Czy uważacie, że pewność tego, że jesteśmy zbawieni możemy mieć żyjąc tu i teraz, na Ziemi?
Czy uważacie, że pewność tego, że jesteśmy zbawieni możemy mieć żyjąc tu i teraz, na Ziemi?
Czy istnieje zbawienie? Kto§ je widział albo przeżył?
Dla mnie obietnica zbawienia to jedna z manipulacji Kk by utrzymać w ryzach owce. Bojące się piekła i omamione obietnicą raju będą nie tylko płacić kasę ale staną w obronie swojego kościoła.
3 2013-03-29 10:27:04 Ostatnio edytowany przez Catwoman (2013-03-29 10:27:46)
Czy uważacie, że pewność tego, że jesteśmy zbawieni możemy mieć żyjąc tu i teraz, na Ziemi?
Zdecydowanie tak
To moja relacja z Bogiem i przyjęcie Jezusa, jako osobistego Zbawiciela oraz pogłębianie więzi, uczenie się Jego głosu, wykonywanie tego....największego z przykazań z Marka 12, 30-31.
Czuję się osobą zbawioną - nawet jeśli to zabrzmi jak szaleństwo bo jestem grzesznikiem, osobą niedoskonałą, która będzie już taka do końca swoich dni, tak właśnie jest.
Ostatecznie wszystko zależy od mojego Ojca w niebie, ale..... czuję, że mamy ze sobą właściwą więź i że zaufałam właściwej Osobie.
Ja nie mam pewności, co do mojego zbawienia. Staram się żyć według przykazań Bożych, ale nadal jestem grzesznikiem. Mogę mieć nadzieję, ale to tylko nadzieja, nie pewność.
Piotrze, nie jestem z Kościoła Katolickiego i uważam, ze zbawienie jest możliwe na Ziemi.
Jesteśmy zbawieni łaską, za darmo, dzięki wierze w Jezusa Chrystusa. Po to przyszedł On na Ziemię. Uczynki, które czynimy względem Boga i ludzi są konsekwencją wiary. Kochamy Boga i czynimy dobrze, miłujemy bliźniego z wdzięczności, że nas zbawił. Przeczytaj List do Rzymian 1, 16-17,; 3,20-28; 10,9 i inne.
Wtedy też wierzymy i praktykujemy:). I to jest wiara zbawiająca.
Co do bycia grzesznymi, to grzeszymy, bo mamy taką naturę i tu na Ziemi,to obawiam się "nieodzowne". Ale jesteśmy oczyszczeni z wszystkich grzechów w momencie, o którym napisała Catwomen, kiedy przyjmujemy Jezusa jako swojego osobistego Zbawiciela. Potem grzeszymy, ale za każdym razem,możemy prosić o obmycie Jego krwią i żyjemy dalej.
A czy myślicie że np człowiek neandertalski czy wczesne formy homo erectus też będą zbawione?
A czy myślicie że np człowiek neandertalski czy wczesne formy homo erectus też będą zbawione?
Po ktorejs z kolei reinkarnacji na pewno.
brzydulla napisał/a:A czy myślicie że np człowiek neandertalski czy wczesne formy homo erectus też będą zbawione?
Po ktorejs z kolei reinkarnacji na pewno.
Trochę Ci się poplątały religie. Po którejś tam reinkarnacji można co najwyżej dostąpić nirwany. Chrześcijaństwo reinkarnacji nie akceptuje.
brzydulla każdy będzie sądzony "według poznania". Sądził będzie Bóg, więc na pewno sprawiedliwie.
brzydulla każdy będzie sądzony "według poznania". Sądził będzie Bóg, więc na pewno sprawiedliwie.
Australopitek 'poznanie' miał żadne więc pewnie tak... No chyba że wg religii to jeszcze nie człowiek.
Wierzysz w tzw 'grzech pierworodny'?
Słyszałem opinie, że ludzie z in vitro nie będą zbawieni. Czy nie dostąpią też zbawienia osoby sklonowane?
Nauka, technika, biomechanika, genetyka wciąż się rozwijają. Co musi posiadać istota ludzka lub na pół ludzka by dostąpić zbawienia? Czy Bóg zbawiając kogoś określi granicę do której ktoś jest człowiekiem a po przekroczeniu jej już nie?
Wiem, że to być może fikcja ale kto wie? Może za kilkadziesiąt lat społeczeństwa religijne staną przed takimi dylematami.
Polecam film "Człowiek przyszłości" z Robinem Williamsem.
Catwoman napisał/a:brzydulla każdy będzie sądzony "według poznania". Sądził będzie Bóg, więc na pewno sprawiedliwie.
Australopitek 'poznanie' miał żadne więc pewnie tak... No chyba że wg religii to jeszcze nie człowiek.
Wierzysz w tzw 'grzech pierworodny'?
Nie wiem, co "wg religii". Wiem i poświadczam: Bóg jest ogromną miłością i nie chce niczyjej straty. Chce u Siebie zobaczyć każdego człowieka. Jego sądy są sprawiedliwe i nie mnie oceniać te decyzje, bo nie jestem w stanie pojąć Jego łaski, Jego myślenia.
Grzech pierworodny... jeśli zamienimy słowo 'grzech' na 'przekleństwo' to owszem- takie coś istnieje. Jednym przekleństwem jest to, że nasze ciało niszczeje, a w końcu umieramy. Żadnego innego grzechu nie popełniliśmy, zaraz po urodzeniu, za który musimy pokutować.
Grzeszyć może jedynie osoba nie dość, że świadoma, to świadoma grzechu.
pinkpiwonia napisał/a:brzydulla napisał/a:A czy myślicie że np człowiek neandertalski czy wczesne formy homo erectus też będą zbawione?
Po ktorejs z kolei reinkarnacji na pewno.
Trochę Ci się poplątały religie. Po którejś tam reinkarnacji można co najwyżej dostąpić nirwany. Chrześcijaństwo reinkarnacji nie akceptuje.
****
brzydulla, nic mi sie nie poplatalo, twoje pytanie bylo nielogiczne PONIEWAZ: ani neandertalczyk ani homo erectus NIE BYLI CHRZESCIJANAMI ale w ktorejs tam reinkarnacji moga nimi zostac, i jak sie postaraja to beda zbawieni. ![]()
pinkpiwonia żadnymi uczynkami zbawienia się nie zdobędzie.
Czy tylko chrześcijanie będą zbawieni? Bardzo w to wątpię
Ale zostawmy to Bogu.
brzydulla, nic mi sie nie poplatalo, twoje pytanie bylo nielogiczne PONIEWAZ: ani neandertalczyk ani homo erectus NIE BYLI CHRZESCIJANAMI ale w ktorejs tam reinkarnacji moga nimi zostac, i jak sie postaraja to beda zbawieni.
pinkpiwonia, żadna religia chrześcijańska nie przyjmuje wiary w reinkarnację. Jeśli przyjąć że mamy duszę jak to chrześcijaństwo zakłada,to ta dusza ma tylko jedną szansę na ziemi i tylko w jednym ciele.
Mówisz że tylko chrześcijanie mogą być zbawieni? No ale tonie wina człowieka neandertalskiego że chrześcijaninem nie był...
Catwoman, mówisz że przekleństwem jest że nasze ciało niszczeje... Ja myślę że przekleństwem by było gdyby nie niszczało...Mimo że większość z nas nie chce umierać, to pomyśl jakim strasznym przekleństwem byłoby gdybyśmy mieli trwać wiecznie, gdybysmy mieli swiadomość że skoro już powstaliśmy to musimy być i nigdy końca nie będzie... Myślę że nawet najszczęśliwsi by w końcu mieli dość...
brzydulla Na pewno nie będzie żył wiecznie nikt, kto by się w tym męczył ![]()
17 2013-03-30 15:26:12 Ostatnio edytowany przez brzydulla (2013-03-30 15:26:37)
Cat,obawiam się że chrześcijaństwo nie daje w tej kwestii żadnego wyboru -możesz żyć wiecznie szczęśliwa w niebie albo nieszczęśliwa w piekle,ale to drugie też wiecznie...
Poza tym ci którzy uważają że chcą zyć wiecznie też mogą zmienić zdanie za jakieś kilkaset czy kilka tysięcy lat tej błogiej sielanki...
Nie droga brzydullo sprawa ma się inaczej. Może spróbuję naświetlić nieco:
Ludzie, którzy zaufali Bogu, są ... jednym duchowo ludem i tęsknią za spotkaniem z Bogiem. Uwielbiają pogłębiać z Nim więź każdego dnia i nie mogą się doczekać, gdy spotkają się wszyscy na tej Ziemi Obiecanej ![]()
To nie jest tak, że ktoś siłą, że się kogoś będzie nakłaniać do pójścia tam, gdzie nie chce.
To co stanie się z niewierzącymi?
Brzydullo, Pinkpiwonio, Piotrze, jedyną Waszą odpowiedzią na pytanie o pewność zbawienia jest zajmowanie się wszystkimi innymi ludźmi wokół Was. A co z Wami?
A propo nudów w wieczności z Bogiem i innymi wierzącymi. Po nabożeństwie w naszym zborze dużo osób zostaje jeszcze na rozmowy,aby cieszyć się przebywaniem razem. Nigdy nam się nie nudzi, aż czasami żal się rozstać na cały długi tydzień. Myślę, że tak samo nie będzie się nam nudzić w wieczności. Jan i Jakub podczas przemienienia także nie chcieli rozstawać się z Jezusem,Eliaszem i Mojżeszem, bo było im tam cudownie. Macie złe wyobrażenie o niebie, które będzie miało inny wymiar, tak samo jak i my będziemyw inych ciałach.
Jola, moje pytanie jest mniej więcej o mnie i mnie podobnych, tylko tego tak nie ujmuję... Z tymi innymi ciałami to też tak do końca nie wiadomo, nigdzie nie jest powiedziane że dostaniesz jakieś lepsze
Myślę że chodzi o nasze własne,w oparciu o błedne przekonanie że każdy co najmniej lubi swoje ciało.
A kwestia człowieczeństwa ludzi pierwotnych w świetle wiary intryguje mnie od dawna i jakoś nie mogę znaleźć przekonującej odpowiedzi...
Trochę to odbieram inaczej, że siebie w tym wszystkim "omijasz". A co do ciała, to Jezus miał trochę inne ciało po zmartwychwstaniu lub chociażby podczas wspomnianego przemienienia.
Podchodzę do kwestii bardziej 'globalnie'.
Trochę inne, ale jednak rozpoznawalnie swoje. Ja nie chciałabym być wiecznie uwięziona w ciele brzydkiego kurdupelka, nawet jeśli będzie ono trochę bardziej świecące...
Nie wierzę, żeby Pan Bóg na wieki pozostawił w swoim zdeformowanym ciele ludzi, którzy są po wypadkach, nie widzą, nie mają rąk i nóg itp. Skoro ludzie mogą zmieniać na Ziemi ludzkie ciało, to tym bardziej wszechmogący Bóg w niebie.
Jak czytam te posty no nijak się to kupy nie trzyma. Im bardziej się człowiek zagłębia w szczegóły tym bardziej ta teoria się rozłazi.
Jak czytam te posty no nijak się to kupy nie trzyma. Im bardziej się człowiek zagłębia w szczegóły tym bardziej ta teoria się rozłazi.
Czemu jesteś tak wrogo nastawiony do Boga i chrześcijaństwa (czyt. kościoła)? Czy Bóg i ludzie tak Cię skrzywdzili,że rozprawiasz się z nimi na lewo i prawo?
pinkpiwonia żadnymi uczynkami zbawienia się nie zdobędzie.
Czy tylko chrześcijanie będą zbawieni? Bardzo w to wątpięAle zostawmy to Bogu.
***
Catwoman,Chrzescijanie nazwali Zbawieniem- przebywanie DUSZY w bliskosci Boga.
Inne religie nazywaja to inaczej, ale my teraz mowimy o chrzescijanstwie.
Tak wiec KAZDY chrzescijanin zyjacy scisle wedlug 10 Przykazan Bozych , bedzie zbawiony.
Jesli chrzescijanin zyje podlug siebie , i czyni inaczej niz BOG przykazal to prawdopodobnie nie jest chrzescijaninem ...
bo CZYNIC = UCZYNKI
***
brzydulla, wiadomo ze skoro chrzescijanstwo odrzuca reinkarnacje , a czlowiek pierwotny chrzescijaninem NIE BYL , wiec nic nie stoi na przeszkodzie aby pare razy inkarnowal, nie jest powiedziane ze musi inkarnowac jako chrzescijanin , moze np. jako buddysta...
Tez sie zastanawiam , co stalo sie z duszami milionow ludzi zyjacych przed chrzescijanstwem i judaizmem bo przeciez Jezus, syn Bozy zostal zeslany na ziemie dopiero przed 2000 lat.
Do mnie przemawia logicznie jedynie reinkarnacja.
brzydulla, wiadomo ze skoro chrzescijanstwo odrzuca reinkarnacje , a czlowiek pierwotny chrzescijaninem NIE BYL , wiec nic nie stoi na przeszkodzie aby pare razy inkarnowal, nie jest powiedziane ze musi inkarnowac jako chrzescijanin , moze np. jako buddysta...
Tez sie zastanawiam , co stalo sie z duszami milionow ludzi zyjacych przed chrzescijanstwem i judaizmem bo przeciez Jezus, syn Bozy zostal zeslany na ziemie dopiero przed 2000 lat.
Do mnie przemawia logicznie jedynie reinkarnacja.
Reinkarnacja w żaden sposób nie jest potwierdzona naukowo, a i dla wierzących (chrzescijan oczywiście),nigdzie nie jest powiedziane że jeśli urodziłeś się przed Jezusem to będziesz się reinkarnował dotąd aż będziesz miał możliwość go poznać żeby mieć szansę na zbawienie...
Problem nieznajomości Jezusa nie dotyczy wyłacznie ludzi przed jego narodzeniem. Nawet i potem wielu żyjących poza południem Europy nie miało możliwości o nim usłyszeć...
A co do tych żyjących przed judaizmem...Podobno Bóg stworzył Adama i Ewę zeby zyli sobie w raju tylko ci się postawili i stąd grzech... Ale to od nich pochodzi naród żydowski... Więc tych,którzy zyli przed nimi chyba jednak nie stworzył Bóg a w takim razie nie ma co zawracać sobie głowy ich zbawieniem...
pinkpiwonia ludzie PRZED Chrystusem wierzyli w obietnicę Jego przyjścia, my - wierzymy, że przyszedł, umarł za nas i zmartwychwstał. Ludzie od początku świata byli przygotowywani na Jego przyjście.
ps. Czytałaś kiedyś dokładnie Biblię?
30 2013-03-31 10:39:11 Ostatnio edytowany przez brzydulla (2013-03-31 10:39:45)
pinkpiwonia ludzie PRZED Chrystusem wierzyli w obietnicę Jego przyjścia, my - wierzymy, że przyszedł, umarł za nas i zmartwychwstał. Ludzie od początku świata byli przygotowywani na Jego przyjście.
Cat -tylko Żydzi. Bóg nie uznał za stosowne objawić się nie Żydom.
Uważasz że wszyscy inni to nie ludzie?
brzydulla w NT pisze, że zbawienie jest dla wszystkich, czy to "Żyd, czy Grek, kobieta czy mężczyzna".
brzydulla w NT pisze, że zbawienie jest dla wszystkich, czy to "Żyd, czy Grek, kobieta czy mężczyzna".
Pod warunkiem że przestrzegają 10 przykazań i innych wskazówek Jezusa. Ja pytam o tych którzy takiej mozliwości nie mieli z przyczyn historyczno-geograficznych bądź byli zbyt prymitywni by przestrzegać czegokolwiek poza samoobroną i napełnieniem zoładka.
Według Biblii: Ponieważ to, co o Bogu wiedzieć można, jest dla nich jawne, gdyż Bóg im to objawił. Bo niewidzialna jego istota, to jest wiekuista jego moc i bóstwo, mogą być od stworzenia świata oglądane w dziełach i poznane umysłem, tak iż nic nie mają na swoją obronę....(List do Rzymian 1,19-20).
Jakie mają poznanie, to i tyle będzie się od nich wymagać. Będą sądzeni według swojego sumienia.
Ojciecpiotr napisał/a:Jak czytam te posty no nijak się to kupy nie trzyma. Im bardziej się człowiek zagłębia w szczegóły tym bardziej ta teoria się rozłazi.
Czemu jesteś tak wrogo nastawiony do Boga i chrześcijaństwa (czyt. kościoła)? Czy Bóg i ludzie tak Cię skrzywdzili,że rozprawiasz się z nimi na lewo i prawo?
Nie można być wrogo nastawionym do czegoś w co się nie wierzy. Tak jak wszyscy inni przedstawiam swoje poglądy i staram się nikogo nie atakować.
Zauważam tylko to, że jak się przedstawia argumenty trudne do podważenia, to osoby wierzące odbierają to jako atak na swoją religię.
Według Biblii: Ponieważ to, co o Bogu wiedzieć można, jest dla nich jawne, gdyż Bóg im to objawił. Bo niewidzialna jego istota, to jest wiekuista jego moc i bóstwo, mogą być od stworzenia świata oglądane w dziełach i poznane umysłem, tak iż nic nie mają na swoją obronę....(List do Rzymian 1,19-20).
Jakie mają poznanie, to i tyle będzie się od nich wymagać. Będą sądzeni według swojego sumienia.
Nawet jeśli w/g ich sumienia dobrą rzeczą było torturować innych, zabijać swoje dzieci bo za duzo jadły a na polowały czy zjadać wrogów? To by znaczyło że ci którzy nie poznali Boga będą zbawieni niemal bezwarunkowo, tylko chrześcijanie muszą trzymać sie setek zakazów i nakazów.
brzydulla jak Ci już Jola napisała: "Kto więcej wie, od tego więcej się będzie wymagać".
Zresztą..... ta dyskusja jest bez sensu, bo przedstawia osobiste doświadczenia osób wierzących i żadne doświadczenia osób niewierzących.
Na początek gorąco polecam lekturę NT.
brzydulla jak Ci już Jola napisała: "Kto więcej wie, od tego więcej się będzie wymagać".
Zresztą..... ta dyskusja jest bez sensu, bo przedstawia osobiste doświadczenia osób wierzących i żadne doświadczenia osób niewierzących.
Na początek gorąco polecam lekturę NT.
To lepiej wiedzieć mniej ![]()
Ta dyskusja jest dla wierzących bo niewierzący w żadne zbawienie teraz czy potem nie wierzą.
NT mozna sobie czytać. Problem w tym czy się wierzy czy nie. Bo jak nie wierzysz to co Ci da ta lektura?
Chcecie "dowodów", więc tam macie chociaż słowo pisane ![]()
Chcecie "dowodów", więc tam macie chociaż słowo pisane
Ale to żaden dowód! Czy są jakieś niezależne pozachrześcijańskie źrodła opisujące te wydarzenia? Wiemy że istniał ktoś taki jak żydowski król Herod, że te ziemie pozostawały w tym czasie pod panowaniem Rzymu, że namiestnikiem rzymskim był wtedy Poncjusz Piłat, że ukrzyzowanie było rodzajem kary śmierci stosowanym przez Rzymian...i tyle.
No i - czy lektura Koranu powoduje że wierzysz że nie ma boga nad Allaha a Mahomet jest jego prorokiem?
Wierzę, że dano mi poznanie dotyczące Boga i Jego syna, Jezusa Chrystusa. Nie ogarnę rozumem wszystkiego, co jest w Kosmosie.
Tylko, że poza Jezusem nikt z założycieli innych religii nie zmartwychwstał. Gdyby jego uczniowie kłamali, że zmartwychwstał, żydowscy uczeni, na pewno pokazaliby ciało Jezusa na dowód, że jest umarły.
Ja wierzę w to, co mówi w Ewangeliach Jezus. Tylko mi nie mów Piotrze, że tłumaczenia, że nieprawdziwe. Życie Jezusa jest udokumentowane historycznie, również przez inne źródła niż chrześcijańskie. Nie chcesz wierzyć w to, bo tak Ci wygodnie. Poczytajcie o Jezusie chociażby w Ewangelii Jana. Możemy porozmawiać o tym, co tam jest napisane.
Wierzycie Mu lub nie. Ja wierzę. On nikogo na siłę nie przekona, jeśli ktoś nie jest szczery w szukaniu i chce znaleźć, a nie zasłaniać się postępowaniem księży. Czy TY jesteś bez winy, żeby rzucać kamieniami. Tak jest najłatwiej.
Wierzę, że dano mi poznanie dotyczące Boga i Jego syna, Jezusa Chrystusa. Nie ogarnę rozumem wszystkiego, co jest w Kosmosie.
Ja byłam wychowana w bardzo katolickiej rodzinie. Historie St i NT wpajano mi jak prawdę historyczną. Ale lektura niezależnych źródeł o powstaniu ziemi i zycia na niej spowodowała że zaczęłam się zastanawiać czy St nie jest czasem kolejną historyjką którą ludzie wymyslili jako wyjaśnienie powstania ludzkości? A NT wywodzi się przecież ze ST... Więc poszukuję odpowiedzi. na dzień dzisiejszy uważam że to całkiem prawdopodobne że ziemia powstała bez udziały stwórcy a ST jest równie prawdziwy jak mitologia grecka. Gdzie jest prawda?Nie wiem. Pewnie nigdy się nie dowiem. Ale też nie sądzę że kiedykolwiek wrócę do takiej bezwarunkowej akceptacji...
brzydulla chciałabyś mieć 100% dokumentu o tym, czy tamtym- i jesteś pewna, ze wtedy byś tego nie podważała?
Jeśli naprawdę chcesz znać prawdę o Bogu, pozwól Mu, by objawił się w Twoim życiu. Po prostu Go do niego zaproś.
Tylko, że poza Jezusem nikt z założycieli innych religii nie zmartwychwstał. Gdyby jego uczniowie kłamali, że zmartwychwstał, żydowscy uczeni, na pewno pokazaliby ciało Jezusa na dowód, że jest umarły.
Ja wierzę w to, co mówi w Ewangeliach Jezus. Tylko mi nie mów Piotrze, że tłumaczenia, że nieprawdziwe. Życie Jezusa jest udokumentowane historycznie, również przez inne źródła niż chrześcijańskie. Nie chcesz wierzyć w to, bo tak Ci wygodnie. Poczytajcie o Jezusie chociażby w Ewangelii Jana. Możemy porozmawiać o tym, co tam jest napisane.
Wierzycie Mu lub nie. Ja wierzę. On nikogo na siłę nie przekona, jeśli ktoś nie jest szczery w szukaniu i chce znaleźć, a nie zasłaniać się postępowaniem księży. Czy TY jesteś bez winy, żeby rzucać kamieniami. Tak jest najłatwiej.
Jolu,ale Ty NIE WIESZ czy Jezus zmartwychwstał. Ty jedynie w to wierzysz.
Możesz mi podać źródła niechrześcijańskie dokumentujące życie Jezusa? I - ja nie neguję fizycznego istnienia Dalaj Lamy, ja po prostu nie wierzę że jestem wcieleniem avaloketośvary, bodisatwy wspólczucia...
A tak z personalnego punktu widzenia - miłosierny Bóg mnie stworzył. Całkowicie wbrew mojej woli bo ja wcale nie chcę tego zycia. Mało tego,miłosierny Bóg stworzył mnie grzeszną. Więc mimo że w ogóle jestem wbrew własnej woli, to jeszcze jestem obrzydliwym puchem marnym. Ale miłosierny Bóg tak mnie ukochał że posłał swojego syna na straszną jatkę żeby mnie zbawił... Ale gdyby mnie nie było tak jak sobie tego życzę to i ten rozlew krwi nie byłby potrzebny... Co złego jest w nieistnieniu? To nie boli...
brzydulla o życiu Jezusa wspominał m.in rzymianin Tacyt ( w "rocznikach")- I wiek. Był też Józef Flawiusz, również sekretarz Cesarza Hadriana, Swetoniusz, nawet Babiloński Talmud wspomina o Nim.
brzydulla chciałabyś mieć 100% dokumentu o tym, czy tamtym- i jesteś pewna, ze wtedy byś tego nie podważała?
Jeśli naprawdę chcesz znać prawdę o Bogu, pozwól Mu, by objawił się w Twoim życiu. Po prostu Go do niego zaproś.
"Błogosławieni ci którzy nie widzieli a uwierzyli..."
Nie mogę po prostu zaprosić bez jednoczesnego żalu że jestem socjofobikiem i kompletnym nieudacznikiem. I można oczywiście dorobić do tego teorię że Bóg dał mi celowo marna egzystencję ale za to wielka będzie moja nagroda w niebie...
Ale może ja jestem tylko pomyłką na drodze ewolucji? Wiadomo że mało wartościowe społecznie geny są eliminowane bo ich nosiciele albo nie znajdują partnera albo ich potomstwo nie przezywa do okresu rozrodczego. Moja mama, również nosicielka podobnych genów (tu wyższości zasad dziedziczenia nad teorią woli Bożej) nie mogła znaleźć partnera. Ale bardzo chciała więc wzięła takiego jaki się trafił, ktorego żadna normalna by nie chciała - alkoholika i hazardzistę. Stąd ja,chociaż wg teorii ewolucji nie miałam wcale być. Mnie też nigdy nikt nie chciał a na pijaka sie nie zdecydowałam. W tenże sposób moje nic nie warte geny zostaną wyeliminowane...
brzydulla o życiu Jezusa wspominał m.in rzymianin Tacyt ( w "rocznikach")- I wiek. Był też Józef Flawiusz, również sekretarz Cesarza Hadriana, Swetoniusz, nawet Babiloński Talmud wspomina o Nim.
Poszukam ![]()
brzydulla czy osoba z kręconymi włosami ma mieć żal do Boga, że nie ma prostych? Albo pesymista, ze nie jest optymistą? Takie mniej więcej są Twoje roszczenia. Jeśli Ci nie pasuje swoje życie- możesz to zgłosić Bogu, ale oddaj/poddaj się temu cała. Ja nie mam zamiaru się nad Tobą tutaj użalać, bo swoim rzekomym "beznadziejstwem" dominujesz każdy wątek o zabarwieniu duchowym, co oznacza dla mnie tylko jedno: bardzo chcesz się dowiedzieć, kim jest Bóg. Dowiaduj się - osobiście ![]()
brzydulla czy osoba z kręconymi włosami ma mieć żal do Boga, że nie ma prostych? Albo pesymista, ze nie jest optymistą? Takie mniej więcej są Twoje roszczenia. Jeśli Ci nie pasuje swoje życie- możesz to zgłosić Bogu, ale oddaj/poddaj się temu cała. Ja nie mam zamiaru się nad Tobą tutaj użalać, bo swoim rzekomym "beznadziejstwem" dominujesz każdy wątek o zabarwieniu duchowym, co oznacza dla mnie tylko jedno: bardzo chcesz się dowiedzieć, kim jest Bóg. Dowiaduj się - osobiście
Kręcone włosy a beznadziejstwo to dwie rózne sprawy. Poza tym mieć żal do Boga że się ma kręcone włosy jest tak samo dobry jak przyjąc że to jego wola,on wie co robi i przyjmuję to jako karę za moje grzechy. Obie postawy wydają się ...irracjonalne.
Nie, nie chcę dowiedzieć się kim jest Bóg. Zastanawiam się tylko czy w ogóle istnieje. Zadaje pytania i nie przekonują mnie odpowiedzi: bo Bóg tak chce,bo Bóg cię kocha, bo człowiek jest za głupi żeby zrozumieć Boga... Dlaczego to co Bóg podobno objawił o stworzeniu świata swojemu narodowi wybranemu pozostaje w takiej sprzeczności z tym co udało ustalić się na podstawie dowodów naukowych?
"A wiara jest pewnością tego, czego się spodziewamy, przeświadczeniem o tym, czego nie widzimy." (Hebrajczyków 11,1). ...... w bardzo, bardzo telegraficznym skrócie ![]()
A jak to odnieść do przeszłości?
brzydulla nie będę Ci Biblii streszczać
Poczytaj cały NT, zwłaszcza hebrajczyków- rozwinięcie tego 11. rozdziału..
Póki co próbuję przebrnąć przez ST i moje wątpliwości rosną...
NT, a zwłaszcza listy to personalne opinie uczniów Jezusa. Zaden dowód na istnienie lub nie Boga. To prawie tak jakbym miała uznać że skoro Ty w to wierzysz to tak jest...
Bóg nie stworzył Cię grzesznej. Dzieci są bez grzechu, dopóki nie zaczynają odróżniać złego od dobrego. Czy jeśli urodzę dziecko, chociaż byłoby ono najbrzydsze, bez rąk i nóg, to go nie kocham? Kocham. I chcę, żeby ono także mnie kochało.
Nie, żeby ciągle mi wyrzucało, po co je urodziłam. Każdy,ale to każdy ma swoją niepowtarzalną wartość i Bóg go kocha.
Co do Jezusa, ja wiem, że on żyje, bo żyje we mnie i jest obecny w moim życiu, w życiu mojej rodziny, mojego kościoła.
Jesteś zrażona do kościoła, w którym sie wychowałaś, ale tworzą go ludzie, omylni, niestety, czasami nie znający Boga, bo biorący udzia łw życiu kościoła tylko z tradycji.
Jolu, z któregoś z Twoich postów wywnioskowałam że jesteś protestantką, popraw mnie jesli sie mylę.
Nie wiem nic wiecej, i nie wiem czego uczy twoja religia. Ja jestem katoliczką (tak zostałam wychowana i mimo wszystkich moich wątpliwości nie odrzuciłam tej religii). Uczono mnie że urodziłam się skażona grzechem pierworodnym, który popełnili kiedyś tam dawno pierwsi ludzie, Adam i Ewa. Ale miłosierny Bóg mi go wybaczył poprzez sakrament chrztu. Ale potem zaczęłam grzeszyć na własny rachunek. Uczono mnie co dobre a co złe i wysłano do spowiedzi w wieku 10 lat żeby Bóg mi wybaczył to co nagrzeszyłam (teraz to może być chyba nawet w wieku 8 lat!).
Nie chcesz żeby Ci dziecko wyrzucało że je urodziłaś. To zrozumiałe. Ale tu już trochę psychologia miesza się z religią. Wychodząc z błednego założenia że KAŻDY CHCE ŻYĆ. No,a jesli nie chce? Trudno żeby w takim wypadku był wdzięcznym za życie. Jak już mówiłam, niebycie nie boli.
I masz rację że kościół tworzą ludzie omylni. Nie czuję kompetentna dyskutować która wersja chrześcijaństwa jest lepsza czy gorsza. Moja mam powtarza że nie mozna winić i odwracać się od Boga za to że ma ułomne sługi. Prawda. Jesli ktoś chce wierzyć nie bedzie zwracał uwagi na błedy sług. Ja poszukuję odpowiedzi w nieco głębszym sensie...
To się nie nazywa religia, tylko wyznanie: Kościół Ewangelicko-Metodystyczny. Małe nieświadome dziecko nie grzeszy, dlatego nie wierzymy, że gdy taki maluch umrze, to trafia do piekła tylko dlatego, że nie zostało ochrzczone. Ma grzeszną naturę, tzn. że zacznie z pewnością grzeszyć, gdy podrośnie.
A nawet jeśli trochę psychologii pomieszamy z religią, to i tak nic się nie stanie. Tak nam wychodzi.
Nie chcę tutaj również dyskutować o różnicach między naszymi wyznaniami (do tego musiałby być inny wątek) i nie czuję się z tego powodu lepsza, że nie jestem katoliczką.
Nie chcę tutaj również dyskutować o różnicach między naszymi wyznaniami (do tego musiałby być inny wątek) i nie czuję się z tego powodu lepsza, że nie jestem katoliczką.
Niczego takiego nie sugerowałam...
Zastanawia mnie fakt dlaczego mam nazywać miłosiernym Boga który dał mi życie którego wcale nie chcę i łaskawie wybacza mi grzechy,które popełniłam i których nie popełniłam(grzech pierworodny). Czy nie byłoby lepiej dla wszystkich gdyby mnie nie było?Bóg nie musiałby co rusz być krzyżowany odnowa z każdym moim grzechem a ja nie musiałabym się z tym zyciem męczyć. Jak już mówiłam,niebycie nie boli,a bycie często tak i to cholernie. Więc to raczej niebycie jest dobrodziejstwem...
brzydulla to czemu jeszcze jesteś?
Dobre pytanie...
Gdybym zyskała 100% pewności że niczego po śmierci nie ma tobym nie czekała ani chwili. Dlatego tak desperacko poszukuję odpowiedzi...
A gdybyś wiedziała, że jednak jest?
ps. u ludzi... nawet jeśli by Cię ktoś zapewniał, zawsze będziesz powątpiewać.
Cat, prawdopodobnie nigdy się nie dowiem. No ale chociaż będę zadawać pytania. Lata szkolne zmarnowałam na akceptowanie 'bo tak jest', ale z tym koniec.
No gdybym wiedziała że jednak jest tonie zaryzykowałabym samobójstwa.
Dlaczego mam wierzyć w czyjeś zapewnienia? A skąd ten zapewniający może wiedzieć? To jest główna siła większości religii,nie da się udowodnić że tak nie jest...
Dlatego nie wierz w zapewnienia
Ja Cię jedynie mogę zapewnić o tym, że Bóg da Ci odpowiedź. Ale to już się do Niego zgłosić musisz.
Ach... Ale to takie subiektywne...
Ja uważam że nic minie wychodzi bo mam trafione geny a moja mama uważa że to Bóg specjalnie powoduje trudności żeby nauczyć mnie pokory... No i nie da się udowodnić ze tak nie jest ![]()
Oczywiście że mogę odwrócić się o 180 stopni i całe swoje życie podporządkować wierze.I twierdzić że jestem szczęśliwa bo odnalazłam Boga. Nawet może i byłabym szczęśliwsza, bo uważałabym że wszystkie moje porażki to nic takiego,to tylko króciutkie życie ale za to potem czeka mnie wieczne szczęście... Ale to nie będzie żadna odpowiedź! Szczęsliwy muzułmanin jest dowodem istnienia Allaha.
A jak ma nie być subiektywne, skoro wychodzimy z założenia, że Jezus oddał życie na krzyżu za CIEBIE?!
Ja proponuję skontaktować się z Górą jak najszybciej.
Amen ![]()