Chyba nie powinnam tu pisać jak jest w moim wypadku, ale tak mnie korci, że wybaczcie jak was wkurzę, albo rozbawię. Ja tam daje, trochę mniej niż zwykle, chociaż mnie stać na więcej. Daję z powodów, o których nie przystoi mówić głośno 1. bo tak wypada 2. z sentymentu.
Pochodzę z bardzo religijnej rodziny, w dzieciństwie przeszłam katolickie pranie mózgu, efekt w dorosłości, jak zaczęłam myśleć to albo się buntowałam, albo szukałam Boga gdzie się da, ale jakoś nie najlepiej mi poszło, bo zawisłam w próżni, trzymam nazwijmy to dystans i nie uważam się ani za osobę wierzącą ani za ateistę (oczywiście moja rodzinka nadal próbuje mnie nawrócić).
1. Dawanie, bo tak wypada:
W kościołach bywam, aby tym, których kocham przykro nie było, albo z okazji ślubów, komunii itp. daje na tace tyle ile oni, aby nikomu obciachu nie robić. (Oczywiście, że za moimi plecami niektórzy ?życzliwie? szeptają, że robię farsę dla pewnej staruszki, ale co mi tam, ona dla mnie jest ważniejsza)
2. Dawanie z sentymentu.
Bywam w kościołach katolickich lub katolicko-podobnych (mieszkam w UK), bo jak mam doła, albo myśli się za bardzo kotłują to lubię posiedzieć w starych opustoszałych kościołach, cisza i wysokie gotyckie sklepienia jakoś tak na mnie działają ukajająco i nigdy nie zrobiłam nic, aby tego zwyczaju się oduczyć. Z tyłu kościołów, albo w bocznej nawie są stoły do palenia światła za zmarłych, tam się zawsze zatrzymuje na koniec "relaksu" i zawsze dużo wrzucam do skrzynki obok. (wmawiam sobie, że to przez sentyment do dzieciństwa, albo do tych, co odeszli, ale być może to tylko odruch i działam jak piesek Pawłowa)
3. daje mniej, chociaż mnie stać
Lata wysyłałam przekazem pieniężnym na misje i misjonarzy w Afryce, to pewnie też z sentymentu i dlatego, że jakoś w mojej rodzinie za dużo misjonarzy się trafiło. Pewnego dnia ?odkryłam?, dlaczego ci misjonarze nie wracają do Polski tylko przyjmują państwowe posadki za granicą tzn. najczęściej zostają państwowymi urzędnikami, jako księża i inni dostojnicy kościelni z reguły zatrzymują się we Francji. Przestałam wtedy myśleć, że ma to związek z dotychczasowym stylem życia i koniecznością pobytu misjonarza zagranicą, i skasowałam zlecenie przelewu.