Wyciąłem poprzedni post, a edytować się już nie da, więc wklejam poniżej. Oliwko, postawy które reprezentujemy w dużej mierze kształtują nasze doświadczenia i wiedza. Na pewnym poziomie świadomości ciężko jest już być optymistą:
"Według Wikipedii optymizm, to [Pogląd filozoficzny, według którego istniejący świat jest najlepszy z możliwych i racjonalnie urządzony, a życie jest dobre, można więc osiągnąć w nim szczęście i doskonałość moralną. Podkreśla stosunek do życia, w którym świat postrzegamy przede wszystkim jako pozytywne miejsce, jako coś dobrego.]
To samo źródło mówi, że u chrześcijan pozytywne nastawienie wobec życia jest wynikiem wiary, a nie ludzkiego charakteru lub uwarunkowań."
W takim ujęciu optymizm zdecydowanie ułatwia wiarę i przysłania racjonalne spojrzenie. Nie będzie tu nic o teologii, czy innym bajkopisarstwie- zwykłem rzeczy nazywać po imieniu. Czy życie, które powstało na drodze ewolucji może budzić pozytywne odczucia? Może, choć zdecydowanie częściej u mnie budzi te negatywne. Od kiedy ten świat istnieje, jedno zjadało, zabijało drugie. Krążenie materii w ekosystemie opiera się na zjadaniu, zabijaniu. Proszę sobie obejrzeć w popularnym serwisie z filmikami, jak niedźwiedź polarny zabija i zjada morsa (jak to konkretnie wygląda). Animizując ewolucja zawsze propagowała zachowania, które można by określić jako destrukcyjne. Zabij, aby przeżyć- to prawo obowiązuje do dzisiaj i jest podstawą pewnie nie tylko ziemskiego życia. Może dlatego do tej pory jeszcze się nam nie udało z żadną pozaziemską formą życia skontaktować, bo formy te same się unicestwiają? Jak pokazują wydarzenia, my również powoli ku temu zmierzamy. Można mieć dom, dziecko, dobrą pracę, wierzyć w Boga i patrzeć optymistycznie w przyszłość, a pewnego dnia jedna "atomówka" czy nawet zwykły granatnik RPG jakiegoś fanatyka obróci waszą wiarę i życie w drobny pył, ukazując racjonalnie jak ten świat faktycznie wygląda i jakimi prawami się rządzi.
Mamy XXI wiek, czasy wiedzy i technologii, a jednocześnie miliardy wierzą w Boga, toczą się wojny religijne i polityczne, kilkaset milionów żyje we względnym dobrobycie, podczas gdy kilka miliardów żyje na skraju nędzy i śmierci głodowej. Zabawne, że tyle już osiągnęliśmy, ale tej jednej kluczowej kwestii przeskoczyć nie możemy. Nie, to nie jest zapowiedź apokalipsy czy innych wydarzeń, jakimi religie straszą niepokornych wyznawców. To tylko destrukcyjne mechanizmy ewolucji, nic więcej.
Ostatnio w Scientific American czytałem ciekawy artykuł o zależnościach między mimośrodowością orbit planet a szansami na powstanie życia, i trzeba to napisać, że wiedza o tych prawidłowościach to tylko kolejna cegiełka do ogródka opisanego zdaniem "planeta na której powstało nasze życie jest tylko jednym z tych ciał niebieskich, gdzie zaistniały wszystkie niezbędne do powstanie tego życia czynniki?. That?s all. Jak ktoś chce, może w tym widzieć Boga, czy bogów, ale co to za bóg który kreuje życie na planecie, wiedząc że w przyszłości zostanie ona i tak spalona przez gwiazdę, która to życie podtrzymywała? Przykładów na bezsens współczesnych religii jest mnóstwo. Nasze mity chrześcijańskie w zderzeniu z wiedzą o wszechświecie po prostu kupy się nie trzymają.
Te miliardy z wiary w jednego boga jednak nie powinny rezygnować, bo nie ma dla nich ani pracy ani miejsca w społeczeństwie dobrobytu, a co im da wiedza o religiach, wszechświecie? Pozostaje więc im, jak to nazywam, ?znieczulanie rzeczywistości?. Życie z bogiem jest proste i przyjemne.
Bogaci z kolei w Boga nie wierzą, bo to darmowe opium dla ludu, a ci co osiągnęli wszystko nie muszą się oszukiwać, że jeszcze gdzieś może być lepiej.
Współczesne religie pełnią więc jedną bardzo ważną, nadrzędną nad innymi funkcję: utrzymują olbrzymie ilości biedoty przy życiu, mamiąc ich życiem wiecznym i tym, że będą kiedyś przed tymi, którzy tu na Ziemi są przed nimi. Marzyć zawsze można, a znać prawdy o rzeczywistości nie trzeba. Przecież i tak wiele rzeczy można załatwić jednym słowem: Bóg, i o ironio zająć się wszystkim tym, czego oczekuje od nas ewolucja.