Zaprosiłam faceta z którym się spotykam na wesele. W ostatniej chwili odmówił mi, bo dostał propozycje wzięcia udziału w szkoleniu... Zostałam pod ścianą, znów sama ze wszystkim kolejny raz. W weekendy on jeździ sam do swojej rodziny, wspolnych wakacji nie było, bo brak kasy.
Nikogo innego nie zaproszę, to wyjazd z noclegiem i nie mam kolegi z którym miałabym takie kontakty. Poszłybyście same? Stresuje sie samotna jazdą tyle km, nie jestem aż tak wprawionym kierowcą. Poza tym trochę mi wstyd, bo raczej będę jedyną singielką.
Zaprosiłam faceta z którym się spotykam na wesele. W ostatniej chwili odmówił mi, bo dostał propozycje wzięcia udziału w szkoleniu... Zostałam pod ścianą, znów sama ze wszystkim kolejny raz. W weekendy on jeździ sam do swojej rodziny, wspolnych wakacji nie było, bo brak kasy.
Nikogo innego nie zaproszę, to wyjazd z noclegiem i nie mam kolegi z którym miałabym takie kontakty. Poszłybyście same? Stresuje sie samotna jazdą tyle km, nie jestem aż tak wprawionym kierowcą. Poza tym trochę mi wstyd, bo raczej będę jedyną singielką.
Poszłabym sama.
Z tym, ze jeśli miałabym obawy, że nie jestem zbyt wprawionym kierowcą to pojechałabym innym środkiem transportu. O ile się da.
To, że jesteś singielką na weselu to żaden wstyd.
Zastanowiłabym się nad tym twoim chłopakiem.
Brak wakacji z powodu kasy?
Naprawdę nie jest w stanie zaoszczędzić choćby na wypad na kilka dni w Polsce?
Vaniliowa09 napisał/a:Zaprosiłam faceta z którym się spotykam na wesele. W ostatniej chwili odmówił mi, bo dostał propozycje wzięcia udziału w szkoleniu... Zostałam pod ścianą, znów sama ze wszystkim kolejny raz. W weekendy on jeździ sam do swojej rodziny, wspolnych wakacji nie było, bo brak kasy.
Nikogo innego nie zaproszę, to wyjazd z noclegiem i nie mam kolegi z którym miałabym takie kontakty. Poszłybyście same? Stresuje sie samotna jazdą tyle km, nie jestem aż tak wprawionym kierowcą. Poza tym trochę mi wstyd, bo raczej będę jedyną singielką.Poszłabym sama.
Z tym, ze jeśli miałabym obawy, że nie jestem zbyt wprawionym kierowcą to pojechałabym innym środkiem transportu. O ile się da.
To, że jesteś singielką na weselu to żaden wstyd.
Zastanowiłabym się nad tym twoim chłopakiem.
Brak wakacji z powodu kasy?
Naprawdę nie jest w stanie zaoszczędzić choćby na wypad na kilka dni w Polsce?
Niestety inny środek transportu nie wchodzi w grę, to mała miejscowość, trzeba będzie dojechać do kościoła. Najbardziej boli mnie to, że zostałam wystawiona w ostatniej chwili i to z argumentem, że to świetne szkolenie którego nie poświęci dla wesela wlasciwie obcych mu osób.
W wakacje byliśmy tylko na 2 noce a wyjeździe i to wszystko.
A co on robił podczas reszty wakacji?
On pracuje czy jeszcze się uczy?
Jest na utrzymaniu rodziców?
Poszłabym sama, ale..
Zaprosiłam faceta z którym się spotykam na wesele. W ostatniej chwili odmówił mi, bo dostał propozycje wzięcia udziału w szkoleniu... Zostałam pod ścianą, znów sama ze wszystkim kolejny raz. .
Jakby mi facet taki numer odstawił, to bym sie zastanowiła nad sensem znajomosci z nim. Rozumiem, jak komus raz cos wypadnie, ale jesli staje sie to normą, to po co komu taki związek?
Facet leci w chuja.
Jeżeli nie chce cie przedstawić swojej rodzinie, unika wspólnych wyjazdów, unika wspólnych imprez.
To wniosek nasuwa sie sam: ma kochankę, albo ty jesteś kochanka.
Pojechałabym sama albo wzięłabym osobę towarzyszącą, nawet koleżankę. A już na pewno do głowy by mi nie przyszło, żeby nie jechać. A ten twój kolega, to straszny sknera musi być albo niezainteresowany.
Poczekajmy aż autorka się wypowie czym on się zajmuje, w jakim jest wieku.
Bo jeżeli nadal się tylko uczy i jest na utrzymaniu rodziców to może nie mieć kasy.
Takie wesele to spory koszt: dojazd, ubiór, prezent, te wszystkie zbiórki na weselu...
To sobie wymyślił szkolenie.
A przyjazdu do domu co tydzień mogą wymagać rodzice aby coś pomógł, dać mu kasę, słoiki.
On już jest po 30stce.
Jeśli chodzi o wesele, to nie kasa jest przyczyną, ale po prostu on dostał propozycje szkolenia z pracy, zgodził się mimo, że terminy się nakładały. Uznał, że wesele jeszcze będzie nie raz, a szkolenie się nie powtórzy.
Jeśli chodzi o wyjazdy do rodziny, cóż, nie zabiera mnie, bo dopiero się rozwiódł z żoną I chyba jego rodzina nie jest gotowa na poznanie nowej dziewczyny.
Jak długo jesteście razem? Może facet po prostu nie jest z tych którzy od razu, z punktu będą cię za swoją przyszłą żonę uważać. Traktuje cię nieco na dystans, bo może po prostu z nim trzeba "dłużej pochodzić" żeby cię np. rodzinie przedstawił. Może sobie pewne rzeczy dopowiadasz albo oceniasz wg. własnych pragnień?
Jeśli wesele jest w sobotę, to można pogodzić jedno z drugim, dla chcącego nic trudnego... Ale on najwidoczniej nie chce Ci towarzyszyć, bo nie ma ochoty i to można zrozumieć, tylko gorzej, że Ciebie nie bierze opod uwagę...
Jesteśmy razem od grudnia zeszłego roku, po drodze mieliśmy przerwę gdy podczas ostatnich rozpraw ex żona zaczęła wyciągać ich brudy. Od razu zaznaczę- poznalam go po tym jak złożył pozew, więc nie rozwodził się dla mnie.
Niestety powrót że szkolenia będzie dopiero w niedzielę, a wesele jest w sobotę. Staram się zrozumieć, że robi to dla pracy, dla kariery, ale jest mi bardzo przykro. Powiedział mi w ostatniej chwili I praktycznie postawił pod ścianą. On twierdzi, że mogę iść sama i nic się nie stanie.
Jesteśmy razem od grudnia zeszłego roku, po drodze mieliśmy przerwę gdy podczas ostatnich rozpraw ex żona zaczęła wyciągać ich brudy. Od razu zaznaczę- poznalam go po tym jak złożył pozew, więc nie rozwodził się dla mnie.
Niestety powrót że szkolenia będzie dopiero w niedzielę, a wesele jest w sobotę. Staram się zrozumieć, że robi to dla pracy, dla kariery, ale jest mi bardzo przykro. Powiedział mi w ostatniej chwili I praktycznie postawił pod ścianą. On twierdzi, że mogę iść sama i nic się nie stanie.
To idź sama i dobrze się baw
A faceta zacznij traktować tak, jak on ciebie traktuje, czyli lekko
Zobaczysz, jak długo mu się to będzie podobało.
Jesteśmy razem od grudnia zeszłego roku, po drodze mieliśmy przerwę gdy podczas ostatnich rozpraw ex żona zaczęła wyciągać ich brudy. Od razu zaznaczę- poznalam go po tym jak złożył pozew, więc nie rozwodził się dla mnie.
Niestety powrót że szkolenia będzie dopiero w niedzielę, a wesele jest w sobotę. Staram się zrozumieć, że robi to dla pracy, dla kariery, ale jest mi bardzo przykro. Powiedział mi w ostatniej chwili I praktycznie postawił pod ścianą. On twierdzi, że mogę iść sama i nic się nie stanie.
Ale szkolenie w sobotę się kończy, dlatego ten argument nie przekonuje. O szkoleniu też się nie dowiedział wczoraj.
Jak on jest krótko po rozwodzie, to po prostu nie chce jechać, poszukał wymówki.
Może też jesteś plastrem i jak na razie nie zamierza bywać z Tobą "na salonach".
Jesteśmy razem od grudnia zeszłego roku, po drodze mieliśmy przerwę gdy podczas ostatnich rozpraw ex żona zaczęła wyciągać ich brudy. Od razu zaznaczę- poznalam go po tym jak złożył pozew, więc nie rozwodził się dla mnie.
Niestety powrót że szkolenia będzie dopiero w niedzielę, a wesele jest w sobotę. Staram się zrozumieć, że robi to dla pracy, dla kariery, ale jest mi bardzo przykro. Powiedział mi w ostatniej chwili I praktycznie postawił pod ścianą. On twierdzi, że mogę iść sama i nic się nie stanie.
Szkoleń nie organizuje się w ostatniej chwili, chyba, że dana osoba nie może przyjść, a ktoś inny w zastępstwie idzie na to miejsce, a przy tym musi się na to zgodzić. jeśli on nie planował z tobą wspólnego wyjazdu na wesele, mógł ci powiedzieć wcześniej. A ty myślałaś, że z nim pojedziesz, i to nie jest fair.
Mówienie, że możesz iść sama i nic się nie stanie, odczytałabym jako obojętność i brak uczuć. Przecież wie, że boisz się sama tak daleko jechać, wie, że nie poczujesz się komfortowo. Ja tam bym następnym razem nie ujmowała w swoich planach, bo przecież nic się nie stanie, jeśli nie będzie zaproszony.
Zmienili mu w ostatniej chwili termin szkolenia, na późniejsza datę nie było wystarczająco chętnych. Mówił, że próbował przełożyć, ale nie dało się z powyższych względów. Teraz musiałby oddać koszty pracodawcy jeśli zrezygnuje.
Szczerze mówiąc myślalam żeby zaprosić mojego ex, trochę żeby mu zagrać na nosie. Z drugiej strony mam wątpliwości czy to dobry pomysł, bo mamy sporadyczny kontakt (życzenia na święta i urodziny)
Zmienili mu w ostatniej chwili termin szkolenia, na późniejsza datę nie było wystarczająco chętnych. Mówił, że próbował przełożyć, ale nie dało się z powyższych względów. Teraz musiałby oddać koszty pracodawcy jeśli zrezygnuje.
Szczerze mówiąc myślalam żeby zaprosić mojego ex, trochę żeby mu zagrać na nosie. Z drugiej strony mam wątpliwości czy to dobry pomysł, bo mamy sporadyczny kontakt (życzenia na święta i urodziny)
Nie będę się rozwodzić na temat szkoleń, mógłby choć nie kłamać.
Następnym razem będzie kradzież auta czy coś jeszcze innego?
18 2022-09-29 23:03:08 Ostatnio edytowany przez cisza to ja (2022-09-29 23:07:04)
Zmienili mu w ostatniej chwili termin szkolenia, na późniejsza
datę nie było wystarczająco chętnych. Mówił, że próbował przełożyć, ale nie dało się z powyższych względów. Teraz musiałby oddać koszty pracodawcy jeśli zrezygnuje.
Szczerze mówiąc myślalam żeby zaprosić mojego ex, trochę żeby mu zagrać na nosie.
Z drugiej strony mam wątpliwości czy to dobry pomysł, bo mamy sporadyczny kontakt (życzenia na święta i urodziny)
Poszłabym sama i postarała się bawić dobrze.
Pomysłu z byłym nie pochwalam, bo granie na nosie może obrócić się przeciw Tobie.
Być może facet po niedawnych przejściach nie ma ochoty na bywanie.
W szkolenie i niemożliwość przełożenia wierzę, bo nie jedno szkolenie przechodziłam
w czasie mi nie pasującym. Rezygnacja to istotnie finansowe straty.
Vaniliowa09 napisał/a:Zmienili mu w ostatniej chwili termin szkolenia, na późniejsza
datę nie było wystarczająco chętnych. Mówił, że próbował przełożyć, ale nie dało się z powyższych względów. Teraz musiałby oddać koszty pracodawcy jeśli zrezygnuje.
Szczerze mówiąc myślalam żeby zaprosić mojego ex, trochę żeby mu zagrać na nosie.
Z drugiej strony mam wątpliwości czy to dobry pomysł, bo mamy sporadyczny kontakt (życzenia na święta i urodziny)Poszłabym sama i postarała się bawić dobrze.
Pomysłu z byłym nie pochwalam, bo granie na nosie może obrócić się przeciw Tobie.
Być może facet po niedawnych przejściach nie ma ochoty na bywanie.
W szkolenie i niemożliwość przełożenia wierzę, bo nie jedno szkolenie przechodziłam
w czasie mi nie pasującym. Rezygnacja to istotnie finansowe straty.
Właśnie odwrotnie, w ostatniej chwili jemu przełożyli szkolenie...
Jestem okropnie zła, że w ogóle się zapisał na to szkolenie w miesiącu gdy mieliśmy plany, od początku bylo zamieszanie z terminem i mógł się wycofać od razu, ale mu zależało na papierku.
Mam wątpliwości czy iść samej, raczej tam będą pary i boję się, że będę wyglądać jak przegryw, który podpiera ściany. Wszyscy pójdą na parkiet w parach a ja zostanę jak sierotka.
Jestem okropnie zła, że w ogóle się zapisał na to szkolenie w miesiącu gdy mieliśmy plany, od początku bylo zamieszanie z terminem i mógł się wycofać od razu, ale mu zależało na papierku.
Mam wątpliwości czy iść samej, raczej tam będą pary i boję się, że będę wyglądać jak przegryw, który podpiera ściany. Wszyscy pójdą na parkiet w parach a ja zostanę jak sierotka.
To, że masz problemy ze sobą i swoją samooceną to Twój problem, a nie Twojego faceta. Miał rezygnować ze szkolenia dla jakiegoś wesela? Wolne żarty.
22 2022-09-30 09:20:26 Ostatnio edytowany przez Tamiraa (2022-09-30 09:34:51)
Jestem okropnie zła, że w ogóle się zapisał na to szkolenie w miesiącu gdy mieliśmy plany, od początku bylo zamieszanie z terminem i mógł się wycofać od razu, ale mu zależało na papierku.
Mam wątpliwości czy iść samej, raczej tam będą pary i boję się, że będę wyglądać jak przegryw, który podpiera ściany. Wszyscy pójdą na parkiet w parach a ja zostanę jak sierotka.
Znam kobiety, które same poszły na wesele i nie podpierały ścian, dobrze się bawiły. Zależy od nastawienia.
Ja nie wiem jak można uzależnić się od kogoś, kto unika wspólnych spotkań i wyobrażać sobie z nim związek. Ale to tylko moje zdanie.
Z pierwszego postu odniosłam wrazenie, ze sytuacja takiego wystawienia, czy zmiany planow zdarzyla sie nie pierwszy raz, wiec raczej nie traktuje Cie powaznie. Moze nie pozamykal jeszcze starych rozdziałow.
Ja bym poszła sama, a jesli boisz sie jeździc, to moze moglabys sie z kims zabrac (z kościoła, itd). Nikogo tam nie znasz z innych gości?
Znam jedna koleżankę, która idzie z kolegą i być może będzie jeszcze jedna z narzeczonym, ale praktycznie nie mamy kontaktu.
Jeśli chodzi o rezygnowanie ze szkolenia na rzecz wesela -od dawna wiedział kiedy mamy imprezę. Zgłosił się na szkolenie mimo, że było ryzyko nałożenia się daty. Później dostał informacje, że pójdzie z późniejszym terminie, ale w ostatniej chwili sytuacja się zmieniła. Jakbym mnie partner zaprosił już dawno na jakąś uroczystość, to bym nie organizowała sobie niczego w pracy, gdzie nie mam na 100%, pewnej daty. Teraz ja czuję się postawiona pod ścianą i zostałam z problemem.
Z pierwszego postu odniosłam wrazenie, ze sytuacja takiego wystawienia, czy zmiany planow zdarzyla sie nie pierwszy raz, wiec raczej nie traktuje Cie powaznie. Moze nie pozamykal jeszcze starych rozdziałow.
Ja bym poszła sama, a jesli boisz sie jeździc, to moze moglabys sie z kims zabrac (z kościoła, itd). Nikogo tam nie znasz z innych gości?
Jeżeli chodzi o takie sytuacje, to do tej pory tylko na weekendy był z tym problem, bo każdy z nas jeździ oddzielnie.
26 2022-09-30 12:13:27 Ostatnio edytowany przez SaraS (2022-09-30 12:14:12)
Bez urazy, ale dla mnie oczekiwanie, że ktoś nie zaplanuje nic w pracy na cały miesiąc, żeby się przypadkiem daty nie nałożyły, jest mocno dziwne. Pretensje o to, że przełożyli mu termin szkolenia - tak samo. Co on miałby niby zrobić? "Sorry, szefie, nie mogę, idę na wesele... A nie, nie wiem czyje, obcy ludzie, ale moja dziewczyna potrzebuje towarzystwa..."? Przecież to nic dziwnego, że wybrał ważne dla niego szkolenie, a nie zabawę. Zrozumiałabym foszki, gdyby wystawił Cię ze względu na wypad z kumplami, ale praca? Istnieje przecież coś takiego, jak obowiązki. ![]()
Bez urazy, ale dla mnie oczekiwanie, że ktoś nie zaplanuje nic w pracy na cały miesiąc, żeby się przypadkiem daty nie nałożyły, jest mocno dziwne. Pretensje o to, że przełożyli mu termin szkolenia - tak samo. Co on miałby niby zrobić? "Sorry, szefie, nie mogę, idę na wesele... A nie, nie wiem czyje, obcy ludzie, ale moja dziewczyna potrzebuje towarzystwa..."? Przecież to nic dziwnego, że wybrał ważne dla niego szkolenie, a nie zabawę. Zrozumiałabym foszki, gdyby wystawił Cię ze względu na wypad z kumplami, ale praca? Istnieje przecież coś takiego, jak obowiązki.
Ona też pisala o innych akcjach. Moim zdaniemnie po drodze im razem. Niby są razem a osobno.
SaraS napisał/a:Bez urazy, ale dla mnie oczekiwanie, że ktoś nie zaplanuje nic w pracy na cały miesiąc, żeby się przypadkiem daty nie nałożyły, jest mocno dziwne. Pretensje o to, że przełożyli mu termin szkolenia - tak samo. Co on miałby niby zrobić? "Sorry, szefie, nie mogę, idę na wesele... A nie, nie wiem czyje, obcy ludzie, ale moja dziewczyna potrzebuje towarzystwa..."? Przecież to nic dziwnego, że wybrał ważne dla niego szkolenie, a nie zabawę. Zrozumiałabym foszki, gdyby wystawił Cię ze względu na wypad z kumplami, ale praca? Istnieje przecież coś takiego, jak obowiązki.
Ona też pisala o innych akcjach. Moim zdaniemnie po drodze im razem. Niby są razem a osobno.
Ubiegłaś mnie Rossanko:)
Co weekend woli wyjazd do rodziny a nie spotkanie z autorką. Wesele chyba przelało czarę goryczy. Jego rodzina może nawet nie wiedzieć o istnieniu autorki.
rossanka napisał/a:SaraS napisał/a:Bez urazy, ale dla mnie oczekiwanie, że ktoś nie zaplanuje nic w pracy na cały miesiąc, żeby się przypadkiem daty nie nałożyły, jest mocno dziwne. Pretensje o to, że przełożyli mu termin szkolenia - tak samo. Co on miałby niby zrobić? "Sorry, szefie, nie mogę, idę na wesele... A nie, nie wiem czyje, obcy ludzie, ale moja dziewczyna potrzebuje towarzystwa..."? Przecież to nic dziwnego, że wybrał ważne dla niego szkolenie, a nie zabawę. Zrozumiałabym foszki, gdyby wystawił Cię ze względu na wypad z kumplami, ale praca? Istnieje przecież coś takiego, jak obowiązki.
Ona też pisala o innych akcjach. Moim zdaniemnie po drodze im razem. Niby są razem a osobno.
Ubiegłaś mnie Rossanko:)
Co weekend woli wyjazd do rodziny a nie spotkanie z autorką. Wesele chyba przelało czarę goryczy. Jego rodzina może nawet nie wiedzieć o istnieniu autorki.
Z opisu wygląda na taki zwiazek-nie związek.
Bez urazy, ale dla mnie oczekiwanie, że ktoś nie zaplanuje nic w pracy na cały miesiąc, żeby się przypadkiem daty nie nałożyły, jest mocno dziwne. Pretensje o to, że przełożyli mu termin szkolenia - tak samo. Co on miałby niby zrobić? "Sorry, szefie, nie mogę, idę na wesele... A nie, nie wiem czyje, obcy ludzie, ale moja dziewczyna potrzebuje towarzystwa..."? Przecież to nic dziwnego, że wybrał ważne dla niego szkolenie, a nie zabawę. Zrozumiałabym foszki, gdyby wystawił Cię ze względu na wypad z kumplami, ale praca? Istnieje przecież coś takiego, jak obowiązki.
Roznie mozna na to patrzec, bo czy bedac pracownikiem trzeba od razu byc niewolnikiem pracodawcy? Zaplanowanie jakiegos waznego wydarzenia, bo takim jest moim zdaniem tego typu uroczystosc, nie powinna musiec kolidowac z grafikiem pracy, bez przesady. Mozna szefowi powiedziec, ze mam uroczystosc i nie pasuje mi ten termin szkolenia. Tylko, ze to trzeba chcieć, a ja bym tu raczej skłaniałą sie ku twierdzeniu, ze to marna wymówka ze strony chłopaka
.
Wg mnie, on sam chciał się wymiksować z tego wesela.
SaraS napisał/a:Bez urazy, ale dla mnie oczekiwanie, że ktoś nie zaplanuje nic w pracy na cały miesiąc, żeby się przypadkiem daty nie nałożyły, jest mocno dziwne. Pretensje o to, że przełożyli mu termin szkolenia - tak samo. Co on miałby niby zrobić? "Sorry, szefie, nie mogę, idę na wesele... A nie, nie wiem czyje, obcy ludzie, ale moja dziewczyna potrzebuje towarzystwa..."? Przecież to nic dziwnego, że wybrał ważne dla niego szkolenie, a nie zabawę. Zrozumiałabym foszki, gdyby wystawił Cię ze względu na wypad z kumplami, ale praca? Istnieje przecież coś takiego, jak obowiązki.
Roznie mozna na to patrzec, bo czy bedac pracownikiem trzeba od razu byc niewolnikiem pracodawcy? Zaplanowanie jakiegos waznego wydarzenia, bo takim jest moim zdaniem tego typu uroczystosc, nie powinna musiec kolidowac z grafikiem pracy, bez przesady. Mozna szefowi powiedziec, ze mam uroczystosc i nie pasuje mi ten termin szkolenia. Tylko, ze to trzeba chcieć, a ja bym tu raczej skłaniałą sie ku twierdzeniu, ze to marna wymówka ze strony chłopaka
.
Dlaczego od razu niewolnikiem? Wystarczy, że poważnie podchodzi do swojej pracy. Szkolenie jest ważniejsze niż marnowanie czasu na weselu.
Alika_ napisał/a:SaraS napisał/a:Bez urazy, ale dla mnie oczekiwanie, że ktoś nie zaplanuje nic w pracy na cały miesiąc, żeby się przypadkiem daty nie nałożyły, jest mocno dziwne. Pretensje o to, że przełożyli mu termin szkolenia - tak samo. Co on miałby niby zrobić? "Sorry, szefie, nie mogę, idę na wesele... A nie, nie wiem czyje, obcy ludzie, ale moja dziewczyna potrzebuje towarzystwa..."? Przecież to nic dziwnego, że wybrał ważne dla niego szkolenie, a nie zabawę. Zrozumiałabym foszki, gdyby wystawił Cię ze względu na wypad z kumplami, ale praca? Istnieje przecież coś takiego, jak obowiązki.
Roznie mozna na to patrzec, bo czy bedac pracownikiem trzeba od razu byc niewolnikiem pracodawcy? Zaplanowanie jakiegos waznego wydarzenia, bo takim jest moim zdaniem tego typu uroczystosc, nie powinna musiec kolidowac z grafikiem pracy, bez przesady. Mozna szefowi powiedziec, ze mam uroczystosc i nie pasuje mi ten termin szkolenia. Tylko, ze to trzeba chcieć, a ja bym tu raczej skłaniałą sie ku twierdzeniu, ze to marna wymówka ze strony chłopaka
.
Dlaczego od razu niewolnikiem? Wystarczy, że poważnie podchodzi do swojej pracy. Szkolenie jest ważniejsze niż marnowanie czasu na weselu.
Przeczytaj wątek, nie jest długi. Moim zdaniem chłopak moze i podchodzi poważnie do swojej pracy, ale na pewno nie podchodzi poważnie do autorki.
M!ri napisał/a:Alika_ napisał/a:Roznie mozna na to patrzec, bo czy bedac pracownikiem trzeba od razu byc niewolnikiem pracodawcy? Zaplanowanie jakiegos waznego wydarzenia, bo takim jest moim zdaniem tego typu uroczystosc, nie powinna musiec kolidowac z grafikiem pracy, bez przesady. Mozna szefowi powiedziec, ze mam uroczystosc i nie pasuje mi ten termin szkolenia. Tylko, ze to trzeba chcieć, a ja bym tu raczej skłaniałą sie ku twierdzeniu, ze to marna wymówka ze strony chłopaka
.
Dlaczego od razu niewolnikiem? Wystarczy, że poważnie podchodzi do swojej pracy. Szkolenie jest ważniejsze niż marnowanie czasu na weselu.
Przeczytaj wątek, nie jest długi. Moim zdaniem chłopak moze i podchodzi poważnie do swojej pracy, ale na pewno nie podchodzi poważnie do autorki.
Jeżeli autorka robi dramę o to, że ludzie zobaczą ją samą na weselu i pomyślą, że jest przegrywem, to… trudno brać na poważnie inne rzeczy, które pisze.
Alika_ napisał/a:M!ri napisał/a:Dlaczego od razu niewolnikiem? Wystarczy, że poważnie podchodzi do swojej pracy. Szkolenie jest ważniejsze niż marnowanie czasu na weselu.
Przeczytaj wątek, nie jest długi. Moim zdaniem chłopak moze i podchodzi poważnie do swojej pracy, ale na pewno nie podchodzi poważnie do autorki.
Jeżeli autorka robi dramę o to, że ludzie zobaczą ją samą na weselu i pomyślą, że jest przegrywem, to… trudno brać na poważnie inne rzeczy, które pisze.
Bo wyjęłaś jedna rzecz z kontekstu. A całość wygląda tak, że to już nie pierwsza taka sytuacja, że partner nie chce bo coś tam. Weekendy osobno, urlopów wspólnych nie ma,taki związek na pół gwizdka.
Co do wesela to ją rozumiem, byłam sama na weselach nie wiem ile już razy i to żadna zabawa.
M!ri napisał/a:Alika_ napisał/a:Przeczytaj wątek, nie jest długi. Moim zdaniem chłopak moze i podchodzi poważnie do swojej pracy, ale na pewno nie podchodzi poważnie do autorki.
Jeżeli autorka robi dramę o to, że ludzie zobaczą ją samą na weselu i pomyślą, że jest przegrywem, to… trudno brać na poważnie inne rzeczy, które pisze.
Bo wyjęłaś jedna rzecz z kontekstu. A całość wygląda tak, że to już nie pierwsza taka sytuacja, że partner nie chce bo coś tam. Weekendy osobno, urlopów wspólnych nie ma,taki związek na pół gwizdka.
Co do wesela to ją rozumiem, byłam sama na weselach nie wiem ile już razy i to żadna zabawa.
O tym, że wstyd pojawić się na weselu jako singielka napisała co najmniej dwa razy. Z desperacji nawet zastanawiała się czy nie zaprosić swojego ex. Kto tak robi?
Relację w której jest pewnie za wcześnie zakwalifikowała jako związek.
rossanka napisał/a:M!ri napisał/a:Jeżeli autorka robi dramę o to, że ludzie zobaczą ją samą na weselu i pomyślą, że jest przegrywem, to… trudno brać na poważnie inne rzeczy, które pisze.
Bo wyjęłaś jedna rzecz z kontekstu. A całość wygląda tak, że to już nie pierwsza taka sytuacja, że partner nie chce bo coś tam. Weekendy osobno, urlopów wspólnych nie ma,taki związek na pół gwizdka.
Co do wesela to ją rozumiem, byłam sama na weselach nie wiem ile już razy i to żadna zabawa.O tym, że wstyd pojawić się na weselu jako singielka napisała co najmniej dwa razy. Z desperacji nawet zastanawiała się czy nie zaprosić swojego ex. Kto tak robi?
Relację w której jest pewnie za wcześnie zakwalifikowała jako związek.
Wątek tyczy się związku.
Co do wesela żadna frajda być samej. Wszystkie wesela koleżanek i kuzynostwa tak obskakiwalam, tańcząc z podpitymi starymi wujkami koło 50 ki ![]()
A ten związek to wygląda z opisu na taki sobie, razem a osobno.
Wątek tyczy się związku.
Czyżby? Autorka nie pyta o sens związku tylko:
Poszłybyście same?
A dlaczego nie pyta czy to w ogóle ma sens? Bo w ogóle nie bierze pod uwagę, aby się szanować. Gdyby miała zdrowe poczucie własnej wartości to nie przejmowałaby się co ludzie na weselu powiedzą oraz nie dałaby się tak rolować przez faceta.
SaraS napisał/a:Bez urazy, ale dla mnie oczekiwanie, że ktoś nie zaplanuje nic w pracy na cały miesiąc, żeby się przypadkiem daty nie nałożyły, jest mocno dziwne. Pretensje o to, że przełożyli mu termin szkolenia - tak samo. Co on miałby niby zrobić? "Sorry, szefie, nie mogę, idę na wesele... A nie, nie wiem czyje, obcy ludzie, ale moja dziewczyna potrzebuje towarzystwa..."? Przecież to nic dziwnego, że wybrał ważne dla niego szkolenie, a nie zabawę. Zrozumiałabym foszki, gdyby wystawił Cię ze względu na wypad z kumplami, ale praca? Istnieje przecież coś takiego, jak obowiązki.
Roznie mozna na to patrzec, bo czy bedac pracownikiem trzeba od razu byc niewolnikiem pracodawcy? Zaplanowanie jakiegos waznego wydarzenia, bo takim jest moim zdaniem tego typu uroczystosc, nie powinna musiec kolidowac z grafikiem pracy, bez przesady. Mozna szefowi powiedziec, ze mam uroczystosc i nie pasuje mi ten termin szkolenia. Tylko, ze to trzeba chcieć, a ja bym tu raczej skłaniałą sie ku twierdzeniu, ze to marna wymówka ze strony chłopaka
.
Rozumiem, że istnieją tylko dwie opcje? Albo jesteś niewolnikiem pracodawcy, albo olewasz pracę na rzecz wesela z dziewczyną (więc analogicznie: jesteś niewolnikiem dziewczyny)? To trochę śmieszne, bo żadna z tych opcji nie zakłada, że ten mężczyzna może mieć swoją hierarchię wartości, swoje plany. Nie, musi zrobić "po autorkowemu" albo zostaje nazwany niewolnikiem. A gdzie taka, wydawałoby się, najprostsza opcja: facet WOLI szkolenie, facet WYBIERA to, co dla niego ważniejsze, facet DECYDUJE się na rezygnację z wesela? I, oczywiście, to wszystko z własnej nieprzymuszonej woli.
To chyba tak, jak z tematami o ślubach, dzieciach itp. Jak facet nie chce tego ślubu czy dziecka, tzn. że nie wie, czego chce. Tylko ci, którzy chcą tego, czego chcą kobiety, wiedzą, czego chcą. ![]()
Zaden wstyd wogole. Wiele razy chodze sama. Dziewczyno doslownie odpicuj sie i ruszaj sama. Wierz mi wiele to robi!
Z tego wszystkiego już mi się odechciało iść na to wesele. Poważnie myślę żeby zaprosić exa, poza nim nie mam żadnego kolegi z którym mogłabym swobodnie pojechać taki kawał drogi.
Z tego wszystkiego już mi się odechciało iść na to wesele. Poważnie myślę żeby zaprosić exa, poza nim nie mam żadnego kolegi z którym mogłabym swobodnie pojechać taki kawał drogi.
Jeżeli z takiego powodu odpuszczasz wesele = tego ślubu nie bierze nikt dla Ciebie ważny
Bardzo chciałabym być na ślubie, ale wolałabym nie jechać sama przez pół Polski po to, zeby posiedzieć samemu przy stole i pojeść.
Jeśli ex jest sam, to możesz go zaprosić, tylko też nie wiadomo czy się zgodzi, zależy jaka była przyczyna waszego rozstania i jaką masz teraz z nim relację koleżeńską.
Bardzo chciałabym być na ślubie, ale wolałabym nie jechać sama przez pół Polski po to, zeby posiedzieć samemu przy stole i pojeść.
Trudno tu nie przyznać Tobie racji.
Może niezbyt pewnie czujesz się za kierownicą, może wizja jazdy w samotności
odstrasza.
Może więc odpuść sobie to wesele, zamów duży bukiet kwiatów przez pocztę
kwiatową, a i jakiś kosz czegoś fajnego i czas dostawy zgraj z czasem zabawy.
Zamieść bilecik krótko usprawiedliwiając nieobecność i po problemie.
Bardzo chciałabym być na ślubie, ale wolałabym nie jechać sama przez pół Polski po to, zeby posiedzieć samemu przy stole i pojeść.
Wstaw info na spotted, to w godzinę masz co najmniej 5 chętnych.
Jeszcze będą kierować.
Nie z ex.
Vaniliowa09 napisał/a:Bardzo chciałabym być na ślubie, ale wolałabym nie jechać sama przez pół Polski po to, zeby posiedzieć samemu przy stole i pojeść.
Wstaw info na spotted, to w godzinę masz co najmniej 5 chętnych.
Jeszcze będą kierować.
Nie z ex.
Niestety częściowo muszę się zgodzić
Nie z ex!!! Nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki, tylko kłopoty z tego wynikną.
Tylko iść na wesele z nieznaną sobie osobą? Ryzykowne jak diabli. A co jak się upije, albo nie wiem... co innego nawywija?
Nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki, tylko kłopoty z tego wynikną.
Będę zrzędą i powiem, że w tym powiedzeniu nie chodzi o to, że nie powinno się robić dwa razy tego samego błędu xD
Prawidłowe znaczenie jest takie, że za drugim razem woda w rzece będzie inna (bo ta poprzednia już sobie popłynęła). Więc w tłumaczeniu: nie da się zrobić dwa razy tego samego, bo zawsze będą choć minimalnie inne okoliczności.
<zrzęda mode off>
Salomonka napisał/a:Nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki, tylko kłopoty z tego wynikną.
Będę zrzędą i powiem, że w tym powiedzeniu nie chodzi o to, że nie powinno się robić dwa razy tego samego błędu xD
Prawidłowe znaczenie jest takie, że za drugim razem woda w rzece będzie inna (bo ta poprzednia już sobie popłynęła). Więc w tłumaczeniu: nie da się zrobić dwa razy tego samego, bo zawsze będą choć minimalnie inne okoliczności.
<zrzęda mode off>
Jasne!
Woda w rzece będzie inna, ale rzeka ta sama ![]()
jakis_czlowiek napisał/a:Salomonka napisał/a:Nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki, tylko kłopoty z tego wynikną.
Będę zrzędą i powiem, że w tym powiedzeniu nie chodzi o to, że nie powinno się robić dwa razy tego samego błędu xD
Prawidłowe znaczenie jest takie, że za drugim razem woda w rzece będzie inna (bo ta poprzednia już sobie popłynęła). Więc w tłumaczeniu: nie da się zrobić dwa razy tego samego, bo zawsze będą choć minimalnie inne okoliczności.
<zrzęda mode off>
Jasne!
Woda w rzece będzie inna, ale rzeka ta sama
czyli autorka może zaprosić ex bo to już nie będzie dokładnie ten sam człowiek co kiedyś.
Tylko za moment będzie kolejny temat i łzy - mój chłopak mnie rzucił jak go odzyskać.
Piszecie o exach, ale to osobny temat. Są tacy, którzy odwiedzają swoje byłe w trudnych dla siebie chwilach, żalą się, a potem wracają do aktualnych. Tak jakby przedłużenie rodziny. Podobnie byłe, dzwonią po ex kiedy trzeba coś zrobić w domu albo kiedy czują się samotnie. Ex a ex to duża różnica. Nie wszyscy chcą pozamykać dawne rozdziały, bo chcą czasem do nich wrócić.
Z ex to był bardzo zły pomysł. Nawet nie odczytał wiadomości, po kilku godzinach ja usunęłam. Chociaż przypuszczam, że sprawdził w powiadomieniach i celowo nie otwierał, żeby nie było potwierdzenia odczytania.
Idę sama. Trudno, najwyżej ludzie będą się nade mną użalać jaka jestem biedna, że przyszłam bez partnera i przesiedzę imprezę przy stole. Nie mam żadnego kumpla, z którym mogłabym spędzić 2 noce w jednym pokoju, jakoś nie mieści się to w mojej strefie komfortu.
Z ex to był bardzo zły pomysł. Nawet nie odczytał wiadomości, po kilku godzinach ja usunęłam. Chociaż przypuszczam, że sprawdził w powiadomieniach i celowo nie otwierał, żeby nie było potwierdzenia odczytania.
Idę sama. Trudno, najwyżej ludzie będą się nade mną użalać jaka jestem biedna, że przyszłam bez partnera i przesiedzę imprezę przy stole. Nie mam żadnego kumpla, z którym mogłabym spędzić 2 noce w jednym pokoju, jakoś nie mieści się to w mojej strefie komfortu.
No ale potrafisz sprostać sytuacji, która jest dla Ciebie niekomfortowa. Tylko jak to odbierze partner, który odmiennie podchodzi do takich sytuacji, mam na myśli to, że może utwierdzi go to w przekonaniu że wszystko ok jest i Twoim komfortem - nie musi się za bardzo przejmować.
54 2022-10-03 13:36:24 Ostatnio edytowany przez Vaniliowa09 (2022-10-03 13:40:37)
On żałował, że tak to wyszło. Zrobiłam mu awanturę, chociaż co do daty nie było pewności do ostatniego momentu. Bez sensu również sensu żeby oddawał pieniądze, to za duża kwota. Nie powiem, że się cieszę, bo pewnie większość imprezy spędzę za stołem...
Z kumplem spać w jednym pokoju nie mieści Ci się w głowie, ale z exem już tak?
Podobnie byłe, dzwonią po ex kiedy trzeba coś zrobić w domu albo kiedy czują się samotnie.
Wiemy po co dzwonią, jak są samotne
![]()
Tamiraa napisał/a:Podobnie byłe, dzwonią po ex kiedy trzeba coś zrobić w domu albo kiedy czują się samotnie.
Wiemy po co dzwonią, jak są samotne
![]()
![]()
Po co?:)
Wyć mi się chce. Tak bardzo chciałam iść na to wesele, ostatnio byłam z 5 lat temu. Naszykowałam się i co? I zostałam wystawiona. Nie mam totalnie z kim pójść. Myślałam o koledze z pracy, ale boje się plotek, że zaraz się rozejdzie i ludzie sobie dopowiedzą Bóg wie co... zresztą już jest i tak za późno:( z facetem się rozstane. Nie zniosę takiego wystawienia do wiatru.
Ja całe życie chodzę na wesela bez osoby towarzyszącej i jakoś żyję.
Kolejna dziewczynka z pokolenia płatków śniegu.
Akurat ten "problem" z samotnym uczestnictwem w weselach wydaje mi się kompletnie odjechany. Ludzie, szczególnie Panie, traktują to, jak najgorsze zesłanie. Widywałem ogłoszenia na spotted, jak jedna z drugą szukały partnera na wesele a potem to już właściwie nie miało znaczenia, jak się potoczy znajomość. Byleby pokazać, że się przyszło z kimś. Serio nie można się dobrze bawić choć raz, będąc samemu? Swoją drogą, to zawsze, poza mną, byli jacyś sami w moim wieku, więc można było skorzystać i nawiązać znajomość.
Zdecydowanie, nie wiem po co komu partner na weselu. Zaraz na jedno idę, sam, i przesiedzę se całe wesele, rozmawiając może z babcią xD
Zdecydowanie, nie wiem po co komu partner na weselu. Zaraz na jedno idę, sam, i przesiedzę se całe wesele, rozmawiając może z babcią xD
Nie truj babci 4 liter. Weź się kurna opij i wyrywaj wszystkie dziewczyny razem z panną młodą ![]()
A dobrze tańczysz?
Nie truj babci 4 liter. Weź się kurna opij i wyrywaj wszystkie dziewczyny razem z panną młodą
Nie wypada, bo to ślub brata ![]()
A dobrze tańczysz?
Nie, nigdy nie tańczyłem. Omijam z daleka. Po prostu siedzę na 4 literach jak są jakieś tańce, czy zabawy.
Agnes76 napisał/a:Nie truj babci 4 liter. Weź się kurna opij i wyrywaj wszystkie dziewczyny razem z panną młodą
Nie wypada, bo to ślub brata
Tym bardziej wypada, wszyscy swoi to możesz z każdą się zabawić
Agnes76 napisał/a:A dobrze tańczysz?
Nie, nigdy nie tańczyłem. Omijam z daleka. Po prostu siedzę na 4 literach jak są jakieś tańce, czy zabawy.
Chłopie, na kursy tańca idź. Koniecznie!
A jak nie, to chociaż korzystaj z YT, jest masa kursów wszystkich tańców.
65 2022-10-08 21:30:16 Ostatnio edytowany przez jakis_czlowiek (2022-10-08 21:34:11)
Chłopie, na kursy tańca idź. Koniecznie!
A jak nie, to chociaż korzystaj z YT, jest masa kursów wszystkich tańców.
To nie jest dla mnie. Nie widzę w tym nic fajnego. Tylko bym się wygłupił przed ludźmi. Zresztą, moi rodzice też nigdy nie tańczyli, uważali to za głupie i nieprzystające dorosłym, więc po prostu siedzieli przy stole. I się z nimi tu zgadzam.
To jest jedna z tych rzeczy, które mógłbym zrobić, ale jakbym miał z kim, kto byłby wart tego.
I nie spamujmy w tym temacie.