspólnych tematów -podobno wyczytał to w moich oczach(że to w nich było to coś co mu podpowiadało że tak będzie ) ...I tak mijały miesiące ,aż w końcu zrozumiałam ,że kocham go, nie potrafiłam już tak się dusić tego uczucia w sobie i powiedziałam mu o tym.To był okropny błąd ,ponieważ On nie czuł tego samego co ja .Wtedy poczułam tak ogromny żal do samej siebie i chciałam zerwać znajomość,odejść , lecz On nie wiem dlaczego to zrobił ale nie chciał zrywać kontaktu ze mną ...Wiec musiałam ratować przyjaźń i skłamała wypierając się miłości , nie wierzył więc powiedział żebym powiedziała mu to prosto w oczy. Okłamałam człowiek którego kocham tylko dlatego żeby nie stracić jego przyjaźni ;(.Strasznie się dziś z tym czuję ,ale musiałam to zrobić .Nie chciałam żeby się litował nad mną. Z czasem wszystko przycichło,a ja zostałam z uczuciem w środku ...Lecz stało się coś czego nie mogę wyjaśnić ale pewnej nocy leżeliśmy koło siebie ,liczyliśmy spadające gwiazdy i stało się -zbliżyliśmy się do siebie przekreślając granicę przyjaźni - to nie raz (to było silniejsze od mnie ).Nie miałam odwagi na siebie spojrzeć w lustro po tym wszystkim. Postanowiłam: że zacznę inne życie bez niego ,ograniczę kontakt, spotkania do minimum ,że będę robić wszystko inne byle nie myśleć o nim ,że znajdę kogoś innego ...I tak się stało miałam kogoś ,ale nie potrafiłam się pozbyć wyobrażenia że mój facet to przyjaciel którego kocham ponad życie.Oczywiste było że taki związek skazany na nie powodzenie ...On też próbował mieć kogoś lecz też nie udało mu się ...Stwierdził że nudzi go staranie o dziewczynę...
A dziś siedzę w domu w ten deszczowy dzień i czuję się strasznie bezradna, ponieważ nie wiem co mam zrobić ...Nasze relacje nie są juz takie same jak na początku naszej znajomości,Oczywiście rozmawiamy ze sobą ,ale z mojej strony jest już inaczej -jestem zmęczona ,wyczerpana, pełna żalu w środku a jednocześnie pełna nadziej że może jednak ten cholerny los się odmieni i w końcu wyjdzie słońce ?
Czuję się tak jak by coś mi zabierał ..jakieś cząstki mnie :(Okropnie sie boję
P.S: Dodawałam ten wątek ale nie znalazłam porad ,więc postanowiłam zamieścić go tu i z góry dziękuję ;*