Gdybym był leniem to właśnie tak bym napisał: "Musisz koniecznie pójść do psychologa" i myślę, że można by tu wielu osobom tak napisać w odniesieniu do ich problemów, jednak pytanie brzmi jaka wtedy byłaby wartość merytoryczna tego forum?
Jednak też nie odradzam, a więc pozostaje w tej kwestii neutralny i pozostawiam ten temat.
Skończyłem na opisywaniu Twoich problemów, problemów, które ja uważam za istotne w Twoim życiu. I teraz powstaje najważniejsze pytanie jak sobie z nimi poradzić, jak się z nimi uporać? Odpowiedź na nie to już jest tzw. ciężki chleb, no ale spróbuje 
Czy jesteś w jakiś sposób upośledzona emocjonalnie przez to, że w Twoim życiu nie było Ojca? Na pewno sobie nie raz zadałaś to pytanie w życiu. Ja na nie odpowiem i powiem nie, nie jesteś upośledzona emocjonalnie przez to, że w Twoim życiu nie było Ojca. Dlaczego tak uważam?, bo wiem, że potrafisz kochać. Skąd to wiem? w tym miejscu niestety już musisz mi zaufać 
Masz jednak pewne braki i potrzeby emocjonalne, wewnętrzne konflikty spowodowane złym podejściem do pewnych spraw. Jest sporo tego z czym musisz się pogodzić.
Napisałaś: "wychowałam się bez ojca lecz nigdy nie było kłótni między nim a nami, mama nauczyła mnie szacunku do niego i miłości" - w tym zdaniu wszystko jest złe, brak ojca, brak kłótni - wiesz co jest najgorsze od najgorszej kłótni? milczenie i co za tym idzie zduszenie wszystkiego w sobie, mama na pewno nie nauczyła Cię miłości, bo miłość nie jest czymś czego się można nauczyć, a co do szacunku to też wątpię, bo na szacunek to trzeba sobie zasłużyć, a jeśli Twojego Taty nie było to niby jak mógł sobie zasłużyć na Twój szacunek, zresztą jak w ogóle można szanować człowieka, który porzucił swoje dziecko?
Najgorsze chyba jest jednak to, że Ty czujesz się gorsza od innych, myślisz, że nie zasługujesz na wiele rzeczy, przez co oddajesz całą siebie, bojąc się, że to i tak może nie wystarczy. Tak jak nie zasłużyłaś na miłość i obecność Ojca w Twoim życiu, tak nie zasługujesz teraz miłość innych mężczyzn.
Boli Cię też fakt, że nie jesteś owocem miłości, tylko przypadku. A ja Ci powiem i co z tego
, przecież miłość też jest owocem przypadku, jak wszystko zresztą w naszym życiu.
Musisz pogodzić się z faktami i porzucić obraz świata idealnego. Z Ojcem albo zacieśnić stosunki, zbliżyć się do niego albo całkowicie się odciąć. Po ki chu.. On w ogóle dzwoni i życzy Tobie i Twojej mamie wesołych świąt mówiąc także, że masz zapomnieć o tym, że przyjedzie kiedykolwiek na Twój ślub. Mam takie wrażenie, że jest On człowiekiem w Twoim życiu, z którym łączyły Cię tylko alimenty i życzenia świąteczne przez telefon z Niemiec, a gdy chciałaś się do niego trochę zbliżyć to uderzałaś ścianą w mur. No to jest chyba najgorszy scenariusz jaki mógł Ci się przytrafić. Aby się zbliżyć do niego musiałabyś po prostu się znaleźć w jego życiu, a także w życiu jego rodziny i On też musiałby tego chcieć, a to wszystko pewnie jest niemożliwe, więc pozostaje opcja numer 2. Odciąć się, to też jednak nie jest takie proste, bo przed tym musiałbyś mu wybaczyć. Zrobić to bez szczerej, trudnej i bolesnej rozmowy z nim - ciężka sprawa. Nie wiem na ile go znasz, jak dokładnie wyglądają relacje między Wami, dużo tutaj zgaduję. Jednak wiem, że wybaczenie przyniosłoby Ci wielką ulgę, spokój wewnętrzny, pogodziłabyś się w końcu dzięki temu z własnym losem. To byłoby naprawdę dużo.
Tego jaką krzywdę Ci wyrządził i to nie tym, że Cię spłodził, bo dziecko nawet porzucone w szambie i uratowane będzie cudem i nadzieją, czymś niezaprzeczalnie pięknym i tak czystym choć brudnym od tego szamba, nie o to chodzi, tylko tym, że po prostu nie był Twoim Tatą, a powinien nim być nawet nie kochając Mamy, bo miłości nie można od nikogo wymagać - tego pewnie nie zrozumie nigdy, bo gdyby tak się stało to nie mógłby istnieć też w tamtej rodzinie, poczucie winy by go zniszczyło. Nie można przecież warzyć szczęścia pomiędzy dzieci - one wszystkie na nie zasługują po równo.
Wybaczanie wymaga wielkiego wysiłku, czasem uda się, po zrozumieniu wszystkiego, wyjaśnieniu sobie, czasem potrzeba konfrontacji z problemem, wyrzucenia z siebie wszystkiego, tego dobrego i tego złego, to jest tona szczerości. Musisz się z tym zmierzyć, ale niekoniecznie sama, gdyby tak w końcu pojawił się ten właściwy mężczyzna w Twoim życiu, nie mógłby - powinien wtedy pomóc.
Pamiętaj też o tym, że masz swoją rodzinę, nie dużą, bo jesteś tylko, a może aż Ty i Twoja Mama, ale to już rodzina. Doskonałość nie istnieje, takie rodziny rodem z reklamy margaryny, gdzie wszyscy są tacy piękni i szczęśliwi i mają takie super białe zęby - ja w to nie wierzę, nigdy takiej nie spotkałem, a trochę już widziałem. Zawsze było coś "niedoskonałego". Zresztą gdzie w Polsce doskonała rodzina, jak tu patologia na patologii i patologią pogania, po systemie komunistycznym, po którym pozostała masa ojców alkoholików. U Ciebie nie było "idealnie", ale też zawsze mogło być gorzej, wszystko jest kwestią tego ile masz siły w sobie, aby zaakceptować swój los, pogodzić się z nim, z tym czego Ci zabrakło no i oczywiście pracować nad sobą. Sprawiedliwość istnieje tylko w teorii, w stworzonym przez człowieka prawie, które musiałoby być doskonałe, aby sprawiedliwość mogła naprawdę zaistnieć, ale nie w życiu, życie to ciągła walka z przeciwnościami losu. Przewracamy się i wstajemy, jak dzieci, tylko, że jedne wstają i płaczą, a inne wstają i się śmieją 
Pamiętaj o tym, że jesteś bardzo wartościową i wrażliwą osobą, potrafisz kochać, a więc także możesz zostać pokochana i to bez konieczności ciągłego dawania. Dla niego (tego właściwego) wystarczy, że będziesz. I nie wierz nieznajomym facetom, mówię Ci, ja ich znam, bo sam jestem jednym z nich
Każdy powie Ci to wszystko co tylko chcesz usłyszeć, bo w zdobywaniu nie ma żadnych zasad. Ten, który pokocha nie będzie zdobywcą, bo miłości się nie zdobywa, przez to będzie inny i myślę, że to wyczujesz. Mężczyźni niestety często mylą pożądanie z zakochaniem, myślą , że kochają, a tak naprawdę kochają uprawiać seks, gorzej jak się znudzi. Tak myślę mogło być w przypadku Michała, na początku było fajnie, później zaczęło się nudzić i pojawiła się w jego głowie ta myśl, że On jednak nic nie czuje, że ten seks Go trzymał przy Tobie, pojawiło się poczucie winy, ale już nie ma siły udawać i do tego jak można być takim pustakiem (bydlakiem?). Być może się mylę, być może było inaczej, ale ja na jego miejscu na pewno nigdy nikomu bym się do tego nie przyznał. Ufaj swojej intuicji. Natomiast, gdy w Twoim życiu pojawi się mężczyzna, któremu poczujesz, że powinnaś powiedzieć "seks dopiero po narzeczeństwie" - zapomnij o nim. To będzie oznaka, że On już wywarł na Tobie jakąś psychiczną presję (choćby najmniejszą) w tym kierunku, stąd pojawiła się ta potrzeba. Ten, który coś poczuje, będzie na pewno chciał najpierw zajrzeć Ci w serce, a zdecydowanie później w majtki.
Nie możesz też kochać "za bardzo", bo udusisz każdego tą miłością. Musisz zawsze zostawić miejsce na ten kawałek tęsknoty, wyczekiwania, cierpliwości, niepewności, tajemnicy - to wszytko paradoksalnie jeszcze bardziej potęguje miłość i zwiększa jej odczuwalność.
Wydaje mi się też, że czujesz się samotna, jedyną prawdziwie bliską Ci osobą jest Twoja Mama. To niedobrze. Przydałby się ktoś jeszcze najlepiej przyjaciółka, bo z tą przyjaźnią damsko-męską to też skomplikowany temat. Niestety, aby nazwać kogoś przyjacielem trzeba trochę z nim przeżyć, tych fajnych i niefajnych chwil w życiu, a więc to też nie jest tak hop. Jednak taki człowiek to prawdziwy skarb, wiem, bo mam 
No i to tyle chyba, tyle jeszcze siedziało w mojej głowie, co chciałem Ci przekazać
Być może udało mi się nawet coś mądrego napisać 
Pozdrawiam i więcej szczęścia życzę w miłości 