witam wszystkich!
piszę bo jestem w dołku, nie mam z kim porozmawiać... i postaram się krótko opowiedzieć moją historię... jestem z nim już 3 lata i prawie 5 miesięcy... na początku jak zawsze było ok... na początku nie byłam w porządku wobec niego- okłamywałam go że byłam doświadczoną dziewczyną i opowiadałm niestworzone historie o mnie i nnych chłopakach (była przyjaciółka powiedziała że mężczyźni lubią doświadczone), ale po 9 miesiącach bycia ze sobą powiedziałam że on jest tym pierwszym jedynym, że go okłamywałam... było cięzko ale mi wybaczył choć już na początku (przez kłamstwa) zaczął dziwnie traktować... nie pozwolił nigdzie wychodzić, ładnie się ubierać, malować... musiałam siedzieć w domu w książkach i chodzić spać o 20.00 i robiłam tak przez 1,5 roku bo myślałam że mi się należało za to ze go tak okłamywałam... on mówił ze boi się ze zostawię go dla innych i dlatego tak się zachowywał i mnie tak traktował... po tym czasie siedzenia w domu przytyłam 10 kg! masakra! gdy byliśmy ze sobą już 2 lata zaczęły się cholernie poważne kłótnie... wcześniej zdarzało się że ze mną zrywał ale za kilka godzin wracał... niestety nie raz zdarzyło się że w nerwach mną szarpał czy wyzwał od k***, s** itd. i jeszcze gorzej... za każdym razem mu wybaczałam... byłam nerwusem, egoistką, ale nie byłam zazdrośnicą lecz przez to że ciągle musiałm siedzieć w domu "jak w klatce pod kluczem" stałam się bardzo zazdrosna:( dzis sytuacja wygląda tak ze jesteśmy po kilku poważnych zerwaniach... ale z jakich powodów? ha bo nie zadzwoniłam za godzinę tylko za dwie i to znaczyło że go olałam... on denerwuje się o smsy, słowa, telefony... kiedyś nie pozwalał mi założyć konta na nk czy fb ale po wielu prośbach założyłam sobie... on nie toleruje mojej przyjaciółki i uważa że ze mnie matka teresa z kalkuty bo innym bym pomagała a o nim zapominam! nie prawda! całe moje życie i cały czas poświęciłam jemu... nie mam kolegów, zamknęłam się w sobie... on się zmienił i już od roku mam "wolność" mogę się ładnie ubrać czy coś w tym stylu ale on się wścieka o to np. że za rzadko rozmawiamy czy za często... od miesiąca walczyłam z moją zazdrościa i bardzo się zminiłam... ale on od pół roku co jakiś czas potrafił sprytnie znaleźć powód do zerwania i wychodziło na to że to moja wina... nadal mnie wyzywa i szarpie... nie poświęca mi już tyle czasu jak kiedyś ale sam wymaga ode mnie tego żebym była na każde zawołanie... wkurza się o byle co... i gdy od tygodnia było super on powiedział że nie chce ze mną być i zaczął wymyślać ze go olewam i nie mam dla niego czasu a ja każdą sekundę staram się powświęcić jemu... jestem w nim cholernie zakochana... ubłagałm go żeby mnie nie zostawiał to wymyślił że ja jestem zazdrosna o jego koleżankę która razem z nim jutro zostnie chrzestnymi ale powiedziałam że nie jestem zazdrosna to zaczął mówić że ma "fajne dupy" w pracy z którymi moze pogadać i pośmiać się a ze mną nie...i ja nie jestem fajna... chce mnie zostawić i szuka powodu do tego...Cały czas siedzę i płaczę, całe życie mi się zawaliło... Bo życie opierało się tylko na nim. Wszystko co robiłam, robiłam dla niego! WSZYSTKO! Teraz nawet nie wiem gdzie ręce włożyć i od czego zacząć budować swój własny świat. Bez niego nic mi się nie udaje... Ale czy on mnie w ogóle kochał? tez nie był święty i nie jeden numer wykręcił ale mu wybaczałam bo go kochałam i nadal kocham... pomóżcie! co mam robić? dać sobie spokój czy starać się? ![]()