Dla mnie to metafora, to drzewo, eden itd. Po prostu grzech odłącza człowieka od Boga, a największy grzech, jaki może człowiek popełnić to odwrócić się od Boga. A ma do tego prawo, to jego wolna wola. Tą samą wolą się posługując, można wybrać życie z Bogiem.
Natomiast jak mówi Biblia: Każdy grzech będzie człowiekowi wybaczony, za wyjątkiem zgrzeszeniu przeciwko Duchowi św.
Catwoman napisał/a:Tylko, że po pierwsze:
człowiek dostał wolną wolę-w ten sposób nie jesteśmy maszynami i wszystko z tą wolną wolą byłoby OK, gdyby człowiek realnie patrzył na Boga, Jego szukał w swoim życiu i na TEN przykład patrzył.Realnie na Boga patrzeć się nie da, bo Go nie widać. Poznać można tylko rozumem. Patrzeć się nie da, podpatrzeć tez nie bardzo.
Z rozumu i wolnej woli, które są traktowane jako boskie dary, korzystamy przeważnie wyjątkowo. Natomiast wiara albo nawet łatwowierność, choć nie jest wymieniona jako dar, jest łaską.
Łaska to widocznie więcej niż dar. Z wiary to, owszem, lubimy korzystać. Nie ma się co dziwić, bez łatwowierności nie ma przyjemności.
W tym wypadku "rozum" trzeba dac na bok.
Poznasz MILOSC - ktora jest Bog - tylko sercem.
Bez TEJ Milosci nie ma szczescia. (nazywaj jak chcesz, przyjemnoscia ect...)
To jest gadanie po próżnicy. Bóg jest istotą nieomylną, ponadczasową i wszechwiedzącą. Tworząc człowieka i stawiając to cholerne drzewo wiedział doskonale jak to się skończy. Wyganiając pierwszych ludzi z raju nie wykazał się zbytnio miłosierdziem. Dla mnie to wszystko jest sprzeczne i niekompletne - dlatego ta opowieść ma dla mnie więcej sensu w rozumieniu pierwotnym i dosłownym.
Dotknąłeś bardzo istotnego problemu
. Bóg przecież wiedział, że człowiek zrobi to, co zrobił, tak samo wiedział co zrobi Judasz. Z drugiej strony, jeśli by ingerował żeby nas uchronić przed popełnieniem grzechu, to czy nie uczyniłby z nas bezwolnych kukieł? Też się nad tym stale zastanawiam, ale mam ogromne zaufanie do Boga, że jest to wszystko potrzebne i zgodne z Jego wolą i planem. A życie na ziemi też wcale nie jest takie złe
, więc to znowu nie takie wielkie okrucieństwo, zwłaszcza, że to tylko "chwila" a na dodatek Bóg zesłał nam Zbawiciela, żebyśmy mieli też życie wieczne.
No i.... ten, kto to na ziemi wybiera życie z Bogiem, ma nieopisane bogactwo duchowe i wielkie szczęście ![]()
Ok, ale ta metafora powoduje jedynie więcej pytań niż odpowiedzi.
Bóg stworzył człowieka na swój obraz i podobieństwo. Wiedział doskonale (jako istota doskonała) jak się skończy historia z drzewem, ale i tak wyciągnął konsekwencje wobec ludzi. Kompletny bezsens...nie uważasz? To tak jakby stawiać miskę smakołyków w zasięgu łańcucha głodnego psa i potem mieć do niego pretensje, że zeżarł wszystko...zalatuje mi to pewną hipokryzją. Robisz coś, co od początku wiesz jak się skończy, a potem pretensje masz do innych....
Kiepska ta metafora.
Więc albo Bóg nie jest wszechwiedzący, albo nie jest miłosierny.
71 2012-11-29 13:11:54 Ostatnio edytowany przez Catwoman (2012-11-29 13:12:18)
Bóg wiedział, co człowiek zrobi ze swoją wolną wolą i to zaakceptował. To był sprawdzian zaufania, który mógł mieć 2 wyniki.
Ten sprawdzian nie mógł mieć dwóch wyników.
jeden z dwóch.
Postaw przed głodnym psem miskę z żarciem i czekaj. Na pewno jej nie wyliże do czysta...
Ale Adam i ewa nie cierpieli na głód
Bóg im powiedział: Możecie spożywać owoce z KAŻDEGO drzewa, oprócz tego.
Ok, ale ta metafora powoduje jedynie więcej pytań niż odpowiedzi.
Bóg stworzył człowieka na swój obraz i podobieństwo. Wiedział doskonale (jako istota doskonała) jak się skończy historia z drzewem, ale i tak wyciągnął konsekwencje wobec ludzi.
Wracając do naszego przykładu z dzieckiem, nie można powiedzieć, że oparzenie to konsekwencja, którą wyciągnęli rodzice, to następstwo dotknięcia ognia i jest nieuniknione, gdy sie ognia dotknie. Wypędzenie z raju było nieuniknione, bo człowiek nie był już "nieskalany", nie mógł dłużej oglądać Boga, bo stracił niewinność (to dziewictwo, o którym wspominałam). Ja bym tego w kategoriach kary nie rozpatrywała, tylko pewnych nieuniknionych konsekwencji.
Kompletny bezsens...nie uważasz? To tak jakby stawiać miskę smakołyków w zasięgu łańcucha głodnego psa i potem mieć do niego pretensje, że zeżarł wszystko...zalatuje mi to pewną hipokryzją. Robisz coś, co od początku wiesz jak się skończy, a potem pretensje masz do innych....
Kiepska ta metafora.
Więc albo Bóg nie jest wszechwiedzący, albo nie jest miłosierny.
Ano jak już pisałam wyżej, wypędzenie z raju to nie była raczej kara, chociaż na taką może wyglądać, tylko konsekwencja utraty niewinności. Przykład z psem nie jest więc dobry. Co do wszechwiedzy Boga już pisałam.
77 2012-11-29 13:46:55 Ostatnio edytowany przez yoghurt007 (2012-11-29 13:48:18)
Dał ciekawość i brak wiedzy rozróżnienia dobra od zła, które to kryło się dopiero w owym owocu. Zjedzenie owego owocu było zatem kwestią czasu i to jest oczywiste.
Ano jak już pisałam wyżej, wypędzenie z raju to nie była raczej kara, chociaż na taką może wyglądać, tylko konsekwencja utraty niewinności.
A "wąż" jak bardzo był niewinny, skoro miejsce w Edenie znalazł? ![]()
.... podobnie jak Zbawieni: na pewno nie zostaną zbawieni ci, którzy by się w tym życiu wiecznym męczyli. Dla kogoś, komu miłość jest obca, życie wieczne w pełnej miłości, światłości i szczęściu byłoby nie do zniesienia.
Dał ciekawość i brak wiedzy rozróżnienia dobra od zła, które to kryło się dopiero w owym owocu. Zjedzenie owego owocu było zatem kwestią czasu i to jest oczywiste.
A jeśli takiej próbie poddani byli też mieszkańcy innych planet niż ziemia?.... ![]()
80 2012-11-29 14:02:25 Ostatnio edytowany przez yoghurt007 (2012-11-29 14:07:18)
yoghurt007 napisał/a:Dał ciekawość i brak wiedzy rozróżnienia dobra od zła, które to kryło się dopiero w owym owocu. Zjedzenie owego owocu było zatem kwestią czasu i to jest oczywiste.
A jeśli takiej próbie poddani byli też mieszkańcy innych planet niż ziemia?....
Bez znaczenia. Od tego jest teoria starożytnych astronautów. Tak czy siak, jak już mówiłem, owa opowieść ma więcej sensu w rozumieniu pierwotnym i dosłownym. Opowiada bowiem o plemieniu żyjącym z uprawy roli na bardzo żyznych terenach. Zbytni rozrost doprowadził do wyniszczenia/skażenia lub miała miejsce jakaś klęska żywiołowa o zasięgu globalnym i te wydarzenia zmusiły do opuszczenia tych terenów.
Tykle tylko, że interpretacja inna niż oficjalnie przyjęta przez KK jest niedozwolona. I dlatego "kierownictwo duchowe" jest bardzo niebezpieczne, bo chodzi w tym o to, aby do pewnych wniosków dojść samemu, a nie żeby to były czyjeś wnioski.
Dał ciekawość i brak wiedzy rozróżnienia dobra od zła, które to kryło się dopiero w owym owocu. Zjedzenie owego owocu było zatem kwestią czasu i to jest oczywiste.
To, że mamy ciekawość to chyba dobrze, bo bez tego nadal tkwilibyśmy w epoce kamienia łupanego. Ciekawość jest naszą silą napędową
. Dobrze, że ja mamy. Rozróżnianie dobra i zła nie było widocznie potrzebne w Edenie. Zjedzenie owocu było nieuniknione, zgadzam się, tak samo jak jego konsekwencje.
A "wąż" jak bardzo był niewinny, skoro miejsce w Edenie znalazł?
Wąż to ciekawa postać. Dlaczego pojawia się w tej opowieści? Może jednak Adam i Ewa sami z siebie nie byli aż tak "ciekawscy" i coś lub ktoś musiał im tę złą radę podsunąć? Może człowiek sam z siebie bez "złego" wpływu otoczenia jest całkowicie niewinny a do złego pcha go otoczenie, środowisko, które go otacza. Druga sprawa, to nasza słabość wobec "kuszenia" i to jak łatwo mu ulegamy.
Tykle tylko, że interpretacja inna niż oficjalnie przyjęta przez KK jest niedozwolona. I dlatego "kierownictwo duchowe" jest bardzo niebezpieczne, bo chodzi w tym o to, aby do pewnych wniosków dojść samemu, a nie żeby to były czyjeś wnioski.
E tam, niedozwolona. Ja nawet nie wiem, jaka jest katolicka interpretacja i specjalnie mnie to nie interesuje. Sama czytam i wyciągam wnioski a i dyskusja z tobą yoghurt007 też jest bardzo inspirująca. Serio.
Wąż to ciekawa postać. Dlaczego pojawia się w tej opowieści? Może jednak Adam i Ewa sami z siebie nie byli aż tak "ciekawscy" i coś lub ktoś musiał im tę złą radę podsunąć? Może człowiek sam z siebie bez "złego" wpływu otoczenia jest całkowicie niewinny a do złego pcha go otoczenie, środowisko, które go otacza. Druga sprawa, to nasza słabość wobec "kuszenia" i to jak łatwo mu ulegamy.
Ciekawość to dar boży. A drzewo było jedyną ciekawą (bo nieznaną) rzeczą w raju.
E tam, niedozwolona. Ja nawet nie wiem, jaka jest katolicka interpretacja i specjalnie mnie to nie interesuje. Sama czytam i wyciągam wnioski a i dyskusja z tobą yoghurt007 też jest bardzo inspirująca. Serio.
A dziękuję.
No, ale poważnie mówię z tą interpretacją. Niejeden się doigrał swego czasu za inne interpretacje niż dopuszczone "politycznie". Dlatego wszelkie formy kierownictwa duchowego są niebezpieczne.
Dał ciekawość i brak wiedzy rozróżnienia dobra od zła, które to kryło się dopiero w owym owocu. Zjedzenie owego owocu było zatem kwestią czasu i to jest oczywiste.
Ano jak już pisałam wyżej, wypędzenie z raju to nie była raczej kara, chociaż na taką może wyglądać, tylko konsekwencja utraty niewinności.
A "wąż" jak bardzo był niewinny, skoro miejsce w Edenie znalazł?
YOGHURT007 !!!
Te "jablka" czy jablon, czy wiele innych rzeczy, to po to aby pokazac, ze czlowiek sprzeciwil sie Bogu. To nie o owoc chodzi. Gdybys chodzil - ot tak z ciekawosci na religie, to w wieku ok. jesli dobrze pamietam 12 lat, uslyszalbys, ze tego owocu nie bylo.
kiedys CZLOWIEK SPRZECIWIL SIE BOGU i to jablko to taki przyklad, no wieesz, ze zrobil to czego nie powinien. Tu akurat nie o szczegoly chodzi. Nie w tym miejscu.
Tu akurat nie o szczegoly chodzi. Nie w tym miejscu.
Diabeł tkwi w szczegółach czyż nie?
86 2012-11-29 18:24:53 Ostatnio edytowany przez yoghurt007 (2012-11-29 18:25:23)
asikk jak człowiek może sprzeciwić się wszechmocnemu Bogu? Jak wszechwiedzący Bóg może wyciągać konsekwencje wobec człowieka, który postąpił zgodnie z Jego wolą i z Jego planem?
słuchaj, jest taki cytat w Biblii: ?Położyłem przed tobą życie i śmierć, błogosławieństwo i przekleństwo; wybierz więc życie, abyś mógł pozostać przy życiu? (POWTÓRZONEGO PRAWA 30:19).
No i ludzie wybrali życie.
No i ludzie wybrali życie.
A jednak umieramy ![]()
Bo tym kończy się życie. Nie można mówić o życiu kiedy nie towarzyszy jej śmierć. To właśnie ona definiuje życie, nadaje mu pewne ramy.
A co z życiem wiecznym? Ono jest obietnicą.
Sama sobie na to odpowiedziałaś. Jest obietnicą - nie życiem sensu stricte.
93 2012-11-29 19:42:14 Ostatnio edytowany przez Catwoman (2012-11-29 19:42:32)
Tak naprawdę nasze życie tutaj jest tylko przechodnie, wszystkie obietnice biblijne odnoszą się do 2 rzeczy
- życia wiecznego,
- życia tutaj ale z Bogiem by życie wieczne mogło być naszym udziałem.
youghurt, czytałeś kiedyś Biblię?
Tak.
Tak.
Co o niej sądzisz?
Jest absurdalna i pokręcona. Wiele rzeczy jest kompletnie oderwanych od siebie nawzajem, niekiedy nawet sprzecznych. I powiem ci to samo co księdzu, który mnie odpytywał z Ewangelii św.Jana :
- i co mi o niej powiesz?
- że nie zrozumiałem ani słowa....
ew. św. Jana to -moim zdaniem- najlepsza z ewangelii. Mówi o Jezusie. Mogłabym nawet podsumować jednym zdaniem, własnie z tej ewangelii:
"Czy ci nie powiedziałem, że jeśli uwierzysz, oglądać będziesz chwałę Bożą?" (rozdz.11, wer.40).
![]()
W zasadzie to mówi o śmierci Jezusa.
Jest również pełna obietnic, jak:
Odpowiedział jej Jezus mówiąc: Każdy, kto pije tę wodę, znowu pragnąć będzie; Ale kto napije się wody, którą Ja mu dam, nie będzie pragnął na wieki, lecz woda, którą ja mu dam, stanie się w nim źródłem wody wytryskującej ku żywotowi wiecznemu." Jan 4:13-14
Kto wierzy we mnie, jak powiada Pismo, z wnętrza jego popłyną rzeki wody żywej. " Jan 7:37
Wszystko to co mi daje Ojciec, przyjdzie do mnie, a tego, który do mnie przychodzi, nie wyrzucę precz" (6,37)
Kto zachowa słowo moje, śmierci nie ujrzy na wieki" (8,51)
Jam jest zmartwychwstanie i żywot, kto we mnie wierzy choćby i umarł, żyć będzie" (11,25)
Niech się nie trwoży serce wasze; wierzcie w Boga i we mnie wierzcie! (14,1)
...i wiele wiele innych a ja poświadczam osobiście , że to prawda ![]()
Kto chce, ten znajdzie.
Natomiast co do Autorki wątku, mam inną propozycję: zamiast szukać przewodnika duchowego, może poszukaj osób, które czują to, co Ty- nic nie stoi na przeszkodzie, byście w kilka osób się spotykali i rozmawiali na interesujące Was tematy czy wspólnie modlili
To bardzo szlachetny pomysl, ale wiem, ze zawodzi. Zawsze jest ryzyko popadniecia w sekciarstwo, albo zamienimy sie w kolko wzajemnej adoracji. Mi bardziej chodzilo o poznanie siebie i lepsze (w moim odczuciu) zycie. Kiedys chodzilam do jednego ksiedza do spowiedzi regularnie i mialam nieoficjalnego kierownika... Uczyl mnie w liceum religii. Wtedy dosc mlody, pelen entuzjazmu, zakochany w Bogu, w zyciu, widac bylo "to cos". Byl dla mnie jak ojciec, ba! Wtedy byl moim ojcem, zawsze moglam do niego zadzwonic i porozmawiac... A tego chyba nastolatkom potrzeba najbardziej. Mam wspaniala mame, ale ona jest starej daty i nie bardzo nadaza za tym co sie obecnie dzieje. Moj tata jest alkoholikiem, choc teraz tego nie widac, bo pije po kryjomu. Nie powiem zeby jakos sie znecal made mna czy mama, ale widok pijanego ojca to ten, ktory mam z dziecinstwa. Nie mam z nim wielu wspomnien, zwlaszcza tych pozytywnych. Jednak nie o tym teraz....
Jako nastolatce bardzo bardzo brakowalo mi taty, z ktorym moge porozmawiac, wyjsc w gory, pojechac gdzies, czy wspolnie spedzic czas... Tamten ksiadz bardzo czesto wyjezdzal z nami, organizowal wyjazdy na narty, latem rekolekcje. Ten czas spedzony z nim i rowiesnikami byl najlepszym czasem w moim zyciu, w mojej opinii to najlepiej przezyte nastoletnie czasy. Nie potrzebowalam alkoholu ,papierosow itd... Czulam, ze zyje ![]()
Jezus byl jedyna dla mnie droga, to On byl moim wyznacznikiem szczescia, to na modlitwie czulam sie spelniona, to Nim oddychalam. To czego wtedy doswiadczylam wywarlo mocny wplyw na moje pozniejsze zycie.
Wroce po raz kolejny do owego ksiedza. Byl blisko mlodych ludzi, znal nasze problemy. Zawsze pozartowal itd. Pamietam jak mialam mega problem z pania od fizyki. Z jakiegos nieznanego mi powodu nie znosila naszej klasy, a mnie wrecz gdyby nie bylo to karalne przypekla by rusztem. Uczylam sie ogolnie dobrze, fizyke rozumialam, moj chlopak (teraz maz) byl mozgiem z fizyki i wszystko mi tlumaczyl. Na prawde umialam, ale ciagle mialam paly. Ryczalam, popadalam przez to w depresje, modlilam sie ile moglam zeby jakos zaliczyc. Babka byla gotowa mnie usadzic. Zadzwonilam pozno w nocy do ksiedza i powiedzialam, ze nie radze sobie z ta sytuacja. Wiedzial, ze jestem ambitna i ze to nie tylko moja wina. Reszta klasy tez narzekala. Nazajutrz na lekcji religii zabral nas ksiadz do kosciola, zrobil wystawienie Najswietszego Sakramentu. Modlilismy sie o to by sprawa fizyki sie pomyslnie zakonczyla. Po lekcjach ksiadz odprawil msze sw z naszym udzialem, byla tylko nasza klasa. Powiedzial nam na zakonczenie, ze mamy uwierzyc i oddac to Bogu, bo wszystko jest w Nim itd. Podnosl nas na duchu.
Pani z fizyki w nocy znalazla sie w szpitalu. Pekl woreczek zolciowy. Odwlekala operacje juz dlugo i wtedy wlasnie pekl. Lekarze oczywicie ja uratowali.
Nikt z nas nie modlil sie o chorobe, ale o zaliczenie przedmiotu. Ona wyszla cala i zdrowa, ale na L4 byla juz do konca semestru. My w zasgepstwie dostalismy pana, ktody uchodzil za bardzo surowego, nie tolerowal nieprzygotowania itd. Myslelismy, ze trafilismy z deszczu pod rynne. Tenze pan robil trudne sprawdziany, ale znakomicie wykladal. Wszyscy mielismy pozytywne oceny. On nauczycielom mowil, ze jestesmy super, ze sie przygotowujemy, ze chetnie pracujemy, ze on nas chce na stale uczyc skoro tak nas nie lubi famta. Na nastepny rok mielismy juz z nim zajecia...
Dopoki tamten ksiadz byl z nami, czulam sie bezpiecznie. Bardzo mi pomogl, wiele jego radom zawdzieczam.
Inny gest: bylam z moim chlopakiem juz jakis czas i ten nalegal na sex. Wiedzial, ze jestem na nie, bo dla mnie to bylo za wczesnie. Raz powiedzialam o tym ksiedzu, nie na spowiedzi, a na rozmowie. Poradzil mi bym sie nie pozwolola zmanewrowac itd. Kiedy moj chlopak przyszedl po mnie do szkoly ksiadz wzial go na strone i powiedzial, ze jesli mnie skrzywdzi, zrobi cos wbrew mojej woli osobiscie mu jaja wyrwie, doslownie tak powiedzial ja sie przerazilam dobitnoscia wypowiedzi. Bylam pewna, ze mnie chlopak zostawi. Nie przez to, ze nie chce sexu, ale przez to, ze ksiedzu o tym powiedzialam. Nic takiego sie nie stalo... Nadal bylismy i jestesmy razem ![]()
Myslalam o tym bardzo dlugo, plakalam. A wiecie dlaczego? Dlatego, ze to co powinien powiedziec moj ojciec, powiedzial ksiadz. Obcemu bardziej na mnie zalezalo... Obcemu moglam powiedziec wszystko, zwierzyc sie, a nie wlasnemu ojcu. To bolalo, ale dziekowalam Bogu, ze byl ktos kto stanal w mojej obronie....
Piszcie co chcecie o ksiezach, o pieniadzach, o chelpliwosci i chciwosci... Teraz patrze na Kosciol jak na wspolnote. Jestesmy ludzmi, popelniamy bledy. Ksiadz jest c zlowiekiem, ale jemu dano moc odpuszczania grzechow, to ksiadz ma moc odprawienia mszy sw na ktorej (ja wierze) chleb zamienia sie w Cialo Panskie a wino w Krew. Dlatego nie mozna oddzielac Boga od Kosciola. Tam gdzie dwoch lub ttrzech zbierze sie w imie moje, tam jestem posrod nich. Ja WIERZE, ze Eucharystia jest miejscem, w ktorym scisle laczymy sie z Chrystusem. Dlatego chrzescijanin nie moze zyc bez niej, bo ona jest oddechem duszy.
Amen
jadvinia wszystko to, co opisujesz to ideały, których pragniesz. Jednak zahaczyłaś się gdzieś tam w swoim życiu o człowieka i na nim próbujesz polegać; szukasz stale kierownictwa duchowego, gdzie ktoś Cię będzie mobilizował, wskrzeszał, głaskał po głowie. Ja to rozumiem- masz kompleks ojca.
Jednak już dorosłaś, spójrz krytycznym okiem nie na to, co księża mają, ale co mówią, co przekazują. Pozwól, że się odniosę: "chleb zamienia sie w Cialo Panskie a wino w Krew" - naprawdę, widziałaś to? .....
Piszesz, ze wierzysz, że "Eucharystia jest miejscem, w ktorym scisle laczymy sie z Chrystusem." - powiedz mi teraz, czy Twoje myśli nie są tym miejscem? Na jak długo? Co jest PO Eucharystii? Sobie również odpowiedz na to pytanie,
jadvinia szczerze proponuję Ci codzienną autorefleksję na temat własnych relacji z Bogiem. Może to właśnie JEGO poproś o osobę, z którą będziesz mogła dzielić się przeżyciami.
![]()
jadvinia wszystko to, co opisujesz to ideały, których pragniesz. Jednak zahaczyłaś się gdzieś tam w swoim życiu o człowieka i na nim próbujesz polegać; szukasz stale kierownictwa duchowego, gdzie ktoś Cię będzie mobilizował, wskrzeszał, głaskał po głowie. Ja to rozumiem- masz kompleks ojca.
Ja już w pewnym momencie chciałem napisać "najwyższa pora dorosnąć i samemu chwycić za ster". Ale to nie do końca oddaje moje myśli.
104 2012-12-01 21:44:20 Ostatnio edytowany przez jadvinia (2012-12-01 21:45:30)
Jestem dorosla, duzo przeszlam i widzialam Yoghurt. Zastanawiam sie czy ta forma (kierownictwo duchowe) ma dla mnie sens. Zdalam juz sobie sprawe, ze forum to zle miejsce na takie dyskusje. Ja wiem w co wierze i wasze, choc szczere i cenne uwagi nie zmienia tego. Codziennie sie zastanawiam i wracam mysla do tego w co wierze i dlaczego tak. Zyje jak zyje, nie moge narzekac na zbyt wiele. Kazdy ma jakies troski i klopoty dnia codziennego. Ja uwazam iz jestem jedna z tych szczesliwych. Mam wspanialego meza pod kazdym wzgledem, trojke zdrowych dzieci, 3 fakultety, dobra prace ze swietnymi ludzmi, tam gdzie sie pojawiam widze pozytywny odbior mojej osoby i wiele wiecej. Nie czas i miejsce na przechwalki. Wg mnie to wymodlone dary od Boga. Jako dziecko nie bylam lubiana przez rowiesnikow, z czasem sie to zmienialo. Ja bardzo ufalam Bogu, o wszystko pytalam Go. Czasem pytalam na spowiedzi, na Jasnej Gorze... Wiele lask wyprosilam, czuje ze nadal wypraszam.
Wlasnie sie wywnetrznilam... Mimo szczerych checi drodzy Panowie nie zroobicie ze mnie ateistki "rozumnej". Czym jest nauka? Naukowym jest wszystko to, co czlowiek uznal za naukowe. Kiedys naukowe bylo twierdzenie, ze Ziemia jest w centrum wszechswiata, potem to obalono itd itd... Teraz wymyslono, "udowodniono" inne rzeczy z ktorych za 200 lat beda sie smiac, a my powaznie i "racjonalnie" probujemy objac swiat rozumem. Chcemy rozdzialu Kosciola od panstwa. Mamy byc "swieccy", swoja wiare zostawiac za drzwiami. Krzyze przeszkadzaja... Zamiast szukac tego co laczy, szukamy podzialow.
Nie smiejcie sie ze mnie plz, ale lubie obserwowac i staram sie byc na biezaco i widze co sie dzieje z UE. Z jednej strony wspolna, ratujemy sie nawzajem, z drugiej strony silna walka z Kosciolem... Mi to przypomina wieze Babel. Ludzie odwracajac sie od Boga niszcza siebie. Nie wyrzucimy Boga z historii. Wszyscy pamietaja i chetnie wspominaja wyprawy krzyzowe, mowi sie o.ksiezach gejach i pedofilach. Dlaczego tak chetnie nie wspominamy tego, ze w dzieki wierze w Boga i Kosciolowi udalo sie przetrwac zabory. Nie wspomina sie swietych. Kto wie dlaczego Maksymilian M. Kolbe zostal swietym? Co wiecie o O. Pio? To kropla w morzu tego czym jest Kosciol...
Skacze niemilosiernie po tematach, bo wiele mysli klebi mi sie w glowie i argumentow dlaczego uwazam, ze doroslam i uwazam Kosciol za wazny element zycia ![]()
Jednoczesnie wiem, ze nikt nikogo na forum nie przekabaci ![]()
Tam, gdzie jest rozdział Kościoła od Państwa, jest wolność, jest postęp. Dobrze Ci się mówi o krzyżach w instytucjach bo jesteś w religii wiodącej w Polsce- a czy bierzesz pod uwagę zdanie protestantów na przykład? To odwróć role teraz. Krzyż, Kościół TO NIE BÓG. Boga ma się w swoim sercu, życiu- nie w "kościołach ręką zbudowanych" (Biblia).
Mialam w LO dwojke protestantow, corke ksiedza prawoslawnego i nikomu krzyz nie wadzil. Chodzili z nami na religie.
A w czym Kosciol (pprzez duze K) przeszkadza w postepie?
Piszac przez duze K mowie o wspolnocie ludzi wierzacych. To samo tyczy sie postow powyzej. Swiatynia to miejsce spotkania. Kosciolem jestem ja, moi bliscy, wszycy ci, ktorzy sa do niego przez chrzest wlaczeni - to taka dygresja Catwoman. Nie przywiazuje sie zbytnio do budowli samej w sobie ![]()
107 2012-12-01 22:05:47 Ostatnio edytowany przez Catwoman (2012-12-01 22:06:19)
Ty się może nie przywiązujesz, a jednak ja płacę na to podatki. Widzisz, ci protestanci, których ja znam, mają jednak coś przeciwko tym krzyżom i innym dziwactwom jak niezliczone pomniki jp2 stawiane w miastach.
Pytasz jaki postęp.... otóż przyjrzyj się krajom innym niż Polska: wszędzie tam, gdzie religia katolicka rządzi, jest zacofanie mentalne. Ekonomiczne zresztą też. Ale to mentalne daje się we znaki najbardziej.
Krzyz jest symbolem Boga, zbawienia, nadziei. To dobry znak
Mieszkamy w kraju gdzie wiekszosc maja katolicy, wiec to krzyze widnieja u nas. Zydzi maja gwiazde itd. Mnie nie raza symbole religijne. Mnie widok buddy w Indiach nie wadzi...
jadvinia, wiem, czego znakiem jest krzyż, ale chyba jesteś już uświadomiona, że nie jest to symbol religijny a polityczny
Więc zdjęcie tego krzyża np. w sejmie, oznaczałoby , że odsuwamy od Państwa Kościół
Tu o władzę chodzi, a nie o to, by ludzie na każdym kroku sobie przypominali, co zrobił dla nich Jezus.
Krzyż = dominacja.
A jakie podatki placisz na kk? Bo ja rzucam na tace co niedziele ![]()
Jak rozmawialam z pastorem kosciola protestanckiego, to on uwaza, ze krzyz nie dzieli ludzi wierzacych. Sam byl przeciwny zdejmowaniu ich ze szkol, bo on jest rowniez symbolem naszej historii...
Rozne mamy doswiadczenia Cat...
jadvinia, każdy z nas płaci podatki na KK bo KK nie utrzymuje się w 100% sam, jak to jest z różnymi kościołami protestanckimi chociażby, ale grube pieniądze państwo daje na Kościół co roku.
Czy krzyż symbolem naszej historii.... na pewno Kościół odegrał dużą rolę, ale Polska była na samym początku krajem pogańskim, Mieszko ochrzcił się bo chciał się ożenić, reszta była poganami.
Nadal nie wiem o jakich pieniadzach mowisz i skad te dane czerpiesz... Z tego co mi wiadomo, to nie kk, a dziela powstale przy kk moga byc dofinansowywane przez panstwo np. Szkoly, szpitale, przytulki. Nie slyszalam zeby ksieza cos z tego mieli do wyplaty. Chyba ze przytoczysz jakis skrajny przyklad, ze ksiadz zdefraudowal kase, co zapewne nie bedzie trudne do znalezienia...
...pomijając upusty podatkowe (bo Kościół podatków nie płaci): poczytaj artykuły typu: "KOŚCIÓŁ dostaje od państwa 700 MLN ZŁ, a Episkopat Polski skarży się, że PARAFIE są BIEDNE", "Aż tyle kosztuje nas Kościół - ponad 1,5 mld zł" -ten drugi jest tytułem, z Gazety Wyborczej, gdy wpiszesz do google, będziesz miała cały artykuł a tą dyskusję proponuję przenieść do wątku: http://www.netkobiety.pl/t46429.html
Gazeta wyborcza nie jest dokumentem prawnym i nie wypada sie na nia powolywac. Zajrze jak cos bedzie mialo koncowke gov.pl
Jak juz pisalam powyzej - nikt tu nikogo nie przekabaci, bo wierzymy w to co chcemy.
Mi poczatkowo zalezalo na opiniach ludzi wierzacych, ktorzy praktykuja kierownictwo duchowe...
Juz wiem, ze nie to forum do tej dyskusji ![]()
A na jaki dokument TY się powołujesz twierdząc, ze budżet RP nie dopłaca do Kościoła?
Dotacje wynikają z umowy między Kościołem a Państwem. Jest to ustawa z dnia 17.05.1989r.
W konkordacie nie ma slowa o dofinansowaniu. Ta umowa gl dotyczy zawierania malzenstw i tego, ze sprawy wspolne beda uzgadniane przez obie strony. Jak np likwidacja funduszu koscielnego, co obecnie sie dzieje. Lekcje religii w szkolach tez sa na podstawie konkordatu. Jak uda mi sie przy kompie zasiasc, poszukam tych dokumentow. Z komorki ciezko sie przeglada strony.
Dobrej nocy Catwoman ![]()
Ps. Czy na pewno musimy tu o tym?
Tu.... nie
Możemy się przenieśc na wątek wcześniej proponowany, który cały jest o KK ![]()
Uff ![]()
Zapytam prywatnie, jak nie chcesz nie odpowiadaj: jestes jakiegos konkretnego wyznania? Czy raczej swojego wlasnego? Pytam, bo nie wiem dlaczego jest w Tobie tyle goryczy i zlego nastawienia do kk. Odnosze wrazenie, ze ktos w kk cie zranil...
Nie rozśmieszaj mnie
:D o mało nie spadłam z krzesła
Nie, nikt mnie nie zranił, mam po prostu dość tego panoszenia się KK i fałszywego przedstawiania Boga.
jadvinia, każdy z nas płaci podatki na KK bo KK nie utrzymuje się w 100% sam, jak to jest z różnymi kościołami protestanckimi chociażby, ale grube pieniądze państwo daje na Kościół co roku.
Czy krzyż symbolem naszej historii.... na pewno Kościół odegrał dużą rolę, ale Polska była na samym początku krajem pogańskim, Mieszko ochrzcił się bo chciał się ożenić, reszta była poganami.
Mieszko się ochrzcił ze względu na politykę i gospodarkę. Ale mniejsza z tym.
Paradoksalnie - Kościół nie odgrywał w Polsce większego znaczenia nigdy. Polska była przez wieki krajem wielonarodowym, wielokulturowym i wielowyznaniowym. Byli u nas Żydzi (przed II wojną najwięcej na świecie Żydów mieszkało właśnie u nas), byli muzułmanie w postaci Kozaków czy wcześniej Tatarów.
Wiesz kiedy na sztandarach powiło się hasło "Bóg, Honor, Ojczyzna" ? Dopiero w czasie 2 wojny. Zawsze było to "Honor, Ojczyzna". Po przemianach lat '90 Kościół zyskał niebotyczną wręcz władzę i gigantyczne pieniądze i nieruchomości warte MILIARDY.
Fundusz Kościelny to choćby drobny przykład z dofinansowaniem KK przez Państwo. Kolejna sprawa dotacje UE na Kościół (tak, tak, ten zagorzały przeciwnik UE ciągnie teraz kasę na utrzymanie swoich kościołów), Komisja Majątkowa przekazała KK też sporo nieruchomości i gruntów, zwolnienia podatkowe itp - to wszystko kosztuje i jest finansowane z Budżetu Państwa - czyli także i z moich podatków. O dofinansowaniu budowy Świątyni Opatrzności to nawet nie chce mi się wspominać, ani o instytucjonalnym utrzymywaniu księży (MON, MSW). A na to też idą miliony. Mimo, że w całym kraju jest raptem ok 30 tysięcy księży.
byli muzułmanie w postaci Kozaków czy wcześniej Tatarów.
Wg mojej wiedzy to brać kozacka była gorącym orędownikiem prawosławia i z iście stepową brawurą lała po czerepach muzułmańskich Turków i katolicko-unickich Lachów.
Nie smiejcie sie ze mnie plz, ale lubie obserwowac i staram sie byc na biezaco i widze co sie dzieje z UE. Z jednej strony wspolna, ratujemy sie nawzajem, z drugiej strony silna walka z Kosciolem... Mi to przypomina wieze Babel. Ludzie odwracajac sie od Boga niszcza siebie. Nie wyrzucimy Boga z historii. Wszyscy pamietaja i chetnie wspominaja wyprawy krzyzowe, mowi sie o.ksiezach gejach i pedofilach. Dlaczego tak chetnie nie wspominamy tego, ze w dzieki wierze w Boga i Kosciolowi udalo sie przetrwac zabory. Nie wspomina sie swietych. Kto wie dlaczego Maksymilian M. Kolbe zostal swietym? Co wiecie o O. Pio? To kropla w morzu tego czym jest Kosciol...
Skacze niemilosiernie po tematach, bo wiele mysli klebi mi sie w glowie i argumentow dlaczego uwazam, ze doroslam i uwazam Kosciol za wazny element zycia
Jednoczesnie wiem, ze nikt nikogo na forum nie przekabaci
Jadviniu, ja też uważam, że powinniśmy szukać tego co nas łączy a nie dzieli, być otwarci na ekumenizm, ale to się powinno wyrażać przez WZAJEMNY szacunek. Tymczasem wielu księży katolickich lekceważy prawo ludzi innych wyznań, religii i ateistów do innego światopoglądu, narzucając im swoje tradycje. To bardzo razi. Ja też znam księdza katolickiego, który jest fantastycznym człowiekiem i nic mu nie mogę zarzucić, ale niestety znam też co najmniej trzech, którzy są wyniośli, aroganccy i doświadczyłam z ich strony różnych przykrości. Nie walczę z Kościołem katolickim, mam kolegę - księdza katolickiego, którego lubię, ale zawsze będę się sprzeciwiać narzucaniu katolickich tradycji czy zwyczajów oraz zawłaszczania państwa przez jakikolwiek Kościół czy religię. Bóg jest w moim życiu bardzo ważny, tak jak w twoim, ale ja mam prawo wyznawać swoją wiarę w taki sposób jak chcę a ty, tak jak ty chcesz. Ty modlisz się do Maryi, ja nie, ale wspólnie możemy odmówić "Ojcze nasz".
W miejscach takich, gdzie jest wiele osób i część z nich nie jest katolikami, katolicy powinni uszanować prawa tych pozostałych osób. Tymczasem Kościół katolicki lekceważy te prawa często i dlatego sprowadza na siebie tę krytykę.
Myslę tez, że przeceniasz rolę Kościoła katolickiego w odzyskaniu niepodległości, chociaz oczywiście na pewno wiara w Boga dodawał ludziom otuchy w cięzkich czasach i jednoczyła, chociaz nalezy wspomnieć, że dawniej na ziemiach polskich i pod zaborami ludnośc była bardzo zróżnicowana wyznaniowo (o wiele bardziej niż teraz), i pamiętaj, że w niechlubnej Targowicy księża katoliccy też mieli swój udział.
Dobrzy i wspaniali ludzie byli i są nie tylko w Kościele katolickim. Nie twierdzę, że Kościół katolicki to samo zło, wręcz przeciwnie, ale jego postawa wobec naszego państwa w ostatnich 20 latach jest nie do zaakceptowania.
yoghurt007 napisał/a:byli muzułmanie w postaci Kozaków czy wcześniej Tatarów.
Wg mojej wiedzy to brać kozacka była gorącym orędownikiem prawosławia i z iście stepową brawurą lała po czerepach muzułmańskich Turków i katolicko-unickich Lachów.
Faktycznie. Mój błąd.
Myslę tez, że przeceniasz rolę Kościoła katolickiego w odzyskaniu niepodległości, chociaz oczywiście na pewno wiara w Boga dodawał ludziom otuchy w cięzkich czasach i jednoczyła, chociaz nalezy wspomnieć, że dawniej na ziemiach polskich i pod zaborami ludnośc była bardzo zróżnicowana wyznaniowo (o wiele bardziej niż teraz), i pamiętaj, że w niechlubnej Targowicy księża katoliccy też mieli swój udział.
Dobrzy i wspaniali ludzie byli i są nie tylko w Kościele katolickim. Nie twierdzę, że Kościół katolicki to samo zło, wręcz przeciwnie, ale jego postawa wobec naszego państwa w ostatnich 20 latach jest nie do zaakceptowania.
Nie doszłoby do rozbiorów, gdyby Kościół nie dał na to przyzwolenia.
a to ciekawe , przyzmam się ze pierwszy raz się spotkałem z taką tezą chociaż lubie tak amatorsko buszowac po naszej historii Może podrzucisz jakies źródła ze kosciół dał przyzwolenie na rozbiory
Prawdziwe oblicze Kościół pokazał już w 1079 r., postawą biskupa krakowskiego Stanisława, który spiskował przeciwko własnemu królowi Bolesławowi II Szczodremu z cesarzem niemieckim.
Prawdziwe oblicze Kościół pokazał już w 1079 r., postawą biskupa krakowskiego Stanisława, który spiskował przeciwko własnemu królowi Bolesławowi II Szczodremu z cesarzem niemieckim.
teza oparta wyłacznie na domsłach a nie konkretetnych dokumentach
128 2012-12-03 15:42:18 Ostatnio edytowany przez yoghurt007 (2012-12-03 15:43:29)
Tango - ot choćby wspomniana konfederacja targowicka. Ze strony Litwy na czele stał biskup Józef Kossakowski. Stanisław August Poniatowski uległ namowom swojego brata Michała - również biskupa. Całe to towarzystwo było ultrakatolickie i w większości przekupione przez wspomnianą carycę. Po wszystkim Pius VI wysłał Katarzynie II list, w którym chwalił jej podboje i rozbiór Polski. Ale to tak swoją drogą. I to jest powszechnie znana historia i kojarzone nazwiska. Tylko niezmiernie rzadko mówi się o tym, że byli to ludzie zajmujący kluczowe stanowiska kościelne.
Przypomnij sobie tez kto i po co ściągnął Krzyżaków do Polski i z czyjego polecania i z czyim wsparciem oni działali. I jakie mieli cele - a głównym było utworzenie niezależnego od Polski państwa kościelnego.
Jedyny dokument to zapiski Galla Anonima, który w szczegóły się nie wdawał. Pisał on jednak o zdradzie biskupa.
Jedyny dokument to zapiski Galla Anonima, który w szczegóły się nie wdawał. Pisał on jednak o zdradzie biskupa.
Gall musiał zachować 'oględność' bo przecież Władysław Herman został królem z cesarskiej łaski gdyż należał do stronnictwa antykrólewskiego. Stanisław zachował się za to w dokumentach cesarskich dotyczących zapłaty jaką otrzymywał od Henryka IV za rozwijanie obozu procesarskiego w Polsce.
yoghurt007 napisał/a:Jedyny dokument to zapiski Galla Anonima, który w szczegóły się nie wdawał. Pisał on jednak o zdradzie biskupa.
Gall musiał zachować 'oględność' bo przecież Władysław Herman został królem z cesarskiej łaski gdyż należał do stronnictwa antykrólewskiego. Stanisław zachował się za to w dokumentach cesarskich dotyczących zapłaty jaką otrzymywał od Henryka IV za rozwijanie obozu procesarskiego w Polsce.
coż ciekawe
bo jak zmarł Henryk IV to rodzice jeszcze nie planowali małego Stasia bo urodził się on pare lat później ![]()