Kocham mojego męża od zawsze była to moja pierwsza i jedyna miłośc i choc wiele razy mnie zawiódł to kochałam go i byłam cierpliwa jednak czasami zastanawiam się czy pomimo tak wielkiego uczucia jakim go daże nie powinnam odpuścic. Bo są tak zwane toksyczne związki wyniszczają człowieka i jego psychike i niestety tak jest z nami. Mamy czteroletniego syna na którym również to się w jakimś stopniu odbiło.
Nie mogłam bez niego życ jednak z nim też nie.
Jeśli nadal zawodzi Twoje zaufanie i uczucia, to uważam, że nie powinnaś siedziec cicho. Każdy człowiek ma swoją granicę wytrzymałości i Ty także ją kiedyś przekroczysz.
A powiedz mi, dlaczego teraz akurat o tym pomyślałaś ? Czy ogólnie, na codzień myślisz, że może za bardzo się poświęcasz ?
Nasze życie ostatnio to same zmiany obowiązki i problemy więc normalne że i kłótni jest coraz więcej jednak jeśli nie idziesz do pracy z powodu problemów w domu te jest już źle a u mnie to już reguła. Zawsze będe go kochac jednak czy nie lepiej miec spokój w duszy.
Aga, wszystko zależy jeszcze od tego jak on do tego podchodzi.
Czy chce coś zmienic, czy dla niego to już normalka i rutyna, że tak między Wami jest ?
On ma takie samo podejście jak ja jednak to jest męczące ile razy można coś zmieniac
Droga Ago, porozrzucałaś swój problem po działach i trudno go w całości ogarnąć. Jest problem Wasz jako związku i Wasz jako rodziny i nie można ich rozpatrywać osobno. W Waszej sytuacji nie ma rozwiązania które by kogoś nie krzywdziło. A może należy się zastanowić co jest powodem wszystkich zmian, o których nic więcej nie mówisz. Jakiego rodzaju są to zmiany?
Dokładniej to wygląda tak : w ubiegłym roku moi rodzice sprzedali dom w którym wszyscy mieszkaliśmy każde z nas kupiło swój własny w innym mieście. Nasz był do całkowitego remontu więc wzieliśmy kredyt hipoteczny na remont. Przez czas remontu mieszkaliśmy u teściów i było ok . Mały był przyzwyczajony do jednych i drugich dziadków bo to oni zajmowali się nim podczas gdy my byliśmy w pracy ale doszliśmy do wniosku że po przeprowadzce ja zmienie prace żeby go nie wozic 25 km dziennie. I tak wszystko szło dobrze aż do niedawna mąż miał wypadek i wstrząs mózgu, u mojego ojca wykryto raka i trzeba było amputowac mu noge a teściu miał stan przedzawałowy. W krótkim czasie zostaliśmy bez pomocy najbliższych a co gorsza bez możliwości udzielenia pomocy im. Aby ulżyc teściom którzy mieli zamiar wynając piętro na którym mieszkaliśmy przeprowadziliśmy się do domu pomimo tego że nie jest skończony i zaczeło się.
Dojazdy z dzieckiem po 25km no bo są wakacje a tu u nas przedszkola nie pracują mąż robi po 12 godzin dziennie bo remont nieskończony a pieniędzy z kredytu już nie ma. No a ja cóż pracuje na trzy zmiany zajmuje się dzieckiem domem, i remontem w miare możliwości o wyjściu do kina lub spotkaniu ze znajomymi nie ma mowy i tylko stres i problemy. Wiedzieliśmy że dom to studnia bez dna ale nikt się nie spodziewał że w tak krótkim czasie moi i jego rodzice zachorują . Mój mąż nie był przyzwyczajony do takiego życia więc zaczeło się od sms do koleżanek pomimo rozmów nic nie pomogło a ja cóz siedze zmknięta w nowym domu bez znajomych tylko praca dom i dziecko no i kłótnie, a do tego strach że zostane z tym wszystkim sama bo on jest podobny do swojego ojca a teśc niestety miał taką samą sytuacje i zostawił rodzine na 5 lat po czym wrócił skruszony. Jeśli ktoś powie mi o rozmowie to prosze ciągle rozmawiamy i nic z tego nie wynika a poradnia małżenska nie wchodzi w gre bo on nie chce.
Moze idzcie do jakiegos specjalisty po rade sa takie terapie...Przekonaj meza powiedz ze jesli mu zalezy na was to powinien sprobowac... Pozdr ![]()
Jeśli było by to możliwe to poszła bym do spesjalist jednak on to dobiera jako atak na swoją osobe.
Nigdy nie było mowy o rozwodzie czy o rozstaniu ale każdy pragnie miec stabilizacje.
Kiedyś słyszałam że łabędzie wiążą się w pary na całe życie i gdy jeden odchodzi to drugi nie umie życ umiera czasami myśle że z nami jest właśnie tak nie możemy byc osobno jednak wspólne życie to pasmo walki o przetrwanie związku.
Z tego co rozumiem to kłopoty w związku, to przede wszystkim ta sytuacja.
Ale właśnie oboje powinniście sobie wzajemnie wytłumaczyc, że nie macie na wszystko wpływu, na sytuacje jakie wydarzą się i co się dzieje obok Was.
Dlaczego przez to wszystko ma ucierpiec Wasza miłosc ?
Czy myślisz, że gdyby nie było problemów rodzinnych, związanych z chorymi Rodzicami i remontem, to wszystko wyglądałoby inaczej ?
Dopuki mieszkaliśmy u teściów a remont bł prowadzony z doskoku to problemy dotyczące zmiany miejsca zamieszkania przedszkola dojazdów do pracy czy mieszkania w warunkach odbiegających od normy nie istniały choroba rodziców dodatkowo napieła sytuacje ale ciągły brak czasu mijanie się w drzwiach spowodowały dodatkowe zgrzyty. Problem jest głęboki i wydaje się bez rozwiązania . W tym momęcie widujemy się 2 godzinny dziennie ja mam nocną zmiane a on pracuje od rana do 18 tak więc nawet nie ma kiedy poruszyc kwestji naszego życia.
Ale właśnie w przeciągu tych dwóch godzin powinniście moim zdaniem o tym rozmawiac.
Dlaczego w ogóle się mijacie, po co to wszystko robicie, dlaczego narażacie swoje życie i swojego dziecka na problemy.
Przecież gdyby Wam na niczym nie zależało nie robilibyście tego wszystkiego, prawda ?
Wydaje mi się, że jesteście po prostu zmęczeni, to wszystko nawarstwiło się i teraz Was dobija powoli.
zgadza sie jednak nie ma opcji jeżel chodzi o prace to żadne z nas nie moze zrzygnowac a mijamy się bo mamy dziecko z którym ktoś musi byc gdy jestśmy w pracy i koło się zamyka.
A czy rozważaliście możliwość wynajęcia niani, jakiejś pani, która chciałaby dorobić do emerytury? Odciążyła by trochę Ciebie i byłabyś spokojniejsza o dziecko. Myślę że koszt dowożenia dziecka te 25 km dziennie (w obie strony 50) byłby niewiele mniejszy niż zapłata dla takiej pani, a zawsze dziecko miałabyś ma miejscu. Zyskujesz odrobine czasu dla siebie i rodziny.
To w czym teraz tkwicie to rzeczywiście błędne koło wykańczające was psychicznie i fizycznie. Zabrnęliście już tak daleko że trudno znaleźć złoty środek i receptę na rozwiązanie sytuacji.
Nianie mamy ale dopiero od połowy wreśnia co i tak sprawy nie załatwi bo ja zmieniam prace żeby byc bliżej domu jednak wtedy będziemy się widywac średnio w weekendy i jwden tydzień w miesiącu a nie załatwione kwestje będą narastac i mnożyc się teraz rozmow jst problemem a dalej to będzie katastrofa .
Chciała bym wyjechac i zostawic to wszystko choc na pare dni cała ta sytuacja wykańcza mnie psychicznie i nie tylko mnie tyle tylko że ja ciągle musze uspokajac nerwy lekami lub drinkiem do poduszki a mąż po prostu bierze tyle nadgodzin ile się da.
Nie uspokajaj nerwów drinkami bo alkohol to fałszywy przyjaciel a mieszanka alkoholu i leków może okazać się zabójcza. Należy mieć nadzieję że jak skończycie remonty wasze życie wróci do normy. Życzę powodzenia i wytrwałości.
Jak wiele kobiet pragniesz stabilizacji. Materialnej, ale przede wszystkim emocjonalnej. Chcesz miec pewnosc, ze maz bedzie przy was bez wzgledu na to co was w zyciu spotka. Mezczynie, w tego typu przelomowych sytuacjach kryzysowych, jest trudno o optymizm i zapewnienia, ze sie ulozy. Mezczyzni czesto, jako glowy rodziny czuja sie winni za zla sytuacje swojej rodziny. Maja poczucie kleski i bardzo przezywaja swoja kleske (choc bywa, ze na zewnatrz pokazuja calkiem cos innego).
Czasem warto sprobowac wyciagnac pomocna dlon i zapewnic meza, ze nas nie zawiodl. Wiele zdarzen nie zalezy przeciez od nas. A wazne by byc ze soba i przetrwac burze. Nie oceniaj go przez pryzmat tescia. Miej wiare w meza i dajawaj mu do zrozumienia, ze kochasz go i chcesz z nim to przetrwac.
Pragnac zmiany w relacjach z drugim czlowiekiem zacznijmy zmiane od siebie. Dawajmy z siebie partnerowi to co sami pragniemy otrzymac.
Ktoś kiedyś powiedział, że jeśli zastanawiasz się nad tym czy dalej z kimś byc,lub czy nadal go kochasz,prawdopodobnie już przestało się kochac tą osobę dawno...Nie wiem ile w tym prawdy,wiem że ja trwałam w toksycznym związku wiele lat.Jedyne co mogę na ten temat mądrego powiedziec to to że taki związek uzależnia jak narkotyk.Jak narkotyk pomału niszczy,odbiera godnośc i honor,tracisz siebie i jesteś uzależniona(w pełnym tego słowa znaczeniu)...Ale jeśli nie jest ci znana żadne z tych uczuc to jest wszystko w porządku,może jakiś kryzys który trzeba pzeczekac-kochając jednocześnie... Ale gdy czujesz się tak jak ja się czułam walcz o siebie...Nie jest to proste ale póżiej żyje się łatwiej i szczęśliwiej choc w pojedynkę...Powodzenia i odpowiedniego wyboru!!!