Na początek chcę powiedzieć, że to nie będzie wypowiedź desperatki, choć liczę się z tym, że nawet bez tego oto wytłumaczenie ktoś, kto to przeczyta może mi to zarzucić.
Być może w oczach wielu osób będzie wyglądało to jak akt desperacji. Ja osobiście się tak nie czuję. Nie piszę też po to, aby się żalić czy smucić. To ma być dla mnie tylko pewna forma potwierdzenia czegoś, może odszukania odpowiedzi na niektóre pytania, może także poznania zdania osób, które mnie nie znają i nie będą na siłę (jak to w przypadku znajomych) mówić mi, ze wszystko jest dobrze.
Mam 19 lat, studiuję. Staram się być w miarę ok w stosunku do innych osób, choć nie ukrywam, ze jestem nieśmiała i dość trudno mi jest nawiązać z kimś kontakt. Potrzeba mi dużo czasu, rozmów i spotkań z daną osobą, aby się otworzyć. Jednak nie zamykam się na poznawanie nowych ludzi. Czasem bywa i tak, ze walczę sama ze sobą, po to aby wyjść do ludzi.
Aa i dbam o siebie.
Problem pojawia się tutaj. Otóż faceci kompletnie się mną nie interesują. Nigdy z nikim nie byłam. Nie dlatego, że odrzuciłam kogoś, tylko właśnie dlatego, ze nigdy nikt mnie nie chciał.
Czytałam wiele podobnych historii w Internecie. Podobnych tylko w elemencie braku kogoś...Reszta była zupełnie inna...
Nie wiem dlaczego tak jest. Nie wiem co we mnie jest nie tak, co tak bardzo odpycha facetów. Może ktoś tutaj jest, bądź długo był w podobnej sytuacji?