Ela210 napisał/a:po co? wtedy nie mogłaby czuć nieszczęścia, które to poczucie do czegoś jest autorce potrzebne najwyrażniej.
Clou tematu są emocje.
Na te można patrzeć w różny sposób, odrzucając jednak wszystkie nakładki, emocje to informacja.
Autorka nie ma umiejętności, zdolności ani dojrzałości by zobaczyć co stoi za tą informacją, skupia się na tym by nie czuć. Chcę się od emocji uwolnić, nie próbuje jej odczytać, zrozumieć, zintegrować.
Jedyne na co ją stać, to danie sobą emocjami powodować.
Najpierw, wciągnięcie w romans człowieka, by polepszyć własny komfort emocjonalny, który jest słaby, bez oglądania się na swoją i jego rodzinę. Kwintesencja egoizmu.
Teraz, kiedy gość się opamiętał, być może zrozumiał z czym ma do czynienia, próba uwolnienia się od kolejnej emocji, będącej wprost konsekwencją wcześniejszych działań.
Więc z jednej strony, poczucie nieszczęścia i cierpienie jest jej potrzebne, bo chroni ego.
Z drugiej strony, to boli.
Drogi są dwie w tej sytuacji.
Pierwsza to znalezienie sposobu na zagłuszenie emocji, wyparcie, poszukanie kolejnego plastra. Tak było dotychczas.
Druga droga to wejście w te emocje bez uciekania, rozczytanie jej i rozpoczęcie procesu leczenia, naprawy. Wtedy jest szansa na wyciągnięcie realnej wartości z tej sytuacji, lekcji.
Ta droga jest zdecydowanie mniej przyjemna, ale idąc nią można realnie coś w swoim życiu zmienić na lepsze.