Dla mnie niezwykłym miejscem - duchowego przebudzenia, wyciszenia i modlitwy jest pustelnia w Czatachowej koło Żarek. Trudno ją znaleźć - jadąc na Złoty Potok trzeba skręcić w prawo i jechać prosto aż skończy się asfalt. Tam, niemal na końcu świata jest maleńki kościółek, kaplica, w lesie ścieżki Matki Bożej, Droga Krzyżowa i skryte w gęstwnie domki pustelników.
W majowy długi weekend pojechałam tam po raz kolejny, naładować akumulatory
. Klęczałam na posadzce i na moje nogi wskoczył wspaniały, wielki kot, po czym usadowił się na nich wygodnie. Wtedy w tej ciszy, gdzie łatwo o mistyczne przeżycia, koci wybryk przypomniał mi o pokorze i o codzienności. Cóż, życie jest prozaiczne, ale i pełne niespodzianek
.

W Czatachowej nie sposób nie zastanowić się w którą stronę zmierza dzisiejszy świat. Codziennie widzę chodzące po bielskich galeriach handlowych młode osóbki, dla których moda to główny wyznacznik i cel w życiu. Nieraz zostałam zmierzona wzrokiem z góry na dół, wzrokiem pełnym pogardy i odrazy... Bo buty nie takie, spodnie, nie mówiąc o reszcie. Wtedy wystarczy pomyśleć o życiu w pustelni, bez prądu, bez bieżącej wody, w trudnych warunkach ascezy. I o szalonym kontraście między tym co w mieście, a tym co w lesie, między konsumpcją, a duchowością.
Nie zapytam, czy myślicie, że życie bez internetu, bez używek, lokali, życie proste i surowe jest możliwe. Wystarczy pojechać do Czatachowej, by przekonać się, że jest.
Jak wygląda codzienne życie w tym miejscu? Pustelnicy nie przyjmują datków, utrzymują się z pracy własnych rąk. Zbierają dary lasu, grzyby, jagody. Jedyne, co przyjmują z zewnątrz, to chleb od zaprzyjaźnionego piekarza. Hodują króliki, w zamian za pracę na polu dostają ziemniaki.
Do pracy dochodzą godziny wypełnione modlitwą, msze, nabożeństwa.
Ale mnie osobiście najbardziej urzekły... tabliczki obecne w lesie, przymocowane na drzewach, a na nich napisy, np. "Jezus tu jest i czeka na Ciebie".