Witam
Północ blisko - znowu wątpliwości i myśli nachodzą ... kogo wybrać ... A zaczynając od początku ...
Lat już ciut ponad 30, z tego 12 w małżeństwie ... trójka dzieci, do 3 do 10 lat ... i ta druga .... od 4 lat, i już nie wiem którą kocham a z którą jestem (lub chciałbym być) z przyzwyczajenia ... co mnie popchnęło do tego kroku? seks ... dostałem to co chciałem w nadmiarze od którego w głowie wiruje ... i obiecaliśmy sobie na początku że będzie tylko seks ... żadnego zakochiwania się ... a tu życie psikusa spłatało ... wyrosła miłość chyba większa niż z żoną ... a moze zauroczenie .... ale chyba mogę stwierdzić że pod wieloma względami jest znacznie lepiej niż z żoną ... nie tylko o seks chodzi ... mam wrażenie że znalazłem swoją drugą połówkę, tę prawdziwą ... rozumiemy się bez słów, dajemy sobie to czego potrzebujemy, i widzimy siebie takim jakim drugie widzi ... choć "dajemy" to zła forma ... dawaliśmy ... po wakacjach ostatnich po raz ostatni "zerwaliśmy" ze sobą ... nie rozmawiamy już dwa tygodnie ... po raz ostatni bo tych zerwań już trochę było ... zawsze mówiłem "rozstańmy się bo będzie coraz gorzej, będzie bolało coraz bardziej" ... ale ani ja ani ona nie słuchaliśmy głosu rozsądku .... no i wyrosło ... ból który rozrywa serce... z jednej strony, rodzina, żona z drugiej ona ... cały czas o niej myślę, tej drugiej, nawet gdy kocham się z żoną mam ją przed oczami ... czy to oznacza że o zonie nie myslę? gdyby to było takie proste ... myśle, wiele razy gdy wychodziłem od niej powtarzałem sobie "stary, twoja noga więcej tu nie postanie" .. i ydaje mi się że nie było to ot tak, w tych chwilach miałem taki NAPRAWDĘ SZCZERY zamiar ... gdy staneły mi twarze dzieci przed oczami, żony, serce mówiło "rodzinę kochasz ponad wszystko" ... ale po dwóch dniach serce już inaczej gadało ... i teraz nie wiem, niby się rozstalismy, wiedząc że tak ciagnać dalej nie mozna, wszystko co jako kochankowie mogliśmy sobie dać - daliśmy ... dalej już tylko małżeństwo było ... a sowjego nie potrafiłem przerwać ..
jak więc jest w moim urzędowym małżeństwie, teraz ok, kłócimy się dość rzadko, rozmawiamy, śmiejemy, kochamy ... tylko cały czas jest myśl, że ja jestem z niewłaściwa kobietą, czy z tamta byłoby lepiej - seksualnie o niebo, a w innych kwestiach, pewnie też tak samo, raz lepiej raz gorzej, gdy tak myślę wydaje się to takie proste, rozwód, dalej utrzymuje dzieci, widzimy się co jakiś czas ... tylko wiem ze to bardzo złudne myslenie ... nie byłoby to proste delikatnie mówiąc .... czy da się zbudować jedno szczęście niszcząc drugie? czy muszę poświęcać się aby byc z rodziną? moge sobie wmawiać że seks to nie wszystko, że przecież myślę głową, wszyscy wokół uważają nas za idealne małżeństwo, ale ... gdy przychodzi noc, w ciszy i ciemności ... nie portafię juz sam przed sobą przyznać ze jest wszystko ok, że z tą kobietą która śpi obok - zoną, chciałbym spędzić resztę moich dni ... boję się że gdy dzieci odejdą przyjdzie przeraźliwa pustka ...
da się tak żyć dalej, da pewnie, przeczekać, samo przejdzie? wątpię, może i przycichnie ale tęsknota pozostanie ...
wiele pań pewnie nazwie mnie tutaj brzydkimi słowami .. cóż, moze i zasługuje, może i ją wykorzystywałem, tę drugą ... ale w równym stopniu co ona mnie ... dawalismy sobie ogień ... żar który nie zgasł przez 4 lata, to z nią poznałem i zasmakowałem czym jest orgazm mój i czym może być orgazm kobiety ...
a bez niej ... wszystko straciło smak ... żona się dopytuje czemu chodzę smutny ... wymiguje się kłopotami w pracy ...
ech .. pomóżcie, naprostujcie ... albo złamcie całkiem ... bo już nie wiem co lepsze ...