Kiedyś ktoś opisał stały związek jako patrzenie na zawieruchę zimową przez okno. Siedzisz w ciepłym domku, popijasz gorącą herbatę i patrzysz na szalejący za oknem żywioł... Przez chwilę żałujesz, że jesteś tu gdzie jesteś, ale gdy uzmysłowisz sobie jak będziesz się czuł gdy przemarzniesz, jak szybko te upojne płatki zmienią się w zimną wodę, a malowniczo unoszony przez wiatr w górę śnieg, wciśnie ci się pod kurtkę...
I w rzeczywistości tkwisz tam gdzie jesteś, bo znasz człowieka z którym jesteś, bo może nie jest on doskonały a wasz związek bardzo gorący, to wiesz, że możesz na niego liczyć.
Niestety możemy wierzyć w miłość, możemy zapierać się, że to z miłości wciąż tkwimy tu gdzie tkwimy, ale wcześniej czy później pojawia się pytanie "A może gdyby to wszystko potoczyło się inaczej.."
Miłość ma różne oblicza.Miłość się zmienia, czasem w bardziej dojrzałą.. a czasem coraz bardziej słabnie. Różnie to bywa.