No tak... Ja jestem na drugiej terapii już. Pierwszą zaliczyłam indywidualną dla DDA, poznawczo - behawioralną. Teraz jestem na indywidualnej psychoaktywnej, z zalecenia psychiatry, która prowadzi leczenie mojej nerwicy lękowej.
Znam ludzi, którzy przeszli pierdyliard terapii, ale nie poukładali sobie wielu rzeczy. Znam także faceta, na którym wszyscy postawili krzyżyk, na terapię poszedł po trzydziestce, a po dwóch latach, teraz, to anioł, nie człowiek. Mistrz Zen niemal.
Nastawienie to jedno; druga sprawa to to, że im bardziej rozwinięta jest Twoja inteligencja, tym trudniejsza praca na emocjach, co pokutuje bardzo wyraźnie u mnie.
W każdym razie: 7 lat temu bałam się głośniej odezwać, pracowałam za grosze będąc przekonaną o tym, że jestem śmieciem, który nic nie umie, nienawidziłam siebie wierząc w to, że nie powinnam się nawet urodzić. Pozwalałam się poniżać, bałam się i nienawidziłam; to było clue mojego życia.
Dzisiaj jestem wygadanym managerem, mam jakieś tam pieniądze i sukcesy; mam wielu znajomych, mam też przyjaciół; uczę się ciągle stawiać granice, uczę się kochać siebie i innych, ciągle pracuję u podstaw naprawy swojego postrzegania związków damsko - męskich. Natomiast porównując swoje życie kiedyś, a teraz; przypominając sobie, w jak czarnej otchłani byłam - niebo a ziemia.
Dla mnie terapia to droga ratowania życia, podobnie jak dla człowieka z chorymi nerkami ratowaniem życia jest dializowanie.