Dodatkowo ból potęguje moja sytuacja rodzinna z mężem, który niewiele do mnie czuje i nie zależy mu na mnie. Nie sypiamy ze sobą, do tego dochodzą jego długi, które niestety trzeba spłacać. Jak bym miała opisać moje cierpienie, to tak jakby ktoś wbijał we mnie gwoździe i śmiał się przy tym ze mnie. Czuję się upokorzona i zdradzona. Jest to dla mnie koszmarem. On za to jest w doskonałej formie na bardzo wysokim stanowisku, z dużym uznaniem i autorytetem w swoim środowisku. Ja niczym takim nie mogę się pochwalić. Nawet nie mam stałych znajomych, jakoś tak się to nie ułożyło. Proszę dajcie mi dobrą radę, bo moja psychika umiera.
Chcesz powiedzieć, że w sytuacji którą przedstawiłaś nie czujesz się nieszczęsliwa i tego po tobie nie widać?
No dobrze, skoro tak twierdzisz to niech tak będzie.
Tylko z tych kilku zdań można więcej wyczytać niż może chciałabyś przedstawić. Nikt nie jest wystarczająco obiektywny wobec siebie i czasem inni widzą więcej niż nam się wydaje oraz niż chcielibyśmy okazać.
Dostałaś mnóstwo mądrych rad na rozwiązanie swojego problemu, chociaż właściwie wszystko zależy od ciebie. Ty jesteś dla siebie najlepszym opiekunem i przyjacielem i o ile tego nie zrozumiesz, nie zaczniesz wychodzić z tego dołka w który wpadłaś. Nie powinnaś polegać ani na męzu, ani na w tym wypadku na trenerze czy kim tam on nie jest, tylko na sobie.
Plus:
O rozdzielności majątkowej myslałaś?
To nie zmniejszy twojego dotychczasowego zadłużenia, ale uchroni cię przed kolejnymi nietrafionymi posunięciami finansowymi męża.
Ja zrobiłabym to już dawno. Ktoś ci pisal wcześniej chyba Ela, że masz poszukać dobrego doradcy finansowego, który ci doradzi w sprawie spłaty długów, tym bardziej że niektóre mogą uleć umorzeniu, jeżeli spełni się pewne warunki.
Walcz o siebie i o swoją przyszłość, jeśli chcesz jeszcze kiedyś być w pełni szczęsliwa.