"Uwielbiam" cierpieć z miłości... ? - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » "Uwielbiam" cierpieć z miłości... ?

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 10 ]

1

Temat: "Uwielbiam" cierpieć z miłości... ?

Witam was kobietki. Dawno się nie odzywałam, ale uważam że po az tak długiej przerwie mam wreszcie coś do powiedzenia.
Mianowicie chodzi o mój zwiazek...
Jeśli macie cierpliwość i chęć to wytrwacie do końca moich użalań się nas sobą...

Ostatnio między mną a P. nie jest najlepiej. Właściwie zastanawiam się kiedy było, czy w ogóle tak naprawde było. Mówi się raz na górze raz na dole. Tylko że my wciąż jestesmy gdzies pomiędzy. Niedokończone rozmowy, niedokończone kłótnie, niewypowiedziane słowa bo- on nie zrozumie, bo ja nie zrozumiem. Coraz bardziej utwierdzamy się w fakcie, że do siebie nie pasujemy... Coraz bardziej ja wątpię w idee naszego związku. Dwa lata i zamiast lepiej, jest gorzej. A może to tylko moja fikcja ? Nee, raczej nie.

Przestałam się już czuć potrzebna. Nie potrafię mu pomóc (nie, to nie są moje słowa... to On tak twierdzi... i chyba ma racje sad ), nie mamy już o czym ze sobą rozmawiac bo On tak naprawdę nie lubi poważnych rozmów, a ja nie lubię tych głupkowatych. Zależy mu na kolegach i nie potrafi zrozumieć, że i mnie zależy by ich miał- twierdzi, że i tak go ograniczam.

Coraz częsciej widzę w jego oczach rezygnacje, niechęć i zdenerwowanie do mnie. Pomimo to wiem, że mnie kocha. Wiem też, ze i ja go kocham. Choć muszę się przyznać przed wami do czegoś... Ja już nie chce go kochać, albo chociaż chciałabym potrafić go kochać jak nastolatka chłopczyka, a nie jak kobieta chłopca. Nie ma dla mnie recepty na przyszłość, muszę wierzyć w to, że On się zmieni albo ja go zaakceptuje... W moich myślach dałam mu jeszcze rok. Trzeci rok.

Nie widzę dla nas przyszłości. Już się staram nie łudzić, choć gdy nadchodzą dni naszych wzniesień to... marzenia o wspólnej przyszłości się pojawiają... Kto jesli nie On jest tym jedynym? Tym czułym, dobrym, wrażliwym i empatycznym mężczyzną pełnym życia ?


Może P. miał racje... może ja po prostu wyolbrzymiam wszystko bo kocham cierpieć z miłości...
Zatem nauczcie mnie abym nie kochała, bym mogła się cieszyć...

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: "Uwielbiam" cierpieć z miłości... ?

Widze, ze trafilam na bratnia dusze. Ja mialam identyczna sytuacje jak Ty. wSZYSTKIE TE WATPLIWOSCI ITD...  Brak powaznych rozmow.. Dwa dni temu moj zwiazek sie zakonczyl chociaz nadal ze soba mieszkamy. Nie wiem co bedzie dalej. Chociasz nie bylam z nim szczesliwa nie wyobrazam sobie dnia kiedy sie wyprowadzi i nasze drogi sie rozejda. Czy moze jestesmy typem kobiet ktore na wlasne zyczenie cierpia? Niestety nie potrafie Ci pomoc, ale pocieszajacejest dla mnie to, ze nie jestem jedyna "naiwana" kobieta na tym swiecie. Zakonczylam ten zwiazek z nadzieja, ze on jednak zrozumie, ze jestem mu potrzebna, ze to moze kolejny chyba juz 100 kryzys. Zycie pokaze... Jestem pewna jednego napewno nic nie wyolbrzymiamy.
Kto jesli nie On jest tym jedynym? Tym czułym, dobrym, wrażliwym i empatycznym mężczyzną pełnym życia ?

Dokładnie, a jak juz nie spotakm drugiego, ktory zaakceptuje moje wady itd... Mialabym zyc w samotnosci??

3

Odp: "Uwielbiam" cierpieć z miłości... ?

Mcrka przykre jest to co piszesz...może potrzebujecie od siebie odpocząć? zatęsknić? na spokojnie pomyśleć co dalej...? nie potrafię  Ci w żaden sposób pomóc ani doradzić...ja zawsze obawiałam sie nadejścia w związku dnia w którym nie będziemy mieli o czym rozmawiać...a Ciebie to spotkało....Trzymajs ie kochana życze Ci siły i wytrwałosci

4

Odp: "Uwielbiam" cierpieć z miłości... ?

To trudne... Ratować związek gdy są wątpliwości, gdy człowiek chce, ale nie chce. Kiedy raz jest dobrze, a raz fatalnie i brakuje sił. Też tak mam. Cisza podczas jazdy samochodem, obce spojrzenie, brak zrozumienia, brak czułych gestów, brak seksu. A czasami jest tak cudownie, że ogarnia mnie euforia, jestem szczęśliwa, że GO mam, że jest, że kocha. Chyba nie nazwałabym tego cierpieniem na własne życzenie. Ani też ślepą miłością. Po prostu to kolejny etap do przejścia i zaakceptowania. Bo związek trzeba pielęgnować, nie można osiąść na laurach i mieć wszystkiego w dupie. Trzeba rozmawiać - pomimo i ż czasem to nie przynosi efektów - trzeba dbać, trzeba robić niespodzianki, trzeba się starać. Ale dwie strony. I nie można - chociaż to trudne - oczekiwac zbyt wiele od siebie, od Niego. My też popełniamy błędy, my też czasem nie mamy ochoty na nic, też jesteśmy wredne, też ranimy, też odtrącamy. Musimy spojrzeć na siebie z dystansu i stwierdzić otwarcie, że my też nie jesteśmy idealne. I co z tego? Nie ma ideałów. Ważne aby to zrozumieć...

5

Odp: "Uwielbiam" cierpieć z miłości... ?

Znam ten motyw smile. Mcrka, to wcale nie chodzi o to, że lubisz cierpieć z miłości. Kobieta ma coś takiego jak intuicję i Twoja właśnie wysyła Ci sygnały że coś jest nie tak. Wiem co to znaczy gdy uczucie niby jest, ale po cichu się wypala. Gdzie chce się rozmawiać, ale coś sprawia, że dwie kochające się osoby nadają na innych falach... I to uczucie bycia "pomiędzy", a jednak uparta chęć zmienienia tego.

Mcrka napisał/a:

muszę się przyznać przed wami do czegoś... Ja już nie chce go kochać, albo chociaż chciałabym potrafić go kochać jak nastolatka chłopczyka, a nie jak kobieta chłopca. Nie ma dla mnie recepty na przyszłość, muszę wierzyć w to, że On się zmieni albo ja go zaakceptuje...

Wiesz co, gratuluję Ci tego stwierdzenia. Że miałaś odwagę przyznać to nawet nie nam, ale sobie.
Myślę że w wielu przypadkach jest tak, że to wcale nie kończy związku jedna strona. Czasami kończą go podświadomie dwie osoby, ale trzyma je razem to, że kochają. A przynajmniej jeszcze tak twierdzą. Oczywiście, jeżeli uważasz to za słuszne, zarówno dla siebie jak i jego, dajcie sobie o te kilka miesięcy więcej. To Cię bardziej przygotuje, utwierdzi w przekonaniu, że może faktycznie "nic z tego". A może i stanie się coś odwrotnego.

Mcrka napisał/a:

Nie widzę dla nas przyszłości. Już się staram nie łudzić, choć gdy nadchodzą dni naszych wzniesień to... marzenia o wspólnej przyszłości się pojawiają... Kto jesli nie On jest tym jedynym? Tym czułym, dobrym, wrażliwym i empatycznym mężczyzną pełnym życia ?

No i opozycja dwóch skrajnych myśli... Czyli chcę kochać, a już nie mogę, bo nie widzę naszej przyszłości. To nic dziwnego, że takie są. A teraz odpowiedz sobie na pytanie. Czy jesteś pewna że Twoje marzenia staną się takie, jakie masz teraz w głowie. My, kobiety tak pięknie wszystko idealizujemy. Czy na prawdę widzisz w nich tego faceta z którym jesteś? Czy może ten facet z marzeń ma cechy, których on nigdy nie będzie miał? Może to Ty dopisujesz mu jego charakter, zachowanie? smile... Mężczyzny w 99% przypadków nie zmienisz. NIGDY! Pamiętaj, aby nie dać omamić się własnym marzeniom, bo rzeczywistość jest totalnie inna. Rozgoryczenie z faktu, że on nie spełni Twoich oczekiwań końcowych może być o wiele większe, niż w tym momencie. A Ty nie akceptuj, jeśli tego nie chcesz. Będziesz się tylko męczyła. Masz być sobą, bo taka jesteś, tak się czujesz najlepiej i na świecie są faceci, którzy Cię właśnie taką zaakceptują. Przepraszam że piszę w samych pesymistycznych aspektach. Ale wiem, że kobiety często tak mają, bo gdzieś, w sercu, każda z nas boi się samotności, tego, że już nigdy nie będzie umiała kochać, lub nie znajdzie nikogo do pokochania. "Kto jeśli nie On jest tym jedynym?"- ktoś inny. Ktoś, z kimś będziesz miała o czym rozmawiać, kogo będziesz umiała pocieszyć, a on Ciebie. Kogoś, komu będziesz przekazywała swoją energie, on będzie robił to samo, a Ty, będziesz się czuła ważna, kochana, doceniona i bezpieczna. Z założenia gdy kogoś wybieramy, robimy to na całe życie. Zastanów się, czy jest możliwe, aby z tym człowiekiem, za 10 lat, było tak samo jak rok temu... Skoro już po dwóch latach jest nieciekawie...

6

Odp: "Uwielbiam" cierpieć z miłości... ?

Ooo matko,nie spodziewałam się aż tylu mądrych odpowiedzi !!!!!
Zacznę od początku:

Niuniaa-gdybym od niego odeszła to liczylabym wlasnie na to samo co Ty, ze wróciłby z podkulonym ogonem twierdząc ze beze mnie nie potrafi zyc... ale czy by wrócił? Nie mam takiej pewności sad Pisz jak się dalej potoczyło, może zanim popełnie jakiś błąd nauczę się chociaż czegoś od Ciebie :*

Desire1987- cóz pozostaje na starość? Nie ma urody, nie ma seksu, nie ma hobby, nie ma imprez... pozostaje tylko rozmowa... Jeśli mi dziś jej brak, to boje się przyszłości...

Azile- walcze o ten związek jak tylko potrafię, ale on odrzuca moje starania twierdzac iz nie musi o mnie walczyć. Ma racje, nie musi bo ma mnie na tacy.

Okruszka- ja juz nie potrafie byc soba. Nie ma mnie. On mnie takiej nie akceptuje....

Dziewczyny ja wiem, ze z tego co pisze to powinnam uciekać gdzie pieprz rosnie,ale moja milosc do niego...BOZE gdybym umiala nie kochac tak samo mocno jak kocham...
Teraz sie do siebie nie odzywamy, bo wczoraj wyszlam z domu z przyjaciółmi i nie napisałam mu o ktorej wracam. Znow sie pojawila zazdrosci nieufnosc... Nasz zwiazek jest oparty na bezsensie istnienia.

7

Odp: "Uwielbiam" cierpieć z miłości... ?

Mcrka - nieraz próbowałam Ci pomóc w innych wątkach. Dziś, czytając co piszesz, mam do powiedzenia tylko jedno - ale proszę zastanów się nad tym głęboko.
Otóż, czasem miłość to nie wszystko. Czasem, mimo wielkiej miłości nie ma tego wszystkiego, co ważne by zbudować trwały związek. Czasem dwie osoby muszą się rozstać i szukać swojego szczęścia gdzie indziej mimo, że oboje będą cierpieć i tęsknić. Czasem, mimo, że bardzo chcemy i bardzo się staramy nie odmienimy sytuacji. Bo wasze zachowanie nie wynika z niczyjej złej woli albo braku "walki" - tacy po prostu jesteście. Nie każdy mężczyzna potrzebuje rozmawiać - nie każda kobieta tego oczekuje.
Zrozum proszę, że nie ma tu żadnej Twojej ani jego winy - w takiej sytuacji często któraś ze stron - bądź obie - próbują się zmieniać, dostosowywać a w efekcie wcale nie są szczęśliwsze. Warto nad sobą pracować - nie warto jednak na siłę wpasowywać się w układ, który nam nie pasuje. I prędzej czy później zawsze z niego uciekamy.

Oczywiście spróbuj dać wam jeszcze czas - dwa lata to nie byle co i rozstanie powinno być ostatecznością. Z drugiej jednak strony nie bój się podjąć tej ostateczności - czasem to właśnie ona będzie początkiem czegoś nowego, lepszego i piękniejszego - nie tylko dla Ciebie ale także dla mężczyzny, którego kochasz.

8 Ostatnio edytowany przez mitsi (2010-06-15 14:53:53)

Odp: "Uwielbiam" cierpieć z miłości... ?

Ja mam podobnie jak autorka... Jestesmy razem 2 lata, przeszlismy kryzys, tak srednio sobie ufamy po tym, ale kochamy sie. Tyle ze... Rzadko kiedy czuje ze to do czegos zmierza... Czesto czuje ze nie chce go juz kochac bo za bardzo boli mnie myslenie o tym co sie miedzy nami wydarzylo, a on jest taki obojetny... I nigdy nie chce ze mna porozmawiac, popatrzec na mnie jak na osobe, ktorej moglby wszystko powiedziec... To ma dwie plaszczyzny... Z jednej strony jest mi OBOJETNE co sie z nami stanie, ale kiedy pomysle o tym, ze MI moze byc to obojetne, to wpadam w rozpacz

Czeka nas teraz rozstanie bo ja wracam do domu na 2 miesiace, studiowalam w jego miescie. Bede pracowac i, mam nadzieje, odpoczywac. Ale oboje sobie nie ufamy i on mowi "co ma byc to bedzie" a ja po prostu nie moge o tym myslec nawet. Sama sobie wmawiam ze pozyje tak z 2-3 tyg w nerwach a potem sie uspokoje i bede jakos z dystansem podchodzic do sprawy. Ale jesli tak sie nie stanie, to mam cale wakacje zepsute... A do tego jak wroce taka wymeczona i nieszczesliwa to on wcale nie bedzie mnie bardziej kochal a ja jego, wprost przeciwnie.

9

Odp: "Uwielbiam" cierpieć z miłości... ?
pennylane napisał/a:

Mcrka - nieraz próbowałam Ci pomóc w innych wątkach. Dziś, czytając co piszesz, mam do powiedzenia tylko jedno - ale proszę zastanów się nad tym głęboko.
Otóż, czasem miłość to nie wszystko. Czasem, mimo wielkiej miłości nie ma tego wszystkiego, co ważne by zbudować trwały związek. Czasem dwie osoby muszą się rozstać i szukać swojego szczęścia gdzie indziej mimo, że oboje będą cierpieć i tęsknić. Czasem, mimo, że bardzo chcemy i bardzo się staramy nie odmienimy sytuacji. Bo wasze zachowanie nie wynika z niczyjej złej woli albo braku "walki" - tacy po prostu jesteście. Nie każdy mężczyzna potrzebuje rozmawiać - nie każda kobieta tego oczekuje.
Zrozum proszę, że nie ma tu żadnej Twojej ani jego winy - w takiej sytuacji często któraś ze stron - bądź obie - próbują się zmieniać, dostosowywać a w efekcie wcale nie są szczęśliwsze. Warto nad sobą pracować - nie warto jednak na siłę wpasowywać się w układ, który nam nie pasuje. I prędzej czy później zawsze z niego uciekamy.

Oczywiście spróbuj dać wam jeszcze czas - dwa lata to nie byle co i rozstanie powinno być ostatecznością. Z drugiej jednak strony nie bój się podjąć tej ostateczności - czasem to właśnie ona będzie początkiem czegoś nowego, lepszego i piękniejszego - nie tylko dla Ciebie ale także dla mężczyzny, którego kochasz.

Dopiero dziś odczytałam Twoją wiadomość... To co napisałaś jest tak niesamowicie mądre...Ja gdzieś w głębi duszy to wszystko wiem, ale boje się samotności. Dziś Piotr do mnie przyjeżdża... chyba przeczytam mu Twój post... zacytuje te kilka ważnych zdań... Nie wiem jak Ci dziękować, jak Cię przeklinać i jak cię kochać za otworzenie mi oczu...

Posty [ 10 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » "Uwielbiam" cierpieć z miłości... ?

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024