Picea napisał/a:Ateiści też wierzą - że Bóg nie istnieje. Poza tym Matt87 ty mylisz wiarę z łatwowiernością. Ja żeby wierzyć potrzebuję argumentów, dowodów.
Dziwi mnie Twoje ukrywanie kim jesteś. Uważasz, że to jest uczciwe np wobec dziewczyny?
Niestety Picea nie masz racji, błąd w logice. Brak dowodu na nieistnienie czegoś nie jest równoznaczny z tym, że to coś istnieje. Tym samym ateiści po prostu wiedzą, że Boga nie ma bo nie ma żadnych dowodów na tego typu byt. Wierzyć muszą natomiast osoby religijne które zakładają że coś, na istnienie czego nie ma dowodów jednak jest- tak to powinno się tłumaczyć.
Na wiarę nie ma dowodów, mogą być argumenty ale prezentujące jedynie korzyści z wierzenia, nigdy jednak nie będą to argumenty mówiące o słuszności czy też prawdziwości wiary.
Nie mam dziewczyny, pomijając nieśmiałość względem kobiet m.in. z tego powodu, że nie wierzę. Najwidoczniej nie spotkałem jeszcze kobiety której by to nie przeszkadzało w dalszym życiu
Na pewno swojej partnerce powiedziałbym o tym, kłamstwo nie wchodzi w grę.
DirtyDianna napisał/a:Matt87 napisał/a:Spróbuj przyznać się w rodzinie czy w otoczeniu jak miejsce pracy lub grupa koleżeńska że jesteś ateistką, zobaczysz jak to będzie odebrane. W tym kraju fakt że ktoś nie wierzy w Boga i nie chodzi do kościoła jest często odbierany jako zachowanie dziwne i nienormalne. Ateistów przykładowo utożsamia się z komunistami, kimś gorszym itp. a to przecież totalne bzdury.
Myślę że przesadzasz, nikt nie postrzega ateistów jako "tych innych", macie prawo do takiego wyboru, dokładnie takie samo jak i ci którzy wyznają jakąś religię. Jeżeli jakiś Katolik, po zapoznaniu się z faktem że jesteś ateistą zacząłby Cię inaczej postrzegać, jako dziwnego i nienormalnego to gdzie u niego jest wiara? Jest hipokrytą. Mamy prawo wierzyć i nie wierzyć. Nie ukrywaj tego że jesteś ateistą (nie mówię o afiszowaniu się, bo afiszować z powodu wiary/niewiary to godne fanatyka). Nie pojmuję jakich prymitywów musiałeś poznać by tak teraz postrzegać sytuację.
Piszesz tak jakby każdemu katolikowi było wiadome, że ateista to nie jest ten inny. Z tego co pamiętam, z kazań z kościelnych ambon płynął ?przykład? że ateizm jest złem i czymś szkodliwym dla człowieka najdelikatniej rzecz ujmując. Niestety takich hipokrytów w tym kraju jest wielu
Coraz częściej zastanawiam się właśnie nad tym, aby jednak nie ukrywać tego, że jest się ateistą. Nie widzę w tym nic złego, to zwykły światopogląd jak wiele innych, w którym nie ma Boga jako przyczyny wszystkiego, a jedynie wiele niewiadomych które może kiedyś zostaną rozwiązane przez naukę.
mtmtc napisał/a:DirtyDianna napisał/a:mtmtc nie chodzi o modę, chodzi o danie komuś wyboru. Nie zmusisz nikogo do wiary, bo zaowocować to może jedynie nienawiścią. Osobiście wierzę w Boga, ale świadomość że ktoś kogo znam nie, w niczym by mi nie przeszkadzała (pod warunkiem że nie jest fanatykiem). Czy przejaw postępu? A czy wiara to przejaw postępu? Ja bym w ogóle nie włożyła tego do kategorii postępu. Wiara to wiara (podobnie jak niewiara), nie ma tu niczego postępowego czy też nie postępowego.
Chociaż może fakt w kręgach młodych podrostków, to może być postrzegane jako modne, "na czasie"... Ale ja ciągle mam na myśli ludzi dojrzałych psychicznie.
Wcale z Tobą nie polemizuje po prostu wtrąciłem swoje trzy grosze do dyskusji. W innym wątku Matt 87 sam przekonuje o postępowości ateizmu. Akurat obraca się w takich kręgach, że ciężko mu się przyznać do swoich przekonań, ja miewam spotkania z goła odmiennym środowiskiem gdzie ciężko przyznać się do wiary w Boga (czasem gotowi śmiechem zabić). Niestety to nie tylko ludzie młodzi mają problem z powierzchowną oceną innych i nie tylko wierzący.
Chciałem tylko zaznaczyć, że w moim przekonaniu ateizm jest przyszłościowym wariantem ze względów które wcześniej opisałem. Nie miałem tu bynajmniej na myśli jakichś trendów, ateizm wypływa z wnętrza ludzkiej jednostki której potrzeby poznania mechanizmów rządzących światem nie zamykają się w opowieściach biblijnych czy im podobnych. Wcale się z nim nie afiszuję, więc ciężko tu mówić o jakiejś modzie zwłaszcza że nie stawiam na pustosłowie czy utarte slogany.
Jak na razie obracam się w środowisku akademickim, gdzie dominują katolicy. Znam jedną ateistkę, która raz się zdobyła na odwagę i przyznała, że nie jest..?zbyt religijna?. Już w sumię kończę studia, dorabiając sobie w redakcji nawiązuje kontakt z nowymi ludźmi, czas pokaże czy są oni bardziej tolerancyjni niż dotychczasowi studenci z którymi się kontaktuje. Na pewno świat się zmienia, może rzeczywiście wielu młodych ma bardziej liberalne podejście do kwestii wiary, a ja jak narazie po prostu jestem w takim a nie innym środowisku katolików.