)
ojj, już widzę, że z Tobą będzie mi się znakomicie dyskutowało, choćby po to warto było się wreszcie tutaj zalogować 
no to siup:
"Nie watykańska ruletka. Tyko NPR. Bardzo fajna metoda dla kobiet świadomych siebie, wykształconych, dobrze ustawionych finansowo. Bo "motłoch" i tak nie zastosuje tych metod - bo nie rozumie o co w tym biega, poza tym - na tabsy ich nie stać, gumek mąż nie założy bo "fe" i rodzą jedno nie do końca chciane dziecko za drugim, uzasaniając to watykańską (a tak naprawdę to przez ciasnotę umysłową, lenistwo i niezrozumienie). Prawda jest taka że NPR najlepiej skomasowane (czyli wielokierunkowa obserwacja cyklu) u normalnej kobiety (nawet przy nieregularnych, stresach itp.) ma niemal 100% skuteczność. Tylko nie każdej się chce"
- może i NPR, niech będzie, dla mnie to watykańska ruletka, ale przecież nazywam to wedle subiektywnego odczucia. Sęk w tym, tak sądzę, że nawet " kobieta świadoma siebie, wykształcona, dobrze ustawiona finansowo" może mieć w pewnym dniu, momencie - skok temperatury wywołany nagłym stresem, infekcją, zdenerwowaniem (wszystko to, co wymieniasz powyżej w odniesieniu do takich kobiet, niestety nie chroni przed negatywnym wpływem świata zewnętrznego) - i całą metodę dyabli biorą. I jeszcze gdybyśmy żyli w świecie, gdzie nieplanowana ciąża to TYLKO lekkie zmarszczenie czoła, fakt może nie w porę w danej chwili, ale generalnie chciany i z możliwością zapewnienia temu nowemu życiu wszystkiego co najlepsze do rozwoju - o, wówczas nie ma sprawy, niech to będzie ogólnie używana metoda. Ale Afryka?.... przeludniona, schorowana na śmierć milionów dorosłych i dzieci?... A nawet Europa, z jej coraz szybszym i coraz bardziej zwariowanym trybem życia?.. z wymianą kulturową, rasową, brakiem granic i staromodnej moralności?..
Kościół MUSI zmienić stanowisko wobec środków, które nie dadzą się i tak i tak wyrugować z użycia, a sprawią przynajmniej tyle dobrego, że przeciętna pannica, zmieniająca facetów jak rękawiczki, nie zajdzie w ciążę, którą w innej sytuacji chciałaby natychmiast usunąć, bo przecież "jej brzuch, jej prawo". Mniejsze zło? jak najbardziej, jak najmniejsze, jeśli nie da się w ogóle uniknąć zła. Jeżeli oczywiście rozpatrujemy antykoncepcję hormonalną jako zło. Ja nie rozpatruję, ale ja jestem dziwna 
"Pomyliłaś cytaty. Współżycie wg KK to nieodłączny element małżeństwa, a według niektórych spowiedników mąż nie dający żonie satysfakcji powinien się z tego spowiadać. Nie traktujemy współzycia jako źródła rozpłodu li i jedynie. Absolutnie nie. Kurioza można spotkać wszędzie, także w pismach i stronkach dla apostatów.
Mieszkać bez ślubu można, współżyć nie. Można nawet mieszkać, być w związku cywilnym z osobą rozwiedzioną, a nie współżyć - klasyczne białe małżeństwo"
z tego, co czytywałam i widywałam, i słyszałam - podejście kk do współżycia zakłada tylko prokreację jako cel, a że przy okazji jest frajda, no, cóż, to bonus, ale nie należy się na nim skupiać, a niejako włączyć go do celu nadrzędnego, jakim jest spłodzenie potomstwa. A już o ciężki szok poznawczy przyprawiły mnie enuncjacje księżowskie głoszące, że pary, które są bezpłodne, powinny się powstrzymywać od współżycia. To jest wbrew naturze - gdyby nasz Stwórca założył, że sex ma być tylko gwoli rozmnożenia, nie dałby nam tych wszystkich pstryczków od orgazmu
. Zaznaczam, żeby nie podpierać się tu argumentem o naszej przynależności w tym do świata zwierząt - nie wszystkie przeżywają uniesienia w trakcie aktu sexualnego, np kocice krzyczą z bólu, nie z extazy podczas kopulacji, ponieważ penis kocura ma.. haczyki, które podczas wycofywania organu z pochwy samicy powodują ból, stymulujący owulację, która w innym przypadku u kotki nie miałaby miejsca w ogóle. Za to świnia ma 30minutowy orgazm (rekompensata za brak możliwości zadarcia głowy w górę i spojrzenia w niebo?... ;>) Ale to tylko taka dygresja.
Klasyczne białe małżeństwo jest w mojej opinii nienormalnym, prowadzącym do dewiacji sztucznym wymysłem, biologiczną męczarnią dla zwierzęcia, jakim jest człowiek, i duchowości, jaka jest powiązana ze zmysłowością.
" w każdym ustroju masz przywódców, władzę. KK jest takim jakby państwem, ustrojstwem reigijnym i politycznym niestety też. Poza tym, kościoły "zdecentralizowane" słabo funkcjonują, vide różne pomniejsze odłamy protestantyzmu.
No i jeszcze muszę wspomnieć, że Chrystus ustanowił Apostołów swymi następcami na ziemi, a oni z kolei ustanawiali swoich i tak to szło aż do dzisiaj. Pytasz jakim prawem omylni mają prowadzić drugich omylnych? Cóż, każdy z nas potrzebuje przewodnika, mistrza. Dla większości katolików są nimi księża, autorytety teologiczne. W sprawach duchowych dobrze mieć przewodnika, bo niektórzy omylni są mądrzejsi od nas, bardziej doświadczeni. Tak jest w każdej religii - zawsze jest nauczyciel, popatrz na buddyzm i medytację zen. Nie nauczysz się tego sama przesiadując w pokoiku na twardym materacu. Potrzebujesz kogoś, kto Cię poprowadzi"
- no właśnie, władza. Utopia w moim widzeniu świata zakłada brak władzy jako takiej, natomiast funkcja strażników wiedzy, jej nauczycieli, badaczy i tropicieli - to ideał, ergo właśnie utopia. Bo ja osobiście rozróżniam między nauczycielem a władcą, a niestety w świetle tego, co widzę w strukturach kk - tam funkcje nauczycieli, przewodników duchowych zastąpili możnowładcy, pretendujący do miana jedynie nieomylnych, prawa ponad wszelkim prawem - vide księża narąbani jak stodoła po żniwach, rozjeżdżający samochodami ludzi.
Podkreślam znów - wiem, że nie wszyscy. Ale "żona Cezara powinna być poza wszelkimi podejrzeniami", a cóż dopiero sam Cezar...
Nie potrzebujemy - no dobrze: ja nie potrzebuję i jeszcze n-osób poza mną - kogoś, kto mnie poprowadzi w sensie, że każe mi wyłączyć myślenie i działać wedle jego nakazów, wedle jego interpretacji prawa biblijnego czy kościelnego, czy jakiegokolwiek innego. Owszem, za to dobrze jest mieć WZÓR do naśladowania. Kogoś, lub "ktosiów", którzy zwyczajnie i po prostu nie kłapią o swojej etyczności, ale robią to codziennie, bez fanfar i w sposób, który budzi chęć naśladownictwa.
"Biblię może czytać każdy, nie ma w tym żadnego dla kleru zagrożenia"
- oj, naprawdę?? moja nieżyjąca już Mama - osoba wykształcona, mądra (to często nie jest jednoznaczne, dlatego podkreślam), praktykująca i mająca się za katoliczkę - miała wiele wątpliwości odnośnie kościelnych dogmatów, a także spraw opisanych w biblii. Poszła zatem któregoś dnia do księdza (swoją szosą, wybrała sobie do tego celu jezuitę {facepalm}...) i zadała mu kilka pytań związanych z dręczącymi Ją kwestiami. Pan ksiądz.. wyrzucił Ją z kościoła ze słowami "córko, szatan przez ciebie przemawia!"
ja się poddaję. Wasz Chrystus okazał współczucie i wyrozumiałość jawnogrzesznicy, nie brzydził się dotknąć trędowatego, a taki... taki człowieczyna uzurpuje sobie prawo do wyrzucania kogoś z miejsca, które nie należy do niego, lecz do jego boga?!?
"Sprawa jest rozwiązana w nieco inny sposób. Jest kilka "jedynych i prawdziwych przekładów", w każdym w przypisach wyjaśnione o co gdzie chodzi. I jeśli chcesz teraz poszukać czegoś w oryginale, popatrzeć do hebrajskiej Biblii np., to masz problem. Bo jest tylko jeden ogólnie dostępny w bibliotekach akademickich słownik. Oczywiście katolicki
. W którym jedno słowo ma kilka jedynie słusznych znaczeń. Dotarcie do noralnego sŁownika kosztuje sporo zachodu. Jak go w końcu dorwiesz, to okaże się, że ma datę wydania ok. 1920, opracowany przez szanowne gremium wyznania żydowskiego i nie było żadnych wznowień od tamtej pory. Ale jak już go będziesz mieć, to okaże się, że niemal cała Biblia jest przetłumaczona w taki sposób, by do doktryny pasowało. Smutne, ale prawdziwe"
- bardzo istotna kwestia, w rzeczy samej. Sprawa przekładu: inaczej położony akcent, inaczej przetłumaczone słowo, synonim użyty zamiast - i mamy całkiem inny obraz: a ileż było tłumaczeń i właśnie tego, o czym piszesz, czyli usuwania niewygodnych akapitów?..
Od razu przypomina mi to dowcip:
Grupa naukowców i znawców biblijnych textów stoi zszokowana przed jednym z nich, który z głupią miną mówi:
- Ale numer.. znaleźliśmy oryginał tablic Mojżeszowych z przykazaniami.. okazało się, że w pełnym brzmieniu jest tam napisane tak:
"Nie" z czasownikami pisać będziecie rozłącznie, na przykład: nie cudzołóż, nie kradnij, nie zabijaj..."
)