Cześć dziewczyny !
trafiłam na to forum i ten wątek kilka minut temu i od razu postanowiłam się zarejestrować. Jak tu trafiłam ? zupełnie przypadkiem, wpisując w google coś czego szukałam wyświetliło mi się " co zrobić kiedy mój chłopak wyjeżdża" a że temat również dotyczy mnie, przejrzałam posty i bardzo ucieszyła mnie atmosfera forum, tego jak się tu wzajemnie wspieracie, dlatego właśnie postanowiłam napisać
W sumie nigdy wcześniej nie udzielałam się na żadnym forum więc to dla mnie nowe. Ja wiem, że ten temat to nie jest nic przyjemnego ale fajnie znaleźć osoby które tak samo to dotyczy i posłuchać rad tych, które już trochę przeszły w tym temacie. Człowiek od razu trochę lepiej się czuje jak wie, że więcej ludzi jest w takiej sytuacji jak on.
Może od początku...mój chłopak w zasadzie jeszcze nie wyjechał, więc tak naprawdę nie wiem jeszcze co to znaczy być z kimś na odległość, co nie znaczy, że nie przeżywam tego od dłuższego czasu. Poznaliśmy się pół roku temu i od razu zaczęliśmy się spotykać. Już od samego początku wiedziałam, że pod koniec września wyjeżdża na wymianę studencką na 10 miesięcy, ale na samym początku po pierwsze w perspektywie miałam do jego wyjazdu jeszcze bardzo dużo czasu, a po drugie wtedy jeszcze prawie nic dla mnie nie znaczył, nie wiedziałam nawet czy po kolejnej randce znów się spotkamy? Po miesiącu znajomości rozmawialiśmy na ten temat, czy chcemy się spotykać? przecież wiemy co to znaczy.... mówiliśmy sobie, że spotykamy się i jest nam razem fajnie ale nie chcemy się bardzo angażować bo przecież on wyjeżdża i to nie na krótko... ale wiedzieliśmy co robiliśmy, że każde kolejne spotkanie zbliża nas do siebie co raz bardziej, aż nie wiem kiedy, pokochałam tego chłopaka. Długo się przed tym broniłam, z powodu jego wyjazdu, ale pierwszy płacz przyszedł po kilku miesiącach znajomości, kiedy uświadomiłam sobie co do niego czuje, ale pomyślałam sobie wtedy "dziewczyno! wiedziałaś od początku w co się pakujesz i weszłaś w to bo wiedziałaś, że jesteś z nim tak szczęśliwa, że nawet jeśli potem pęknie Ci serce i będziesz ciągle płakać, to to pół roku jest tego warte" .Dzięki niemu właśnie poznałam smak życia ! Pojawił się w idealnym momencie, kiedy byłam o krok od depresji. Może nie znamy się jakoś szczególnie długo, ale widujemy się bardzo często,kiedy nie zaczęły się wakacje na uczelni widywaliśmy się codziennie, teraz kiedy wróciliśmy do domów, widujemy się co tydzień, na kilka nocy i tak zleciały nam wakacje, więc poniekąd mamy teraz taką namiastkę "na odległość", bo dzieli nas ok 400km, ale rozmawiamy codziennie. Widujemy się w Poznaniu, mieście gdzie oboje studiujemy. Kiedy zaczęły się wakacje było mi trochę ciężko, że z widzenia go codziennie, przeszliśmy na widzenie się kilka dni w tygodniu, ale przyzwyczaiłam się do tego, bo mając w perspektywie jego wyjazd do Włoch, cieszę się póki mam go w tym samym kraju. Całe wakacje kiedy tylko dopadał mnie dół z tego powodu, powtarzał mi, żebym się nie smuciła, bo to odbierze mi radość naszych spotkań i tak właśnie robiłam. Kiedy jestem z nim te kilka dni w tyg jest wspaniale, nie myślę o problemach, o tym, że zaraz będzie ok 1000 km ode mnie, tylko cieszę się, że jest blisko mnie. Tak trzymałam się do września... ale wraz z przyjściem września, w głowie włączył się zegar...4 tygodnie...3...no i 2... zostały nam 2 spotkania do jego wyjazdu, a ja od ponad 1,5 miesiąca płaczę każdego prawie dnia.To przychodzi tak nagle, kiedy się obudzę, albo biorę prysznic, biegam, gotuję, albo nie mogę zasnąć. On jeszcze nie wyjechał a ja już za nim tęsknię. Chyba milion razy myślałam już nad tym jak i kiedy mogę do niego polecieć i jestem gotowa pracować jak mała mróweczka żeby tylko zarobić pieniądze na bilety. Naprawdę jeszcze nigdy nie byłam w życiu tak szczęśliwa odkąd poznałam tego chłopaka i wiem, że będzie cholernie trudno, ale zrobię wszystko co mogę, żeby to przetrwało, bo wiem,że to, że on jest tego wart. Jest naprawdę niesamowitym chłopakiem, ale przede wszystkim dobrym człowiekiem. On sam spełnił masę moich marzeń, a wiem, że o tym wyjeździe marzył już długo przed tym zanim poznał mnie, więc nie mogę mu powiedzieć "proszę nie jedź" chociaż wiele razy patrzę na niego i wszystko we mnie krzyczy "nie zostawiaj mnie tu samej". Mam czasem takie dni kiedy po prostu budzę się rano, patrzę na jego zdjęcie, uśmiecham się i pewna tego w 100% mówię sama sobie "damy rade ! wytrzymamy! "ufam mu i mam takie pozytywne myśli, że polecę do niego po miesiącu,tyle wytrzymam, potem będą święta i nowy rok, który też mam nadzieję, spędzimy razem, później sesja na uczelni więc szybko zleci i tak dalej...do następnego spotkania, ale przychodzą też takie dni kiedy wszystko jest czarne i myślę sobie"nie będzie go kiedy będę się czegoś bała, kiedy będę potrzebowała przytulenia itp" Nigdy w życiu tak dużo nad niczym nie myślałam i nigdy tak bardzo mi na czymś nie zależało. Staram się myśleć, jak ogromne będzie szczęście kiedy znów go zobaczę. Nie wiem, czy jest jakaś rada na tęsknotę poza zrobieniem co można żeby zająć sobie czas i głowę ? Dlatego właśnie nie mam zamiaru siedzieć i czekać bezczynnie, tylko zrobiłam listę tego co chcę i zrobię w tym roku akademickim. Przede wszystkim magisterka, znalezienie pracy, wracam do chodzenia regularnie na fitness 4 razy w tygodniu, poza tym chciałabym zrobić certyfikat z angielskiego, może zapiszę się na lekcje hiszpańskiego, albo salsy, zależnie od funduszy, a tak poza tym, to realizacja pasji, chciałabym pójść na kursy kulinarne i szkolenia związane z przyszłym zawodem, także sporo mam zamiar wziąć sobie na głowę, żeby czas szybciej płynął a przy okazji - samorozwój
Mam nadzieję, że wszystko uda mi się zrealizować.Wiem, że niedługo czekają mnie dni płaczu i smutku i boję się tego bardzo, ale mówi się, że jak ludzie mają być ze sobą to będą, nie zależnie od tego co stanie im na przeszkodzie.
Kończąc mój pierwszy post, chciałabym powiedzieć jeszcze, że bije od Was niesamowita siła! Widać, że czasem jest ciężko, ale to jak walczycie,nie poddajecie się i dajecie sobie radę jest niesamowite ! Kto powiedział, że kobieta to słaba płeć ?