yoghurt007 napisał/a:Matt87 - widzisz, cały problem w dyskusji z tobą jest taki, że okopałeś się na swojej pozycji "wiedzy" i "nauki" w mocno tradycyjnym i konserwatywnym ujęciu tych pojęć. Prosty przykład - założyłeś, że boga nie ma. Na dokładnie tej samej zasadzie, co przeciętna osoba wierząca zakłada istnienie boga. To wygląda tak, jakbyś się obraził na KK.
Wiesz, tak się akurat składa, że jestem osobą niewierzącą. Nigdy nie byłem. Zawsze szukałem i byłem otwarty na różne hipotezy. Jedne pasowały mi bardziej, a inne mniej. Ale nie znalazłem takiej, która zadowalałaby mnie w całości. Bo wciąż więcej zadajemy pytań niż uzyskujemy odpowiedzi. Zwłaszcza o naszą przeszłość. I ani wiara, ani nauka nie jest w stanie dostarczyć odpowiedzi.
Hej, trochę mnie nie było, postaram się odpowiedzieć na te inwektywy. Moją potrzebę wiedzy i poszukiwania odpowiedzi na liczne pytania sprowadziłeś do poziomu obrażania się na jakąś instytucję, to niesprawiedliwe 
Okopałem się, tzn. mam wyrobione zdanie, poparte wieloma latami lektury i przemyśleń. Stwierdzam, że boga nie ma, bo założyłem że bujanie w obłokach do niczego konkretnego nie prowadzi. Pojęcie boga jest uproszczeniem utworzonym tysiące lat temu przez ludzi którzy nie mogli pojąć prawidłowości tego świata. Nie ma żadnych dowodów na to że bóg istnieje, oczywiście ten rozumiany przez wszystkie religie od tych politeistycznych po monoteistyczne. To jest problem wiary, nie może się to równać z nauką. Nie jestem ignorantem i dopuszczam do siebie możliwość, że wszechświat mógł powstać wskutek działania nieznanej nam energii, jednak jest to problematyka tak niejasna, że religie które wyewoluowały z prostych wierzeń animistycznych nie mogą tu nic wyjaśnić. Pojęcie boga znów się powtórze, stało sie komunałem. Każdy interpretuje je na swój własny sposób. Co dzięki temu można wyjasnić? Nic.
To że osoba wierząca zakłada, ze bóg istnieje jest już założeniem innej natury. Problem wiary pozostaje niezmienny, nie do wyjaśnienia. To natomiast, że ja zakładam że wszechświat powstał w taki a nie inny sposób to problem do wyjaśnienia na przestrzeni następnych dekad czy stuleci.
Jestem otwarty na różne poglądy, ale akurat w materii religii sporo przebywałem i uznałem, że szkoda na to czasu. Religia ma wartość w wymiarze psychologicznym, kulturowym i w żadnym więcej. Jak wspominałem nie akceptuje tłumaczenia rzeczywistości uproszczeniami opartymi na wierze. Życie jest krótkie i aby do czegoś dojść trzeba eliminować warianty najmniej prawdopodobne a szukać odpowiedzi w tych, które mają jakieś szanse powodzenia. Szeroko pojęta nauka jest dla mnie dzisiaj tym, co może taką odpowiedź dać. Religia, mając na uwadze całą jej ziemską ewolucję, pochodzenie i motywy, na nic konkretnego odpowiedzi nie da.
Ktoś stwierdził, że nauka nie zagraża religii, nie wypiera jej. Ja uważam, że nauka wyjaśnia to, co religia upraszcza w wielu płaszczyznach. Proste przykłady to tzw. cuda. Odniosę się do tych z obszarów Polski, tematyki mi najbliższej. Ludzie wierzą w cuda jasnogórskie, nad Wisłą itd. Żadnych cudów bynajmniej nie było. Określenie tych zdarzeń cudami oczywiście wzięło się z jednej strony z ludzkiej niewiedzi a z drugiej strony to celowa polityka kk w tamtych czasach, aby wszystko co ważne, kluczowe dla Polski i ludności wiązać z religią. Ogłupienie ludu było tu tylko czymś sprzyjającym. Warto poczytać o tym, aby zmienić swoje nastawienie do tego typu spraw. Jeden doktor podczas zajęć na moim kierunku ładnie skwitował tego typu wierzenia: powiedział że cud nad Wisłą to po prostu biegunka żołnierzy rosyjskich, którzy w takim stanie nie mogli skutecznie walczyć z przeciwnikiem.
Dotarła do mnie równie przerażająca myśl, mianowicie przeciętni zjadacze chleba są zbyt głupi, aby nauka mogła wyprzeć religię w ich życiu. Czemu? Na przestrzeni wieków odkrycia wyjaśniały to co religia upraszczała, ale nie wiązało się to ze wzrostem świadomości wśród pospolitego tłumu. Podobnie jest dzisiaj, gdyby stwierdzono że boga nie ma musiano by to ogłosić w wiadomościach, ale pewnie i tak większość ludzi wierzących dalej by wierzyła w to, w co wierzy. Tu kluczowa wydaje się indoktrynacja, czyli wpajanie religii tłumowi od małego. Dzięki temu stopień ignorancji można utrzymać na takim poziomie, aby religia i jej władze miały zapewniony sowity byt.
Ktoś stwierdził, że wiarę w boga utożsamiam z czyjąś głupotą. Napisze tak: jeśli ktoś jest głupi, to fakt że wierzy w boga bądź nie niczego nie zmienia. Tak samo, jeśli jest inteligentny.
Wiara w boga to dla mnie ignorancja postępu nauki, która nie wyjaśnia oczywiście wszystkiego, ma jeszcze wiele przed sobą, ale jest jedynym źródłem wiedzy, która może dać odpowiedzi na kluczowe dla tej myślącej części ludzkości pytania.
Moim marzeniem jest, aby dożyć kiedyś chwili, kiedy urządzenia wzorowane na LHC lub któryś z wybitnych intelektów tego świata dadzą odpowiedź na pytanie dotyczące tego, jak powstał wszechświat, jak narodziło się życie na Ziemi. Który szary zjadacz chleba marzy o takich rzeczach? Tacy ludzie to trzon wyznaniony każdej z wielkich religii.
Znając życie, spece od watykańskiego dostosowywania religii do postępu nauki stwierdzą wtedy, że..tak chciał bóg, to o czym powiedział ten naukowiec, co wykazała ta maszyna jest w gruncie rzeczy bogiem ;D Czyż to nie religijne uproszczenie?