falka napisał/a:Nie wiem, czy cytujesz wiernie, ale piszesz "MÓWIONO bowiem". Mówiono, a więc ogólnie - w okolicy mówiono. Ani słowa o tym, kto mówił - ani że matka, ani że bracia. Interpretacja może być też taka, że "panowała taka opinia, że odszedł od zmysłów" - a obawiam się, iż miejsce osób chorych psychicznie (które "odeszły od zmysłów") w ówczesnej społeczności było jasno określone. Jak najdalej od "normalnych" czy "zdrowych". Może dlatego chciano go powstrzymać - przed stygamatyzacją, marginalizacją?
I co zamknąć gdzieś w zakładzie? Uniemożliwić mu wykonanie misji nakazanej przez Boga?
Co do MÓWIONO BOWIEM, mea culpa, posłużyłem się przekłamanym tłumaczeniem katolickim. Dobry przekład:
"A gdy dowiedzieli się o tym Jego bliscy, poszli, żeby Go pojmać. Mówili bowiem między sobą: Postradał zmysły".
Tak to zresztą zawsze było rozumiane. Już w IV w. Jan Chryzostom, jeden z tzw. ojców Kościoła, komentował to:
"To co Maryja chciała uczynić, umotywowane było Jej wybujałą ambicją; pragnęła Ona pokazać zebranym ludziom swą władzę nad Synem. Nie miała jeszcze pojęcia o Jego wielkości".
Jak widać, ojcowie Kościoła też mieli zagwozdkę z tym fragmentem
No bo jak mogła nie mieć pojęcia o "wielkości" syna, skoro sam ANIOŁ jej to zwiastował?
falka napisał/a:Co do kwestii "rozumienia" dla mnie wygląda to tak: wierzę, że Bóg istnieje. Wierzę, że Biblia i to co w niej zawarte jest prawdą. Skoro jest tam mowa o zwiastowaniu - jest to także prawda.
Z wiarą z kolei silnie związane jest zwątpienie. Rozumiem Marię - ona wierzy, że "tak ma być", ale z drugiej strony - jest tylko człowiekiem. Targają nią emocje, boi się, martwi o swoje dziecko. Może nie chce się wtrącać do boskiego planu (bo przecież jej wtrącenie i tak nic nie zmieni), ale próbuje wspomóc swojego syna. Może chciałą mieć pewność, że zrobiła wszystko, co w jej mocy by wesprzeć, oddalić a ostatecznie ulżyć w cierpieniu swojemu dziecku?
To jest bezpodstawne psychologizowanie. W każdym razie jest sprzeczność między zwiastowaniem - kiedy Maria dowiedziała się i ZAAKCEPTOWAŁA kim będzie jej syn, a momentem, w którym chciała go powstrzymać jako wariata. Ja tu widzę sprzeczność.
falka napisał/a:Pytasz, co mogło mu grozić? Nie trzeba dogłębnej wiedzy antropologicznej, żeby znać cechy cywilizacji żydowskiej - społęczność silnie spatriarchalizowana, poczucie misji, pojęcie "narodu wybranego", który jako jedyny jest kochany przez Boga, a przede wszytskim prawo religijne regulujące każdą dziedzinę życia.
I wyobraź sobie teraz na tym tle człowieka, który próbuje powiedzieć - "nie, to nie tak, mylicie się, żyjecie w grzechu" i tak dalej.
Dalej uważasz że nie ma żadnego zagrożenia dla kogoś, kto próbuje przeciwstawić się większości?
Oczywiście, że nikt w tym momencie nie mógł przewidzieć zagrożenia. Takich mesjaszy i proroków jak Jezus było wówczas na pęczki i jakoś większości żadna krzywda się nie stała. Nie wiem czy czasem właśnie Jan Chrzciciel i Jezus nie byli pierwszymi ofiarami zmiany stosunku do takich proroków. W każdym razie, Jezus wcale nie był najbardziej znaczącą postacią w tym gronie, źródła żydowskie praktycznie nie poświęcają mu uwagi.
Poza tym pretekstem do skazania Jezusa nie było jego nauczanie, lecz próba obwołania go królem żydowskim. Właśnie to, że miał podawać się za króla uznane zostało za buntownictwo (przecież Rzymian nie obchodziły spory między Żydami, oni chcieli tylko mieć spokój w Judei). Tymczasem próba powstrzymania go przez matkę i braci miała miejsce PRZED próbą obwołania go królem.
No i jest jeszcze taka rzecz, że krewni chcieli go powstrzymać, gdy nauczał w Galilei, a tam nie rządzili Rzymianie (jak w Judei) tylko Herod Antypas (syn Heroda Wielkiego).
Nie sądzę, by w tym momencie cokolwiek Jezusowi zagrażało. Też zginął dopiero 2 lata później, w rzymskiej Judei.
falka napisał/a:ps. "bracia" to też ewangeliczne określenie na uczniów Jezusa.
Ale nie w tym przypadku. Bo wtedy akurat Jezus przeciwstawił swoich krewnych (matkę i braci) swoim uczniom. Tak to opisuje Mateusz:
"Gdy jeszcze przemawiał do tłumów, oto Jego Matka i bracia stanęli na dworze i chcieli z Nim mówić. Ktoś rzekł do Niego: ?Oto Twoja Matka i Twoi bracia stoją na dworze i chcą mówić z Tobą?. Lecz On odpowiedział temu, który Mu to oznajmił: ?Któż jest moją matką i którzy są moimi braćmi?? I wyciągnąwszy rękę ku swoim uczniom, rzekł: ?Oto moja matka i moi bracia. Bo kto pełni wolę Ojca mojego, który jest w niebie, ten Mi jest bratem, siostrą i matką?"
Poza tym o braciach Jezusa donoszą niezależne od Biblii źródła.